K

Książki o poganach/Słowianach które MUSISZ znać czyli nie powtarzaj informacji z dyupy

1. Kazimierz Moszyński „Kultura ludowa Słowian”

 

No Biblia. Nie bez przyczyny wjechało nowe wydanie (tak, moje jest nowe, a wygląda gorzej niż niejedno stare, bo brało udział w sesjach zdjęciowych gdzie trudno było mi pogodzić obowiązki fotografa i piro(mana). XD Ktoś, kto napisze (albo powie), że to jest super pozycja na początek „przygody” z historią słowiańszczyzny chyba jej nie czytał albo uważa, że każdy z marszu zechce pisać na ten temat pracę zaliczeniową…(to słowo w ogóle nie pasuje mi do literatury, pozycja to może być…nie wiem, wygodna, do spania na przykład, albo siedzenia).

Prawda, wkład Moszyńskiego w „zatrzymanie w czasie”, utrwalenie informacji, zapisanie pewnych rzeczy być może w ostatniej chwili (dziś już nie odnalazłbyś nikogo kto pamiętałby jakieś obchody czy gusła odprawiane we wsi zabitej dechami, gdzie psy siurasami hejnał grają) jest nieoceniony i wciąż za mało doceniony, ALE! nie bez powodu użyłam na początku porównania do Biblii. Ciężar interpretacyjny, gatunkowy, no i ten, dla wielu „duchowy” nieporównywalny, jednak wciąż jest to lektura bardzo obszerna, wymagająca (nie tylko otrzaskania z trochę archaicznym sposobem przekazywania myśli) trochę więcej rozeznania niż podstawa programowa na maturę z historii.

Mnóstwo przypisów, do bardzo interesujących źródeł, niestety nie wszystkie są w języku polskim i nigdy ich nie przełożono. :/ Znajomość rosyjskiego albo serbsko-chorwackiego okazuje się wtedy przydatna. Lektura obowiązkowa, ale na pewno nie dla pierwszaków. 😉

 

2. Paweł Szczepanik „Słowiańskie Zaświaty”

 

Bardzo dobra piguła wiedzy na wydawałoby się grzejący publikę temat (bo duchy, demony, i tak dalej, Halloween po „naszemu”), jednak podnieta szybko się skończy gdy przyjdzie do ogarnięcia tego na czym autor się skupia – wycinku rzeczywistości, o której i tak wiadomo niewiele. Dużo szczegółów, bez miliona stron wstępu wprowadzającego czytelnika, który nie ma pojęcia o kontekście, historii wczesnego średniowiecza.

Osoba która nie orientuje się choć trochę jak funkcjonowały religie przedchrześcijańskie (na których, na zasadzie analogii, często opieramy jakieś tezy, bo na własnym podwórku pola do popisu nie ma), będzie musiał w trakcie lektury nadrabiać zaległości, co będzie tylko korzyścią. Warto, bardzo warto, ale poziom akademicki, styl też…poważny, na pewno nie popularnonaukowe bajeczki.

 

3. Stanisław Piekarczyk „Mitologia germańska”

 

Jak to mówią – stare ale jare – i chyba po polsku wciąż nic lepszego nie napisano o tym (nie wiem czy ktoś na poważnie się za to zabierał). Warto od niej zacząć, jeśli chcesz potem jarać się wiedzą o „Wikingach” i Słowianach”, bo tym pierwszym dali początki, a wiedzę o tych drugich musimy niestety potwierdzać na zasadzie porównywania do tego co było u bliskich sąsiadów (i nie chodzi o to kto ma ładniejszy trawnik). Piekarczyk w sposób elokwentny i przystępny (jak na trudność i złożoność tematu) przeprowadza czytelnika przez meandry, nie kłamiąc jednocześnie, że wiedza którą przedstawia jest w każdym miejscu pełna, niepodważalna i skończona.

 

 

 

4. Leszek Paweł Słupecki „Wróżby i wyrocznie pogańskich Skandynawów”

 

Wśród form życia duchowego ludów pogańskich wróżbiarstwo zajmuje miejsce szczególne i odrębne. Nie jest częścią mitologii, choć często odwołuje się do mitów, nie jest też jednym ze zwykłych elementów kultu bogów, choć wpasowuje się w rytm świąt, rytuałów i obrzędów i bywa z nimi, szczególnie ze składaniem ofiar, ściśle powiązane. Nie jest wreszcie częścią magii, choć ma wiele do niej podobieństw. Wróżbiarstwo i stanowiąca jego podstawę wiara w przeznaczenie jest zjawiskiem swoistym, zajmującym własne, osobne miejsce w szeroko pojętej dziedzinie wierzeń.

Trudno przecenić wpływ wróżb na życie pogańskich plemion. We wszystkich chyba ważniejszych ośrodkach kultu istniały wyrocznie. Pod tym pojęciem rozumiemy wróżby, które miały swój określony czas (najczęściej święto), miejsce (najlepiej sanktuarium) i osoby specjalnie zajmujące się nimi; ich celem było uzyskanie wiedzy o rzeczach przed ludźmi zakrytych, a tyczących spraw najwyższej wagi, na przykład powodzenia planowanej wyprawy wojennej lub przyszłego urodzaju (czyli często po prostu szans na przeżycie).

 

 

5. Leszek Gardeła „Magia, kobiety i śmierć w świecie Wikingów”

 

Epoka wikingów nie należała wyłącznie do mężczyzn, a ówczesne kobiety nie zajmowały się jedynie gospodarstwem i opieką nad dziećmi. Najnowsze badania nad światem Północy pokazują, że skandynawskie kobiety odgrywały kluczową rolę także „poza progiem” domostwa, a ich wyjątkowe predyspozycje niejednokrotnie sprawiały, że stawały się ważnymi postaciami na szerokiej arenie społecznej. Niniejsza książka pokazuje kobiety w wielu różnych rolach, między innymi jako uzdolnione prządki i tkaczki, a także jako specjalistki od działań magicznych, posiadające moc kształtowania ludzkiego losu.

 

Oprócz szczegółowych dyskusji nad praktykami rytualnymi, wiele uwagi poświęcone zostało złożonym okolicznościom, w których kobiety sięgały po broń. Korzystając ze źródeł archeologicznych oraz literatury staronordyckiej, podjęta została próba udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy w świecie Północy faktycznie istniały wojowniczki, które z własnej woli uczestniczyły w działaniach militarnych. Rozważania podjęte w tym tomie uzupełniają interdyscyplinarne studia dotyczące wojny, śmierci i zaświatów, przyczyniając się do pokazania świata wikingów w prawdziwie wszechstronny sposób.

 

 

 

6. Borys A. Uspieński, Kult św Mikołaja na Rusi

 

Tytuł trochę nie na czasie (proszę, nie wspominajcie, że jest lato i musi być słoneczko i ciepełko, bo może dojść do nieszczęścia), trudno dostępny, ale OBOWIĄZKOWY jako któryś z kolei, ale raczej dla osób, które chcą poszerzyć rozeznanie, widzieć analogie, próbować wyciągać wnioski – bo pamiętajcie, że na badany temat jest bardzo mało gotowych odpowiedzi, a te które są wcale nie muszą być prawidłowe. Jak ktoś lubi wilki i nie boi się wywrócenia własnego światopoglądu i zniszczenia wspomnień z dzieciństwa, to powinien zacząć za Uspieńskim szperać, bo nie zawsze łatwo trafić, a w dobrej cenie to w ogóle…

 

 

7. Herodot „Dzieje”

Od tego niestety trzeba zacząć, ale nie chciałam od razu Was straszyć. 😛 To jedno z niewielu ŹRÓDEŁ, nie opracowań, analogii czy wyników badań. Opisywał (czasem mu się zdarzało coś tam przytoczyć co gdzieś usłyszał), w większości to czego doświadczał i czego był świadkiem, więc to taka…no, perełka.

 

8. Baranowski i cała seria Repliki

 

Wznowienie kultowych i ważnych opracowań Baranowskiego było dla Repliki chyba strzałem w dziesiątkę, nakład kilku pozycji z tej pogańsko/czarownicowej serii wyprzedał się bardzo szybko, i należy się z tego cieszyć, bo to lektura wartościowa, dużo ciekawostek, źródeł, dobrze się czyta, nie wymaga bycia orłem z historii, za to zaraża miłością do folkloru, tłumaczy rzeczy, które gdzieś tam się niby słyszało, ale nie było wiadomo dlaczego właściwie się tak mówi albo robi, czemu nasze babcie miały czasem „dziwne” pomysły i tak dalej. Zdecydowanie to jest coś dla początkujących adeptów babskogusłopogaństwa pozbawionego pierdół powielanych przez wydawnictwo na B.

 

9. Tadeusz Linkner „Słowiańskie bogi i demony”

Trochę archaiczna, ale krótka i przyjemna lektura, raczej dla osób, które coś już wiedzą, bo one będą mogły wyłuskać z fantastyki to co wartościowe i rzeczywiście bliskie dzisiejszej wiedzy. Lekka, łatwa, w sam raz na upały, tylko język…ale po kilku stronach już „wchodzi”. Tytuł jest w oczywisty sposób mylący i na wyrost, ale autor na współczesny mu stan wiedzy zrobił co mógł. 😉

 

 

KategoriaBrak kategorii
  1. Karolina says:

    Jak świetnie, że wskazałaś coś ciekawego do przeczytania. Dzięki. Z wielką chęcią przeczytam i spróbuję zrozumieć 🤣 chociaż i tak najlepiej czyta się i słucha Ciebie.
    Dzięki

  2. Pola says:

    Gusełko droga, a imć Pełka Leonard? Zaskoczył mnie jego brak, kojarzę (choć bez całkowitej pewności), że w niektórych Twoich artykułach bywał jako źródło, tu nawet niewspomniany. Sama korzystałam z jego dzieł przy pracy licencjackiej, nieco magisterskiej, ale jako uczeń Baranowskiego wart zauważenia. Przy okazji Uspieńskiego dodałabym jeszcze Ludwika Stommę i jego „Słońce rodzi sie13 grudnia”, ale to jeżeli kogoś – tak jak mnie – kręcą tematy około bożonarodzeniowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *