A

Aborcja gwoździem, śrubokrętem i czym kto miał czyli nic się nie zmienia

Niech lud ma świadomość, że przez wieki kobiety borykały się z tym samym problemem, z którym przyjdzie im być może zmierzyć się dzisiaj (i przychodzi) i że w sumie zmieniło się niewiele, oprócz metod, bo obecnie jest jeszcze farmakologia, a wtedy tylko zioła oraz różne wymyślne sprzęty, którymi pan Braun chciałby wysysać posłanki Lewicy, cokolwiek miał na myśli.

 

Ja się tylko zapytuję na początku, żeby nie było, czy ten zakaz będzie obowiązywał za myślą Arystotelesa i przyjmie założenie, że płód męski się uczłowiecza w 40 dniu od zapłodnienia, a żeński dopiero w 90? We wczesnym średniowieczu negatywny stosunek do ludzkiej sfery seksualnej prezentował św. Augustyn (IV/V w.), który zmienił znaczenie grzechu pierworodnego. W Księdze Rodzaju jako przyczynę upadku pierwszych ludzi podaje się spożycie owocu z drzewa wiadomości dobra i zła, za które zostali wygnani z raju. Ale że Augustyn wiedział lepiej i „chciał dobrze”, bo nie bez powodu został przecież jednym z ważniejszych świętych KK, księża bardzo lubią argument, gdy już widzą, że rozmówca ma pojęcie o filozofii, że oni wykazują się roztropnością i wybierają z jego nauki to co ponadczasowe i genialne, a to co przytaczam na początku to wynik „stanu wiedzy czasów jemu współczesnych”. Wszystko spoko, ale jednak był z niego taki mały, maleńki kłamczuszek, chociaż trzeba przyznać, że wierzył wysoko, skoro po Bogu tekst poprawiał…😉 Otóż przewiną Adama było spełnienie przez niego aktu seksualnego i zdobycie wiedzy seksualnej, a nie żadne tam łamanie zakazów, nakazów. Jego pogląd został przyjęty przez ówczesny Kościół, a Ewa z jabłkiem stała się symbolem seksualnej pokusy. Święty Augustyn przez jednych badaczy jest uznawany za antyfeministę, a  przez innych za pierwszego chrześcijańskiego feministę[1], chociaż to takie gadanie, zależy kto co uważa za obronę a co za łatkę i krzywdę, ale że to nie jest tekst o doktrynie i ojcach Kościoła, urwijmy tutaj i do rzeczy.

 

Spędzanie płodów wywarami z ziół: Małopolska i Podhale

 

Mianem spędzenia płodu określano w okresie międzywojennym aborcję, rozumianą w polskim prawie karnym jako „wszelką czynność, której celem jest niedopuszczenie do tego, by przyszło do urodzenia dziecka, wszelkie czynności zapobiegające normalnemu rozwojowi płodu i przemianie w dziecko. Spędzeniem płodu jest nie tylko spowodowanie wyjścia z łona matki płodu niedonoszonego, niebędącego dzieckiem, ale także spowodowanie śmierci płodu w łonie matki, powodujące konieczność usunięcia go z łona matki zabiegiem operacyjnym[1].

 

 

Wedle praktyki ludowej odwar podobnie jak ze srebrnika wiosennego (Potentilla verna L .) piją dziewczęta i mężatki z Potentilla arenaria, celem spędzenia płodu (Małopolska wsch.). Rumianek stosuje się także w chorobach kobiecych. Wprawdzie Haur (1693) przestrzega przed zapachem rumianku, który wywołuje niepłodność i sprowadza poronienie, to jednak w lecznictwie ludowym bywa stosowany. Położnicy nie dają do picia wody, lecz rumianek, ponieważ lepiej czyści (okolice Krakowa). Odwar rumianku pije się także w celu wywołania zatrzymanego periodu albo też wówczas z wódką w celu przyspieszenia porodu.

L. selago zowie się na Podhalu nietotą a dziś jeszcze piękniej wrońcem. Klein podaje, że już z początkiem XIX wieku górale stosowali go jako lek na najcięższe choroby.

Widłak wroniec był wymieniony przez polskiego botanika i lekarza z XVI wieku – Marcina z Urzędowa w Herbarzu Polskim, wydanym w Krakowie w 1595 roku, pod nazwą „Spica sarmatica – wroniec”. Szymon Syreniusz, który pisał swój Zielnik pod koniec XVI i na początku XVII wieku (Kraków, 1613), także wymienił wrońca. Jako nazwy Lycopodium selago podaje: „widłak, widłaczek, wroniec, Spica sarmatica, Muscus corniculatus, Muscus bifurcatus”. Wroniec był zalecany przez Syreniusza jako silnie działający środek wymiotny. Syreniusz pisał: „…gdzieby go kto, truciznę w sobie maiąc, nie zrzucił, ten jest śmiertelny y żadnym sposobem poratowany być nie może”.

W Krakowskiem korzenia nietoty używano w postaci nalewki z wódką lub odwaru przy spędzaniu płodu u kobiet. Jedzenie cebuli lub picie jej z białą mirrą wywołuje miesiączkę – w ten sposób babki wywoływały poronienie. (Wołyń, Wisła XII: 259). Świeża cebula jedzona w dużych ilościach bądź napar z łupin służy do spędzania płodu niektórym kobietom (okolice Krakowa, Lud XI: 396; Międzyrzec i okolice, woj. lubelskie, Pleszczyński 1892: 112). Marian Udziela (1891: 54) pisze, że w Pieninach kobiety używają sawiny (Juniperus sabina L., jałowiec sawiński) wewnętrznie. Ten sam autor w innym miejscu podaje, że w Polsce powszechnie kobiecie rodzącej daje się do wypicia odwar z liści sawiny. Być może mowa o sawinie jest również w tej wzmiance (nie występuje ona dziko na Kurpiach, ale opis rośliny i zastosowania odpowiada temu gatunkowi): „Wywar z pewnego gatunku jałowca, rosnącego małymi kępkami na wydmach i pustkowiach, stosowany jest przy porodach i spędzaniu płodu” (Kurpie, Ziemia XIII: 272).

Sposoby znad Sanu – korzystały bez żalu

 

W lubelskim i nad Sanem baby trudniące się wróżbą i lekami dają flores malvae wywołujące poronienia (woj. lubelskie, Łaguna: 72). Również w Myślenicach flores malvae arborae uważany jest za środek do spędzania płodu (czarna róża, pow. Myślenice, woj. krakowskie, Lud V: 164). Odwar przy jednoczesnym spożywaniu wielkiej ilości cebuli ceniony jest jako środek na poronienie (malwa, Alcea rosea, Międzyrzec i okolice, woj. lubelskie, Pleszczyński 1892: 121). Odwar z całej rośliny wywołuje poronienie u kobiet (woj. krakowskie, Udziela 1891: 54). Kwitnąca cykoria podróżnik zatknięta za strzechę strzeże domostwo przed epidemiami (Kolberg Chełmskie II: 185).

Używano przede wszystkim dostępnych, nierzadko wręcz „domowych” produktów i sposobów, takich jak preparaty ziołowe (np. odpowiednio spreparowany sporysz czy mięta), środki chemiczne (esencja octowa, amoniak), metale ciężkie (np. rtęć). Kobiety starały się przerwać ciążę za pomocą forsownego wysiłku fizycznego i sposobami mechanicznymi, przede wszystkim wprowadzając ostro zakończone przedmioty do macicy. W sprzedaży, także obwoźnej, były dostępne różnorodne, w wielu przypadkach nieskuteczne preparaty poronne. Jak i inne ówczesne metody, często nie tylko nie spełniały one swojego zadania, lecz również stanowiły poważne zagrożenie dla zdrowia i życia kobiet26. W przypadku niepowodzenia w samodzielnym „przywróceniu miesiączki”, ciężarne szukały pomocy u praktyków, zazwyczaj nieprofesjonalnej, medycyny: znachorów, niewykwalifikowanych akuszerek czy też, najczęściej, tak zwanych „babek”.

 

Drugim zazwyczaj stosowanym przez „babki” sposobem przerywania ciąży było według lekarzy i publicystów wstrzykiwane do macicy roztworów spirytusu, jodyny czy mydła47. Używana do tego zabiegu gumowa rurka stała się motywem przewodnim innej historii zawartej w Sprawach życia, sprawach śmierci. Pojawia się w opowiadaniu o Mariannie Stareckiej, sądzonej za złamanie artykułu 230 Kodeksu karnego. Starecka: „starsza, otyła kobieta, z grymasem na twarzy” zostaje skazana na sześć lat pozbawienia wolności za dokonanie dwóch nielegalnych aborcji, które kończą się śmiercią kobiet szukających u niej pomocy48. Woda mydlana i inne płyny używane do przerwania ciąży były uważane za szczególnie niebezpieczne dla zdrowia kobiet.[2]

 

W celu wywołania poronienia (wykidysza) w początkach ciąży znachorki zalecały te same środki co do pobudzenia miesiączki lub zalecały picie odwarów: z rozmarynu, toi (Aconitum Napellus), srebrnika wiosennego (Potentila anseri-na), barwinka (Vinca minor), jemioły (jagód i rośliny) (Viscum album), korzenia tataraku, ostróżek (Delphinium consolida) z nastojem na wódce i polejziołem (Menthapulegium), sabiny, szafranu, jarego żyta (dawkowano trzy razy po kieliszku), kwiatu żytniego, rożków żytnich (Sclerotium clavus). Zalecano jedzenie po 9 rożków żytnich oraz jedzenie gorącego chleba zarobionego na miodzie (na-leżało jeść siedząc na progu domu), łykanie perły o płaskim kształcie, którą kupowano u Żydów. Niekiedy dziewczynę stawiano w rozkroku nad zapaloną wódką, do której wrzucano skorupki jaj i dwie cebule. W celach antykoncepcyjnych, podczas miesiączkowania kobiety piły odwar z suszonego ziela macierzanki. Podobnie za pa-naceum na niemal wszystkie dolegliwości uchodziła szałwia stosowana przy kaszlu, „zimnicy”, biegunce, jako środek napotny, poronny itp. Walerianę, Bojkowie.

 

Na zielonej Ukrainie tak spędzano płód dziewczynie

 

Lecznictwo ludowe Ukraińców na przełomie XIX i XX wieku 75 nazywali „odolan, odilja” i przypisywali jej właściwości magiczne w zwalczaniu chorób. Tego typu narzędzia i środki były stosowane zarówno przez osoby uprawnione do świadczenia praktyk medycznych oraz „babki”, jak i kobiety, które decydowały się na samodzielne spędzenie płodu. Stosunkowo dokładny opis zabiegu przeprowadzonego przez akuszerkę, polegającego prawdopodobnie na przebiciu pęcherza płodowego, zawierają zeznania 24-letniej mieszkanki Łukowa:

Sokołowa kazała mi położyć się na specjalną kanapę dla takich chorych, przykrytą białym gałganem, wymyła mnie ciepłą wodą, następnie wzięła długie może na pół łokcia nożyce i ja się przestraszyłam, zaczęłam mówić, że się boję, że nie chcę; Sokołowa zaczęła mnie uspokajać, mówiąc, że głupia jestem, że ona to tyle razy robiła; włożyła ona nożyce we mnie; „dźgnęła mię coś, jak nie wiem co”, zaraz też wyjęła nożyce i powiedziała, że już skończone. Zaraz mi woda zaczęła iść tak, że aż wstydziłam się iść przez ulicę.

 

Jako przykład samodzielnego użycia narzędzi medycznych w celu wywołania poronienia może natomiast służyć fragment zeznania, złożonego przez 24-letnią służącą z Siedlec, która przyznała się do dokonania przestępstwa:

 

Będąc od siedmiu tygodni w ciąży kupiłam sobie „kateter” [cewnik – M.Ł.] gumowy wraz ze stalowym drucikiem za trzy złote, w aptece […]. W dniu 19 b. m. [październik 1931 r. – M.Ł.] przy pomocy tych urządzeń, po uprzednim wygotowaniu takowych i umoczeniu w spirytusie czystym oraz jodynie włożyłam drut i kateter do pochwy. W ten sposób manipulując we wnętrzu spowodowałam sobie krwotok w celu spędzenia płodu. Do spędzenia płodu i dokonania tego zabiegu nikt mnie nie namawiał i nie pomagał, gdyż ja o tym wiedziałam uprzednio z rozmów pro-wadzonych pomiędzy kobietami.

 

Niedoszłe matki dopuszczały się także takich praktyk, jak skakanie z wozu, celowe uderzanie się pięściami w brzuch i kładzenie na nim kamieni. Na podstawie analizy wytypowanych materiałów archiwalnych należy stwierdzić, że w celu dokonania aborcji kobiety decydowały się również na umieszczenie w narządach płciowych kawałka drewna, owiniętego chusteczką. Najlepiej udokumentowanym przykładem zastosowania takiej metody jest przypadek 40-letniej mieszkanki wsi Wola Życka:

Pyrowa […] głosem przyciszonym powiedziała do mnie „[…] tu jedna kobieta chce stracić” i czym można będzie się popsuć, powiedziałam [jej – M.Ł.], że popsułam się patykiem okręconym gałgankiem wkładając [go – M.Ł.] do narządów płciowych tzw. „macicy” że trzeba [go – M.Ł.] trzymać nie dłużej jak 10 minut bo później może być zakażenie. […] wzięłam patyk z podłogi u niej w mieszkaniu okręciłam w swoją chusteczkę dałam jej ten patyk […] poszliśmy obie do lasu Pyrowa […] sama sobie ten patyk włożyła w pochwę maciczną.

 

Jak już wspomniano, zabiegi mechaniczne były również połączone z wykorzystaniem metod farmakologicznych, polegających na wywołaniu skurczy macicy lub podrażnieniu dróg rodnych. W celu spędzenia płodu korzystano ze środków leczniczych wykazujących działanie poronne, np. chininy i soli glauberskiej37, oraz innych bliżej nieokreślonych substancji, środków chemicznych i ziół, podawanych doustnie oraz dopochwowo. Metody i środki stosowane w procederze aborcyjnym metody chirurgicznej i farmakologicznej może posłużyć fragment zeznania złożonego przez 19-letnią mieszkankę folwarku Niwiski, która udała się do akuszerki z Siedlec w celu dokonania aborcji.

 

W tym przypadku położna użyła do spędzenia płodu „długiej gumki” (prawdopodobnie cewnika) i chininy:[położna – M.Ł.] dała mi dwa proszki, następnie wsadziła mi w organ płciowy długą gumkę. Te manipulacje miały miejsce o godzinie 6 ½ wieczorem. Spałam u akuszerki […] z tą gumką wsadzoną w organ płciowy aż do rana 19go czerwca r. b. [1929 r. – M.Ł.]; rano gumka była obmyta i wsadzona powtórnie a oprócz tego otrzymałam do spożycia jeszcze dwa proszki. Bóle poronne zaczęły się już od rana 19go czerwca a poród zaczął się po obiedzie tegoż 19go czerwca. Przed samym poronieniem gumka była wyjęta38.Wspomniana chinina była również wykorzystywana do samodzielnego spędzenia płodu, o czym świadczy przypadek 21-letniej mieszkanki wsi Trąbki. W celu zwiększenia prawdopodobieństwa wywołania poronienia kobieta zażyła także gorącą kąpiel39:Wróciłam do domu i około trzeciej godziny po południu wzięłam trzy proszki chininy i na nogi bardzo gorącą kąpiel, że aż ledwo mogłam wytrzymać w tym celu, aby poronić płód […] Dodaję, że o tym w jaki sposób można spędzić płód dowiedziałam się z rozmów mężatek jeszcze przed dwoma laty ponieważ w tym czasie mężatki kłóciły się […] i zarzucały sobie, że spędzały płód biorąc do wewnątrz chininę i biorąc na nogi gorącą kąpiel.

Wśród stosowanych w procederze aborcyjnym „lekarstw” należy również wymienić płyn karbolowy41, który był wprowadzany do dróg rodnych pacjentek. Jednakże wedle prawa dzieciobójstwo i spędzenie płodu uchodziły za jedną z najcięższych zbrodni i karano je bardzo surowo. Bartłomiej Groicki w Artykułach prawa magdeburskiego, czyli pierwszym polskim wydaniu prawa magdeburskiego, które wywarło wielki wpływ na miejskie sądownictwo Rzeczypospolitej, zapisał, że kobieta, która zabiła żywy, ukształtowany płód, powinna zostać żywcem zakopana w ziemi i przebita palem. Gdyby jednak ta kara wydała się sędziom zbyt surowa, można dzieciobójczynię utopić, dodawał łaskawie. Gdyby zaś w mieście często dochodziło do podobnych zbrodni, należy ją przed śmiercią szarpać rozpalonymi kleszczami, żeby odstraszyć inne niewiasty i napełnić je strachem. Więc Regina, chociaż w niczym nie zawiniła przeciwko temu życiu, które zasiano w niej przemocą, bała się, bała się z całego serca. Wiedziała, co ją czeka, jeśli sprawa się wyda i znajdą przy niej noworodka.

 

Pięćset czy pięćdziesiąt lat temu, a w sumie różnica niewielka

 

Władze miasta Krakowa zwykle odstępowały od zakopania żywcem i litościwie topiły dzieciobójczynie w Wiśle, w kolejnych zaś stuleciach ścinały. Ponieważ kara była surowa i ostateczna, postępowanie prowadzono wnikliwie i starannie: stosowano tortury, żeby wydobyć jak najszczersze zeznania, i zasięgano rady akuszerek, niewiast „statecznych i mądrych”, które mogły dokonać oględzin ciała oskarżonej, sprawdzić, czy ma mleko w piersiach, i orzec, czy rodziła, czy też ją tylko niesłusznie pomówiono. Położne mogły uratować matce życie, jeśli orzekły, że dziecko urodziło się martwe albo umarło po porodzie bez winy matki. Jednak nawet jeśli uwolniono je od strasznej zbrodni dzieciobójstwa, matki nieślubnych dzieci nie wychodziły z sądu bez uszczerbku. Macierzyństwo świadczyło dobitnie o innym paskudnym występku – cudzołóstwie, za które karano publiczną chłostą i wygnaniem z miasta, co było karą niezwykle okrutną, ponieważ samotna kobieta, pozbawiona majątku, pracy i wsparcia rodziny oraz wspólnoty sąsiedzkiej i parafialnej, miała niewielkie szanse przetrwania na gościńcu[3].

 

Każdy powinien mieć namiastkę prawa wyboru. Choćby do tego, co dzieje się z jego ciałem. Bo w innych sprawach go nie ma: każą się stosować do wymysłów, pod którymi się nie podpisywaliśmy, mogą nas karać za co się komu umyśli, wymieniać się nam nad głowami, mogą sprawić, że będziemy mieli przekupkane i tak dalej. To podobno cena przynależności do społeczeństwa i KORZYSTANIA Z JEGO DOBRODZIEJSTW. Obywatelskich. Z OPIEKI państwa. Np. ja z tytułu tych cudowności mam same (tu wiadome słowo na k) obowiązki, obostrzenia i zakazy, w życiu chyba nie byłam u lekarza na NFZ (nie rozśmieszajcie mnie argumentem o szpitalach i pieniądzach, policzcie ile byście mieli hajsu na leczenie gdybyście nie musieli połowy oddawać) i chciałabym, żeby obcy ludzie z kosmosu, dziadki oderwane od rzeczywistości, panowie z brzuszkami, bez brzuszków, z wąsami, Mietki, Stefki, Henie i Zdzisie, biskupi, kardynałowie, arcybiskupi, proarcybiskupi, nadkardynałowie, wszyscy namiestnicy się po prostu ode mnie…wiecie co. Żeby oni NIE CHCIELI mojego DOBRA. Nie martwili się o mnie, naprawdę, po prostu żeby można było obyć się bez tej troski. Utopia, cóż.

 

Wiadomo, że rzecz jest wyciągana przy okazji grubszych przekrętów, spraw śliskich, szytych nićmi grubymi jak rzemień, każdy się domyśla jaki temat jest teraz najważniejszy do „zastąpienia”, jednak wkierwia to, że tak poważną kwestią jak aborcja macha się ludowi przed oczami jak cepem, napuszcza przeciwników na zwolenników i na odwrót, a potem do następnego razu ustawę chowa się do „sejmowej zamrażarki”, bo kto rozumny ten zajarzył już dawno, że nikomu tam nie zależy, żeby raz na zawsze to uregulować. Zbyt dobre wskaźniki obrażeń ma ten obosieczny miecz. Rykoszetem oczywiście dostają kobiety, z których jedni robią dziwki co się puszczają a teraz rodzić nie chcą, nieodpowiedzialne roszczeniowe la(m)badziary, wyrodne przedstawicielki swojej i tak gorszej płci, drudzy przeginają, że cyk i skrobanka, nawet sto razy w życiu gdy ktoś ma pecha: wszyscy posługują się stereotypami, a pewnie najczęściej cierpią te zwyczajne, które nie należą ani do jednej ani do drugiej grupy, w trudnej sytuacji, albo noszące w sobie bardzo chore dziecko (tak, wiem, pomyłki, niby chore a rodzi się zdrowe, wszystko chce żyć, takie też może być szczęśliwe – na bank, każdy z was to zmierzył). Takim przypomnę, że nie mówimy tu o DZIECIACH, a o życiu i prawie do życia w ogóle,  które ma również matka – która wcale nie musi chcieć lub być w stanie mierzyć się z koszmarną chorobą i całodobową opieką nad tym, kogo wyda na świat. Miłość? Tak, miłość wszystko w życiu ułatwia, załatwia i umożliwia. To kochając te komóreczki, którymi jesteśmy na początku nie zapominajmy o miłości i miłosierdziu dla tych, które są już w wyższym stopniu zaawansowania rozwoju. Zachowajmy rozsądek i nie dajmy się sprowokować bardziej niż wymusza to na nas wewnętrzny buntownik.

[1] Wó j t o w i c z, Samotne macierzyństwo. Studium pastoralne, Opole 2004, s.72

[2] W. Piątkowski, op. cit., s. 20, 37, 79–81, 85. Na temat roli „babek” por. także: Z. Libera, Znachor w  tradycjach  ludowych  i  popularnych  XIX–XX  w.,  Wrocław  2003,  s.  67,  131,  213–215;  I.  Jaguś,  Lecznictwo ludowe w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX w., Kielce 2002, s. 57–58

[3] A. Brzezińska „Córki Wawelu: opowieści o jagiellońskich królewnach”

[1] J. Makarewicz, Kodeks karny z komentarzem, Lwów 1932, s. 330

  1. Trip23 says:

    Świetny artykuł. Ciekawe że prawicowe mendy typu Braun szczekają na temat aborcji najgłośniej a przecież ich ten problem kompletnie nie dotyczy, bo raz że facet dwa żony nie ma albo jest to żona z rodzaju kato-pato czyli „jak pan bóg przykazał” spolegliwa i świętojebliwa. A mimo tego że ich to nie dotyczy, mają kanalie czelność głośno wyrażać swoje sądy i opinie na temat aborcji, jej zwolenniczek czy po prostu kobiet które jej się poddały z konieczności.

    Niestety, problem obawiam się że dopóki kościół katolicki będzie miał tak ogromną rolę w życiu politycznym i jego znaczenie dla ciemnych mas będzie tak wielkie, to niewiele się to podejście w kwestii aborcji zmieni i nadal kobiety będą mieć pod górkę. Mam nadzieję że mimo wszystko kiedyś nastąpi jakaś odwilż, tzn. klechy się po prostu od kobiet definitywnie od….. (bo co też oni, seryjni samogwałciciele o kobietach wiedzieć mogą (no chyba że ci hipokryci co robią dzieci swoim gospodynią albo gorsze rzeczy wyprawiają) wszak celibat ich obowiązuje więc w ogóle nie powinni się wypowiadać na tematy ciała ).

    Tak mi wyszło że „spuściłem sobie z krzyża” (wewnętrzny buntownik nie chciał się zamknąć) zamiast pochwalić bardziej artykuł. Który jest super, rzeczowy i potrzebny. I dzięki za przypisy. Pierwszy raz dzisiaj trafiłem na stronę i jestem pod wrażeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *