C

Czary i 7 sposobów na pozbycie się demonów: kikimora w domu? Weź…

Codziennie dostaję po kilka wiadomości o tym jak zdjąć urok, przepędzić zmorę czy inną cholerę, uchronić się przed złym okiem, uwolnić się od złej aury, kikimory i tak dalej. Najlepiej gdybym to ja się tym zajęła. I powróżyła przy okazji. Straszne opowieści o demonach, duchach, wisielcach i nawiedzonych domach? Miejscowe legendy o diabłach, opętaniach, straszących w rodzinnych domach zmarłych krewnych? No jasne, chyba każdy za pacholęcia zasłyszał z rozmów dorosłych takie historie, jak babka ciotce Krysi po raz setny powtarzała „A pamintosz Ty tego…”, i dalej już jazda, tylko z wiekiem zacierały się szczegóły. Świat który wspominam wtedy wydawał się straszny, dziś już tylko fascynujący z perspektywy badawczej, tym bardziej, że ostatni którzy go pamiętają, dożywszy sędziwego wieku umierają i zabierają ze sobą wiejskie tajemnice. Cokolwiek się u Was dzieje, istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie potrafię rozwiązać dręczącego was problemu, co nie znaczy, że neguję fakt czy wyśmiewam często bardzo dotkliwe skutki. Nie jestem szeptuchą, czarownicą, nie płoną mi dłonie gdy stoję pośrodku pentagramu, nie ma we mnie nadprzyrodzonych sił sprawczych, które mogłyby dać mi szanse w walce z demonami (przyjmując, że to one są sprawcami nieszczęść.

 

1. Uroki

 

Jak się ustrzec od uroku i czarów? Jak chronić przed skutkami działalności złego zwierzęta gospodarskie? Wiadomo przecież, że niektórzy mają „urocze” oczy, nawet o tym nie wiedząc, wystarczy spojrzenie i wszystko wyzdycha a ludzie się pochorują…;) Czarownice, złośliwe sąsiadki, zazdrosne baby… wiecie jak jest, lepiej się chronić zawczasu. 😉 Już w XVI wieku toczyły się przed sądami biskupimi sprawy o czary, w których pojawiał się motyw odbierania krowom mleka lub spowodowania ich śmiertelności. Później, w okresie największego nasilenia się oskarżeń, sprawy te stawały się coraz częstsze. Z protokołów można się dowiedzieć, jakich to sposobów chwytały się czarownice, by odebrać mleko krowom znienawidzonej sąsiadki. Dawano więc bydłu zaczarowane ziele lub polewano je wodą, w której zmywało się własne naczynia, a mleko od tych krów przechodziło do obory czarownicy. Gdy czarownica raz jeden udoiła krowę, już zawsze odbierała od niej nabiał. W magiczny sposób otrzymywały czarownice mleko z cudzych krów, dojąc je z drewnianego słupka czy powroza. Chcąc zniszczyć bydło sąsiadki lub dworskie, posypywały je proszkiem trupich kości, polewały krwią, zakładały w oborze „czary”. W mocy czarownicy było nasłać do cudzej obory wilka, by zadusił krowę. Wyrafinowana zemsta czarownicy polegała na tym, że krowom znienawidzonej sąsiadki „z ogonów mleko i kopyt ciekło”.

 

W dokumentach sądowych można spotkać całą litanię takich bezsensownych zarzutów, przyjmowanych jednak przez sąd z całą powagą. Pisarz rolniczy z początku XVII wieku Stanisław Strójnowski dość dobrze odmalował atmosferę tego rodzaju zabobonów: „Ty, pobożna gospodyni, karm krowę zimie dobrze, żeby tłusto na trawę przyszła lecie, a kucharki doglądaj, żeby dobrze wydoiła. Bo kiedy kilka razy nie doi, krowa połowinę mleka straci, choć też będzie tłusta. A ktemu ochędóstwa do nabiałów bardzo potrzeba, bo kiedy zaplugawi, zakwasi naczynie, nie wyparzy, słodki żywioł kwaśnym uczyni, i będzie na czarownice narzekała, a ona sama sobie niedozorem i plugastwem swoim szkodę uczyniła. Jestem na swym gospodarstwie od czterdziestu łat, nigdy w domu mym żadnych pomocy u bab nie szukano, bo też temu nie wierzę. I tak mi tego diabeł wziąć nie mógł, co mi Pan Bóg obficie dawał. Także i ty czyń, ujrzysz, że krowa polska stanie za olenderską”

 

Najwięcej zabobonów związanych było z hodowlą bydła, które w dawnym gospodarstwie wiejskim odgrywało dominującą rolę. Niekiedy w protokołach procesów o czary można spotkać te odnoszące się także do innych zwierząt gospodarskich, jak konie, owce, świnie, a nawet drób. Chcąc ustrzec się przed skutkami czarów, trzeba było korzystać z różnych magicznych środków zaradczych, których sporo podawała literatura rolnicza (np. Haur). Niektóre od niepamiętnych czasów istniały w tradycji ludowej. Do najbardziej rozpowszechnionych należało kropienie lub omywanie krów wodą święconą, rosą, specjalnymi olejkami, wodą źródlaną lub deszczową itp. Niekiedy należało przy tych czynnościach wymawiać słowa posiadające magiczne znaczenie. Rozpowszechnione było okadzanie bydła, czyli – jak się wówczas mówiło – „podkurzenie” specjalnym zielem, starymi szmatami, wysuszonym nawozem itp. W oborze zakopywano przy progu lub wieszano u pułapu suszone zioła, sól, chleb, a nawet kłaki z wilczej sierści. W połowie XVII wieku pewna mieszczka łódzka zawiesiła w oborze pieczoną żabę. Chcąc zwiększyć udój, a zarazem zabezpieczyć mleko przed zepsuciem, należało przecedzić go przez nóż, sierp, odpowiednie ziele, części ludzkiej garderoby, a nawet przez hostię.

 

Jak szeroko rozpowszechnione były zabobony związane z hodowlą zwierząt domowych, mogą świadczyć liczne przykłady przytoczone w połowie XVIII wieku przez księdza Nowakowskiego: „Warzenie kopyta zwierzęcia zdechłego, dla poznania czy zczarowane. Związanie końca powązki, żeby krowie mleko samo nie uciekło. Nóż nad drzwiami zatknąć, którędy bydło chodzi, wierząc, że złego ujdzie. Mniemanie, że mleko w masło się zamieni, gdy w niego kłódkę wpuści jeszcze nie używaną. Opalanie ognia pod krową na wymię chorą. Noża włożenie w kierzankę, aby się masło zrobiło. Nie motać kiedy dym, wierząc, że się będzie bydło bóść. Przedając bydlę, przez połę sukni powroza oddawanie. Przedanego bydlęcia we środę nie oddawanie. Bydła nago popędzanie, aby płodne było. W poniedziałki i środy nabiału niedawanie. Sera, masła napoczętego niedawanie.”

Karwot, Katalog magii Rudolfa, Wrocław 1955, s. 28
K. Koranyi, Czary i gusła przed sądami kościelnymi w Polsce w XV i w pierwszej połowie XVI wieku, „Lud” XXVIII (1929), s. 16—17; J. S. Bystroń, Wstęp do ludoznawstwa polskiego, Lwów 192, s. 66 i in.
APP, Księgi miejskie Kalisza 132, k. 14 v i nast.
AGAD, Księgi miejskie Warty 46, k. 136 v.
APŁ, Księgi miejskie Opatówka 1, s. 193.
S. Strojnowski, Opisanie porządku stawowego, przedruk: Z. Ga warecki i A. Kohn, Polskie stawowe gospodarstwo, Warszawa 1860, s. 335.
Fragment z Baranowskiego „Pożegnanie z diabłem…”

 

2. Wąpierze

 

Bram Stoker, autor chyba najbardziej znanej i najlepszej (nie, nie liczę „Zmierzchu”) powieści o wampirach temat wybrał sobie wdzięczny i nawet nie musiał za dużo zmyślać, bo mity o ludziach-krwiopijcach (i nie chodzi o poborców podatkowych) były znane właściwie we wszystkich kulturach i udokumentowane choćby pochówkami, odkąd człowiek zaczął jakoś ogarniać rzeczywistość. Na terenie dzisiejszej Polski często znajdowano takie dziwne groby, spora część udokumentowanych przykładów odkryto w Bieszczadach, opracowania podają, że wiara w wampiry była szczególnie rozpowszechniona wśród ludności rusińskiej, a tej przecież przed wojną było tam dużo.

Pierwsza wzmianka o zabiegu antywampirycznym pochodzi z 1529 r. i dotyczy mieszkańców Lalina. Bardzo ciekawie o tym pisze Piotr Kotowicz w artykule „Wampir” z ulicy Zamkowej w Sanoku” „Rocznik Sanocki tom X ” str. 52: […] W świetle zanotowanych pod Sanokiem i w Beskidzie Niskim wierzeń chodzącym po śmierci upiorem mógł stać się człowiek, u którego nie wystąpiło pośmiertne skostnienie. Mogło się tak zdarzyć, jeżeli pod ławą, na której leżał nieboszczyk, przeszedł pies lub kot. Można było go też poznać po tym, że oprócz tężca pośmiertnego był czerwony na twarzy, stąd też powiedzenie „czerwony jak upiór”. Po odkopaniu, podejrzanego o „chodzenie” sprawdzano, czy ma pod pachą „pierze”. Jego obecność zdecydowanie potwierdzała domniemania mieszkańców danej wioski. Uważano także, iż upiorem staje się dziecko poczęte podczas stosunku odbytego podczas menstruacji. Istniały też wewnętrzne „objawy” wampiryzmu. Wedle wierzeń zanotowanych w dorzeczu Osławy i pod Sanokiem, upiór za życia miał dwa serca lub dwie dusze (jedno sprawiedliwe – człowiecze, a drugie niesprawiedliwe – diabelskie), z których po śmierci jedno ginie, a drugie żyje i jest przyczyną jego pośmiertnej działalności. Szczególnie predysponowane do roli upiorów były osoby mające cechy zbliżone do czarownic, znające właściwości ziół, umiejący czarować, a także ci, którzy uczestniczyli w sabatach na Łysej Górze. Zdarzało się, że upiorem zostawał człowiek spokojny i życzliwy dla innych, który jednak pozostawił po sobie na ziemi jakieś niezałatwione sprawy, niewynagrodzone krzywdy czy wreszcie nie mógł rozstać się z rodziną i gospodarstwem. Upiory takie jak wierzono Seredniem koło Lutowisk i w Solinie, pomagały w gospodarstwie, żęły zboże, kosiły trawę, poiły bydło, a zimą młóciły.[…]”

Radzeniem sobie z problemami chodzących po śmierci upiorów zajmowali się tutaj baczowie, tacy rodzimi odpowiednicy van Helsinga. 😉

„…Wszystkie przypadki nagłej śmierci miały związek z działaniem upiorów. Noc w noc porywają niewinne dusze. Mimo strachu przed upiorem, ludzie szukali sposobu, żeby się przed nim zabezpieczyć. Pierwszą czynnością, wykonywaną już w trakcie pogrzebu było wynoszenie „upiora” pod odwróconym progiem lub przez odwrócone drzwi. Po drodze na cmentarz i z powrotem sypano mak, który jak wiadomo ma właściwości usypiające i co najważniejsze jest go dużo i zanim duch go pozbiera nastaje świt i złe moce tracą swoją siłę. Bywało, że duch przychodził do swego domu, do żony, wywołując u niej duży strach (Mokre). Wróżka poradziła kobiecie, którą spotkała taka przygoda, aby ubrała się w ślubny łach i kiedy pojawi się duch zmarłego męża powiedzieć, że idzie na wesele, gdzie brat żeni się z siostrą. Na co rzekł nieboszczyk: „winiszczo ne słyszał żeby sia brat ze siestroł żenył”, na co ona, że: „nie czuła i nie słyszała żeby wmerłyj do żywoho chodył”. Ponoć w Jaworniku wiara w upiory chodzące po nocy była tak rozpowszechniona, że prawie wszystkich, widać profilaktycznie, przebijano gwoździami, zębami od bron, żeby siedzieli w miejscu, skoro już umarli. (Hubert Ossadnik „Zwyczaje pogrzebowe doliny Osławy, Osławicy i Kalniczki”).

„W przypadku dwóch serc u upiora, jedno należało przebić. Był wypadek, że nieboszczyk chodził po śmierci do żony, pojawiał się jakimś ruchem. Znachor poradził tej kobiecie, aby ubrał na siebie tyle spódnic ile miała, tyle, że na lewą stronę. Kiedy zmarły przyszedł, to powiedział, że jeszcze nie widział, żeby ktoś tyle spódnic na lewą stronę ubrał. Rezolutna żona powiedziała, że nie widziała, żeby zmarły do żywego chodził. Wtedy „zrobił się wiatr”, trzasnął drzwiami i duch znikł. Mimo tego nieboszczyk dalej szkodził, głównie nie chowało się bydło. Znachor poszedł na cmentarz, odkopał trumnę, nieboszczyk leżał na boku i był czerwony na twarzy, miał dwa serca, z których tylko jedno przebito żelaznym kołkiem (Kulaszne). Podobny zabieg odbył się w obecności księdza. Nieboszczyk „chodził”, w żarnach „mlił”, „doblę” z ziarnem na boisku mieszał i inne drobne przykrości robił. Poważne problemy naprawdę zaczęły się, gdy domownicy zaczęli o tym mówić. Ludzie z księdzem poszli na cmentarz, wydobyli zwłoki. Nieboszczyk śmiał się, wtedy zabili mu ząb z brony w serce. Okazało się, że miał dwa serca.” Według Pełki, w dwóch badanych województwach (lubelskie i podkarpackie) zanotowano 22 przypadki wampiryzmu a sposoby radzenia sobie z delikwentami rozkładały się następująco (procentowo):

25, 3 % – odkopanie grobu i odwrócenie ciała twarzą do ziemi,

23,1 % – zamówienie mszy w intencji zmarłego

11,6 % – wywiercenie otworu w grobie i wlanie do niego święconej wody

11,6 % – poświęcenie mieszkania po pogrzebie

5,7 % – pozbawianie upiora głowy poprzez ucięcie jej trupowi, zabieg stosowano zarówno przed jak i po pogrzebie.

„W upiory lud górski wierzy mocno; i tak we wsi Jaworniku nad Osławicą nie ma jednego człowieka pochowanego na cmentarzu, który by nie miał wbitego w głowę ćwieka lub uciętej, i u nóg położonej, głowy. Upirz za życia ma dwa serca i czerwony kark, i kiedy umiera, to jedno tylko serce z nim ginie, a drugie żyje i jest powodem jego wędrówek pośmiertnych. Aby im zapobiec, obwijają szyję dokoła młodym prętem świerzbi-huza (głóg, dzika róża, zwana także hecze-pecze). A w serce wbijają gwóźdź z brony (inni twierdzą, że 3 ćwieki żelazne z brony). A głowę uciętą kładą w stopach”. Oskar Kolberg, Sanockie-Krośnieńskie, (t. 49, 51)

 

3. Podmienianie dzieci, płacznice, mamuny

O rodowodzie demonów, które szczególnie zagrażały kobietom: ciężarnym, położnicom, oraz ich maleńkim dzieciom.

„Są to kobiety nadprzyrodzone, złośliwe, mają włos bardzo długi, rozpuszczony i prosty; piersi ich są tak wielkie, że je zamiast pralników używają, piorąc swoją bieliznę. Na głowie dla stroju noszą czerwoną czapeczkę, za pożywienie im służy ziele, tak zwane słodyczką. Najwięcej cierpią od nich położnice. Dziwożony szpiegują takie kobiety, a upatrzywszy porę, kradną nowo narodzone dziecię, a swoje na miejscu skradzionego zostawiają, które jest zwykle szpetne, garbate i koszlawe. Mają wszakże i one macierzyńskie uczucie, jak się to pokazuje ze sposobu odbierania im ukradzionych niemowląt. Podrzucone dziecię wynoszą zwykle na śmietnik, gdzie smagają je rózgą, napawają wodą ze skorupki jaja i wołają: «Odbierz swoje, oddaj moje». Dziwożona litując się nad cierpieniem swego dziecka oddaje ukradzione, a swjje zabiera. Porywają niekiedy i dorosłe dziewczęta” (L. Siemieński, s. 188).

„…dziwożony mają rysy charakterystyczne, odpowiednie więcej surowości i dzikości ojczystej okolicy: całe ciało niezwykle kosmate, włos głowy długi, rozpuszczony, piersi nadzwyczajnej wielkości, na głowach 146 czerwone czapeczki z gałązką paproci. (…) Pokazywano mi pieczarę, gdzie przed laty miało być główne siedlisko dziwożon. Leży ona w urwistym boku Małogóry, na polach Łopusznej, nad potokiem zwanym takoż Łopuszną Otwór pieczary zawalony dzisiaj takimi głazami, że potrzeba długiej i ciężkiej pracy, aby go oczyścić. Wewnątrz niej ma się znajdować pełno dziwów do niewypowiedzenia…” („Góry i Podgórze” s. 508—509).

Mamuny „…lalki malutkie, odmieniają dzieci. Przeciwko nim lekarstwo kadzidło podróżnikiem. We Wiśle mamony duszą kąpiących się w niej i żeglujących po niej” („Tarnowskie — Rzeszowskie”, s. 269).

 

„Dzieci odmieniają mamuny. Siedzą one w rzekach i po zachodzie słońca można słyszeć, jak pod mostem trzaskają kijankami we wodę, piorą bieliznę swoją. Można odebrać swoje dziecko, ale trzeba bić tego odmianka na oborze lub śmieciach nowa miotłą, ale matka rzadko się na to odważy” („Sanockie — Krośnieńskie” s. 30—31).

 

W niektórych regionach demony te znane były pod różnymi innymi nazwami, jak np.: sybiele na Mazowszu czy bohynki w Przemyskiem. O tych ostatnich odnajdujemy następujący zapis u O. Kolberga: „Bohynie są to złośliwe niewiasty nadziemskie, które zabierają matkom dzieci, a swoje własne z wielką głową im podrzucają, (…) istoty te, w postaci niewieściej uwodzą kobiety po porodzie…” („Przemyskie”, s. 232).

 

Z kolei na Pomorzu, Warmii i Mazurach porywanie niemowląt przypisywano demonom rodzaju męskiego__ niewielkiego wzrostu istotom zwanym mężykami i dziadkami bądź krasnoludkami, podziomkami, ziemnymi ludkami i koboldami. „…budzą one trwogę u położnic. Dozorująca nie dość bacznie na nowo narodzone dziecię, zwłaszcza przed jego chrztem, naraża je na wielkie niebezpieczeństwo, albowiem mężyk czy dziadek jednostopowego wzrostu, z długą do ziemi brodą, chwyta dziecko z kolebki, rzuca je na ławę u komina, a jeśli się zawczasu kto mądry od tego nie uchroni, porywa i uprowadza je ze sobą do podziemnych swych czeluści. (…) Więc szukają zabezpieczenia dziecka od złego, tj., by ktoś w miejsce jego nie położył innego, czyli odmianka — kładąc do kołyski stal lub stalowy przedmiot” („Mazury Pruskie”, s. 59—60).

 

Powyższy wątek wierzeń demonicznych nie uległ jednak zapomnieniu i liczne jego echa odnaleźć można w świadomości współczesnych mieszkańców naszej wsi. Materiały uzyskane z badań terenowych prowadzonych we wschodniej części kraju stanowią potwierdzenie tego faktu. Okazało się bowiem, iż dla blisko 75% informatorów (Rzeszowskie — 79%, Lubelskie 71% i Białostockie — 56%) nie były obce wyobrażenia danych istot demonicznych. Należy tu wszakże stwierdzić, iż według poglądów pewnej części tych osób (głównie z regionów: białostockiego i lubelskiego): a) sprowadzanie chorób i wszelakich nieszczęść na położnice oraz porywanie niemowląt’ przypisywać należy określonym postaciom półdemo147 nicznym, jak czarownice, wiedźmy czy wróżki (ok. 16%), jak też istotom diabelskim (ok. 18%); b) demony porywające bądź zamieniające niemowlęta nie mają możliwości sprowadzania na położnice żadnych innych nieszczęść (37%). Dane istoty demoniczne najczęściej określane są mianem boginek i mamun. Zarejestrowano także szereg nazw regionalnych, jak białostockie mary, lubelskie małpy, nocule, odmienice i sidule oraz rzeszowskie babule, matrony, odludy i ubohenki. Ponadto blisko 22% informatorów nazywało je po prostu duchami bądź złymi duchami. Dawniej — jak twierdzili — duchy te zapewne miały swoje specyficzne nazwy, ale dziś uległy one już zapomnieniu. Znaczniejszemu jeszcze zatarciu uległa ludowa wizja postaci boginek-mamun. Z relacji ok. 70% informatorów nie sposób było uzyskać jakichś danych w tej kwestii, ponieważ wyrażane przez nich sądy miały następujący charakter: „Mówiono o duchach, które szkodziły położnicom i zamieniały matkom niemowlęta. Nie pamiętam jednak, jak takie duchy nazywano ani jak one wyglądały”. „Jak te duchy wyglądały, nikt nie wie, bo przychodziły zawsze nocą i nikt ich nie widział” (AKE UMCS, 7 i 11).

 

Natomiast ponad 20% informatorów (szczególnie z regionu rzeszowskiego) przypisywało tym istotom demonicznym postacie antropomorficzne. Przeważnie miały to być stare niewiasty o dość odrażającym wyglądzie w czarnym lub białym odzieniu. W swoich wypowiedziach tak konkretyzowali oni daną postać: „Duchy te wyglądały jak brzydkie, stare kobiety w ciemnym ubraniu”, „…były brzydkie i suche”, „Były to stare obrośnięte baby przebywające na bagnach lub nad brzegami rzek”, „Mara wygląda tak jak stara, brzydka, czarna kobieta z długimi paznokciami” (AKE UMCS, 1032, 1055, 1045 i 1170).

 

I wreszcie ok. 6% informatorów (wyłącznie z regionu lubelskiego) opowiedziało się za postacią zoomorficzną — małpy. Przy czym osoby wyrażające dany pogląd powoływały się na bardzo odległe źródła swoich wiadomości, np: „Jeszcze z opowiadań matki pamiętam, jak mówiła, że w lasach żyją potworne małpy, które porywają ludziom dzieci, a matkom podrzucają swoje małe”. „Bardzo dawno temu, jeszcze za młodych lat, słyszałam, jak opowiadano o mamunach — takich potwornych małpach, które zamieniały matkom ładne niemowlęta na swoje obrzydliwe małe” (AKE UMCS, 55 i 65). Warto tu zwrócić uwagę na pewien fakt. K. Moszyński wskazywał, iż uwłosienie stanowi niezmiernie ważną cechę istot demonicznych. Pisał o tym zjawisku następująco: „Właściwość tę posiadają wyjątkowo demony domowe u Wielkorusów (i u Ostiaków), a poza tym u licznych ludów słowiańskich demony leśne i wodne, niekiedy zaś i czart. Także według wierzeń panujących wśród chłopów zachodnioeuropejskich, dalej greckich oraz wśród Ugrofinów w Europie i Azji wiele demonów (leśnych, wodnych i innych) posiada tę cechę” (KLS, s. 606—607).

Fragment „Polska demonologia ludowa” Pełki + opisane w tekście źródła.

 

4. Choroby zakaźne, morowe powietrze

 

Lud ruski każdą z chorób, a szczególnie zakaźnych, przedstawia sobie w grubej materialnej formie, inaczej w każdej miejscowości tłumacząc sobie sposób, w jaki szerzyć ona się ma wśród ludzi i roznosić zarazę i zniszczenie. Zimnica np. ma być młodą i piękną dziewicą, która ma moc przeistaczania się w powietrze które wdychając ludzie chorują. Gorączki, wszelkie „boraczki” mają pochodzić z zatrucia wody, powietrza, lub wreszcie od wpływów sił nieczystych, które sprowadzają chorobę tylko na określoną okolicę lub wieś, jako karę za występki mieszkańców.

Cholera ma mieć postać psa białego, który gdzie zdechnie, tam się choroba rozwija, lub przedstawiają ją sobie w postaci kobiety w jednej koszuli, z rozpuszczonymi włosami, płaczącą, a dokąd odgłos jej płaczu dojdzie, tam ludzie umierają. Dżumę wśród licznych przedstawień i legend o niej, lub przedstawia sobie w postaci kobiety lub zatyczki od koła u wozu (WTF?!). Inne choroby mają pochodzić z przeziębienia, podwiania, wreszcie od urzeczenia, nasłania, podlewania itd. […] Do wierzeń ludu w nadprzyrodzone wpływy powstania chorób dodać należy jeszcze pozostałości po tzw. humoralnej medycynie: często słyszy się głosy, że choroby powstają z tzw. soków, które wędrują po ciele i przedostają się do poszczególnych organów, powodując w nich zapalenie, lub też wyrażenie takie, że „humory” uderzyły do oczu/uszu/nosa/nogi czy niech każdy sobie wybierze czego.

Moje ulubione to takie, że żółć uderzyła na mózg (to jest po dziś dzień spotykane, wystarczy włączyć Internet i poczytać komentarze pod postami czy artykułami), albo, uwaga, że położnicy pokarm z piersi rzucił się na mózg i umarła! Flegma przy kaszlu wydziela się z głowy bądź kiszek, w chorobach układu pokarmowego swój udział mają żaby lub bliżej nieznane z imienia robaki, które „kręcą się koło pępka”.
Talko-Hryncewicz, Zarys lecznictwa ludowego na Rusi Południowej.

 

5. Złośliwe demony domowe, kikimory

 

Jedna z czytelniczek wysłała do mnie niedawno wiadomość, w której nakreśliła trudną i zagadkową sytuację w jakiej znaleźli się jej znajomi. Wiele wskazuje na to, że w ich domu zagnieździła się jakaś tajemnicza siła. Skrzypienie, stukanie, ginące rzeczy, niepokój, pies szczekający na coś, czego niby nie ma… Egzorcysta oczywiście nie pomógł, „cuda” po jego wizycie jakoś nie ustały. Takie „atrakcje” fundują gospodarzom demony domowe, które chyba łatwiej obłaskawić niż przepędzić, ludzie od dawna wystawiali dla nich jadło i napitek, żeby zamiast szkucić i psocić, doglądały dobytku, pilnowały dzieci i dbały o porządek w obejściu. W mitologii wschodniosłowiańskiej zły duch domowy w postaci maleńkiej, niewidocznej kobiety (uważanej niekiedy za żonę domowego), wrogiej wobec mężczyzn. W nocy niepokoi małe dzieci, plącze przędzę, sama wszakże lubi prząść lub haftować koronki, odgłosy przędzenia kikimory w domu zapowiadają nieszczęście. Może także szkodzić zwierzętom domowym, zwłaszcza kurom. „Swymi głównymi atrybutami (związek z przędzeniem, wilgotnymi miejscami – piwnicami, ciemnością) kikimora zbliża się do złego ducha mokoszy, będącego kontynuacją pojęcia słowiańskiej bogini → Mokoszy”. Ludowe wierzenia utożsamiają kikimory z duszami zabranych przez „złą” śmierć ludzi (nieochrzczone lub zabite dzieci, samobójcy itd.), lub z potępionymi i porwanymi przez złe siły dzieci. Uważano również, że kikimory mogą wysłać niezadowoleni budowniczy i czarownicy, umieszczając w nim magiczny przedmiot, poczwarkę lub lalkę, która później ożywa.

Kikimorę opisywano jako niziutką, skuloną, brudną i brzydką staruszkę, długowłosą dziewczynę lub kobietę, jak małą dziewczynkę, a nawet chłopa lub starca. Według różnych innych opisów kikimory mogą być bardzo małe i chude, z dużą głową, długimi ramionami, na krótkich nogach, z wybałuszonymi oczami, owłosione. Według niektórych przekazów kikimory mają rogi, ogon, są pokryte piórami lub futrem. Mogła również pojawić się pod postacią zwierzęcia. Kikimory kiedy chcą, mogą być niewidzialne, są niespokojne, ruchliwe, biegają szybko. Kikimory mogą komunikować się z ludźmi za pomocą ludzkiej mowy i przy pomocy pukania. Według popularnych wierzeń kikimory żyją w budynkach mieszkalnych, rzadziej w budynkach gospodarczych, w łaźniach, w pustych domach. Pojawienie się kikimory uznawano za znak, że dom jest „nieczysty”, a mieszkanie w nim nie jest najlepszym pomysłem.

 

W większości regionów aktywność kikimory nie była powiązana z żadną porą roku, tylko w niektórych miejscach uznawano ją za zło pojawiające się tylko w okolicach ważnych świąt. W dzień kikimory kryły się przed ludźmi w zacisznych miejscach budynku. W nocy wychodziły z ukrycia i robiły to, co lubiły najbardziej, między innymi biega, przędzie i wykonuje prace typowo kobiece. Jednak praca kikimory nie była najlepszej jakości, nici były poplątane, rezultat był taki, że czyniły swoimi działaniami więcej pożytku niż szkody. Zazwyczaj sądzono, że kikimora może sprowadzać na ludzi różne niekorzystne przypadłości: zaburzenia snu, przeszkadzanie hałasem, budzenie i denerwowanie dzieci, duszenie w nocy, rzucanie przedmiotami, plątanie włosów, niepokojenie zwierząt gospodarskich.

 

Działalność kikimory może nawet zmusić właścicieli do opuszczenia domu. Są historie, w których kikimora rujnuje człowieka. Kikimorę zwykle uważano za zły omen. Opisano szereg środków w celu ochrony przed kikimorą, a nawet sposoby na pozbycie się jej z domu. Przekazy na temat kikimor są bardzo niespójne. Pod tą nazwą, z wyjątkiem ducha czy stwora pojawiającego się w domu może być również interpretowana szereg innych znaków. Tak więc, domowik i jego żona kikimora może być postrzegana jako użyteczny domu duch pomagający dobrej gospodyni w przędzeniu, pracach domowych, opiece nad dziećmi i zwierzętami. We współczesnej kulturze kikimora jest przedstawiana jako pokryte trawą i mchem ucieleśnienie brzydkiej starej kobiety i straszącej ludzi i nakłaniającej ich do zboczenia z drogi oraz porywającej dzieci. Wierzenia na temat kikimor przeważają głównie wśród Rosjan oraz, w mniejszym stopniu, wśród Białorusinów. Wśród innych nazw są kikimorka, kikimra, kukimora (cała – rosyjska północ), kika, kaka, Mara, Mora, Marukha, chuchumora, shishimora, shushimora, mokosha, mokusha, mokruha. Słowo kikimora jest uważane za kompozyt. Pochodzenie pierwszej części kik-pozostaje kontrowersyjne. Jest interpretowane jako pochodzące z języka bałtosłowiańskiego * kik (impuls), / * kyk (kyk) / * kuk (smażyć) / * kk – „wygięty, skręcony” a następnie jako „garb, nasyp, kopiec pogrzebowy, grób”, a także „bagno, podmokła dolina” oraz od indoeuropejskiego keuk- / * kouk- – „zginanie, gięcie; zgięte”.

 

„Gospodarz sam gotował kaszę jaglaną dla diabła i nie solił jej, sam też z żelaźniakiem zanosił mu ją na strych. Jeżeli gospodarza nie było i ktoś inny ugotował kaszę oraz posolił ją, to diabeł ciskał w tę osobę garnkiem z kaszą” (AKE UMCS, 1065).

 

„Złemu, który przynosił dobrobyt do domu, trzeba było raz na tydzień gotować kaszę jaglaną na mleku” (AKE UMCS, 1418). „Wynoszono nie soloną kaszę jaglaną na strych i stawiano w tym miejscu, w którym ten duch najczęściej przebywał” (AKE UMCS, 1042).

 

„Przychylność tych duchów zjednywano sobie poprzez zostawianie im jadła i napoju na strychu. Moja teściowa była w młodości służącą u bogatego gospodarza. Gospodarz codziennie chadzał do karczmy na hulanki. Zawsze, gdy odchodził, to mówił: «Magda, nagotuj kaszy greczanej na mleku, nie solonej i postaw na strychu». Raz teściowa kaszę osoliła. Jeszcze z góry nie zdążyła zejść, a garnek z kaszą już leżał na podłodze w izbie. Pewnego razu teściowa weszła na strych i zobaczyła tam jakieś straszydło siedzące na beczce” (AKE UMCS, 1043).

„Duchom tym pozostawiano na noc jadło na stole” lub „…na piecu” (AKE UMCS, 1045 i 1066). Jadło przeznaczone dla opiekuńczych demonów domowych składało się głównie z kaszy, chleba, mleka i świeżego masła. W kilku przypadkach stwierdzono występowanie silnego związku między „karmieniem” demonów domowych a tradycjami „karmienia” dusz zmarłych przodków, co m.in. wyrażało się „…poprzez stawianie jadła na grobach zmarłych członków rodziny” (AKE UMCS, 1055).

 

Zabieg ten miał w konsekwencji wywrzeć pozytywny wpływ na opiekuńcze działanie ducha domowego. Niewykazywanie przez człowieka troski o demona domowego powodować miało z jego strony działania represyjne. Zaniedbane duchy domowe „…mściły się w ten sposób, że nocą w mieszkaniu wszystko tłukły”, „…biły małe dzieci, które potem długo płakały”, „…powodowały zdychanie świń”, „…przynosiły do domu różnego rodzaju nieszczęścia” oraz „…wywalały ule, rozrzucały stogi, rozwalały snopy po klepisku” (AKE UMCS, 1035, 1119, 1151, 1541 i 1542).

Natomiast według poglądów pewnej części informatorów na zaniedbania ze strony gospodarza duchy te reagowały jedynie zaprzestaniem udzielania mu pomocy lub opuszczeniem go i przeniesieniem się do nowego gospodarza. U Słowian pojawia się także osobne słowo mara / mora pod którym kryje się wiele różnych postaci mitologicznych. Według popularnych wierzeń pojawienie się kikimor, podobnie jak zresztą każdego złego ducha, wiąże się z „nieprawidłową” śmiercią. Ci, którzy zmarli nie ochrzczeni, martwe noworodki, porońce, upośledzeni, urodzeni bez rąk i nóg. Kikimora mogła pojawić się w domu zbudowanym na grobie samobójcy lub dziecka. Kikimorę sprowadzano na dom zostawiając w nim wykonane z wiórów drzewnych i szmat nasączonych krwią lalki.

Власова М. Н. Качица; Кикимора; Пряха; Пустодомка; Шишимора // Энциклопедия русских суеверий = Новая абевега русских суеверий = Русские суеверия: Энциклопедический словарь. — СПб.: Азбука-классика, 2008

Мадлевская Е. Л. Кикимора // Русская мифология. Энциклопедия. — М.: Мидгард, Эксмо, 2005. — С. 372—380.

 

6. Duszności nocne, strzygi

 

Strigia chodził w nocy, często w formie zwierzęcia, atakował ludzi i pił ich krew. Krew ta może być użyta jako amulet chroniący przed czary i wampiryzmem. Strigon w Słowenii także był czarownicą o krwiożerczym charakterze. Termin ten wywodzi się od łacińskiej striga (czarownicy), która z kolei pochodzi od strix, pierwotnie krzyczącej sowy, która była postrzegana jako demon, który atakował dzieci w nocy. Termin ten był również używany do bardziej ogólnego opisu wampira.

 

Słoweński historyk Baron Jan Waikart Valvasor (1641-1693) opowiedział o zabójstwie strigania na Istrii (zachodnia Słowenia). Osoba, która była podejrzanym wampirem, niedawno zmarła, a kilka osób widziało go spacerującego po mieście. Jego żona dowiedziała się o jego wampiryzmie, kiedy po śmierci wrócił do domu i uprawiał z nią seks. Strigon został zabity przez liście (lub owoce, trudno wywnioskować) głogu, które został wepchnięty w jego żołądek, podczas gdy ksiądz odprawiał egzorcyzm. Potem trup został ścięty. Przez cały ten czas ciało reagowało tak, jakby było żywe, odskakiwało, gdy kołek utknął w nim, strigon krzyknął, gdy egzorcyzm został zakończony i kiedy głowa została odcięta. Po odcięciu, krew płynęła obficie.

 

Wampiry atakowały ludzi, którzy mieli silne emocjonalne przywiązania, zarówno pozytywne (rodzina i przyjaciele), jak i negatywne (z tymi, z którymi kłócili się w życiu) i pili ich krew. Pewnym znakiem obecności wampira był początek wszelkiego rodzaju chorób zakaźnych. Ludzie, którzy zachorowali i zmarli z nieznanych przyczyn w tamtych czasach, byli uważani za ofiary działalności wampirów. Wampir mógł zaatakować bydło wiejskie w dokładnie taki sam sposób.

 

Południowosłowiański wampir, podobnie jak cygański wampir, miał możliwość odbycia stosunku seksualnego z żoną lub kochankiem. Durham opowiedział historię dziewczyny z Czarnogóry, która została zmuszona do małżeństwa z mężczyzną wybranym przez jej rodziców i którego nie lubiła. Jej prawdziwy umiłowany opuścił kraj z rozpaczy i zmarł na obczyźnie. Wrócił z grobu jako wampir i odwiedził tę dziewczynę, która w końcu zaszła w ciążę. Z wyglądu dziecko było bardzo podobne do nieżyjącego ukochanego…

Ciała ludzkie wydobyte z grobów, w których miał przebywać wampir, często miały erekcję. Bytność wampira można było wykryć na różne sposoby, na przykład w Czarnogórze na cmentarz przywożono czarnego konia (w Albanii białego konia), przy grobie wampira miał odskoczyć spłoszony. Koń był zwykle prowadzony przez chłopca lub dziewczynę, która nie osiągnęła jeszcze dojrzałości płciowej. W Chorwacji pojawiły się doniesienia o dziwnych odgłosach zwierząt, które były słyszane z czyjegoś grobu – zostało to później określone jako dźwięki wydawane właśnie przez wampira. Gdyby w grobie znaleziono tylko kości, to znak, że osoba pochowana jednak nie zmieniła się w krwiopijcę.

 

Serbowie i Bośniacy podzielali wiarę Romów w płodność wampirów i możliwość powoływania na świat dzieci – pół wampirów, pół ludzi. Uważano, że potomek wampira miał możliwość zabijania tych stworzeń i posiadał specjalną moc, która pozwalała mu tego dokonać. W Macedonii wierzono, że tę zdolność posiadają ludzie urodzeni w sobotę. Uważano, że tacy sabatarianie, jak ich nazywano, mają ogromny wpływ na wampiry, w tym na zdolność ich uwięzienia tam, gdzie mogą zostać zniszczone. W soboty sabatarianie mogli widzieć i zabijać wampiry. Zwykli ludzie chronili swoje domy przed wampirami, budując zarośla z ziół i czosnku(stary środek dla czarownic). Po odkryciu wampir może zostać doprowadzony do stanu nieszkodliwego lub zniszczony tradycyjnymi metodami: za pomocą kołka osinowego lub odcięcia głowy. W najbardziej ekstremalnych przypadkach ciało może zostać poćwiartowane i spalone. Ksiądz był zwykle zapraszany do powtarzania modlitw pogrzebowych nad osobą, która umierała po raz drugi. (W ramach wysiłków na rzecz powstrzymania profanacji zwłok, Kościół Serbii i Czarnogóry zaangażowanych w taką działalność kapłanów straszył ekskomuniką.) Podobnie jak w Czarnogórze i Albanii, wierzyliśmy, że wampir może przestać okaleczenie ciała.

 

G.F Abbott podał metodę niszczenia wampira, trzeba było nalać na delikwenta wrzątku i przebić mu pępek gwoździem. W Chorwacji wierzono, że palik wbity w ziemię nad grobem nie pozwala na powstanie wampira. Wśród Słowian południowych (podobnie jak u Greków) powszechne było wykopywanie ciał kilka lat po pogrzebie, aby oczyścić kości i ponownie pochować je w stałym miejscu. Ważne było, aby wszystkie tkanki miękkie całkowicie się rozłożyły w tym czasie, opóźnienia w rozkładzie wywoływały obawy i prowadziły do spekulacji na temat wampiryzmu.

Wiara i tradycje Słowian południowych dotyczące wampirów wpadły w pole widzenia Europy Zachodniej, głównie ze względu na przypadki, które opublikowano w związku z oficjalnymi dochodzeniami przeprowadzonymi przez władze. Pierwszy przypadek rozpoczął się od nagłej śmierci Petera Plogiowitza. Rodzina widziała go kilka dni po śmierci. Wkrótce Plogojovitz ukazał się kilku ludziom we śnie. Tydzień później zginęło 9 osób z nieznanych przyczyn. Kiedy przybył dowódca miejscowej armii, by zbadać sprawę, ciało podejrzanego wykopano z grobu. Było tak świeże, jak było w czasie pochówku. Oczy miał otwarte, a jego cera była różowa. Jego usta były pokryte świeżą krwią. Pod starą skórą pojawiła się nowa skóra, wydawało się, że ronił łzy, a jego włosy i paznokcie urosły. Stwierdzono, że był wampirem.

 

7. Demony duszące

 

Babcie straszyły Was zmorami i innymi podobnymi demonami? Te akurat znane były w całej Polsce i relacje na temat ich pojawiania się mniej więcej były ze sobą tożsame niezależnie od regionu.

„Powiadają, że zmora jest to sąsiad lub sąsiadka zaprzyjaźniona, która, skoro północ, przychodzi w kształcie ćmy lub komara, przeciska się przez szczeliny okna i szuka swego ulubionego przedmiotu; włazi od nóg, powoli się na niego rozciąga i aż do piersi ciśnie. (…) Złapawszy jednak taką zmorę, przestrzegają, aby lepiej zaraz ją zwolnić z więzów i wcześniej, niżeli ją inni posłyszą i postrzegą, albowiem mogłaby zagrozić całemu domowi przez wpływ nieczystego ducha, niebezpieczeństwo na powodzenie lub na zdrowie domowników. Dlatego to opowiadania o napastowaniu zmory odbywają się tylko po cichu; nigdy o tern głośno nie mówią, aby jej sobie nie narazić” („Lubelskie”, s. 99—100).

 

„Kształt zmory biorą na siebie zarówno mężczyźni, jak i kobiety, a pospólstwo wystawia sobie istoty te jakoby ludzi mocą czarów przeistoczonych w postać kota lub psa. Przychodzą one w nocy do izby, by męczyć uśpionych, zakładając na nich swe łapy, tłoczą ich tak mocno, że ci ledwo odetchnąć mogą, całując równocześnie i liżąc ich oblicza. Zmora zwykła wizyty swe ponawiać w pewnych określonych przedziałach czasu, stąd też chwili jej nadejścia przewidzieć nie jest trudno. Jednym ze środków ochrony od umizgów jej zabezpieczającym jest zmiana położenia w miejscu, np. obrócenie się żołądkiem do pościeli; gdy wtedy zmora za przybyciem swym liżąc i całując obżałowanego pomiarkuje, że się do tylnych jego wzięła części— zrywa się, i uniesiona gniewem na długo dom, gdzie ją tak zesromocono, opuszcza. (…) Zmora sprowadza też i choroby. Kto cierpi na kolkę w głowie i żołądku, przypisuje to częstokroć jej wpływom, więc idzie kazać się zakląć do mądrego (wróża) albo, co lepiej, do mądrej (bo najskuteczniej działa tu baba), która dotyka bolące części chorego i stosownymi słowy słabość zamawia” („Mazury Pruskie”, s. 71—74);

 

„Pod tym nazwiskiem: zmora — wyobraża sobie pospólstwo pewny gatunek ludzi, a prawie zawsze kobiet, czasem i mężczyzn, które mają własność szczególną i sobie tylko daną, by kiedy zechce, dusza — w nocnej tylko porze — rozłączała się z ciałem. Zmora (…) wtenczas tylko używa tej własności swojej, kiedy we dnie obrażona zostaje przez jaką osobę, by mogła zemścić się; skutek zaś jej pomsty jest okropny, bo uduszenie. Około północnej pory ma zmora na wózku o jednem kółku, czyli taczce, wyjeżdżać, lecz bardzo wolno, również jak chód jej ma także być bardzo powolny, skąd przysłowie powstało: «lizie jak zmora». Na tym to wózku zajeżdża przed dom, gdzie nieszczęśliwa ofiara jej zapalczywości pogrążona w śnie spoczywa, wtenczas dusza opuszcza ciało, by mogła — chociaż przy zamkniętych drzwiach — przez najmniejszą szparkę przecisnąć się. Zostawiwszy więc dusza swe ciało przed drzwiami domu, pospiesza do łoża osoby, przez którą obrażoną została, ażeby wypełnić swój straszliwy zamysł. Wtenczas zmora kładzie się na uśpionego i wraziwszy język swój w usta tegoż, dusi go. Ale można uniknąć tego rodzaju śmierci dwojakim sposobem: pierwszy jest: na miejsce głowy nogi położyć, drugi: zawsze się kłaść na bok prawy, ponieważ ten jest bokiem dobrym. (…)

 

Zmora tak jest ciężką jak kamień młyński (gdy ciąży na kim). Trwożliwy, obudziwszy się, przyrzeka jej chleba z masłem, a nazajutrz z rana daje go pierwszej przybyłej niewieście, gdyż ona to była ową zmorą, i wolnym już od cierpień pozostaje. Śmielszy rhwyta w nocy po sobie; a jeżeli złapie kota, żabkę lub słomkę, trzyma ją silnie aż do dnia. Wtedy to zmora prosi mu się, by ją puścił, przyrzekając, że go więcej dusić nie będzie. On żąda, żeby 154 mu wymieniła, kto ona jest, grożąc, że jej łapy lub głowę utnie; ta wymienia swą nazwę, lecz puszczona, dusić go na przyszłość nie przestanie. (…) Zmora może się przemienić w różne istoty: w kota, żabkę, powróz itd., a najczęściej dostaje się przy drzwiach zamkniętych do osoby, którą dusi w kształcie słomki – przez otwór od klucza lub szparę we drzwiach. Chcąc się od niej uchronić, potrzeba dzień . noc nosić przy sobie igłę w koszulę wetkniętą albo nóż w łóżko na noc włożyć. Osoba przez zmorę dręczona bywa zwykle bladą ( ) Zmory mają to być kobiety, które chodzą po nocach i śpiącego mężczyznę ssą; mówią, że są chude, blade, często się oblizujące, a gdy nie mogą dostać kogo ssać, idą do drzewa gruszkowego, ale najczęściej osikowego i to drzewo, które ona ssie, ma wyrostki. A człowiek, który od nich jest ssany za pociągnięciem brodawki mleko mu się wydobywa” (, Kaliskie i Sieradzkie” s. 477—479).

 

„Mory i morusy to już tak się urodzą, a morusów poznaje się, tak jak i ciatow (ciota), po brwiach w jedną linię złączonych, a czarnych Dlatego też lud mówi: czarny jak morus. Są to pół ludzie, pół duchy, można by powiedzieć. Bo kiedy ich godzina nadejdzie (od północy aż do trzeciej godziny rano) to ciało zostaje na łóżku, a duchowa połowa śpiącej mory lub morusa idzie i dusi (gniecie) ludzi, a w braku tychże, albo skoro im tak dano – drzewo ciernie i wodę. Jak tylko przetrzyma mora swoją godzinę, tj. skoro jej przeszkodzą, że wyjść nie może, aby dusić (…), to ciężko bywa chorą, a nawet umiera. Mory, zabierając się do duszenia ludzi, nie wiedzą o tern na jawie czynią to bowiem we śnie, przybierając postać rozmaitych zwierząt, a najczęściej kotów. (…) Rozmaite ma lud przeciw morom środki, z których najpospolitszym a używanym szczególniej przez parobczaków sypiających po oborach i stajniach, dokąd naturalnie mora ma najłatwiejszy przystęp, jest między innemi i ten, iż kiedy ocknie (zbudzi się) parobczak, w tej chwili właśnie w której go mora dusiła, natychmiast porywa za nóż i utyka go mocno w drzewo swego łóżka. Tym sposobem przebija morę, którą albo rani, albo nawet czasem i zabija, i znachodzi rano wybladłego trupa, przytwierdzonego do łóżka. (…) Niektórzy wieśniacy, idąc spać, zakładają sobie ręce na piersiach na krzyż, dla odwrócenia mory. Skuteczniejszy atoli ma być sposób ten, że oblepiwszy dzbanuszek nowy ciastem, pod poduszki go sobie podłożą. Mora w tym razie nigdy się nie ukaże” („W. Ks. Poznańskie”, s. 38—43).

„…Jest to widmo — podaje K. W. Wójcicki — wysokie, chude, ale składne, z nogami dłuższymi jak u zwyczajnych ludzi Ciało ma białe, przezroczyste. Ci, co widzieli w jasnej księżycowej nocy postępującą Zmorę, dostrzegali, że światło księżyca przeglądało jak przez czysty bursztyn przez jej białe ciało, tak że policzyć można było wszystkie żebra i kosteczki. Idzie krokiem powolnym, wysoka jakby na szczudłach, umie otwierać wszelakie zamki, czy to w chatach, czy w dworach i pałacach” (s. 249).

 

Tak pisał Rudolf z Rud Raciborskich w swoim „Katalogu magii” (XIII w.): „…wieczorem, trzymając dziecko na ręku, stoją z tyłu za drzwiami i wzywają leśną babę, którą nazywamy fauną, aby dziecko fauny płakało, a ich było spokojne, i jeszcze wiele innych środków pełnych niedorzeczności stosują wobec dzieci, bądź aby były spokojne, bądź aby były mądre” (E. Karwat, s. 23). Z kolei w kazaniach duchownego protestanckiego z XV w. odnajdujemy wyraźny już ślad wierzeń w nocnice — „…odwiedzając położnice, pytają, co się narodziło, czy chłopiec, czy dziewczyna; a czynią to, aby uchronić dziecko od nocnic, tj. od zmór, które dzieci szczypią i straszą i nie dają im usnąć” (Al. Bruckner, „Kazania husyty polskiego” „Pr. Filol.”, 1892, IV, s. 564).

CategoriesBez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *