B

BĄDŹ JAK CZAROWNICE, wszystkich nas nie spalą. NIE BĄDŹ posłuszna.

U innych Słowian czarownice mają po części nazwę, podobnież utworzoną, jak łuż. „kuzlarnica” od  kauzłać, kuzłować. Tu należą czes. car o dej nice i car o dej (od carowati), pol. czarownica i czarownik, ros. kudesnik (od kudesit’) i inne. [eszcze więcej nazwy czarownic u innych Słowian wyprowadzają się od czasowników „wiedzieć” albo „znać” (ponieważ  wiele wiedzą albo znają), jak pol. wiedźma, ros. wed’ma , małorus. widma, serbskie i chorw. wjedsica, , bulg . vjestirica itd . ; ros. znacharka. Obok tego Polacy mówią po prostu ciota (ciotka). O rozróżnieniu u Słowian ludzi zajmujących się zawodowo czarami na tych oddających się magii szkodliwej oraz tych oddajacych się pożytecznej – pierwsi znienawidzeni drudzy obdarzani ogromną estymą i zaufaniem[1].

 

Wójcicki zarysy domowe t. 3 str 160:

W Statucie Jana Dzwonkowskiego, z czasów Zygmunta III, wyczytuję, że nie tylko ze dzwona, ale i z powroza może mleka nadoić:

I to dobra gospodyni,
Co z wody mleko uczyni,
A z powroza go nadoi,
I nie złe gdy się ustoi.
Potem go wleje w maślnicę,
Aż wnet masła pełowice;
Po pułkach pełno mądrzyków,
Dla domowych robowników,
A gdyby nie drugiej gusła,
I sama by prętko uschła.
Gdy chce, choroby nabawi,
Komu chce, zdrowia naprawi,
Komu chce, naczyni złości,
Pozbawi go majętności.
A kto też się z nią zachowa,
Wielka podpora domowa.

Bycie wiedźmą dziś? Trudna sprawa

 

Jeśli komuś się wydaje, że wiara w istnienie czarownic, jakie znamy z baśni czy ludowych przekazów to dawno zachrypła pieśń zamierzchłej przeszłości, a dziś jedyny kontakt z produktem czarownicopodobnym możemy mieć dzięki wykupieniu abonamentu na tej czy innej platformie streamingowej z serialami (o ile twórcy wyniuchają w temacie dość mamony – pecunia non olet) lub za sprawą nocnych pasm telewizyjnych, w których w transmisji na żywo za jedynie 4,92 zł + vat za minutę połączenia o nasz międzywymiarowy dobrostan duchowy troszczy się plejada ezoterycznych autorytetów, to raczej jest w błędzie. Pewnie że rozwój oświaty, migracja ludności wiejskiej do miast czy wreszcie wspomniany wpływ kultury masowej rzutowały w zbiorowej świadomości naszego społeczeństwa (w jej indywidualne przejawy czasem strach, a częściej szkoda czasu się zagłębiać) na przestrzeni jeszcze żyjących pokoleń tak na obraz wiedźmy, jak i w ogóle na przekonanie o jej wśród nas występowaniu.

 

 

Postęp trwa i trwa mać, a my dumnie z podniesionym czołem (tak jakby, bo nieco zgarbieni od wpatrywania się w ciekłokrystaliczną „rzeczywistość”) kroczymy jego śladem, a przynajmniej staramy się, bo postęp jest fit i nieźle zapierdala (z wybielonym uśmiechem na powiększonych ustach). Wiara w czarownice? HA, HA! Nie… Zaraz… Taka reakcja też może być uznana za wsteczną. Wierzysz w czarownice? Ale bk! XD

 

 

No jak pogodzić życie w erze cyfrowej z takim umysłowym zaściankiem, sami powiedzcie? Nie po to współczesność wyposażyła nas w takie zdobycze cywilizacji jak minikomputer przy dupie. Nie po to ludzkość wspięła się na ten everest semiotyki (patrz: użyty powyżej dwuznakowy klejnot komunikacji tyleż wyrafinowanej, co esencjonalnej), żeby teraz szerzyć takie spróchniałe zabobony. Ale tym wszystkim, którzy zdążyli już skisnąć XD – o ile w ogóle jeszcze to czytają, bo przecież tekst dłuższy od przeciętnej długości esemesa, to według dzisiejszych standardów wgl masakra (w dodatku mega) –  mam do zakomunikowania dwie rzeczy.

 

Wiara w czarownice w Polsce

 

Po pierwsze: wiara w działalność czarownic na ziemiach polskich była żywa jeszcze w latach dwutysięcznych ubiegłego wieku, o czym świadczą badania etnograficzne[2] (a i dziś pewnie nie trzeba specjalnie daleko szukać, by dowiedzieć się, że znajoma znajomej w swej bezsilności szukała pomocy u babki). Sprawy dotyczące oskarżeń o czary trafiały wręcz przed oblicze polskiej sprawiedliwości i nie jest to żadna prehistoria lecz XIX w., o czym czytelnik przekona się, o ile zdecyduje się kontynuować lekturę niniejszego tekstu.

 

 

Po drugie: ewolucja ludzkiej wyobraźni nie znosi próżni i na miejsce starych przesądów pojawiają się nowe. Do ich tworzenia wcale tak wiele nam nie potrzeba (ułatwiona łączność z całym niemal światem może wręcz sprzyjać ich upowszechnianiu tym bardziej wśród osób z przytępionym aparatem myślenia samodzielnego – aplikacja pomyśli za nas) i nawet emotikony wstukane w coraz cieńszym telefonie (i proporcjonalnie nietęgiej głowie) nas przed tym zjawiskiem nie ustrzegą. To, co usiłuję przekazać, już dawno zauważył błyskotliwy Bergen Evans pisząc: Może nam się wydawać, ze zerwaliśmy z przeszłością, ale przeszłość nie chce zerwać z nami. Idee pochodzące z epoki kamienia współistnieją ze współczesną myślą naukową (…). Olbrzymie samoloty hałasują w stratosferze – ale połowa pasażerów uzbraja się w amulety (…). Hotele szczycą się szybkimi windami i telefonem w każdym pokoju, jednak dla komfortu swoich gości omijają trzynastkę we wszystkich numerach pięter i pokoi[3].

 

 

Powyższy cokolwiek przydługi wstęp poza rozwlekłością (jak na standardy współczesnej komunikacji pisanej) ma zapewne i tę wadę, że brak mu przejrzystości i najpewniej osoba, która do tego momentu mojej pisaniny dotrwała, ma raczej blade pojęcie, czego może się z niej dowiedzieć. Spróbujmy zatem przejść do rzeczy (znad klawiatury słychać stękanie jak przy zakwasach na drugi dzień po przetrenowaniu – tak, wiem, że ściśle rzecz biorąc to nie są zakwasy): Panie oraz Panowie, przedstawiam Wam sylwetkę czarownicy polskiej*.

 Ale już sama odmienność zachowania, a pewnie także i wyglądu zewnętrznego wzbudzały poczucie niechęci w zbiorowościach tradycyjnych, nawykłych do zachowań zuniformizowanych. Odczucia te na co dzień przytłumione, słabo uświadamiane, ujawniały się w sytuacjach konfliktowych, gdy podejrzewano kogoś o chęć szkodzenia i praktykowania magii niszczycielskiej. Niekiedy podobną czyjąś działalnością tłumaczono sobie własne nieszczęścia i niepowodzenia. Odgrywały również rolę sąsiedzkie kłótnie, zawiść, powtarzane plotki itp.

 

Od plotkary do czarownicy

 

Czasem okazywało się wówczas, iż mieszkanka wsi została pomówiona o uprawianie czarów i zniesławiona ex invidia vicinarum. Nie wątpiono w szkodliwą, destrukcyjną magię niektórych jednostek. Gdy w początku XVI wieku po raz pierwszy w kraju stracono z wyroku sądowego czarownicę pochodzącą z przedmieścia Poznania, miejscowy baccalarius dowiedziawszy się, iż oskarżona była ona o niszczenie browarów i trucicielstwo, miał oświadczyć w gronie współmieszkańców: „oby Bóg dał, by spaleni zostali wszyscy czarownicy i źli ludzie”23. Była to opinia kleryka, lecz wyrażająca chyba szerzej rozpowszechnioną opinię o tych, którzy wedle zbiorowego mniemania zagrażają zdrowiu i powodzeniu ogółu.

 

 

Oskarżyciele i świadkowie chętnie powoływali się na powszechną opinię o czarodziejskich praktykach osoby pozwanej przed sąd. Zwroty takie jak: vox clamorosa in ipsa villa, communis fama, publica vox et fama często przytaczano jako oczywisty dowód winy. Owa fama communis mogła być oczywiście frazesem wspierającym nazbyt słabe oskarżenie. U podłoża „powszechnej opinii” kryć się mogło czyjeś publiczne oświadczenie, zwłaszcza gdy wspierał je autorytet wypowiadającego. Kobieta, nazwana publicznie przez proboszcza czarownicą, heretyczką i bluźnierczynią przeciw Eucharystii, próbowała oczyścić się z niesławy przed sądem biskupim. Kobiece swary i kłótnie również urabiały opinię publiczną, wtedy zwłaszcza, gdy obelżywe nazwanie kogoś czarownicą i trucicielką nastąpiło „w obecności licznych ludzi”. W Polsce piętnastowiecznej słowo „czarownica” stawało się w mowie potocznej inwektywą wypowiadaną w gniewie i w zamiarze obrazy (podobną karierę zrobiły wówczas słowa: „heretyk”, „husyta”). Być może, iż pewien wpływ odegrały tu konflikty między klerem parafialnym a wiernymi świeckimi[4].

 

 

Analiza celów praktyk magicznych dokonywana przez osoby powoływane przed sądy kościelne i miejskie prowadzi m.in. do wniosku o stosunkowo małym zainteresowaniu produkcją rolniczą. Wydaje się, iż zabiegi wokół pożądanej wegetacji zbóż i ich urodzaju31 pozostawały raczej poza gestią jednostek dysponujących kwalifikowanymi umiejętnościami magicznymi. Była to bowiem wiedza dziedziczona przez społeczności rolnicze i zapewne nie widziano potrzeby przekazywania jej w ręce „specjalistów”. Ponadto w społeczeństwie wiejskim nie wywoływała ona napięć prowadzących do obwiniania kogoś o czary.

Jak wyglądały czarownice?

 

 

Powierzchowność jej odrażająca: twarz nabrzmiała, obsuta wymiotami (krostami), po pas obnażona, włosy u niej w wielkim nieładzie, zlepione najczęściej w kołtun, spadają na ramiona[5]. Wiejskie kobiety usposobienia złośliwego, mściwego, zazdrosnego albo też małomówne, posępne, stroniące od otwartego obcowania z ludźmi (zwłaszcza o ile przytem sama przyroda napiętnowała je jakowemiś odrażającemi znamionami!) oczerwonych oczach (także z powodu choroby) często przypisywanym wiedźmom i czarownikom[6].

 

 

Podobnie jak w innych okolicach kraju, tak i w kieleckich wierzą w czary i czarownice. Czarownicami są kobiety, które dobrowolnie oddając duszę djabłu, z nim zawierają przymierze w tym celu, aby wyuczyć się sztuki szkodzenia ludziom, a szczególniej otrzymać moc odbierania mleka krowom. Cioty z Łysicy są najwyżej bo najbliżej szatana i mogą przekazać swoją moc na łożu śmierci stojącym niżej w hierarchii Widźmom rozsianym po kraju[7].

 

 

Autor Czarownicy powołanej, czyniąc rozróżnienie na czarownice i zabobonnice, pisze o tych pierwszych, że ich status jest niższy niż ludzi opętanych. Wiedźmy bowiem dobrowolnie wybierają szatana na swojego władcę i opiekuna, oddają mu swoje ciało i duszę, porzucając tym samym wiarę chrześcijańską i wszystkie sakramenty święte. Pojawiają się również informacje o bluźnierstwach skierowanych do Chrystusa i Jego Matki, kradzieżach narzędzi kościelnych i świętokradzkich praktykach czarownic[8].

TAKA BĄDŹ, czyli o tym jakie były czarownice według różnych panów

 

 

♣ Pilaszek procesy o czary str. 401

Zachowaniem uważanym za właściwe kobiecie było uznawanie wyższości władzy mężowskiej. Z a wzór dobrej żony nieodmiennie stawiano Sarę. Jej przeciwieństwem była próżnująca w karczmach plotkarka, która szuka okazji do wyjścia z domu. Wady te znajdowały najpełniejsze uosobienie w postaci czarownicy, której tradycyjnie przypisywano tego rodzaju zachowania – typowa czarownica to kobieta wygadana i samodzielna[9].

LUBIEŻNA CZAROWNICA WSPÓŁŻYJE Z CZARTEM!!!!!!11111oneone

Nieodłączną cechą każdej czarownicy jest rozwiązłość i lubieżność. Przymioty te wiążą się z paktem zawieranym między wiedźmami a czartem. Wierzono bowiem, że ,,wspólniczki szatana” mają obowiązek obcować z nim cieleśnie, szczególnie w trakcie sabatów18. Benedykt Chmielowski pisze, że czarownice na diabelskich bankietach po zgaszeniu świec współżyją z czartem oraz przypadkowymi mężczyznami. Na spotkaniach odbywających się na Łysej Górze szatan udziela też kobietom ślubow z czarownikami (Nowe Ateny…, s. 132). Anonimowy autor Czarownicy powołanej stwierdza, że ,,wspólniczki szatana” ,,[…] zażywają wszeteczeństwa brzydkiego z czartami” (Czarownica…, s. 26). W jednym z rozdziałów Młota na czarownice autor przekładu w obszerny sposób przedstawia problem współżycia wiedźm z latawcami. Według Ząbkowica, czarownice nie zadowalają się jedynie własnym kontaktem fizycznym z diabłem.    Często zdarza im się namawiać na spotkania z latawcami młode panny i uczciwe wdowy, by doprowadzić pobożne kobiety do zguby i odejścia od chrześcijańskiej wiary (Młot…,s. 68-78).

„Czarownicy — pisał np. Trithanius w traktacie „Antipalus malefictorum” („Przeciwnik czarów”) z 1508 r.   — to wstrętni ludzie, a zwłaszcza kobiety pośród nich. Wyrządzają one rodzajowi ludzkiemu nieobliczalne szkody, uciekając się do pomocy złych duchów i czarodziejskich napojów (…) Najczęściej przyprawiają ludzi o opętanie, rzucając ich na pastwę demonów, które ich dręczą wśród nieopisanych katuszy. Niestety liczba takich czarownic jest ogromna, w każdej połaci kraju i nawet w najmniejszej wiosce znaleźć można czarownice (…) Przez złośliwość tych kobiet umierają ludzie i bydło, a nikt nie pomyśli o tym, że dzieje się to poprzez te wiedźmy. Wielu ludzi nękają najsroższe choroby i nie zdają oni sobie sprawy, że są w mocy diabłów”[10].

 

 

Czarownica ukazana w źródłach dobitnie wpisuje się w przestrzeń pełną projekcji panujących w danej społeczności, odzwierciedlających wewnętrzne konflikty, lęki i frustracje. Strach o mleko jako symbol – mleko jako źródła życia – życiodajnej substancji, która także świadczy o zasobności danego gospodarstwa Owo wyróżnienie czarownic spośród innych członków społeczności wiejskiej wiązało się szczególnie z ich cechami fizycznymi. Tradycyjne wyobrażenia odnotowane w literaturze etnograficznej dotyczyły występowania kilku istotnych cech, wyodrębniających osoby zajmujące się czarami. Zwracano uwagę głownie na poszczególne elementy twarzy. Istotne były zwłaszcza oczy, uważane powszechnie za „zwierciadło duszy”, stąd też nietypowy kolor czy kształt oczu łączono z cechami nadprzyrodzonymi. Według autora Kultury ludowej Słowian, czerwone oczy od dawna przypisywano wiedźmom i czarownikom, a także osobom złym (Moszyński 1967: 609). Potwierdza to również Anna Szyfer — według niektórych wierzeń warmińskich i mazurskich czarownice charakteryzowały złe, kose, czerwone oczy, niekiedy zamiast źrenic miały one w kącikach oczu „kozły” (Szyfer 1975: 159).  O „koziełkach” w oczach wspominano także w Wielkopolsce; zwracano tam również uwagę na „ślipia fałszywe” oraz ogólną brzydotę czarownicy, posiadającej wychudłe, cienkie nogi i „grabiaste” stopy (Jasiewicz 1967: 467, 475).

Owo wyróżnienie czarownic spośród innych członkow społeczności wiejskiej wiązało się szczególnie z ich cechami fizycznymi. Tradycyjne wyobrażenia odnotowane w literaturze etnograficznej dotyczyły występowania kilku istotnych cech, wyodrębniających osoby zajmujące się czarami. Zwracano uwagę głownie na poszczególne elementy twarzy. Istotne były zwłaszcza oczy, uważane powszechnie za „zwierciadło duszy”, stąd też nietypowy kolor czy kształt oczu łączono z cechami nadprzyrodzonymi. Według autora Kultury ludowej Słowian, czerwone oczy od dawna przypisywano wiedźmom i czarownikom, a także osobom złym (Moszyński 1967: 609). Potwierdza to również Anna Szyfer — według niektórych wierzeń warmińskich i mazurskich czarownice charakteryzowały złe, kose, czerwone oczy, niekiedy zamiast źrenic miały one w kącikach oczu „kozły” (Szyfer 1975: 159).  O „koziełkach” w oczach wspominano także w Wielkopolsce; zwracano tam również uwagę na „ślipia fałszywe” oraz ogólną brzydotę czarownicy, posiadającej wychudłe, cienkie nogi i „grabiaste” stopy (Jasiewicz 1967: 467, 475).

 

 

[1] Moszyński K., Kultura duchowa Słowian, t. 1, str 179 (344 §273)

[2] Wiedza i wierzenia ludowe, Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego,t. 6, Wrocław, Cieszyn 2002: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Uniwersytet Śląski, Filia w Cieszynie

[3] B. Evans, Naturalna historia nonsensu, przekł. H. Krahelska, Warszawa, 1964, s. 12.

* Niniejszy tekst bynajmniej nie ma pretensji do bycia wyczerpującym opracowaniem tego jakże rozległego i na wszelkie strony rozlanego zagadnienia, niemniej autorka ma nadzieję na zamiecenie wybranych jego kwestii w nieco schludniejsze i łatwiej przyswajalne tematyczne kupki informacji, tak by odbiorcy łatwiej było się połapać w tej chaotycznej materii.

[4] Siarkowski – Materiały etnografii ludu polskiego z okolic Kielc cz. 2, str 33

[5] Siarkowski – Materyjały do etnografii Kielc,  cz. 2 str 31

[6] Moszyński K., KLS str 332,  §532

[7] Siarkowski materyjały do etnografii kielc cz. 2 str 31

[8] Kotlarek,  Czarownica powołana…, s. 20, 26

[9] Pełka str. 12 (7)

CategoriesBez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *