P

Policjantka Nadprzyrodzona czyli Dora Wilk w akcji – recenzja

Kto mi nie wierzy na słowo, niech przeczyta FRAGMENT

 

Powieści fantasy to szalenie trudne pole zarówno dla czytelnika jak i recenzenta, bardziej przypominające pobitewny krajobraz nad Sommą, aniżeli pięknie kwitnący zagon ziemniaków przeznaczonych na chipsy. Czytelnicy pierwszego tomy cyklu o Dorze z pewnością dzielą się na tych oddanych sercem i tych, którzy tego serca nie odkryli.

 

Autorka zbudowała szkielet swej powieści na biblijnym fundamencie doprawiając go słowiańskimi ozdobnikami w postaci swojskich wampirów czy wilkołaków. Wizja magicznej rzeczywistości to po prostu konglomerat zjawisk i postaci z mitologii europejskich, czego wyrazem jest chociażby wypowiedź głównej bohaterki: „Dla nas nie ma granic między słowiańskimi a skandynawskimi istotami magicznymi. Nie dzielą nas bariery różnych mitologii, języków, terytoriów. Jesteśmy połączeni. Jako córka Pani Północy jestem blisko z magią wiatru, więc i z Boreaszem (…)”.

 

Pierwszy tom cyklu zaczyna się niewinne (ale kto czytał, ten wie, że pierwsze 100 stron Władcy Pierścieni to była męka, tu jest zdecydowanie lepiej), ambicja i autentyczna chęć przedstawienia z przekonaniem wizji świata przedstawionego wkręcona jest w historię z takim wdziękiem, że temu kto nie czyta książek dla samego przeczytania, a robi to w skupieniu i z zaangażowaniem, przyzwyczai się do tej hipertrofii pomysłów i wraz z rozwojem akcji coraz bardziej zacznie je doceniać. Autorka chciała upchnąć w jednym miejscu jak najwięcej fascynujących ją idei i pomysłów i należą jej się brawa za erudycję, a nie krytyka, za „zbyt mocne wejście”.

 

Pierwsze wydanie powieści ukazało się w roku 2012, czyli po okresie, gdzie  w popkulturze dość mocno wyeksploatowano tematykę anielsko-demoniczną zapoczątkowaną wieki temu przez kultową „Armię Boga” z charyzmatycznym Chrisopherem Walkenem, kontynuowaną w „Adwokacie Diabła”, „Constantine” itd. Inspiracje zrodzone z chrześcijańskiej wizji świata znalazły się w powieściach Dana Browna (i ich ekranizacjach) na początku nowego wieku, gdzie szły w parze z tajemnymi zakonami.

 

Policjantka od wampirów w akcji

 

Główna bohaterka Dora Wilk nosi wszelakie cechy pełnokrwistych bohaterów. Jest urodziwym rudzielcem, policjantką w naszym, a wiedźmą w magicznym świecie. Autorka skupiła wiele uwagi na seksualności głównej bohaterki, bo dlaczego nie, zrobiła to w sposób naturalny i prawdziwe, więc nie widzę powodu żeby dorabiać do tego ideologię i narzekać jak niektórzy, że to „pod modę”. Z pewnością ma to związek z jej pochodzeniem (córka Bogini Płodności), choć momentami sprowadzało się to do poziomu wrażliwości gimnazjalistek, chociażby w rozmowie Joshui i Mirona na temat jedwabnej sukienki Dory. Tak na marginesie jedwab to chyba fetysz głównej bohaterki „Złodzieja dusz” 😉 (a kto powiedział, że kobiety nie mogą ich mieć?! „Jedwab miękko spłynął mi po ciele, niczym zimna, ale czuła dłoń. Powinnam naprawdę nadrobić seksualne zaległości, bo sam dotyk materiału sprawił, że przeszedł mnie dreszcz i sutki stwardniały”.

 

Świat przedstawiony dobrze wymyślony – czytelnik zadowolony 😉

 

Dobrym pomysłem było przedstawienie dwóch rzeczywistości: tej naszej i tej magicznej w znanych nam polskich realiach. Podstawowe lokalizacje to Toruń-Thorn (dawna niemiecka nazwa Torunia) i  Trójmiasto-Trójprzymierze. Do dociekliwych fanów należy skierować podchwytliwe pytanie, co powstało wcześniej Trójprzymierze, czy Trójmiasto? 😉

Atmosfera powieści to nieco gotycka rzeczywistość znana z amerykańskiej popkultury, a życie nadnaturalnych istot skupia się w miejscowych knajpach. Akcja „Złodzieja” toczy się na terenie Polski, jednak słowiańskich smaków czytelnik nie odnajdzie tu zbyt wiele. Czy to słaba strona książki? Nie dla kogoś, kto lubi postmodernistyczny klimat gotycko-demoniczno-kryminalny (czyli prawie każdy). Bardziej ortodoksyjnego czytelnika poszukującego słowiańskości z pewnością należałoby odesłać do innych światów 😀 jednak dla miłośniczek i miłośników gotyckich romansów kryminalnych będzie to początek przygody z popularną serią.

 

Z pewnością „Złodziej dusz” to przykład literatury stworzonej przez kobietę dla kobiet, zaznaczyć tu należy, że z dużym prawdopodobieństwem powieść wywoła entuzjazm wśród młodszych czytelniczek, a u starszych z powodzeniem posłuży jako książka czytana dla relaksu, bez zobowiązującego relaksu, jako oderwanie od szarej rzeczywistości. O to chyba chodzi w pisaniu „dla ludzi”: żeby bez silenia się na bycie kimś kim się nie jest, czerpać radość z przekazywania historii (to widać po lekkości z jaką robi to autorka) i tworzyć opowieści dla różnych pokoleń, bo kto powiedział, że tylko nastolatki chcą być wiedźmami? 😉

CategoriesBez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *