C

Czary z jesiennych roślin: wrzos, jarzębina, kasztanowiec. WIEDŹMIE KORZENIE!

Grzyby rosną we wrzosie, więc chodzi jesień po rosie?

 

Ponoć od tej niepozornej rośliny wzięła się nazwa dziewiątego miesiąca roku…tymczasem…Ukraiński вересень / wereseń, błr. верасень / wierasień, i staroruski versъńь, czyli następny księżyc po „sierpniu”. Teraz najciekawsze: równocześnie z nazwą versъńь było używane słowo rujьńь lub rjujьńь, (u Słoweńców rujan, wielkoruski rjujeń, serbskochorwaski rujan, starsze imię miesiąca września w niektórych częściach Chorwacji brzmiało malomešnjak, zaczynał się w święto św. Mihovila, które przypada pod koniec września; częściej używało się go jednak w październiku). Z wyłączeniem malomešnjak, wszystkie te słowa w wolnym tłumaczeniu oznaczają „księżyc rui”, czyli po prostu rykowisko jeleni i pochodzi w prostej linii od ruti/rjuti, co oznacza nic innego jak „ryczeć”. W tej postaci nazwa była znana także na Litwie. U Słowian, w zależności od klimatu (wiecie, północ-południe) używano jej do nazywania IX lub X miesiąca roku.

 

Na co komu ten wrzos i czy rzeczywiście to ziele umarłych?

 

W Dukielskiem wodę po kąpieli noworodka wylewa babka pod brzozę, jeśli dziecko jest chore, w przeciwnym razie pod słodką gruszkę. Polacy nadniemeńscy robią z brzozowych liści zmieszanych z mchem śląskimi wrzosem kąpiel dla chorych dzieci. W Radzyńskiem chore wymiona krowy nacierają gałązkami brzeziny i wrzosu. W źródłach najczęściej używano właśnie tej nazwy, Rostafiński podaje jeszcze „borowina”, ale wygląda to raczej na wyjątek, ewentualnie lud nazywa wrzos także czasem wrzosk (Kalisz) lub wrzost (Mazowsze). To zielsko według starych przekazów jest naszym must have Wiedźmy, już wiem dlaczego tak je uwielbiam i stawiam w domu gdzie się da – masowo było zbierane przez czarownice, które wykorzystywały je do tworzenia różnych dekoktów, okadzaczy, palemek i tak dalej. Z drugiej strony uważano wrzos za roślinę cmentarną (niby czemu? Pewnie dlatego, że mogiły były usypywane z ziemi a on wyrośnie przecież nawet na piachu. Wątpię, chociaż mogę się mylić, by dotarły na polską wieś celtyckie przekonania o magicznych właściwościach ogromnych wrzosowisk, które miały stanowić przejście do „Innego świata”, królestwa ichnich elfów i innych fantastycznych stworzeń, tu by mogli najwyżej ujrzeć dziadka nieboszczyka, że mu ćwiartki do trumny nie włożyli, tylko sami wypili.

Na terenie powiedzmy dzisiejszej Polski wrzos uważano za roślinę wróżebną, lud przed zimą obserwował zachowania natury i pozyskać, choćby niepewną, ale jakąkolwiek wiedzę o tym co zgotuje im przyroda w najtrudniejszych dla człowieka czasie w roku, poszukując jednocześnie nadziei na pomyślność przyszłego siewu i zbiorów.

 

„Jeżeli wrzos zaczyna kwitnąć od góry, znak to, że siewy wczesne będą najlepsze, jeżeli zaczyna kwitnąć w środku, to siewy średnie najlepiej się udadzą, a jeżeli zaczyna kwitnąć od dołu, należy opóźnić siewy, jeśli się chce mieć je dobre (Kujawy, Kaszubskie). Ułożenie kwiatów wrzosu wskazuje, w którą stronę będą wiatry w zimie (pow. Rawa, woj. warszawskie). Kiedy wrzos bardzo kwitnie, będzie zima długa i ciężka, kiedy zaś wrzos ma mało kwiecia, zima będzie krótka i lekka”.

 

Polacy nadniemeńscy kąpią chore dzieci we wrzosie zmieszanym z mchem śląskim i liśćmi brzozowymi. Także kąpie się chude dzieci we wrzosie i bada, jeśli dziecko się w kąpieli zarumieni, będzie żyło, jeżeli nie, nic mu nie pomoże – trochę makabryczne, ciekawe na ile się do tego stosowano, szkoda, że nie do sprawdzenia. A może i nie szkoda, bo co wtedy, przestawali je leczyć?

 

Czarownica w Lubelskiem nożem w ręku wykonywa rozmaite  ruchy nad chorym w środku izby, chodząc na około niego, wzywa przytem Świętych, aby  „choroba wyszła z ciała” na góry i lasy (Czarownica świętych? To coś jej się chyba szefowie pomylili, albo świadek  ze strachu w gacie narobił i tak plótł). W końcu szepce jakieś niezrozumiałe, tajemnicze modlitwy. Po dopełnieniu tych ceremonij wlewa roztopiony wosk  w naczynie z wodą formy, jaką przyjął wosk. Jego kształt mówi o przyczynie, przebiegu i następstwach choroby, zaleca picie odwaru różnych ziół, jak np. czarnego ziela wrzosu, które zbierała nocą.

 

Jarzębina: jest w końcu tym symbolem jesieni czy nie jest?

 

Lud spodziewa się urodzaju pszenicy, jeżeli jarzębina ma obfitość owocu (Kaliskie, Bystroń 1916: 114; podobnie w Wiśle i na Śląsku Cieszyńskim).

Jarzębina albo jarząb pospolity (Sorbus aucuparia L .) w dawnych glossach polskich nie bywa stosunkowo często wymieniana (Rostafiński 1900b I: 192). Nazwa stąd, że jagodami tego drzewa żywi się jarząbek. Lud cieszyński zowie ją skoruśniek, a w pow. Nowy Targ skorusa, skorucha, na Pomorzu zwie się kwiczół. W dawnych podręcznikach przyrodniczych bywa nazywana judaszowe drzewo, co pozostaje wzięło się pewnie z rozmaitych opowieści powtarzanych po wsiach o tym kto na czym się wieszał za karę, z wyrzutów sumienia i tak dalej (dlaczego Judasz miał wybrać akurat takie niewielkie drzewo, które raczej nie ma ani grubych konarów, ani spektakularnego wyglądu? Często przypomina bardziej krzew, więc nie wiem… ale jak kto uparty to i „w stajni na lejcach się powiesi”. Dlatego i lud (pow. Stara Lubownia na Spiszu) zwie jarzębinę judas. Jak to zwykle bywa z tak zwanymi „babcinymi przekonaniami” i przesądami, jedne potrafią wykluczać drugie i to w obrębie tego samego zagadnienia.

 

 Z jarzębowego drzewa, które ze względu na dużą twardość było wysoce użytkowe wytwarzano wiele przedmiotów służących w gospodarstwach domowych, a z drugiej strony samo drzewo uważano za grzeszne/nieczyste (unikano palenia nim, zbierania gałęzi, zatykania ich za obrazy i tak dalej, wiec jak widać „co zadupie to obyczaj” – rozumiem, że gdy rosło i żyło to insza inszość, a gdy już było ścięte to odbyło karę i można było spokojnie z nim działać? Owoce jedzono na spokojnie na surowo, dla „orzeźwienia” pożywiano się nimi po ciężkiej pracy[1] (brzmi dość podejrzanie, ale nie ma chyba w niej żadnych substancji niwelujących zmęczenie – podejrzane jeszcze bardziej, więc chyba informator coś pokręcił, bo owoce zawierają gorzką sorbinę (kwas parasorbinowy, który w dodatku jest trujący i powoduje objawy że tak powiem typowe i niech każdy sobie doda i wyobrazi jakie. Na szczęście stosunkowo łatwo się go pozbyć, wystarczy czerwone kiście sparzyć lub przemrozić, a najlepiej zrobić z nich wysokoprocentową naleweczkę, wtedy wszelkie niefajne związki chemiczne znikają i można cieszyć się jesiennością, smakiem, aromatem i w ogóle, degustować przy kominku) noszono z nich ozdoby…trudno powiedzieć coś jednoznacznie, więc przynajmniej odnajdujemy jedyną analogię, jestem uspokojona: z roślinami jest jak z każdym innym tematem dotyczącym duchowości/wierzeń/historii. Wiadomo dużo czyli pewne jest całe nic.

„W woj. lwowskim używają dziewczęta korzenia jarzębiny do czarów miłosnych w celu wywołania wzajemności. W pow. Hrubieszów w dzień Wniebowstąpienia czarownice przed wschodem słońca biegną nago do lasu i obrywają z jarzębiny wszystkie młode pędy, obiegają drzewo trzykrotnie i wracają do siebie, a gałązki chowają pod strzechą. Gałązki te zadawane po trochę krowom sprowadzają niezwykłą ich mleczność (Wisła IX: 123). W pow. Chełm przed drzewem jarzębiny czarownica odmawia swe zamawiania przeciw bólowi zębów”[2]

 

Wszystko spoczi, ale jak to się ma do diabelskości/przeklętości jarzębiny? Magiczność używana wymiennie z tymi słowami wprowadza duże zamieszanie, nie wiem na ile to jest problem wiekowości przekazu, bo dalej stoi, że na Litwie na przykład (tam dłużej nie byli święci, może dlatego), jarząb (i owoce, jarzębina), uchodziła za drzewo CZARODZIEJSKIE – to już nie czepianie się słów, tylko wielka różnica znaczeń VS W „Wileńskiem, podobnie jak na Litwie, jarzębina uchodzi za czarodziejskie drzewo, które posiada moc zgubną dla szatana (Rostafiński 1922: 34). Na Polesiu uważają za grzech rąbać jarzębinę, gdyż jest to kobieta zaklęta w drzewo”. (Wiedza o Polsce III: 292). Znalazłam gdzieś w Internetach, że w kulturze nordyckiej takie info było w powszechnym obiegu, ale tam gdzie nie ma przypisów nie ma o czym dyskutować. Jak to wszystko ma się do tego, że w podtatrzańskich wioskach na mogiłach sadzono głównie jarzębinę? Może bez żadnych podtekstów, dlatego, że szybko rosła i nie przeszkadzały jej kiepskie warunki glebowe?

W pow. Ropczyce jagody jarzębiny kładą na bolesny ząb. W pow. Zamość jagody jarzębiny moczone w spirytusie używają przeciw bólowi zębów. Szlachta polska koło Łucka zażegnuje ból zębów przy pomocy jarzębiny zapewne w formie podobnej do zaklinań ludu ukraińskiego. „ Jarzębina, jarzębina, jagód twoich nigdy jeść nie będę, tylko niech mnie zęby boleć przestaną” (Udziela 1891: 151).

 

Jesienią leeeecą z drzewaaaa kasztanyyyy

 

To drzewo sprowadzone do nas późno, jakoś pod koniec średniowiecza, więc nie jest mocno zakorzenione w kulturze, chociaż ładnie się przyjęło i trudno dziś wyobrazić sobie krajobraz bez nich, a jesień bez zbierania ich owoców byłaby sobą jakoś mniej. Z dużą dozą pewności można stwierdzić, że nasi przodkowie „SŁOWIANIE” na oczy nie widzieli tych kolczastych kulek, ale około 500 lat obecności kasztanowca na ziemiach Europy północno – wschodniej wystarczyło, żeby pomysłowi ludkowie coś zaczęli z nim i z niego kombinować.

 

Na Lubelszczyźnie twierdzono, że w kasztan piorun nie uderza[xliv], drzewo jak święte, ni wolno jest ścinać ani [go] wyrywać[xlv], zdaniem bojarów międzyrzeckich to drzewo niełapse, czyli nieszczęśliwe[xlvi]. Jak kto zeżnie kaśtan, to cało rodzina wymrze[xlvii], dlatego kasztanów przy domu sadzić nie wolno[xlviii]. W Lubelskiem kasztanom przypisywano wyjątkowe właściwości: jak różdżkarz powiedział, że w gospodarstwie so niebezpieczne cieki wodne, to sadzili kasztany, kasztany to takie odpromienniki, majo w sobie tako moc[xlix]. Kasztanami obsadzano często kapliczki i kościoły, może dlatego, że to tak pięknie kwitnie ten kasztan[l]; najwiynksze kasztany rosnȯm kole kościoła[li]. Drzewa te rosły także na cmentarzach i w parkach, co utrwaliły w wierszach chłopskie poetki: Irena Ostaszyk i Pelagia Kołek.

 

Kwiátki z kasztana były wykorzystywane w ludowym lecznictwie – przy chorobach zakaźnych pito z nich wywar (lub nalewkę zrobioną z pokrojonych kasztanów)[lxi]; na Orawach leczono nimi reumatyczne choroby[lxii]. Lasowiacy moczonymi w spirytusie kwiatami nacierali nogi cierpiącym na kaszel, a wywar z kory drzewa zalecali pić na hemoroidy[lxiii]; przy bólu zębów – wywar z młodych gałązek[lxiv].

 

Drewno z kasztana nie cieszyło się uznaniem na polskiej wsi, mawiano: kasztan je yno do spalynia, choc je ładne drzewo[lxv], to jes uż uostatna drzewo – to ocena kasztana dla snycerstwa[lxvi], czyli sztuki rzeźbienia w drewnie. Największym zainteresowaniem cieszyły się – i cieszą się nadal – kasztany wśród dzieci: to kastanzie – to zawdi zbierali dzieci, kasztany dzieci rade zbiyrajų[lxxxiii]. Wiejskie dzieci chętnie bawiły się kasztanami zwłaszcza zimą[lxxxiv], np. wycinały z nich przeróżne koszyczki, grzybki[lxxxv], por.: Nazbzieråj kasztanów, to ci zrobzię z niech rozmajite zabåwki[lxxxvi]; Z kasztanów my robili chłopki[lxxxvii].

 

Kasztany stosowano także w praktykach żywieniowych, obrzędowych, magicznych i leczniczych dawnej wsi. W latach nieurodzaju do mąki, z której pieczono chleb, gospodynie dodawały utłuczone w stępie i zmielone na żarnach kasztany[lxxxviii]; trzodę chlewną dokarmiano zimą żołędziami lub kasztanami[lxxxix], por.: Dej kasztany brałwkům [braw to wieprz], bo ich rady żerům[xc].

 

Na Wszystkich Świętych (1 listopada) ozdabiano kasztanami groby – układano z nich krzyże[xci], to pięknie wyglądało[xcii]; por.: Zawsześmy ubierali kasztanami wkoło grobu[xciii]. Praktykę strojenia ziemnych grobów kasztanami spotyka się i dzisiaj, zwłaszcza na starych wiejskich cmentarzach.

 

W dniu św. Szczepana (26 grudnia) chłopcy rzucali w kościele przede wszystkim na dziewczęta, lecz także i na księdza odprawiającego nabożeństwo – owsem[xciv], grochem, a nawet kasztanami[xcv]. Dziad, jedna z postaci chodząca po kolędzie, miał na szyi „różaniec z kasztanów z uwieszonym doń wielkim, drewnianym krzyżem” Z naparzanych na wrzątku kasztanów pozyskiwano wywar, w którym barwiono przędziwo na brązowy kolor[xcviii], podobnie uzyskiwano kolor rudy do farbowania jajek na Wielkanoc[xcix].

Z kasztanów robiono również lep do łapania ptaków (zwłaszcza szczygłów i drozdów)[c], klej na drachy[ci] (latawce); na Podhalu klej z kasztanów, zwany ciapą, stosowano w szewstwie ze względu na jego usztywniające właściwości po wyschnięciu[cii].

Z tego jądra kaśtana prosek robiom do prania, dawniej także poluło sie kasztany w piecu, ale i szczylały[ciii].

 

Kasztany stosowano także w ludowym lecznictwie w różnorodnych schorzeniach, najczęściej – w leczeniu reumatyzmu: W máju, kiedy so jesce zielone, zbiyrać i do okowitu namocyć i to okropnie ze dobre, kie łómie w kościak. Ty kaśtany[civ]; Na rojmatyka to sȯm dobre kasztȯny mielȯne, moczȯne we spiritusie[cv]. Na kaśtanach lezeli, ze to od rełumatyzmu[cvi]. Aby ustrzec się dolegliwości reumatycznych[cvii] i zabezpieczyć się przed bólami serca[cviii], noszono (i nosi się nadal) kasztany w kieszeniach. Radzono wkładać je pod łóżko, gdyż uważano, że zapewniają długowieczność, zdrowie[cix] i sprzyjają dobremu odpoczynkowi. Po pewnym czasie należało jednak je wyjąć, gdyż obawiano się, że będą oddawać złe moce, które w sobie nagromadziły[cx]. Gdy bolały zęby, noszono trzy kasztany na szyi[cxi]; radzono zetrzeć kasztany na proszek, namoczyć je w spirytusie i tę wilgotną masę przykładać na dziąsła[cxii]; Lasowiacy zaś płukali usta odwarem z kasztanów[cxiii]

 

Przy katarze bojarzy międzyrzeccy zażywali mąkę ze środka kasztana[cxiv], przy febrze lud krakowski radził kasztany obrać z łupiny, ususzyć, zetrzeć i po dwudziestu czterech godzinach moczenia w wódce – wypić[cxv]. Koklusz u dzieci Lasowiacy leczyli, dając im do zjedzenia mączkę z kasztana zmieszaną z mlekiem[cxvi]. Przy żylakach stosowano kompres z nalewki z pokrojonych kasztanów[cxvii], a „owoc w wódce przeciw bólom brzucha”[cxviii].

 

W lecznictwie zwierząt – koń, gdy miał kolki, był przeganiany, aż się spocił, następnie zaś pojony odwarem z kasztanów wymoczonych w spirytusie[cxix]. Współcześnie kasztanowiec i kasztany są nadal wykorzystywane w medycynie – zarówno alternatywnej, jak i konwencjonalnej. Wyciągi z liści, kwiatów, kory i nasion kasztanowca są popularnym składnikiem leków m.in. na żylaki, hemoroidy, zapalenie żył[3].

 

[1] Fischer, 168

[2] Kolberg Chełmskie II: 187

[3] Anna Kaczan, doktor nauk humanistycznych w zakresie językoznawstwa polskiego, od października 2017 r. kierownik Pracowni „Archiwum Etnolingwistyczne” UMCS. Członek zespołu opracowującego „Słownik stereotypów i symboli ludowych” – autorka i współautorka (z prof. dr. hab. Jerzym Bartmińskim)

CategoriesBez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *