R

Rośliny jako demony, upiór w kopie siana czyli folklor na hardkorze

W czasach słusznie minionych, dawno temu, podobała mi się kiepska piosenka bardzo kiepskiego zespołu, której tytuł nawiązywał do tego o czym będzie niniejszy tekst, czyli „trujących roślinach”, mam nadzieję, że moje wypociny w odróżnieniu od wspomnianej twórczości będą w całości przyjemne w odbiorze i zrozumiałe i czar nie pryśnie wraz z końcem nagłówka. Ktoś zapyta: co jakieś zielska mają wspólnego z diabłami i duchami? Na zdrowy rozum zwykłego człowieka nie mają nic, ale nikt taki tego nie czyta, to ten pozornie daleki i bezsensowny związek zaraz zostanie wyjaśniony. Ci którzy z nieznanych  przyczyn są stałymi lub chociaż okazyjnymi czytelnikami tej strony pewnie już wiedzą, że wujka Świdrygała i łojca Nieboszczyka po niczym tak dobrze się nie ogląda ani nie przebłaguje jak po spożyciu lub zapodaniu sobie błogosławionych darów natury… 😉 Czy to dlatego tak często „po wsiach na wsiach” xd przewia się w powiastkach, bajaniach i legendach utożsamianie niezrozumiałych zjawisk i gagatków z demonologicznego folkloru z ziołami, drzewami i dobrze znanymi elementami otoczenia?

Judasz powiesił się na jarząbie… Iks. D.

Na jarzębnie zdrajca gnije

Lud spodziewa się urodzaju pszenicy, jeżeli jarzębina ma obfitość owocu (Kaliskie, Bystroń 1916: 114; podobnie w Wiśle i na Śląsku Cieszyńskim). Jarzębina albo jarząb pospolity (Sorbus aucuparia L.) w dawnych glossach polskich nie bywa stosunkowo często wymieniana (Rostafiński 1900b I: 192). Nazwa stąd, że jagodami tego drzewa żywi się jarząbek. Lud cieszyński zowie ją skoruśniek, a w pow. Nowy Targ skorusa, skorucha, na Pomorzu zwie się kwiczół. W dawnych podręcznikach przyrodniczych bywa nazywana judaszowe drzewo, co pozostaje wzięło się pewnie z rozmaitych opowieści powtarzanych po wsiach o tym kto na czym się wieszał za karę, z wyrzutów sumienia i tak dalej (dlaczego Judasz miał wybrać akurat takie niewielkie drzewo, które raczej nie ma ani grubych konarów, ani spektakularnego wyglądu? Często przypomina bardziej krzew, więc nie wiem… ale jak kto uparty to i „w stajni na lejcach się powiesi”. Dlatego i lud (pow. Stara Lubownia na Spiszu) zwie jarzębinę judas. Jak to zwykle bywa z tak zwanymi „babcinymi przekonaniami” i przesądami, jedne potrafią wykluczać drugie i to w obrębie tego samego zagadnienia.

Z jarzębowego drzewa, które ze względu na dużą twardość było wysoce użytkowe wytwarzano wiele przedmiotów służących w gospodarstwach domowych, a z drugiej strony samo drzewo uważano za grzeszne/nieczyste (unikano palenia nim, zbierania gałęzi, zatykania ich za obrazy i tak dalej, więc jak widać „co zadupie to obyczaj” – rozumiem, że gdy rosło i żyło to insza inszość, a gdy już było ścięte to odbyło karę i można było spokojnie z nim działać?

…co nie przeszkadza zjeść…

Owoce jedzono na spokojnie na surowo, dla „orzeźwienia” pożywiano się nimi po ciężkiej pracy[1] (brzmi dość podejrzanie, ale nie ma chyba w niej żadnych substancji niwelujących zmęczenie – podejrzane jeszcze bardziej, więc chyba informator coś pokręcił, bo owoce zawierają gorzką sorbinę (kwas parasorbinowy, który w dodatku jest trujący i powoduje objawy że tak powiem typowe i niech każdy sobie doda i wyobrazi jakie. Na szczęście stosunkowo łatwo się go pozbyć, wystarczy czerwone kiście sparzyć lub przemrozić, a najlepiej zrobić z nich wysokoprocentową naleweczkę, wtedy wszelkie niefajne związki chemiczne znikają i można cieszyć się jesiennością, smakiem, aromatem i w ogóle, degustować przy kominku) noszono z nich ozdoby…trudno powiedzieć coś jednoznacznie, więc przynajmniej odnajdujemy jedyną analogię, jestem uspokojona: z roślinami jest jak z każdym innym tematem dotyczącym duchowości/wierzeń/historii. Wiadomo dużo czyli pewne jest całe nic.

„W woj. lwowskim używają dziewczęta korzenia jarzębiny do czarów miłosnych w celu wywołania wzajemności. W pow. Hrubieszów w dzień Wniebowstąpienia czarownice przed wschodem słońca biegną nago do lasu i obrywają z jarzębiny wszystkie młode pędy, obiegają drzewo trzykrotnie i wracają do siebie, a gałązki chowają pod strzechą. Gałązki te zadawane po trochę krowom sprowadzają niezwykłą ich mleczność (Wisła IX: 123). W pow. Chełm przed drzewem jarzębiny czarownica odmawia swe zamawiania przeciw bólowi zębów” [2]

Wszystko spoczi, ale jak to się ma do diabelskości/przeklętości jarzębiny? Magiczność używana wymiennie z tymi słowami wprowadza duże zamieszanie, nie wiem na ile to jest problem wiekowości przekazu, bo dalej stoi, że na Litwie na przykład (tam dłużej nie byli święci, może dlatego), jarząb (i owoce, jarzębina), uchodziła za drzewo CZARODZIEJSKIE – to już nie czepianie się słów, tylko wielka różnica znaczeń VS W „Wileńskiem, podobnie jak na Litwie, jarzębina uchodzi za czarodziejskie drzewo, które posiada moc zgubną dla szatana (Rostafiński 1922: 34).

Na Polesiu uważają za grzech rąbać jarzębinę, gdyż jest to kobieta zaklęta w drzewo”. (Wiedza o Polsce III: 292). Znalazłam gdzieś w Internetach, że w kulturze nordyckiej takie info było w powszechnym obiegu, ale tam gdzie nie ma przypisów nie ma o czym dyskutować. Jak to wszystko ma się do tego, że w podtatrzańskich wioskach na mogiłach sadzono głównie jarzębinę? Może bez żadnych podtekstów, dlatego, że szybko rosła i nie przeszkadzały jej kiepskie warunki glebowe?

W pow. Ropczyce jagody jarzębiny kładą na bolesny ząb. W pow. Zamość jagody jarzębiny moczone w spirytusie używają przeciw bólowi zębów. Szlachta polska koło Łucka zażegnuje ból zębów przy pomocy jarzębiny zapewne w formie podobnej do zaklinań ludu ukraińskiego. „Jarzębina, jarzębina, jagód twoich nigdy jeść nie będę, tylko niech mnie zęby boleć przestaną” (Udziela 1891: 151).

Kopiec siana, oj dana dana

 

Wśród ludu istnieją też niekiedy wyobrażenia nie dość jednak jasne, że różne duchy i demony pojawiają się czasem w postaci kopicy siana, nigdzie jednak nie podano jakie to konkretnie duchy i demony oraz jak objawia się ich nadprzyrodzona aktywność: czy potrafią się przemieszczać, czy tylko trzęsą się, osypują i jęczą, ewentualnie krzyczą, ale niezbyt długo, bo to pozwalałoby na choćby teoretyczne rozważania nad wyjaśnieniem zagadki, a tak… Cóż, pupa zbita. Topielcy rozrzucają nieraz kopice siana (krakowskie) – ale po jaką cholerę? Musicie przyznać, że to wyjątkowo głupio brzmi. No chyba że robią to na złość, na przykład na polu nielubianego sąsiada – jak tak to spoko.

Na lipie, na lipie, nic dobrego nie ginie

 

Lipę uważa lud za drzewo święte, nieprzyjazne złym duchom i czarownicom (powszechnie, Lud XI: 107; Grajnert 1863: 479). Łużyczanie w pewnych okolicach twierdzą, że w lipach mieszka tak zwana biała pani, która niekiedy ukazuje się ludziom (Łużyce, Klatecki 1880: 214). Biała Pani, białe myszki, bimberek na kartoflach jak raz przefiltrowany też jest taki białawy jak krochmal…wszystko możliwe.

Powróz lipowy – diabeł do służby gotowy

Lud wierzy, że w lipę nigdy nie uderza piorun, a drzewo lipowe odgania diabła, który się przed nim rozpływa w smołę. Na Mazowszu lud mówi, że w lipę nigdy nie uderza piorun, bo mieszka w niej Matka Boska. Wobec takiej sakralności lipy nic dziwnego, że sznur z jej łyka skutecznie przeszkadza upiorom. Diabła można nim związać, ponieważ łyko lipowe jest tak mocne, że nawet diabeł nie jest w stanie go rozerwać (Mazowsze, Wiedza o Polsce III: 291; powszechnie, ZWAKVI: 299 – 300; Wielkopolska, Lud XXXI: 4; Lud XI: 107; powszechnie, Grajnert 1863: 479). Według dawnych podań diabeł boi się łyka lipowego, ponieważ łykiem lipy można go związać i zmusić do posługi (Biecz i okolice, woj. krakowskie, Lud XII: 221 – 228; Dukielskie i okolice Iwonicza, woj. lwowskie, Lud VII: 54; powszechnie, Przyjaciel Ludu 1840 [br. nr. t.]: 19). Na Mazowszu znanych jest wiele piosenek o tym drzewie; na Podlasiu mówi się, że znający czary kręcą łyka z lipiny, warzą je, a kiedy tą wodą kogoś poleją (Łaguna: 67) lub gdy czarownica tę wodę pod próg wyleje, kiedy ktoś go przekracza, delikwent zaraz zamienia się w wilkołaka (Ruś i Podlasie, Przyjaciel Ludu 1840 [br. nr. t.]: 18 – 19). Ej, no to jak w końcu, jest święta, roztapia diabły w smołę, wszelki zły duch się jej boi a tu byle czarownica może wziąć ją na swoje usługi? To chyba nie tak było, że one w wilkołaki przemieniały… Sami widzicie, jedna roślina a gdzie nie spojrzeć, tam pomieszanie z poplątaniem, żadnej spójności, co wieś to ktoś co innego gada… Jak wiedząc to ktoś w naiwności może wierzyć, że dawniej to istniała jedna wspólna wiara słowiańska, religia, panteon i w ogóle „wszyscy ludzie braćmi”.

Wszyscy Lehici to jedna rodzina… 😀

To o czym tutaj czytacie to oczywiście chrześcijańskie podania ludowe, ale to bez znaczenia: mechanizm był ten sam. Po drugie, przy stosunkowo niewielkim przepływie ludności i nie czterdziestomilionowej społeczności – niestety, nawet w Wielkiej Lehii nie było tak, że gdzie splunąć tam było potężne grodzisko – no nie, i w dodatku mało możliwości i jeszcze mniej chęci do integracji. 😉 Według podania, we wsi Mądre pielgrzym ugodził kijem lipowym kuszącego go czarta, a ten zamienił się w śmierdzącą smołę. Zatknięty w ziemię kij pielgrzyma wyrósł cudownie w lipę, stojącą tam dotąd na cmentarzu kościelnym. Drzewo to nazwano lipą pielgrzyma (Mądre, pow. Środa Śląska, Łaguna: 67). W czasie Zielonych Świąt mai się lipą pola i domy (Dublany, pow. Sam-bor, woj. lwowskie). „Wianki święcone na Boże Ciało nizają na lipowe łyko, które służy za prezerwatywę od diabłów – lipa bowiem w wierzeniach Mysłakowian odstrasza złe duchy.

Kto ma łyko pod portkami tego zły duch nie omami

Jadąc na wesele, goście zawiązują sobie takie łyko pod kolanem, a wtedy ominie ich nieszczęście. Panna życząca sobie mieć męża wiąże na takim łyku siedem węzłów” (Mysłaków, pow. Łowicz, Ziemia IV: 266). Gałązki lipy wzięte z ołtarza ustawionego w dzień Bożego Ciała i zatknięte w len powodują tak wysoki jego wzrost, jak wysokie są te gałązki; wsadzone w zagon kapusty – chronią przed pchełkami.

Demony z rozdojeniem jaźni: pleń zły czy plonnik dobry?

Gałęzie lipy zatknięte w żyto chronią przed płonnikiem, czyli demonem zbożowym, który przed wschodem słońca kroczy skośnie przez pole jedną nogą ludzką a drugą psią i wycina sierpem w zbożu wąską dróżkę, przez co zabiera plon i kłosy zagonu stają się próżne.

No dobra, to tu mamy jedną wersję… Tymczasem:

Osobną grupę stanowią nazwy demonów domowych z rdzeniem p lo n -: p le ń -: p le ń – (por. gwar. plemić się ‘mnożyć się’, p le n n o ś ć ‘obfitość, urodzajność’, Karł SGP IV, 122; por. też czesk. p llv n y ‘plenny, obfitujący w ziarno’, czesk. p lev n lk, p llv n ik ‘skrzat’, KLS III, 670; Machek, 457): dolnołuż. plon (Schuster-Śewc III, 1105-1106), wielkopolskie, śląskie i kalisko-sieradzkie pionek, plonnik, przekształ­cone fonetycznie na pionek, plonnik (por. j e s t to ta k ie c o ś, co trzyma ze złem) – J S Rospond, dz. cyt., s. 274-276.14 Według A. Czernego są to nazwy tej samej istoty demonicznej, występującej w dwóch odmianach – górnołużyckiej (s e d le s z k o) oraz dolnołużyckiej i pogranicznej (‚lość). A. Czerny, Istoty mityczne Serbów Łużyckich, przekład z łużyckiego B. Grabowskiego, „Wisła” IX (1895), s. 661.

W Sieradzkiem p lu n e k to nazwanie złego ducha, który trzyma z potępieńcami i płata różne niecności porządnym ludziom – porywa lub zamienia dzieci, dręczy chorych, straszy przechodniów, przeraża gadzinę. Siedzi w chałupie potępieńca – w izbie pod piecem, albo w komorze między sundkami [naczyniami] (J.P. Dekowski. Strzygi i topieluchy , 124, 294).

W Wielkopolsce i na obszarze Śląska z nią sąsiadującym pionek, nazywany tam też płonnikiem, jest opiekunem zbóż rosnących, dojrzewających – de­monem zbożowym. Na Dolnym Śląsku zaś pionek to demon domowy, troszczący się przede wszystkim o zboże zgromadzone w stodole, pomnażający jego zasób – zwłaszcza u bogatych gospodarzy (R. Tomicki, Religijność ludu., [w:] ЕР II, 47). (jak to się ma jedno do drugiego?)

W Bóbreckiem bylica, podobnie jak wszystkie rośliny o silnym zapachu (jak łopian, dziewanna itp.), bywa używana przeciw złym duchom i czarom. Podobnie jest w północnej Polsce. W okolicach Nowego Targu stosuje się bylicę, w połączeniu z innymi ziołami, przeciw czarownicom, dlatego w celu odpędzenia lub unieszkodliwienia czarownic zalecają się udać przed wschodem słońca na dziewiątą miedzę, zebrać bylicę, tymianek itp., osuszyć i dobrze okadzić całą oborę. W okolicach Krakowa wierzy się, że gdy pies zje bylicę, może rozpoznać wiedźmę. Bylicę stosuje się również przeciw urokom. Należy okadzić osobę, na którą rzucony został urok. W okolicy Nowego Targu stosuje się w tym celu obok bylicy jeszcze koper i bławatek (Centaurea cyanus L.) [Cyanus segetum Hill]. Bylicę stosuje się już od zamierzchłych czasów jako środek przeciw piorunom. Wedle Syreńskiego podczas burzy kadząc święconą bylicą, zabezpiecza się dom od pioruna. Także w Bóbreckiem, gdy bardzo grzmi i błyska się, kadzą bylicą po do-mach, bylica bowiem odpędza złe duchy, które wywołują burzę. Wianki z bylicy, paproci, fiołków i chabra bławatka poświęcone na Boże Ciało.

Bylica pospolita domach chronią od burz i piorunów (Piotrkowskie).  Bylica szczególnie występowała w tej roli apotropeicznej w wigilię św. Jana Chrzciciela. Już Syreński podkreśla, że w wigilię św. Jana zawieszano w domach nad drzwiami, wrotami i oknami bylicę, która sza-taństwo z domu wypędza, a od guseł i czarów chroni. Marcin z Urzędowa podaje, że bylicy używano przy sobótkach, ofiarując ją diabłu. O wielkiej roli bylicy przy sobótce wspominają już Mikołaj Rej i Jan Kochanowski. Ulryk Werdum w swoim dzienniku z podróży po Polsce (1670 – 1672) podaje, że na dachach wiejskich chat w okolicy Łowicza sterczało na około pełno bylicy, którą w noc św. Jana przeciw czarom zatykają.

W kieleckim bylice rzucają w czarownice

Także w wierzeniach ludowych mamy częste przykłada tych zwyczajów. W kielckiem w wigilię św. Jana Chrzciciela lud zbiera bylicę, którą zatyka na czterech węgłach domu i nad wejściem, aby przez cały rok choroby nie miały doń przystępu. Albo też zbiera się bylicę z rana przed wschodem słońca i zatyka w strzechę, aby odjąć czarownicom moc szkodzenia ludziom i bydłu. W pow. toruńskiem w wigilię św. Jana zatykano dawniej wiązankę z motylicy, bylicy i piołunu pod dach obory czy staj-ni w obawie przed czarownicą. Także w pow. Świeck gospodarz zakłada bylicę do stajen, obór i chlewów, aby chronić dobytek przed czarownicami w wigilię św. Jana. Dziewczęta natomiast w pow. Sierpc zarzucają bylicę na dach w celu szybkiego zamążpójścia. W Krakowskiem ziele to służy po wsiach do majenia chałup. Wokół Radomia bylica zatknięta za strzechą chroni od sił nieczystych, a w pow. Włoszczowa na św. Jana zatykają bylicę na węgłach domu i na drzwiach, aby uchronić się przez cały rok przed chorobami. W ogóle zdobienie strzech bylicą w wigilię do św. Jana jest w Polsce powszechne. Lokalnie, jak w Lubelskiem, podkreśla się, że bylicą przystraja się te chaty, w których jest dorosła dziewczyna. Starym zwyczajem jest także przepasywanie się wtedy bylicą. W dawnych pieśniach sobótkowych mówi się o bylicy i przepasywaniu się tym zielem przez dziewczęta. W związku z tym istnieją wierzenia, że to przepasywanie się chroni dziewczęta od bezpłodności i wszelkiego nieszczęścia.

W ogóle lud opasuje się bylicą, co ma chronić od bólu krzyżów w czasie żniw. W Kieleckiem zaraz rano po wstaniu opasują się bylicą i tak chodzą do wieczora, aby krzyże nie bolały przy żniwie. Podobne wierzenia w Lubelskiem i zachodniej Małopolsce (Maków, Łańcut, Dukla). W pow. Bóbrka nosi się na głowie wianek z bylicy w dzień św. Jana Chrzciciela w celu ochronienia się przed bólem głowy przez cały rok. W Wierzchosławicach w pow. tarnów noszą bylicę cały rok, od św. Jana do św. Jana w celu odpędzenia uroków. Ochronne znaczenie bylicy zaznacza się także w opowieści z kieleckiego, że dawniej nie zabezpieczano mienia przed złodziejami płotami z chrustu, ale z bylicy na św. Jana sadzonej. Zarazem łączy się to z inną opowieścią kielecką o tym, jak dawniej ludzie wiedzieli, kiedy mają umrzeć, a w związku z tym ten, który wkrótce miał umrzeć, nie grodził płotów z chrustu lub jałowca, ale z bylicy. Inne podania uzasadniają lecznicze własności bylicy.

Nawet obcieta głowa w bylicy się uchowa

W krakowskiem lud opowiada podania, że odcięta głowa św. Jana Chrzciciela upadła między bylicę i łopian, dlatego rośliny te mają własności lecznicze. Opowieść radomska powiada nadto, że Matka Boska uciekała się do bylicy i łopianu, chcąc aby głowa tego świętego na nowo do karku przyrosła. W sandomierskiem dawniej rozniecano ognie sobótkowe bylicą. W łomżyńskiem palono to ziele przy obrzędzie sobótki w celu odpędzenia czarownic i czarów. Koło Wejherowa na Pomorzu wyrywają bylicę o dwunastej w południe, ponieważ w korzeniach tej rośliny są właśnie węgielki uzdrawiające. Natomiast w Rycerzewie pod Kłodawą w wigilię św. Jana dziewczyna wyrywa bylicę w samo południe i uważa, co pod nią znajduje, jeśli jest węgielek, wyjdzie za mąż, jeśli zaś robak, straci wianek. Również istnieje pewna grupa wierzeń o stosowaniu bylicy przeciw podróżnemu zmęczeniu. Marcin z Urzędowa (1595) powiada, że zmęczonym drogą przez okładanie im nóg bylicą oddala się zmęczenie. Także Syreński mówi, że podróżny, nosząc ją na sobie lub trzymając ją w ręku, nie ustanie w drodze. Wedle Kluka (1778) pod podeszwy włożona, zachowuje podróżnych od spracowania. Również na Mazowszu okładają bylicą nogi, ażeby nie zmęczyć się w podróży. Ten sposób usuwania zmęczenia przy pomocy bylicy stosuje się także do koni. Syreński mówi, że korzeń bylicy i biedrzeńca włożony koniowi w gębę zabezpiecza go, żeby się nie zbieżał.

Bylica to dobra szpryca

Dzięki bylicy może koń zrobić 12 mil bez pokarmu i zmęczenia. W ogóle w stosunku do zwierząt istnieją różne zabiegi podobne do tych, jakie stosuje się do ludzi. W Nowotarskiem przy ocieleniu się krowy lub owcy dają jej pić bylicę gotowaną na kwaśnicy, aby łatwiej „mieśce uodesło”. W krakowskiem używa się powszechnie tego ziela dla krów ocielonek. Dają krowie odwar z bylicy przez trzy dni, aby przepłukać wnętrzności. W lubelskiem panuje przekonanie, że od takiej krowy po wycieleniu napojonej bylicą czarownica mleka odebrać nie może. W Częstochowie bylicę sprzedają baby zielarki jako środek okadzania krów. Bylica bywa też używana jako środek profilaktyczny w Dobrzyńskiem, gdzie podczas pomoru bydła rozpalają ogień z jałowca, bylicy, dziewanny i macierzanki, po czym przepędzają przezeń stado. Z tych powodów także w pow. Sierpc obwiązują krowom rogi. Również w związku z hodowlą pszczół istnieje zwyczaj, że lud pociera ręce bylicą, aby pszczoły nie kąsały. W Kieleckiem wsadza się bylicę w kapustę, aby gęsi lub kruki jej nie psuły. Starzy chłopi jedzą w Boże Narodzenie czosnek, żeby ich złe duchy nie napastowały (pow. Myślenice) albo jako środek profilaktyczny przeciw bólowi gardła. W dniu Wigilii Bożego Narodzenia dawano psu, kogutowi, gąsiorowi i kaczorowi chleba z czosnkiem, aby każdy z nich był zły i dobrze pilnował gospodarstwa (Śląsk). Kurom wtedy daje się czosnek ze słoniną, aby je uchronić od pypcia (pow. Biała). Podobnie dają kogutowi czosnek, a mający pszczoły smarują czosnkiem oczko w ulu, mniemając, że tak koguty, jak pszczoły stają się przez to złymi. Także krowom, gdy pierwszy raz wy-ruszają w pole, daje się czosnek, aby mleko się nie psuło, podobnie zaraz po ocieleniu dają krowom kocie łapki poświęcone w oktawę Bożego Ciała z czosnkiem w cieście (pow. Nowy Targ).

W wigilię św. Jana związuje się łodygi, by roślina nie uciekła pod ziemię (Wielkopolska). Czosnek wchodzi także do wianków święconych na Boże Ciało oraz święci się czosnek w oktawę Bożego Ciała, gdyż tylko taki czosnek ma możność korzystnego oddziaływania na mleczność krów. Na M.B. Zielną święcą czosnek (Mało-polska), który potem ma własność odpędzania uroków (pow. Nowy Targ). Poza tym ma nie tylko właściwości lecznicze, ale także szkodzi, gdyż sprowadza apopleksję, zapalenie mózgu i szaleństwo. (wtf)

W niektórych piosenkach, szczególnie śląskich, występuje motyw dziewczynki zaklętej w klon, która przemawia do każdego, kto przyszedł po drewna na skrzypce (Bystroń 1921: 87 – 90). Nie-kiedy opowiada lud (Łopuszna, Nowy Targ), że diabeł w dzień św. Piotra i Pawła oznacza niektóre klony, kto by chciał taki klon ściąć, z pewnością się przy tym zrani (Goszczyński 1853: 94). Liście klonu posiadają właściwości ochronne. Dlatego w okolicach Żywca, w maju, ozdabia się gałązkami jawora kapliczki i obrazy świętych. Także w przeddzień św. Jana mieszkanki wsi wtykają przy wschodzie słońca gałązki w każde pole, następnie ozdabiają dom, okna, drzwi, ściany i dach. W dzień św. Jana wtyka się gałązki jawora w dachy, ściany itp. (woj. śląskie, płd.-zach. część woj. krakowskiego, przykład z płd. części woj. poznańskiego, por. Moszyński i in. 1935: [mapa] nr 10). Natomiast gałązki klonu zwyczajnego wtyka się w ściany, dachy itp. w dzień św. Jana w woj. pomorskim, jednostkowe przykłady z woj. tarnopolskiego, Polesia i wschodnich Prus (Moszyński i in. 1935: [mapy] nr 9 – 10). W podobny sposób wtykają Kaszubi w wigilię św. Jana gałązki klonu w drzwi stajni, żeby do środka nie weszła wiedźma. Podobnie czynią Kaszubi, żeby chronić się przed wszelkiego rodzaju nieszczęściem i chorobami. Także rybacy z Gdyni układają gałązki klonu na dnie swoich kutrów i łodzi, żeby wiedźmy nie miały tam wstępu. W okolicach Wejherowa klon zebrany w noc św. Jana miał mieć specjalne właściwości lecznicze (Stelmachowska 1933: 168). Wieniec, który w okolicach Krakowa wiesza się na dachu przy budowie domu, składa się również z listowia klonowego. We wschodniej Polsce robi się trumny z desek klonowych, ponieważ takie deski odpędzają złe duchy. Klon należy również do drzew, które odgrywają rolę przy przewidywaniu pogody. W okolicach Radomia szybki opad liści klonu wróży ostrą zimę. Powiedzenie rolników: „Kiedy klon wcześnie opada, srogą zimę zapowiada” (pow. Grudziądz; Stelmachowska 1933: 190).

Paprotka niezła trzpiotka

Lud wierzy powszechnie w cudowną moc paproci. Już w dawnych źródłach bywa wymieniana paproć jako środek używany do czarów. Syreński zaleca słać nią, bo węże do niej nie przystępują, a wedle Haura korzeń warzony w ługu dębowym z wódką i krwią – dla mężczyzny z psa, a dla kobiety z suki – przykładany oddala czary, przez które człowiek został po-kurczony (ZWAKXVIII: 52). W związ-ku z tą paprocią istnieje w Polsce po-wszechne wierzenie, że jest to ziele tajemnicze i cudowne, które zakwita w wigilię św. Jana Chrzciciela o pół-nocy i daje bogactwo temu, który go posiada, a odkrywa mu wszystkie skarby w ziemi ukryte i strzeżone przez złe duchy. O ile stara kobieta go znajduje, staje się wróżką. Kwiat ten z powodu cudownych właściwości wszyscy pragną zdobyć, ale diabeł stara się temu wszelkimi sposobami przeszkodzić i odstrasza człowieka rozmaitymi sposobami, głównie gromami i burzą. Trzeba się więc albo opasać bylicą, albo mieć ziele świętojańskie w ręku, aby diabeł siedzący w korzeniu bzu lub przestępie nie wyprowadził na mokradła i bagna. Kwiat paproci jest mały, ale tak silnie błyszczy, jakby gwiazda z nieba spadła. Wedle innych wierzeń kwiat jest złoty albo czerwony (pow. Pińczów). W pow. Lublin zalecają pilnować się w noc św. Jana i kredą na Trzech Króli święconą wokoło się kreślić, a gdy zakwitnie kwiat, zebrać i rozerznąć dłoń prawej lub lewej ręki, włożyć w rankę ziele i zaszyć, a taka ręka będzie zręczna, szczęśliwa i „znajdzie”. Niekiedy zalecają wyprawiać się po kwiat paproci zupełnie nago albo też w makutrze na głowie, albo wreszcie należy wdziać na siebie paski święcone, szkaplerze, różańce, koronki, a nawet habit zakonny. Po czym trze-ba kredą siedem razy święconą w dniu Trzech Króli opisać potrójne koło, aby diabeł nie miał przystępu i potem nie mógł kwiatu odebrać (pow. Rzeszów i Biała). Kwiat paproci nie jest jednak związany tylko z wigilią św. Jana, gdyż wedle jednej opowieści góralowi, gdy o północy szedł z wi-gilią przez las, wpadł kwiat paproci do kierpca i odkrył wszystkie skarby podziemne. Niestety przy wyzuwaniu kierpca góral kwiat i skarby zgubił. Czasem ten kwiat zabiera podstępnie diabeł. Kaszubi przestrzegają przy szukaniu kwiatu paproci raczej przed czarownicami. Przed nimi też za-pewne zatyka się paproć na św. Jana w strzechy i ściany głównie w Polsce wsch., rzadziej w Polsce zach. (Moszyński 1935, II: tabl. 8). Czasem łączy się z tym wierzenie, że tylko paproć zerwana ręką czystej dziewicy przynosi szczęście. Paproć należy do ziół święconych na Boże Ciało i na M.B. Zielną. Już w XVII wieku paproć poświęconą na Zielną dawało się do spichrza, przy czym zamawiało się następujące: „jako tej paproci żad-ne bydle ani ptastwo nie jada i tak cało zostaje, tak też i wy bestyje mego zboża nie ruszajcie, ani psujcie” (Lud V: 80). W pow. Bochnia paproć święcą na Boże Ciało i wiją z niej wianki, które kładą po rogach stodoły, aby myszy zboża nie jadły. W okolicy Lwowa paproć kładzie się pod cztery węgły narożne albo pod podłogę nowo budującej się chaty w celu przysporzenia szczęścia.

Nie ma to jak ludowy relatywizm

Natomiast koło chaty nie pozwala się róść paproci, bo pożar mógłby zniszczyć. Zarazem, o ile się chce wygubić paproć na polu, trzeba ją ścinać w dzień św. Jana Chrzciciela, wtedy bowiem każde drzewo, choćby lekko zadraśnięte, usycha (pow. Olkusz). Podpieńki [opieńki] (grzyby) położone na paproci i posypane święconą solą mogą się zmienić w talary (Rzeszów). W pow. Chełm przestrzegają przed rwaniem i dotykaniem paproci, ponieważ w niej diabeł siedzi. W celu uchronienia mleka i masła przed czarownicami cedzi się mleko przez korzeń paproci (pow. Lublin). W płd.-wsch. Polsce spotyka się czasem wierzenia, że kwiat paproci pomaga także na zdobycie miłości, a w pow. Łańcut odwar paproci dają potajemnie do wypicia w celu obudzenia miłości. Używany jest również przeciw nudom i szaleństwu: tojad należy gotować i podać do wypicia choremu (Freifeld, pow. Lubaczów, woj. lwowskie). Narkotyczne własności tego ziela lud uznaje za lekarstwo na smutki (Polska i Ruś, Wójcicki ZD[br. nr. t.]: 345). Toja noszona przy sobie broni od napaści perelistnika, tj. czarta zalotnika napastującego młode kobiety (A . firmum, tojad, omiak, wołkoboj, terbycz, odkasnyk,  Ruś  płd.,  Talko-Hryncewicz  1893: 407). Legenda z Hrubieszowskiego głosi, że w pewnej dziewczynie zakochał się diabeł i chciał w końcu wziąć ją do siebie. Czart przebrany za człowieka, zastawszy ją mającą głowę ubraną w kwiaty, prosił, aby je zrzuciła.  Dziewczyna  nie  zrozumiawszy  tego,  zaczęła  zrzucać  z  siebie  odzienie i doczekała się zapiania koguta. Wtenczas diabeł zniknął, mówiąc „Kedyb ne terłycz, ne toja, byłaby dziewczyna moja” (Talko-Hryn-cewicz 1893: 52). Ziele to odstrasza diabła (A . firmum, Hrubieszowskie, woj. lubelskie, Kolberg Chełmskie II: 260). Jest święcone w wiązankach na M.B. Zielną (Izdebnik, woj. krakowskie (A . variegatum L .); Tarnopol, woj. tarnopolskie; Koniuchy, pow. Brzeżany, woj. tarnopolskie; Warsza-wa,  Łaguna:  134)  i  wiankach  na  Boże  Ciało  (okolice  Łucka,  woj.  wołyń-skie, Łaguna: 138). Poświęconą gałązkę przytyka się do ściany domu, by uniemożliwić  szatanowi  przystęp  do  niego  (A .  firmum,  tojeść,  Adamki,  pow.  Żywiec,  woj.  krakowskie).  W  podobnym  celu  tojad  sadzony  jest  w ogrodach obok chaty (A . x cammarum, toja, Huculszczyzna od Kosowa do Worochty, Babin, pow. Kosów, woj. stanisławowskie). „To pomičnė įėk sy  bidā  učėpyt  chrystkėnyna”  (A .  paniculatum,  Połoniny  huculskie,  od  Smietenego do Tarnyci i od Kamenca do Rageski, Poł. Dukonia, w. Hry-niawa, pow. Kosów). Przeciw wściekliźnie u ludzi bywa używany między innymi także odwar tojadu (bucyki, Udziela 1891: 224).

 

W pewnych momentach pisownia jest oryginalna, język polski sto lat temu był inny, to dla nieświadomych, którzy zechcą wytykać mi błędy. Elo.

CategoriesBez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *