M

Mikstury miłosne pochodzenia organicznego: co zrobić żeby Cię kochał?

Staropolskie porzekadło mówi, że gdy przychodzi głodu pora, do Amora dusza nieskora, bo gdy kiszki marsza grają, ksiuty z głowy ulatają. Szczerze napisawszy, to powyższe przysłowie zostało przeze mnie zmyślone (nie wierz we wszystko, co czytasz – rada wiedźmy). Póki co, odwołajmy się do autentycznych autorytetów literackich. „Między głodnymi niedługo miłość trwa” powiada Rej (serio – możecie sprawdzić) w swym „Żywocie człowieka poczciwego” i trudno się z nim zgodzić. Nie wiem tylko, czy sposoby trafiania do serca poprzez żołądek, które zamierzam wymienić, należą do szczególnie poczciwych. Z uwagi na fakt, że wątek potu, z czym każdy niechybnie się zgodzi, należy do tematów wdzięcznych – zwłaszcza w kontekście pokarmu – obowiązkowo musimy kwestii jego magicznego wykorzystania w sprawach sercowych poświęcić kilka zdań.

Recepta dla chłopca, jak prowadzać dziewki po manowcach

 

Panów zapewne ucieszy fakt (panie być może nieco mniej), że istniał wśród naszych przodków całkiem prosty magiczny sposób na obudzenie w dziewczynie namiętnego przywiązania. Chłopak musiał jedynie zebrany ze swojego ciała pot podać pannie w wódce lub chlebie (czyżby prototyp współczesnej tabletki gwałtu?). Co prawda zamierzonym rezultatem nie miała być utrata przytomności przez wybrankę tylko zjednanie sobie jej względów, jednak usypiającego efektu po takim ludowym drinku (sex on the beach się chowa) kategorycznie bym nie wykluczała. Guślarze dodatkowo zalecali, by niewieście do wypicia podać kieliszek wódki, w której uprzednio namoczono odrobinę lulkowego ziarna czyli szaleju[1]. Na tym inwencja ludowego barmana jednak się nie wyczerpywała, bo w okolicach Pińczowa z kolei mniemano, że kawaler starający się o rękę dziewczyny, pragnąc pozyskać jej miłość, winien skombinować kołków z trumny oraz nieco święconej kredy, których nieco naskrobawszy podawał pannie w wódce do wypicia[2]. Na temat magicznej skuteczności spożytego koktajlu źródła milczą, ale niech ktoś mi teraz powie, że alkohol nie może być zdrowy. Błonnik i związki mineralne w łatwej do przyswojenia formie i, co ważne, ze składników pochodzących ze sprawdzonego źródła.

 

W świetle powyższych przepisów na procentowe napoje miłosne, jako zupełnie akceptowalna jawi się receptura trunku znana z podkieleckich Domaszowic, zgodnie z którą osobie mającej zapałać do nas żarliwym uczuciem trzeba było w piwie lub wódce podać płyn z moczenia żmii[3] (w Polsce oraz na Rusi środek ten stosowano również na porost włosów). W okolicach Tomaszowa Lubelskiego istniała też propozycja dla niepijących, choć w tym przypadku nie mam pewności, czy nie lepiej było pozostać przy wariancie wyskokowym, o ile w ogóle nieświadomy wybraniec losu (i zarazem niewieściego afektu – na jedno wychodzi) miał w tej materii cokolwiek do powiedzenia. W każdym razie w tamtych stronach dla wzbudzenia wzajemności zakochana dziewczyna dawała młodzianowi do wypicia roztartego w wodzie olbrzymiego chrząszcza (Berberomeloe majalis)[4] potocznie zwanego u nas majówką. I może ostatecznie nie byłoby w tym nic szczególnie rażącego, w końcu – jak można zaobserwować – nie takie rzeczy w imię miłości się połykało (zdrożny podtekst wcale niezamierzony), tylko że owad ów w swym dochodzącym do 7 cm, podłużnym odwłoku wytwarza oleistą ciecz zawierającą toksyczny związek – kantarydynę. Substancja ta, choć znana w Europie od wieków (stosowano ją m. in. zewnętrznie do usuwania kurzajek, stanowiła ponadto składnik słynnej miłosnej mikstury zwanej „hiszpańską muchą”), spożyta w odpowiedniej ilości stanowi zagrożenie dla ludzkiego zdrowia a nawet życia[5].

Jaskółeczko moja, sprowadź mi badboya

Napojem miłosnym, który bez wątpienia przyczynił się do utraty życia było zadane w napitku jaskółcze gniazdo i paradoksalnie zdarzyło się to dlatego, że mikstura okazała się być skuteczna. Tak przynajmniej wynika z akt sądowych procesu o czary z 1546 r. Niejaka Dorota z okolic Nachodu (czeskiego miasteczka sąsiadującego z Kudową-Zdrojem) zeznała, że radziła się pewnej kobiety w podeszłym wieku, jak pozyskać względy dziewczyny dla parobka imieniem Wit. Staruszka zaleciła wspomnianą miksturę z gniazda jaskółczego, która podobno miała odnieść pożądany skutek, co skłoniło babinę do rozwinięcia skrzydeł w magiczno-miłosnej branży. W toku postępowania sądowego ujawniono, że o pomoc do babci zgłosiło się jeszcze parę nieszczęśliwych dusz. Niejaka Pomióka z Nachodu szukała u niej specyfiku na usunięcie odrazy swojego męża. Staruszka poradziła klientce, by ta równo o północy położyła się w korycie strumienia, po czym namaściła jej włosy wieprzowym sadłem. Zabiegi te znachorka rekomendować miała także innym kobietom w potrzebie, do czego przyznała się dzięki sile katowskiej perswazji, w efekcie czego ostatecznie spłonęła na stosie[6].

 

W materii wydzielniczej panie wcale nie musiały pozostać potencjalnym partnerom dłużne, bo np. panny z powiatu białobrzeskiego mogły wybranego kawalera poczęstować jabłuszkiem. Pysznie i zdrowo, prawda? Tylko gdzie tu magia? – zapytacie. Rzecz jasna poza czarodziejskim urokiem niewieściej troski i czułości. Otóż darowany owoc białogłowa miała najpierw przez dziewięć dni nosić pod pachą, gdyż dopiero zwilżony jej potem nabierał szczególnej mocy[7]. Józef Rostafiński w Encyklopedii Staropolskiej oprócz pach jako strategiczne miejsce kobiecego ciała wymienia również szczyty piersi, przy czym uściśla, że dziewczęta owoc wpierw rozkrawały na pół[8]. Jak funkcjonować i pracować na co dzień z jabłkami pod pachami tudzież na cyckach – źródła niestety nie precyzują. Na wypadek gdyby komuś jabłka się sprzykrzyły, menu spod pachy można było, przynajmniej w okolicach Zambrowa, urozmaicić chlebkiem, o czym przeczytać można w zgromadzonym w tym rejonie materiale etnograficznym, którego fragment zamieszczam poniżej.

 

(…) chcąc uzyskać wzajemność dziewczyny, potrzeba kawałki chleba świeżego (co ma być wypieczony z mąki mielonej w wiatraku o samej północy) pod pachami przez trzy dni nosić, ażeby przeszły potem, i starać się, aby je <tak zapocone> spożyła ulubiona dziewczyna, a pewnie zapamiętale kochać będzie[9].   

 

Jeśli idzie o sprawy dotyczące serca, to być może właśnie do niego wzięły sobie niegdyś panny z Niewachlowa (dziś w granicach Kielc) powiedzenie, że nie samym chlebem żyje człowiek, ponieważ w tamtych stronach upatrzonego sobie na męża kawalera dziewczyna częstowała serem, który wcześniej czas jakiś nosiła pod pachą[10]. W tradycji łotewskiej panna młoda podczas ślubu skrywała pod pachą podarowany jej przez matkę kawałek sera bądź cukru, który wraz ze ślubnym następnie spożywali, by ich miłość była trwała i zgodna[11].  Skoro spożywanie potu w mniemaniu ludu pomagało umacniać oddanie i przywiązanie do jego właściciela, można było ów fakt wykorzystać również poza miłosnym stadłem. Na taki pomysł musieli już dawno wpaść Mazowszanie, bo zgodnie z panującym u nich zwyczajem, błogosławiący nowożeńcom rodzice dawali im po kawałku chleba z wetkniętym weń pieniążkiem, które młoda para miała trzymać w trakcie ślubu pod pachami, a po ceremonii obdarowywała nimi ubogich[12] (nic tak nie poprawia samopoczucia jak uwielbienie okolicznej biedoty). W tym względzie wszelako nie musimy się ograniczać wyłącznie do produktów spożywczych powszechnie uznanych za jadalne. Z pewnością nie kłopotały się tym dziewczęta z terenów zaboru pruskiego, bo chcąc zapewnić sobie powodzenie u upatrzonego młodziana, paliły własne przepocone chustki, tudzież tasiemki swoich zapasek, a proch ten dodawały mu do jadła lub napoju[13].

Chlebuś spod pachy stosowali Lachy

Warto nadmienić, że zjednywanie sobie w ten iście fizjologiczny sposób miłości osoby obojętnej lub opornej (wszak uczucie platoniczne jest dla frajerów) nie było wyłącznie domeną gminu, bo do obdzielania wydzielinami najdroższych uciekali się także przedstawiciele stanów średnich oraz wyższych. Uczuciowo wiążąca moc spożywanego potu była na tyle uniwersalna, że w swym zasięgu przekraczała nie tylko bariery klasowe, lecz także międzygatunkowe, o czym świadczy wpis ze słynnego Zielnika Szymona Syreniusza z 1613 r. Znajdujemy w nim mianowicie następującą wzmiankę:

 

Gdzieby kto chciał żeby go pies miłował i ustawicznie pilnował, trzymać pod gołą pachą sztuke chleba az sie dobrze spoci  y dać mu to zieść. To samo uczyni go pilnym,  że wtedy od człowieka nie odstąpi[14].

 

Była krew, był pot, więc nie może zabraknąć… Spermy! Ja wiem, że miłość karmi się łzami, jednak nie w przypadku mieszkańców Ukrainy. W tamtych stronach chłopak podawał dziewczynie własne nasienie, które uchodziło za niezwykle silny czarodziejski środek miłosny. Przemycony w pokarmie ejakulat, spożyty przez pannę bez wiedzy na temat występowania w posiłku tego szczególnego składnika, miał rozniecić w niej pożar namiętności, który odtąd jedynie psotny autor potrawy zdolny był ugasić. W analogiczny sposób danie z magiczną wkładką serwować mogły niewiasty. Miłych sobie mężczyzn podejmowały specjałami z dodatkiem własnej krwi miesięcznej. W ramach praktykowania kuchni typu fusion w tym osobliwie romantycznym wydaniu, wiejskie dziewczęta z Polski w niczym nie ustępowały swoim wschodnim koleżankom przyrządzając wybranym przez siebie kandydatom na mężów pożywną strawę z odrobiną własnego potu lub menstruacyjnej krwi. Podobnie czyniły białogłowy na Huculszczyźnie chcące pozyskać uczucie upragnionego mołojca. Wodę, w której uprzednio uprały swoją poplamioną krwią koszulę, w ilości kilku kropel dodawały do słodkiej wódki podawanej umiłowanemu mężczyźnie. Wypowiadać miały przy tym następujące słowa:

 

Jak krew moja przylepła do koszuli, tak niech przylgnę to twego serca[15].

 

Na tle tych kulinarno-wydzielniczych propozycji za całkiem niewinny uznać wypada sposób panien z powiatu łańcuckiego, którym dla  przypodobania się przedstawicielom płci przeciwnej radzono napluć do lewego buta wytypowanego mężczyzny. W końcu plwocina to także osobista cząstka istoty ludzkiej. Plując do lewego damskiego trzewika analogicznie mógł postąpić uderzający w konkury młodzieniec[16].

 

Zdaję sobie sprawę, że czytając o tych wszystkich smakowitych miłosnych miksturach czytelnik mógł poczuć się odrobinę zniesmaczony. Na osłodę tych apetycznych zabiegów romantycznych wypadałoby wspomnieć o jednym jakże zmysłowym i słodkim rytuale, o którym wiemy z dziejów kultury średniowiecza. Proszę wyobrazić sobie następującą scenę: jedenastowieczna niewiasta smaruje miodem swoje nagie ciało, po czym tarza się w pszenicy, a ziarna tego zboża przenikają wonią jej rozkoszy. Tak zmysłowo spreparowane wędrują następnie do pieczywa, które spożyte przez mężczyznę, musi wzbudzić w nim nieokiełznane pożądanie[17]. Termin żywność przetworzona nabiera w tym kontekście całkiem nowego znaczenia – wyczuwam konkurencję dla oblanych sztucznym miodem ekspandowanych płatków śniadaniowych pewnego zagranicznego koncernu spożywczego.

 

W razie gdyby zabrakło miodu, zawsze można było ciasto na chleb dla wybranka zagnieść wewnętrzną stroną ud. Gdy np. huculska kobieta chciała w mężczyźnie pobudzić namiętne uczucia, właśnie udami wałkowała ciasto wypowiadając w trakcie tej czynności następujące słowa:

 Abyś ty za moimi udami zakręcał się, jak ja chleb zakręcam.

Tego zgoła niepowszedniego chleba dawała następnie niczego niepodejrzewającemu wybrankowi do zjedzenia[18]. Jak dla mnie same plusy: nie dość że zyskujemy przychylność lubego, to jeszcze modelujemy mięśnie ud.

[1] M. Federowski, Lud okolic Żarek, Siewierza i Pilicy, jego zwyczaje, sposób życia, obrzędy, podania, gusła, zabobony, pieśni, zabawy, przysłowia, zagadki i właściwości mowy, t. 2, Warszawa 1898, s. 232.

[2] Ks. W. Siarkowski, Materyjały do etnografii Ludu polskiego z okolic Pinczowa, Kraków 1884, s. 43.

[3] Ks. W. Siarkowski, Materyjały do etnografii Ludu polskiego z okolic Kielc, Kraków 1879, s. 99.

[4] H. Biegieleisen, Wesele, Lwów 1928, s. 311.

[5] R. Shamloul, Natural Aphrodisiacs, w: The journal of sexual medicine. 7, 2009, s. 39-49.

[6] J. Svátek, Culturhistorische Bilder aus Böhmen, Wiedeń 1879. Cyt. za: M. Wawrzeniecki, Procesy o czary w Czechach, w: Wisła XV (1901), s. 391.

[7] H. Biegieleisen, Wesele, Lwów 1928, s. 310.

[8] Z. Gloger, Encyklopedia Staropolska, t. IV, Warszawa 1903, s. 361.

[9] K. W. Wójcicki, Zarysy domowe, t. III, Warszawa 1842, s. 143.

[10] Ks. W. Siarkowski, Materyjały do etnografii Ludu polskiego z okolic Kielc, Kraków 1879, s. 99.

[11] H. Biegieleisen, Wesele, Lwów 1928, s. 124.

[12] Ibid., s. 222.

[13] Ibid., s. 310.

[14] Sz. Syreniusz, Zielnik z herbarzem z języka łacińskiego zowią…, Kraków 1613, s. 926.

[15] H. Biegeleisen, U kolebki Przed ołtarzem Nad mogiłą, Lwów 1929, s. 224-225.

[16] H. Biegieleisen, Wesele, Lwów 1928, s. 310.

[17] Ibid., s. 311.

[18] P. Kowalski, Chleb nasz powszedni: o pieczywie w obrzędach, magii, literackich obrazach i opiniach dietetyków, Wrocław 2000, s. 182.

CategoriesBez kategorii
  1. Apokalipta says:

    Przy czym pot, mimo że nie jest zbyt apetycznym składnikiem, miał w sumie, cokolwiek by nie mówić, logiczną podstawę (aczkolwiek raczej wykorzystywano ją instynktownie…), w pocie są bowiem zawarte feromony… I chociaż u człowieka narząd lemieszowy odpowiedzialny za odbieranie feromonów jest zdegradowany, to jednak nie zaniknął całkowicie i w pewnym stopniu wpływa na wybór partnera życiowego. Udokumentowane zostały korelacje pomiędzy zapachem potu naszego partnera, a jego wyglądem… Człowiek, którego pot ,,odpowiada” nam najbardziej, jest dla nas także najbardziej atrakcyjny jeśli chodzi o wygląd. Chociaż oczywiście przepocone jabłko wcale a wcale nie przekonuje nas do siebie, to mam nieodparte wrażenie, że w zamierzchłych czasach wszystko jakby nieco bardziej śmierdziało; można więc było nie poczuć odoru od takiego jabłka albo uznać go za normalny zapach, którym przesiąkło w trakcie przechowywania w jakiejś zatęchłej komórce… I mogło nawet zadziałać; w końcu od ust niedaleko do nosa, a osoba obdarowująca mogła być akurat najatrakcyjniejszą z ogólnodostępnych, jeśli można się tak wyrazić… 😛

    A tak poza tym zdrowia i weny!

  2. Anka says:

    Skąd wiedza o informacjach z powiatu łańcuckiego? Pochodzę z tamtych okolic i z chęcią bym poczytałam o innych zwyczajach itp z tej ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *