8

8 dziwnych rzeczy, które ludzie robili sobie z włosami

Smalczyk na włosy, masełko na grzywę, żywica do gęby i można naginać na prawdziwy słowiański podryw…

  1. Częste mycie skraca życie

    Kto ma długie włosy ten wie, że ich codzienne mycie (szczególnie kiedy trzeba gdzieś wyjść) najpierw wchodzi w nawyk, a potem staje się koniecznością – przetłuszczone wiszące strąki zdecydowanie nie wyglądają dobrze i u otoczenia raczej nie wzbudzają aprobaty. W dwudziestopierwszowiecznym zabieganiu korzystamy w sytuacjach awaryjnych z takich cudów jak suche szampony, które na jakąś dobę ratują sytuację, kiedy nie ma czasu albo możliwości na wzięcie prysznica. Nasi słowiańscy (i nie tylko) praprapra dziadowie mieliby raczej złe zdanie na temat takich zabiegów i atrakcyjności puszystej i czystej czupryny: „Nigdzie taka nie wyjdziesz moja panno! Natychmiast wracaj połojować kudły, kto to widział, żaden Cię potym nie weźnie”.

  2. Wąż ponoć dobry jest na wszystko

    Panie uciekały się dawniej do półmagicznych sposobów: gotowały wywar z witek wierzby płaczącej albo młodych gałązek brzozy, a następnie myły w nim włosy przekonane, że ich fryzura stanie się podobna do koron wspomnianych drzew – bujna, długa i kołysząca się na wietrze. Gdy któraś znalazła w polu wylinkę węża, w podobny sposób z nią postępowała – do gara i na ogień, a jak ostygło – płukaneczka na beauty spa wieczór jak znalazł – kędziory miał się dzięki temu wić jak wije się niedawny właściciel tego fantastycznego składnika. Niestety (wszyscy powinni być już do tego przyzwyczajeni) nie zachowały się żadne przekazy opisujące skuteczność tych zabiegów – roślinne nawet jeśli nie pomagały, to chyba i nie szkodziły.

  3. Złoty waaarkocz, coś co Słowianka ma na głowieee
    Jeśli chodzi o kobiece fryzury i uczesania, o dziwo można niewiele o nich powiedzieć, bo i repertuar nie był bogaty (w przeciwieństwie do męskich koafiur, w tych to trudno się połapać, co która gdzie oznaczała i kto ją nosił), dzielił się właściwie tylko na te na które mogły pozwolić sobie kobiety niezamężne i zamężne. U młodych niewydanych jeszcze za jakiegoś dziada Słowianek głowę zdobił nieśmiertelny warkocz (lub dwa, najbezpieczniej chyba stwierdzić, że była to rzecz gustu, bo występowanie obu opcji było tak chaotyczne, że nie sposób odnaleźć punktu zaczepienia: może po prostu plotły takie jakie bardziej im się podobały). Tylko w niektórych okolicach – tu również trudno o ścisłość – w pewnych świątecznych lub obrzędowych okolicznościach pozwalano na swobodne rozpuszczanie włosów. Najwięcej fryzur dwuwarkoczowych spotykano na terenach włączonych do dzisiejszej Ukrainy[1].

  4. Fryzura międzynarodowa Słowianek?

    Według przedwojennych interpretacji znalezisk archeologicznych w grobach na Wołyniu i nad rzeką Worsklicą na południowej Rusi (czaszki datowano na XI wiek) młode dziewczęta chowano ze zwisającymi kłosami. (Ktoś wpadł na jakiś artykuł szerszy o tych badaniach? To jeszcze przed wojną, więc wiecie jak jest, mogło to być patykiem na wodzie pisane. Zdarzało się odnaleźć zachowane wyroby skórzane, które przeleżały w ziemi jeszcze dłużej niż te domniemane włosy w grobach, ale to raczej ewenement, więc chętnie bym poczytała o szczegółach, Moszyński tylko wspomina o takim fakcie, ale przypisu brak).

  5. Instagram jest wieki do tyłu

    Przedłużanie włosów było modne zanim kosmetyczki zaczęły się ogłaszać na Fejsach, a dziewczyny dopinały sobie warkocze dołączane do Bravo Girl. Słowianki też miały na to swoje protipy, szczególnie na Bałkanach i w Karpatach, gdzie ich końce przytraczano dodatkowo sznurkami do ciała (pewnie żeby nie dyndały i nie przeszkadzały w robocie). Wplatano we włosy przeróżne ozdoby, dzwoneczki, blaszki, sznureczki, „pogrubiano” warkocze dokładając do nich szmatki lub fragmenty chust (w sumie teraz też widziałam takie fryzy na Insta, widzicie, moda wraca :D).

  6. Dla mężatki już tylko kołtun

    U Bojków i na Kurpiach pisał Zielenin: „dziewczyna plecie zawsze tylko jeden warkocz, a mężatka dwa. W innych stronach nosiły włosy rozpuszczone, być może kontynuując tradycję bardzo odległych czasów”. Bardzo lubię takie bardzo konkretne stwierdzenia do których źródła bardzo łatwo dotrzeć…;/ Powszechne na Kurpiach i Białorusi było zawijanie przez mężatki włosów w kształt węzła, który następnie nakrywano czepcem, a tam gdzie noszono chamełki włosy nakręcano nań.

  7. Góralki były feministkami zanim ktokolwiek użył tej nazwy
    Na znacznej (kurwa, jakiej, ludzie, jakieeej) części Słowiańszczyzny spotyka się obrządek obcinania warkoczy dziewczynie podczas zaślubin, przed oczepinami. W okolicach gdzie tak czyniono, fryzura mężatki siłą rzeczy musiała bardzo się różnic od tej noszonej przez panny – włosy sięgały najwyżej do ramion. Góralki widać nie dawały się tak łatwo podporządkować, bo np. u ludów zamieszkujących nasze Bieszczady ten zwyczaj nie był kultywowany a pytane osoby nie pamiętały, by kiedykolwiek coś takiego miało miejsce. U Prusów natomiast jeszcze w XVIII wieku strzyżono wydawane za mąż dziewczynki.

  8. Chwila dla Panów

    Na koniec kilka słów o Panach i ich stosunku do kwestii włosowej…Z włosami był raczej dramat, i to w kilku aktach, mężczyźni mieli w ogóle nie przywiązywać wagi do higieny głowy i nigdy jej nie myć (chyba że pasożyty za bardzo dawały się we znaki, wtedy uciekano się do różnych sposobów, o których ten wpis na pewno nie jest). Jednak jeśli było tak jak powyżej, to czemu w wielu dobrze zachowanych pochówkach tak często znajduje się grzebienie (piszą o nich też kronikarze, choćby ten biedny Ibn Fadlan)? Czesali takie brudne kłaki? Wyczesywali syf? Czy Moszyński podaje z perspektywy swojej „uczoności” i „cywilizowania” z odgórnym przekonaniem, że ogólnie to smród i ciemnota? Czy nie-miłość do mycia pojawiła się wraz ze wzrostem ludności, osiadłym trybem życia, większą ilością skupisk człowieków? Autor powołuje się na Rowińskiego, który twierdził, że natknął się w Czarnogórze na takich, którzy przez całe życie nawet nie zwilżyli włosów, a gdy z jakiegoś powodu zostali do tego przymuszeni lub doszło do tej niesłychanej tragedii przypadkiem, obawiali się, że im to zaszkodzi (bali się, że dusza im się przeziębi, skoro mieszkała we włosach?) No dobra, śmiech śmiechem, ale argument raczej z tych słabszych, bo mogę powiedzieć i dzisiaj, że natknęłam się na takich, którzy wyglądali jakby nigdy nie mieli do czynienia z wodą, i to na bałkańskiej wsi tylko w centrum wielkiego miasta, na początku XX wieku a nie dalej jak wczoraj, więc ten tego[2].

[1] T. Volkov podaje, że dla całej Ukrainy strój ludowy dopełniały dwa kłosy oplecione dookoła głowy (no wiecie, taka korona) – fryzurę odświętną stanowiły natomiast warkocze spuszczone – na zachód od Dniepru dwa, na wschód – jeden. Na Polesiu do codziennego stroju noszono warkocz pojedynczy, natomiast do cerkwi – dwa warkocze, a na nie jeszcze wianek.

[2] Nie doszukałam się o którego Rowińskiego chodzi, brak indeksu nazwisk, żaden ze znanych mi nie pasuje datą urodzenia do bycia tym, na którego powołuje się Moszyński, ten który by pasował urodził się po tym jak powstała książka, więc jak ktoś wie, niechże powie

 

CategoriesBez kategorii
  1. M. says:

    Odnośnie wyczesywania. Moja prababcia (rocznik 1900) miała zachowany grzebień którym czesala się jako mała dziewczybka i nastolatka. Był niesamowicie gesty. Mówiła że włosy myli mniej więcej raz na dwa tygodnie (słabe warunki, zimno itd) ale włosy cały czas były „czyste” właśnie dzięki temu gestem grzebieniowi. Całe życie mylą włosy bardzo rzadko, wyczesywala je gęstym grzebieniem i faktycznie były czyste a dodatkowo bardzo zdrowe i grube. A jak nie mogli rozczesac (np. U dzieci) to smarowali smalcem.
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *