W

Wiosenna piguła: bocian, Marzanna, zapładnianie i fallusy

Marzanko, Marzanko, zimy koleżanko!

 

W czwartą niedzielę wielkopostną, zwaną w zależności od regionów Czarną, Białą, lub po prostu Laetare, w Polsce i na ziemiach zamieszkiwanych dawniej przez Słowian praktykowany jest zwyczaj topienia, niszczenia, podpalania, „przepędzania” zimy, zła, ciemności i nieszczęścia, którą uosabia zatknięta na patyku kukła – postać kobieca zwana Marzanną, Moreną, na śląsku Marzoniokiem, Śmiercią, Śmiercichą, Śmierzcią, a przez górali z Podhala Śmierzątką. Była wyobrażaniem i symbolem wszystkiego, co przez długie i mroźne miesiące zdążyło ludziom obmierznąć: chorób, śmierci, cierpień, głodu i zła dręczącego każde żywe stworzenie w tak trudnym dla nich dawniej okresie zimowym. Sensem i głęboko zakorzenionym w świadomości ludu istotą tego działania było nie tylko rozprawienie się z bolączkami i problemami trapiącymi go od końca jesieni, ale przede wszystkim przywołanie upragnionej wiosny, a z nią nadziei, nowego życia, zieleni, ciepła.

 

Wnętrzności Marzanny stanowiła najczęściej odpowiednio uformowana słoma, którą następnie oblekano w białe płótno (w tym przypadku biel to wcale nie kolor czystości i niewinności, a nawiązanie do śmiertelnego całunu, w który owija się ciało przed złożeniem do grobu. Na Śląsku mocuje się nieszczęśnicę na kiju, wcześniej nadając jej ludzkich kształtów – wypycha się odświętne ubranie druhny gałganami i słomą, stroi w odświętną koszulę, gorsecik, spódnicę, fartuszek i wianek, z lnu zaplata się warkocze. Następnie młode niezamężne dziewczęta tworzą uroczysty orszak i obnoszą kukłę od domu do domu, aby zabrała z każdego obejścia wszystko to, czego mieszkańcy chcą się pozbyć. Nawet w tych odwiedzinach obowiązywała pewna hierarchia, zaczynało się od plebanii, następnie gospodarstwa sołtysa, nauczyciela, bogatszych włościan. W każdym domu pochylały kukłę jak w ukłonie, śpiewając przy tym zawodzące i piskliwe pieśni z powtarzalnymi wielokrotnie refrenami. Upewniwszy się, że nikt nie został pominięty, wynosiły kukłę poza granice wsi, rzucały ją na ziemię, szarpały, niszczyły, darły na niej ubranie, wreszcie zmaltretowaną podpalały i wrzucały do rzeki lub stawu.

 

Straszny a niezasłużony los kukiełki

 

Po rozprawieniu się z wrogim elementem należało szybko wrócić do wsi nie oglądając się za siebie pod żadnym pozorem, żeby przypadkiem nie przynieść na sobie jakiejś choroby albo innego nieszczęścia. Z tego samego powodu nie wolno było dotykać resztek Marzanny ani nawet patrzeć na nie, wierzono, że można od tego zapaść na śmiertelną chorobę, a ręka, która sięgnie po fragment kukły podobno miała natychmiast uschnąć. Ściśle przestrzegano tych zasad i nikt nie ważył się kwestionować prawdziwości tych przesądów. Podobnie odbywało się to w innych regionach Polski, chociaż w Wielkopolsce w obrzędzie uczestniczyli razem z dziewczętami również chłopcy. Przez cały dzień nosili Śmierć od domu do domu, po drodze zanurzając jej głowę w każdej napotkanej kałuży (podobno nazywało się to pojeniem Śmierci, ale nie wiem jaki był sens tego symbolicznego gestu). Topienie Marzanny czyli zgładzenie zimy i wszelkiego zła było jednocześnie wstępem do powitania Nowego, czyli obrzędu gaika – chodzenia z nowym latkiem. Następnego dnia po dopełnieniu rytuału Zakończenia, rozpoczynano drugi – Rozpoczęcie. Do wsi wprowadzano zielony gaik, zwany też latkiem, Latorośkiem lub Lateczkiem, czyli sosnową gałąź przyozdobioną kolorowymi wstążkami, wydmuszkami, kawałkami papieru. Robiono z nią dokładnie to, co na początku z Marzanną, chodzono od domu do domu, śpiewając radosne pieśni i obwieszczając nadejście nowego życia, narodziny, nadzieję. W nagrodę za sprowadzenie do wsi wyczekiwanej przez wszystkich wiosny gospodynie obdarowywały członków orszaku jedzeniem i drobnymi datkami. Już w XV wieku Długosz odnotował, że na ziemiach ówczesnej Polski (tak, tak – to nie była wtedy Polska w dzisiejszym znaczeniu) kultywuje się starożytne pogańskie zwyczaje.

Kościoł jak zwykle na straży prawości

Również biskupi krytykowali pielęgnowanie zwyczajów pochodzących z czasów, kiedy Kościół nie zdążył jeszcze „pokojowo” zaprowadzić swoich porządków i jedynej słusznej wiary – w 1420 r. Andrzej Łaskarz zobowiązał księży w podległej mu diecezji do tępienia takich praktyk i zabraniania „w Niedzielę, która zwie się Białą, by odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakowejś postaci, którą śmiercią zowią i w kałuży topią. Na szczęście było to trochę jak wołanie na puszczy, ludzie wychodzili raczej z założenia, że „Panu Bogu świeczkę, a Diabłu kaganek”.

 

Marena, znana tutaj jako Marzanna, Śmiertka, słowacka Morena czy Marmurina, to znana na „naszej” słowiańszczyźnie, bo na południowej już nie, postać mitologicznej bogini, którą w wiekach późniejszych utożsamiono z zimą, umieraniem, a więc dopasowano do ludowych rytuałów mających martwą porę roku odegnać, a tę ciepłą i upragnioną – sprowadzić.  Takie krzywdzące Marzannę skojarzenia zrodziły się prawdopodobnie na skutek pomyłki, która zaszła za sprawą Długosza, a jakże, a raczej jego błędnej interpretacji i „przekręcenia”. Po raz pierwszy imię tej bogini pojawia się w XII-wiecznych Kronikach Nowogrodzkich, a więc Długosz przypomniał o niej dopiero jakieś 150 lat później, bo w 1455. Obraz Mareny w jej pierwotnym pokrewieństwie etymologicznym lub wtórnej asymilacji dźwiękowej wiąże się ze śmiercią i sezonowymi obrzędami agrarnymi umierania i zmartwychwstania natury. Toporow przekonywał, że imię „Marena” wzięło się od Boga Marsa, który pierwotnie również pełnił funkcje agrarne, a nie jak chciał polski kronikarz od bogini Ceres. Należałoby przywrócić w  powszechnej świadomości prawidłowy zapis i znaczenie pramoformy *mǒr- (zakładając jednocześnie, że mogło dojść do zamieszania – w duchu etymologii ludowej i w mowie po prostu używano tak, jak było wygodniej), która zmieniła się w * mer-, „śmierć”, w wyniku których bóstwo płodności zostało powiązane z martwotą i konaniem, którego to znaczenia chętnie i bezkrytycznie używają przeróżne ruchy neopogańskie.

 

Tymczasem „na zielonej Ukrainie”…

 

Na Ukrainie kukłę przedstawiającą Marzannę ubierano w koszulę ostatniego mężczyzny, który umarł w wiosce i przepasywano ją sznurem, którym związana była suknia panny młodej. Do giezła przyczepiano skorupki jajek, ozdoby z drewna i słomy. Zwykle „zima” była kobietą i przez kobiety była noszona od chałupy do chałupy, jednak w niektórych regionach, szczególnie w Czechach i na Słowacji, wypchane kukły zwierząt (chyba cel ten sam) wykonywali chłopcy. Inaczej niż w Polsce, czekano aż do ostatecznego zniszczenia kukły, patrzono aż się utopi albo spłonie całkowicie by mieć pewność, że zima nie powróci aż do kolejnego sezonu. Na Morawach istniało przekonanie, że ten kto spóźni się na obrządek lub nie weźmie w nim udziału, w nadchodzącym roku umrze lub pochowa kogoś z najbliższej rodziny. Zniszczenie wypchanego zwierzęcia (czy też Marzanny) miało zapewnić szybkie nadejście lata, dobre zbiory, uchronić wioskę przed powodziami i ogniem, chorobami i wszelkimi klęskami oraz zapewnić kawalerom małżeństwa z pięknymi dziewczynami.

 

Na Ukrainie odprawiano obrzędy podobne w formie do dzisiejszych obchodów tak zwanej „nocy Kupały”, stroi się coś na kształt gaika – drzewa i robi się kukłę – kobietę, śpiewa się przy nich różne pieśni, dziewczyny skaczą przez ognisko, a chłopcy próbują wykraść im kukłę – Morenę i utopić ją lub spalić, zdzierając z niej uprzednio odzienie – resztki ciuchów Marzanny zakopywano potem w ogrodach i na polach, co miało zapewnić ziemi płodność i obfity plon gospodarzom. No i jak to mogła być bogini śmierci? Nawet logika podpowiada co innego.

Przywoływanie wiosny (wezwanie wiosny, powitanie wiosny) to prastary obrządek słowiański, któremu towarzyszy śpiewanie specjalnych pieśni wiosennych, krzyki i hałasy – dlatego zwykle ich treść była prosta, wrzaskliwa, tematycznie związana z nadejściem nowej pory roku, „ściąganiem jej”, zapraszaniem, by nastała jak najszybciej. Na wschodzie ptak (skowronek, kulik – tak jak w Polsce bocian) jest symbolem nadejścia wiosny. W Rosji, na Ukrainie i Białorusi, w dniu Czterdziestu Męczenników, w Zwiastowanie lub Wielkanoc pieczono ptaki z ciasta. Wierzono, że aby spowodować ich przybycie i początek wiosny, konieczne jest zobrazowanie ich loty i naśladowanie go, dlatego dzieci uwiązywały ciasteczkowe podobizny na sznurkach, ciągały je za sobą w powietrzu i śpiewały rytualne pieśni.

 

Bociek, poczciwy i wyczekiwany zwiastun wiosny

 

Bocian zajmuje szczególne miejsce w mitologii słowiańskiej, (być może zasłużył na to swoim niecodziennym wyglądem), zwykle osiedla się w pobliżu siedzib ludzkich. Trudno powiedzieć jaka była jego pierwsza nazwa, słowniki etymologiczne odnotowują prasłowiańskie *botjan, zapożyczona z języka niemieckiego forma *strk/*strk funkcjonuje w językach południowosłowiańskich (bułg. stryk, strk) i w języku staroruskim (strk). brus., ukr. buseł, busen’ itp., ukr. leleka, leleha. Trudno powiedzieć skąd wzięło się znane w Rosji aist (staroruskie: także agist) i związanych z tą formą dialektalnych: alist, arist, arlist, kalist, kamist. Uważana za podobną do ludzkiej natura tego niezwykłego ptaka znajduje odzwierciedlenie w obrzędach, obyczajach, wierzeniach ludu – bocian i podobne jemu ptaki wodne (takie jak czapla) pojawiają się przy okazji różnych obchodów w postaci masek noszonych przez włościan, np. w Boże Narodzenie, gdy mają symbolizować oczyszczanie świata ze zła i grzechu, tak jak oczyszczają wody z gadów. Przypisuje się im także rolę posłańca zwiastującego narodziny dziecka. Zgodnie z tym przekonaniem, w domu, nad którym krąży bocian, potomstwo powinno wkrótce się pojawić. Uważa się, że bociany przynoszą dzieci z bagna w koszu lub wiązce, obniżają lot i wrzucają je przez komin.

Białoruś jakoś normalnie…

 

W białoruskich wioskach dzieci prosiły bociana, aby przyprowadził do nich siostrę lub brata, zostawiając na oknie talerz z serem. Mit ten znajduje również odzwierciedlenie w wierzeniach na temat duszy tego ptaka i że bociany są w stanie zrozumieć ludzki język. Ptaka, który odgrywa tak ważną rolę, w każdy możliwy sposób się w wiosce, układając dla niego na słupach lub strzechach stelaże i koła, coś w rodzaju rusztowania, by łatwiej mógł zbudować gniazdo. Dom, w pobliżu którego gniazdują bociany – uważany jest za szanowany, chroniony. Jeśli w siole nie ma ani jednego bociana, uważa się, że miejsce jest przeklęte i nie będzie się w nim darzyło. Tego, kto zniszczył gniazdo bociana, czekała straszna kara, najmniejszą i najpowszechniejszą jej formą był pożar gospodarstwa.

 

W każdej legendzie jest ponoć ziarno prawdy

 

Według legendy bocian był kiedyś człowiekiem. Bóg dał mu worek gadów i nakazał mu wrzucić go do morza, do ognia, zakopać w dziurze lub pozostawić na szczycie góry. Z ciekawości mężczyzna rozwiązał tobołek, a wszystkie złe duchy rozprzestrzeniły się na ziemi; jako kara Bóg zamienił człowieka w bociana, aby po wsze czasy brodził w wodzie i oczyszczał ziemię z gadów. Ze wstydu nos i nogi bociana stały się  czerwone. Czarno-białe zabarwienie bociana kojarzy się również z legendami i przesądami na temat jego ludzkiego pochodzenia: kapłanem, szlachcicem. Według wierzeń z terenów dawnej Polski, by odwrócić nieszczęście spowodowane przyczynieniem się do śmierci bociana, trzeba było pochować go w trumnie, jak człowieka, z całym ceremoniałem zanosząc na cmentarz. Bocianom przypisywano wiele ludzkich cech: ponoć potrafiły się modlić, ponieważ posiadały ludzką duszę, ich palce przypominają te, które widać u dłoni, łączą się w pary na całe życie (to chyba różni ich od człowieka, a nie upodabnia do niego), podobno kochają się tak mocno, że z zazdrości mogą popełnić samobójstwo.

 

Dziad wierzył w Gusła aż mu pupa uschła

 

Być może z powodu tych licznych niezwykłych cech, bocian jest bohaterem wielu przesądów. Jako ptak zapowiadający wiosnę widziany w locie zwiastował pomyślność, obfite żniwa, małżeństwa i narodziny, jednak stojący – nieszczęście, ból nóg, cały rok celibatu ????. W zależności od tego co miał w kieszeni ten, który ujrzał pierwszego w sezonie bociana, mógł wróżyć co czeka go w nadchodzącym roku: jeśli pieniądze, to bogactwo, jeśli klucze to obfitość, a jeśli pustkę  bida z nędzą. Wędrowiec z pustym żołądkiem słyszący pierwszy klekot bociana raczej nie miał się z czego cieszyć: w najlepszym wypadku zwiastowało to rok tłuczenia garnków, w najgorszym wszystkie możliwe nieszczęścia i bolączki. Na widok pierwszego boćka ludkowie biegną za nim, kucają, przewracają się, aby ich nogi nie bolały; wiązano węzeł na sznurku na którym noszono krzyż, co miało chronić od spotkań z wężami. U południowych Słowianach dzieci witają bociana w nadziei, że przyniesie torebkę z pieniędzmi. Istnieje przekonanie o mitycznej krainie, do której w zimie pielgrzymują bociany, gdzieniegdzie wierzy się, że to błogosławione przez Boga ptaki, bo każdego roku odwiedzają ziemię świętą. Wierzą również,  bociany odlatują na zimę do odległej krainy na skraju świata, gdzie pływają w cudownym jeziorze i stają się ludźmi, a wiosną, gdy przychodzi czas powrotu, zanudzają się w innej wodzie i dzięki jej magicznej mody znów stają się znowu ptakami. Po wsiach po dziś dzień można zasłyszeć także, że po przybyciu do ciepłych krajów bocian moczy swój dziób we krwi i staje się człowiekiem, a kiedy zanurza się w wodzie, staje się ponownie zwierzęciem.

 

Zgodnie z popularnymi przekonaniami, bocian przynosi na sobie jaskółki i trznadle (rozumiem, że na plecach?). Wiara, że ​​bocian kolportuje dzieci, szczególnie powszechna jest wśród Słowian Zachodnich. A. wyciąga je z bagna, z morza, podnosi z kosza, wanny, koryta lub innego miejsca wypełnionego wodą i wrzuca je do domu przez komin. Według innej wersji upuszcza do niego żaby,  które przelatując przez wspomniany komin w magiczny sposób nabierają ludzkiego wyglądu. Ten komin to chyba dość jednoznacznie powinien się kojarzyć i nie będzie to przesadą… «Буську, буську, принеси меш Маруську!» Pomysły na temat powiązań bociana z płodnością człowieka są związane między innym z falliczną symboliką jego dzioba, która objawia się w szczególności w zachowaniu mężczyzny noszącego przebranie tego ptaka w rytuale świątecznym, kiedy gryzie i kłuje dziewczęta, na znak płodności i powodzenia (nieźle…). Gniazdo dla bocianów jest „inspirowane” przez gospodarzy, pomagają ptakom się osiedlić, wykorzystując do tego starą bronę lub koło, które, jak uważa się w niektórych miejscach, musi ściągnąć kawaler z pomocą dziewczyny, nie wiadomo jednak komu to miało przynieść szczęście i płodność: państwu aistom czy szarpiącej się z ciężarem parze. Gniazdo nad strzechą chroni ponoć dom przed błyskawicami i ogniem, gradem, złymi zaklęciami i duchami, przyczynia się do zysków w gospodarce i wzbogacenia właściciela. Dom, który bocian omija, uważany jest za potępiony. Brak gniazda A. w domu lub we wsi zwiastuje pożar, a porzucenie gniazda – spustoszenie domu lub śmierć kogoś z gospodarstwa. Najpowszechniejszą karą, jaką wymierza bocian temu, kto go ukrzywdził, jest zsyłanie ognia: uważa się, że A. mści się na sprawcy, krzesając ogień dziobem lub przynosząc tlący się węgiel w dziobie, którym następnie podpalany jest dach. Motyw ognia odbija się również w zaklęciach skierowanych do bociana: «Дядько Михаль, выкраш агню, закурым люльку!», «Барыс, дай закурыть!». Bułgarzy uważają, że bocian jest władcą chmur gradowych i przywódcą (czy może przeciwnikiem) żmija. Polacy wierzą, że bocian rozprasza gradobicie, gdy krąży wysoko na niebie, a jego charakterystyczny klekot jest ostrzeżeniem przed nadchodzącą burzą. W polskiej legendzie A. daje człowiekowi czerwony szalik, uspokajając burzę na morzu (ktoś zna tę legendę?).

Na Rugii to tak nie do końca Słowianie – Wielkolechici

 

Rugowie wierzyli, że bocian przynosi dzieci tylko latem, a łabędzie robią to przez resztę roku, co zostało wymuszone prawdopodobnie przez konieczność znalezienia zastępstwa  dzieci rodziły się również w zimie, a aist przebywał wtedy gdzieś w Afryce, a nie mógł jeszcze wtedy wysyłać ich stamtąd kurierem. Tak więc łabędź naprawdę odgrywał rolę psychopompa, „nosiciela dusz” w ideach naszych odległych przodków, i pod tym względem wnioski E. Collinsa wydają się w pewnym sensie możliwie do potwierdzenia – zresztą przekonanie o tym, że człowiek powstaje z wody (i dlatego jego „roznoszeniem” zajmują się ptaki w niej brodzące) żywe jest do dziś, szczególnie na wschodzie (małych Litwinów przynoszą łabędzie, które wydobywają ich spod głazów w jeziorach i rzekach, gdzie niańczą je rusałki). Od niepamiętnych czasów wśród wschodnich Słowian bocian biały był szczególnie czczonym ptakiem, symbolem ogniska domowego, szczęścia i pomyślności. Bezdzietne rodziny liczyły na pomoc bociana, ustawili koło dachowe na dachu lub na drzewie – szkielet dla przyszłego gniazda i mieli nadzieję, że jeśli bociany się w nich osiedlą, w rodzinie urodzi się długo oczekiwane dziecko.

 

К лингер В. Животное в античном и современном суеверии, Киев, 1909—1911.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *