Niby chrześcijaństwo, a jednak trochę pogaństwo, czyli trochę tego, a trochę tamtego, tak do smaku. Nawet w klasztorze wiedzieli, że coś jest na rzeczy i stosowali „mądrości ludu” (bo z jakiejś wiedzy, zdobytej metodą prób i błędów: po tym czerwonym Jontek umarł, za to po czarnym Wiśce się poprawiło, więc to je dobre), nawet spełniając swój ostatni obowiązek wobec współbraci zakonnych. Pochowano ich co prawda w kryptach pod sanktuarium, w trumnach, po bożemu, ale to z czym wysłano ich w drogę bez powrotu budzi pewne wątpliwości. Przez całe lata nikt nie miał pojęcia o istnieniu tego miejsca – dwie krypty grzebalne na Jasnej Górze odkryto przypadkiem, a okazały się całkiem niezłym materiałem do badań, nie tylko dla archeologów.

Zawartość trumien, nie mam tu na myśli szkieletu, na przykład resztki kilkunastu gatunków roślin, zostawiła bogate pole do interpretacyjnych popisów i odtworzenie świadomości i wiedzy botaniczno-magicznej braciszków zamieszkujących klasztor 300 lat wstecz. Dziś na pogrzebach i z okazji świąt ku czci zmarłych mamy wyścig zbrojeń pod tytułem „Kto kupi większą i ładniejszą wiązankę”, ale wątpię by w narodzie żyła jakaś świadomość po co, dlaczego i skąd się wziął taki zwyczaj. Odpowiedzi na to pytanie jest kilka i każda prawidłowa, jeśli uwzględnić w nich „ale”. Co innego dawano zmarłemu jako wałówkę na drogę (w końcu szedł do innego świata, w zależności od czasów i miejsca wiara w to do jakiego i po co była różna, jednak powtarzał się motyw tej ostatniej odprawy), co innego było wyrazem szacunku i zaznaczało jego pozycję społeczną (dzięki temu krócej stał potem w kolejce:D), a jeszcze co innego miało zapewnić mu spokój (?dysonans poznawczy) i wymusić pozostanie na miejscu, gdyby jednak przypomniał sobie, że zostawił zupę na ogniu i postanowił nawiedzić pogrążonych w żałobie bliskich – pewnym jest, że od razu by im przeszło :D.

Przejdźmy do rzeczy: co dokładnie znaleziono?

Szczątki roślinne znajdujące się na obiektach archeologicznych są cenną wskazówką, pozwalającą nie tylko określić wiek znaleziska, ale również częściowo odtworzyć zwyczaje i stan wiedzy w okresie z którego pochodzi przedmiot/szkielet/trumna/cokolwiek. Takie badania dały odpowiedź nawet na pytanie o jakiej porze roku został pochowany faraon Tutanchamon, posłużono się nimi także przy okazji prób potwierdzenia autentyczności Całunu Turyńskiego – po analizie materiału botanicznego okazało się, że na tkaninie osadziły się pyłki roślin właściwych dla obszarów suchych i pustynnych oraz takich które rosną w Ziemi Świętej do dziś[1].

Wracając (nareszcie, wiem) do tematu i braciszków pochowanych pod posadzką Bazyliki, to udało się dowiedzieć całkiem sporo, mimo fragmentarycznego materiału badawczego (dostarczono próbki 7 trumien, a wszystkich było 15).

1.Nie tylko dzik jest dziki

Dziki bez – jego obecność w trumnach może być interpretowana jako ślad wiary w ludowe zabobony, bo ta roślina była uznawana za hmm, dualną, mediacyjną, jednocześnie dobrą i złą – być może również za sprawą kontrastów, sami spójrzcie – duże, białe kwiaty o odurzającym zapachu i małe czarne owoce podobne do jarzębiny. W dodatku rósł na podmokłym podłożu cmentarzy, jego gałęzi używano do popędzania koni zamiast bata, gdy wieziono trumnę na żalnik, a miarę na te cztery ostatnie deski jakie się człowiekowi przydają stolarz brał właśnie bzową metrówką, nie inną[2]. Czarny bez sadzono także przy gospodarstwach, szczególnie w pobliżu ustępów, lepiej żeby cuchnęło kwieciem niż zawartością latryny. Znano jego silne działanie bakteriobójcze, nie przeszkadzała mu mocno „nawieziona” gleba, dodatkowo jego narkotyczna (choć niektórzy uważają ją za nieprzyjemną, woń przyciągała owady, więc nie nękały aż tak bardzo korzystających z wychodka.

Trochę  śmierć, trochę kibel…

Bez wiązano przede wszystkim ze sferą chtoniczną i domeną śmierci, pytanie jak to wszystko się ma do tego co powyżej i szacunku/strachu który wywoływał wśród żywych fakt przeniesienia się kogoś na tamten świat. W mitologii i przesądach utożsamiany był ze złem i dlatego sadzony z tyłu domu, aby chronił obejście od czarownic i aby się „złe” nie zakradło[3]. W całej Europie Środkowej wierzono, że nie wolno palić bzem w piecu, bo taka czynność może wywołać choroby skóry. Bez nie był krzewem niszczonym, ale obdarzanym szacunkiem. (…) bzu wyrosłego na ogrodzie wieśniak nie podkopuje nigdy, a (…) gdzie bez rośnie, tam diabeł mieszka. Bzu tedy wytępiać nie należy, gdyż wycinający bardzo łatwo na szkody wielkie narazić się może[4]. Tylko wdowy i sieroty mogły go ścinać. Według wierzeń ludowych czarny bez pełnił role apotropaiczną.

Czary bez dobry na wszystko?

Strojono jego poświęconymi gałązkami domy i płoty, aby zabezpieczał przed chorobami i gradem. Wierzono, że magiczną moc ma też miejsce pod koroną bzu. Matki zanosiły tam nieuleczalnie chore dzieci, aby demony dopomogły w ich uzdrowieniu. W połączeniu z odprawianiem określonych rytuałów krzew miał również działać antykoncepcyjnie[5]. Uważano, że jeżeli bez na jesieni powtórnie zakwitał to nastąpi zgon kogoś młodego i lubianego. W celu uchronienia się przed taką ewentualnością w nocy wieszano na kwitnącym bzie owoce jarzębiny, aby odwrócić uwagę demonów od żywych osób. Gdy wiosną krzew bez powodu marniał lub usychał znaczyło to, że będzie susza i zabraknie wody w studniach[6]. 2016). obłamanie konarów, zwłaszcza niektórych,  bardziej rozrośniętych  egzemplarzy wróżyło śmierć. Liście i drewno dębowe było uważane za środek  przeciw czarom. W kaliskim powiadano, że ścięcie dębu, na którym wisiała   kapliczka przynosiło  zarazę. Wierzono, że chleb  nie będzie  dobry, jeżeli  nie wyrośnie  w  dzieży  dębowej (Kujawska  et  2016). Jednak wymowa dębu nie była jednoznacznie pozytywna – w międzyrzeckim ludzie obawiali się tego drzewa, mówiąc, że jest nieszczęśliwe i z tego względu nie sadzono go koło domów. uznawano także, że czarownice jeździły na swe zloty nie tyko na tzw. łyse góry, ale  spotykały się także w dąbrowach (Kujawska et al. 2016). Innym drzewem głęboko zakorzenionym w obyczajowości naszych przodków był bez czarny Sambucus nigra.

Ducha  siedzącego pod bzem nazywano bajstruk. Huculi określali go poczciwym krzewem domowym, tj. dido lub diduch.

Bzowy dysonans poznawczy…

Z tego względu nie można go  było wykopywać ani wycinać, gdyż narażało to na wielkie nieszczęście, m.in. uschnięcie ręki. Wyjątkowo bez można było karczować, ale tylko w Wielki Czwartek, w dodatku przed  południem. Natomiast w praruskim narodzie, w przypadku gdy wycięcie bzu było konieczne,  należało  go  przebłagać – czynił to ojciec rodziny,  często  na  kolanach.  Naruszenie  korzeni  bzu  groziło  pomorem  bydła, chorobami,  powodzią. Wyraźnie  zaznaczał się on więc jako roślina dobra i sprowadzająca szczęście. Wraz z nastaniem chrześcijaństwa zaczęto uważać, że pod jego korzeniami siedzą  złe  moce,  a  bez  przypisywano  Judaszowi  (Zaraś-Januszkiewicz  2016).  Istniało także  przekonanie,  że  dawniej  było  to  dobre drzewo, ale od czasu jak się na nim powiesił Judasz stało się drzewem szkodliwym, wręcz diabłem, przed którym czarownice wypowiadają swe zaklęcia. Z tego względu na miejscu, na którym wycięto bez nic już się nie urodzi, nie można było też tam stawiać domu, uznając go jako  siedlisko diabła (Kujawska  et  al. 2016). bez czarny miał także duże znaczenie jako drzewo pomocne w pozbywaniu się chorób, w konsekwencji  czego  nie  należało bzu wycinać, aby choroby „zamówione” w każdej gałązce nie uderzyły w osobę, która  się  tego czynu dopuściła. bez czarny bez względu na to  czy  był  uważany  za  roślinę  dobrą,  przynoszącą  szczęście,  opiekuńczą  czy  siedlisko demonów pełnił istotną rolę w kulturze ludowej, co odzwierciedlał zakaz jego niszczenia. odgrywał ważną rolę apotropaiczną – dzikim bzem zakładało się w Wielki Piątek skoble do stajni, by czarownice nie odjęły krowom mleka[7] (Kujawska et al. 2016).

2. Narkotyki prosto z bagien

Borówka bagienna – słyszeliście kiedyś o błędnych ogniach, poruszających się płomyczkach przemieszczających się nocą nad mokradłami, sprowadzających wędrowców na manowce … by utonęli w porośniętych rzęsą wodach. Mózg zmęczonego człowieka przemierzającego ciemność każe mu iść ku światłu – kojarzy się z bezpieczeństwem, a jego obecność zwykle świadczy o tym, że w pobliżu są jakieś ludzkie osiedla… Cóż, wrong, wrong, wrong. Co ma z tym wspólnego jagoda? Pozornie nic, ale tak to jest z pozorami, że lubią jak te świetliste duchy, prowadzić na złe drogi. Przez całe wieki lud uważał borówkę bagienną za roślinę mającą „właściwości lekko oszałamiające”[8] – stąd jej potoczna nazwa – „pijanica”. Tymczasem za „wstawiony” stan chodzących po bagnach zbieraczy odpowiadały prawdopodobnie te same toksyczne gazy wydzielające się z brei, które nocami (choć nie tylko) ulegały samozapłonowi i zyskały nazwę błędnych ogni, błędników i tak dalej. borówka rośnie zazwyczaj w towarzystwie bagna zwyczajnego (Rhododendron tomentosum, Ledum palustre), który wytwarza halucynogenny pyłek osiadający na owocach. Natomiast Łukasz Łuczaj podaje inny powód upojenia po pijanicy: „owoce podobne do czernicy, ale troszkę większe. Często zainfekowane są grzybem powodującym upojenie podobne do alkoholowego. Przytrafiło mi się coś takiego osobiście po zjedzeniu sporej ilości tych owoców koło Supraśla w Puszczy Knyszyńskiej. Nie było to nieprzyjemne. Jagody łochyni używane były i są przez Eskimosów i kilka plemion Indian pn.-zach. Ameryki, jedzone na surowo, mrożone lub suszone lub w przetworach, często dodawane do różnego rodzaju ciastek, jedzone z ikrą, olejem, cukrem, miodem, marynowane z ziemniakami, sałatą i kapustą albo jako materiał na ocet. Na torfowiskach wysokich całej Polski występuje bagno zwyczajne Ledum palustre.

To w końcu narkotyk czy nie?

Znajduje się pod ochroną. Jego świeże lub suszone liście używane były przez Eskimosów i Indian jako niezwykle ceniony materiał na herbatę. Należy ją przyrządzać przy użyciu zimnej wody pozostawiając naczynie w słonecznym miejscu albo parzyć przez krótki czas w otwartym naczyniu. W inaczej (silniej) parzonej herbacie wydziela się narkotyk zwany ledel. Roślina jest także używana w ziołolecznictwie”[9] Pytanie o to dlaczego ta roślina znajdowała się w trumnie braciszka czy tam ojczulka? Jako pokarm na drogę dla zmarłego? Czy ze względu na jej „specjalne” właściwości, o których dawniej powszechnie przecież uważano, że ułatwiają kontakt ze światem „tam”. Potrzebne były komuś, kto już się na niego przeniósł? Czy po prostu przypadek, jej krzewy znalazły się w jakimś wieńcu i tyle, a całą resztę właśnie dopisuję, szukając siódmego dna i setnej części włosa? Cóż, nikt na to pytanie raczej nie odpowie.

3. Kocimiętka prawie jak koka 😀

Obecność kocimiętki w grobie niby nie powinna dziwić, a jednak dziwi, bo znów pytanie numer jeden jest takie: czy znalazła się tam jako roślina ozdobna, bo po prostu ładnie kwitnie, czy klasztorniakom znane były jej właściwości „ludowe” – ożywianie za jej pomocą martwych owadów i wręcz odwrotne działanie na ludzi „komu podsunąć ją pod nos, ten natychmiast padał trupem[10].

#Młody chemik

Biorąc pod uwagę chemiczne właściwości tej rośliny, w jedno i drugie trudno uwierzyć, chociaż prawdą jest, że kocimiętka właściwa cataria stosowana w formie naparów w ziołolecznictwie, ma także działanie psychodeliczne, ale nie tak silne (a już na pewno nie sam zapach), żeby zwaliło gościa z nóg od samego sztachnięcia się fioletowym kwiatkiem. Kot się w tym tarza i czuje się, hm, wyczilowany, ale trudno powiedzieć, żeby to były jakieś heavy drugs. Opcje są zatem dwie: czy chcieli kumpla przywrócić światu tak jak te owady, czy przeciwnie, sprawić by na wieki wieków pozostał tam gdzie jest i np. nie postanowił po latach opuścić krypty jako strzyga – wiadomo, Wiedźmin drogi, a w klasztorze bida. Oba gatunki znane w Polsce od końca średniowiecza cechują się silnym i bardzo przyjemnym zapachem, przypominającym ten wydzielany przez limonki – może po prostu dawano je zmarłemu, żeby jakoś w ten sposób go „zabalsamować”, żeby za bardzo nie chuchnął rozkładem.

4. Koper do trumny, nie do kiszenia ogórów

Zdecydowanie prostsza i bardziej logiczna jest interpretacja obecności kopru w pochówku, bo to nie jakiś precedens: już w starożytnym Egipcie używano go do zabezpieczania i balsamowania zwłok, ze względu na jego właściwości antyseptyczne – o tym drugim  zastosowaniu świadczą  szczątki  rośliny,  odnalezione  w  grobowcu  faraona Amenchotepa II (ok. 1400 r. p.n.e., Zohary i Hopf 2004 s. 206). Dzięki swojej aromatyczności koper uważany był za środek do odpędzania demonów i złych duchów, miał również chronić przed czarami i uderzeniami pioruna (suszone gałązki wieszano u powały). Święcono go na Matki Boskiej Zielnej, podawano jako środek mlekopędny. W  XVII  odkryto także jego  działanie  nasenne: wieniec  na  głowie  noszony  sen  sprowadza,  zalecając  go przeciwko  snom  niespokojnym  i rzucaniu  się  w  czasie  snu  (Syreniusz  1613,  za  Rostafińskim  1895  s.  35).  Przy  długim zażywaniu koper miał jednak osłabiać dar jasnowidzenia (Hegi 1965 s. 1294).

[1] Halina Galera, Emilia Jurkiewicz, Barbara Sudnik-Wójcikowska, Kwiaty i zioła w ostatnią drogę, Uniwersytet Warszawski

[2] Biegelsein, 1929

[3] Drożdż – Szczyguła M., Symboliczne znaczenie roślin uprawianych w tradycyjnej zagrodzie, s. 3

[4] Barącz S., Bajki, fraszki, podania, przysłowia i pieśni na Rusi, Tarnopol 1866, s. 234

[5] Ziółkowska M., Gawędy o drzewach, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1983, s. 18-25.

[6] Żołądź-Strzelczyk D., Dziecko w dawnej Polsce, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2006

[7] Cyt. za Dróżdż M., The symbolic meaning of plants grown  in a traditional homestead

[8] Marciniak M. 2008. Dzikie rośliny jadalne w kulturze wsi wschodniej części polskich Karpat. W: Łuczaj Ł. (red). Dzikie rośliny jadalne – zapomniany potencjał przyrody. Materiały z konferencji, Przemyśl, Bolestraszyce, 13.09.2007. Arboretum i Zakład Fizjografii, Bolestraszyce.

[9] Łuczaj Ł., Dzikie rośliny jadalne Polski, Chemigraf, Krosno  2018

[10] Rostafiński 1895  s.  45

1 Comment

  1. Hej. Mam pytanie odnośnie koci mietki 😀 skoro ma ona właściwości hmm uśmiercające to może, wkładali ją do trumny po to..
    Jak kolega obudzi się w grobie i nie chcieli w razie czego ryzykować, że umrze w męczarni lub w wielkim strachu i żeby nie przeklinał Boga za swój los to zjadłby tą roślinę i by po prostu umarł szybciej? 🙂 bardzo ciekawy artykuł. Pozdrawiam

Write A Comment