Gdzie nie kliknę, jakiego hasła związanego z Andrzejkami nie wpiszę w wyszukiwarkę, pojawia się cały ciąg klikbaitowych tytułów krzyczących do odbiorcy o tym, że słowiańskie Andrzejki, rodzima tradycja, pradawne wróżby, zapominanie o własnej tożsamości i tak dalej. iędzy innymi z tego powodu, czyli poirytowania powyższymi bzdurami, uprzejmie donoszę, że wróżenie z wosku, skórki jabłka albo innych takich, mają tyle wspólnego z wczesnym średniowieczem (bo ja w tamtych czasach umieszczam rzecz, jeśli ktoś się posługuje nazewnictwem „dawni Słowianie”, ile ja z matematyką).

  1. Andrzejki, znane także pod nazwą jędrzejówek, nie są prastarą tradycją przejętą po naszych nobliwych przodkach, badacze w zależności od narodowości (jak to zwykle bywa) nie są zgodni co do ich starożytnych konotacji, jeśli takie istniały: albo wzięto ją od Germanów, albo od Greków. Zwolennicy opcji numer jeden uzasadniają, że św. Andrzej mógł być „pomazańcem” samego Freya, najważniejszego bóstwa ichniego panteonu. Generalnie jedyne co tu się jakoś zgadza i można to podciągnąć pod ideę Andrzejek to powiązania Freya z małżeństwem, dziećmi i generalnie stwarzaniem (skoro wróżby dotyczyły przede wszystkim zamążpójścia, to od biedy jakoś pasuje). Reszta argumentów pozostaje do dziś owiana mgłą akademickiej tajemnicy😉 , szczególnie ten najbardziej mnie interesujący: dlaczego ta zaszczytna rola i wszystkie magiczne skille którymi Frey dysponował, przypadły w spadku akurat Andrzejowi, skoro KK świętych i męczenników ma więcej niż ja włosów, a więc dużo. Nie wiem, razem pili, czy Jędrek miał na niego jakiegoś haka, tape z imprezy? XD W jego historii nie ma raczej nic magicznego, za głoszenie Ewangelii został skazany na śmierć krzez ukrzyżowanie (na krzyżu w kształcie litery X). Ciekawostka jest taka, że oprócz bycia patronem Rusi, jest przez prawosławnych uważany za świętego do którego należy modlić się o dobrą żonę lub męża (więc jest jakaś różnica, bo w Polsce to raczej dla dziewek zabawa). Zresztą…czy mężczyźni musieli jakoś prosić o dobre żony? Na tamte realia to każda taka była, bo nie bardzo miała inne wyjście[1].
  1. W opozycji znajdowali się uczeni greccy, którzy twierdzili, że podobna tradycja narodziła się u nich, ale jedyne potwierdzenie jakie mają to podobieństwa lingwistyczne, więc ten… nie wiem czy autor podał to info dla żartu, czy jak, w każdym razie odnotowuję dla porządku. Prawdziwe analogie to podobno rozpowszechnione w Grecji wróżby i odgadywanie znaczenia kształtów odlanych z wosku. Podobno uprawiano też europejskie voo-doo – lepiono podobiznę typa i na przykład urywano jej głowę, ręcę. Albo fallusa.
  1. A tak serio, to chyba nikt o niczym podobnym wcześniej nie słyszał a czy się to różnym czarodziejkom i lechitom od nowożytnych świąt rodzimowierczych podoba czy nie, tradycje andrzejkowe wyrosły na gruncie chrześcijańskim, nieprzypadkowa może być najwyżej data ustanowienia dniem pamięci tego świętego akurat przełom listopada i grudnia (chociaż, powtórzę jeszcze raz, Andrzej nie miał nic wspólnego z magią, przedstawiano go raczej w łodzi, albo z rybami, ale na pewno nie z…ten, różdżką i kulami…:D). Jasne, że wróżyli tu wcześniej, pisałam o seidr, o rytuałach z koniem i tak dalej, no ale gdzie porównanie…
  1. Pierwsze wzmianki o Andrzejkowych wróżbach w źródłach pisanych pojawiają się dopiero w 1577 roku w utworze Marcina Bielskiego „Komedyja Justyna i Konstancyjej”, gdzie tak oto rzecze panna służebna:

   Nalejcie wosku na wodę

   Ujrzyjcie swoją przygodę

   Słychałam od swej macierze

   Gdy która mówi pacierze

   W wigiliję Andrzeja świętego

   Ujrzy oblubieńca swego

Muszę więc wszystkich zasmucić, ale bladolice i płowowłose Słowianki nie lały z gołymi cycami w ogniu rytuałów wosku przez klucz, ponieważ nie było wtedy dostępu do wosku tak o, dla zabawy, ponieważ był cenny jak cholera, a parafiny nie znano, głąby kapuściane. Z braku laku (wspominałam już gdzieś, że świece były raczej dobrem luksusowym), używano ołowiu jako materiału zastępczego. Dlaczego akurat tego? Ołów podobno przyciągał szczęście i z racji swojej wagi i konsystencji po zastygnięciu wróżył trwalsze małżeństwo niż woskowa figurka, którą przecież tak łatwo rozbić, ale jak to zwykle bywa, coś za coś: pożycie co prawda po grób, ale ciężkie.

  1. Wróżby ze snów, które też tego dnia uskuteczniano, wymagały od panien odpowiedniego przygotowania no i oczywiście wyrzeczeń, co akurat nie dziwi, to akurat stały element wszelkich prób nawiązania połączenia z jakąś „nadprzyrodzoną” siłą. Która chciała wiedzieć czy czeka ją los „roszczeniowej trzydziestki” czy może jakiś książę na białym koniu zjawi się niczym wybawienie i sprawi, że będzie mogła po bożemu podzielić los swojej matki, babki, praprababki i tak dalej… już dzień wcześniej musiała pościć, jak już ktoś nie mógł wytrzymać bez zeżarcia czegoś (oj, źle to wróży), dozwolony był tylko solony śledź. Inne przekazy podają bardziej radykalne przepisy, że nawet pić nie było wolno, a co dopiero jeść! W każdym razie trzeba było położyć się spać i w tymże śnie wypatrywać młodzieńca, który spragnionej wody poda, bo ten będzie przyszłym mężem. A że jak powtarzają wszystkie stare ciotki, sny odczytuje się na odwrót, to ta akurat wróżba sprawdzała się nader często: zamiast rumaka był antał siwuchy, zamiast młodzieńca podstarzały wdowiec, a zamiast wody gorycz łez. 😉 Ech, niewieści losie!
  1. Podobno na południu Polski mówiono (mieszkam tam i nie słyszałam tego „na żywo”), że dzień św. Andrzeja był czasem szczególnej aktywności różnej maści upiorów i czarownic (te akurat widuję codziennie w warzywniaku, aktywne są przez cały cholerny rok, więc ktoś się chyba pomylił przy spisywaniu), które miały kraść krowom mleko. Zapobiegliwi włościanie, żeby chronić siebie i gadzinę przed ich działaniem, rysowali na drzwiach domostw i obór znaki krzyża czosnkiem. Nie mam pewności czy im się nie pomyliło z czymś innym, na przykład jakimś grzybem, w każdym razie trzymajmy się wersji, że to był czosnek, który po tym zabiegu nabierał właściwości wieszczych. Dziewczyny zajadały się nim przed snem by dzięki magicznej specyfice tego naturalnego antybiotyku zobaczyć wśród mar przyszłego małżonka. Oby tylko nie zapukał rano następnego dnia, bo jak poczuje ten smród to weźmie nogi za pas. Jeśli ktoś chce próbować tego sposobu, niech zaopatrzy się też w wódkę i cytrynę, pomogą zabić związki siarki odpowiadające za ten wspaniały aromat.
  1. Na Podkarpaciu jeszcze w XX wieku wierzono, że w dzień św. Andrzeja wychodzą z grobów dusze najgorszych z najgorszych (to może takie chrześcijańskie Saovine) czyli wisielców, topielców, samobójców i innych uważanych za potencjalnych kandydatów na upiory. Żeby taki nieproszony gość nie zawitał przypadkiem do domostwa, zapobiegliwi gospodarze rozpalali w obejściach tak zwane „ognie świętego Andrzeja” z palm wielkanocnych: dziewczyny przy okazji sobie wróżyły, która miała szczęście i trafiła na palmę długą i płonącą niczym pochodnia (wyjmować trzeba było z zamkniętymi oczami), miała mieć długie i zrodzone z gorącej miłości małżeństwo. Wychodzi na to, że większość trafiała na jakiś suchy badyl z popiołem, pewnie jeszcze złamany, bo tak właśnie wygląda życie. Nie musicie dziękować.
  1. Szczególnymi względami w tym dniu obdarzano bydło, ale we wróżbach matrymonialnych skuteczne miały być zwłaszcza: kot, pies, kogut, gąsior, baran. Zasada w tych była zawsze ta sama: każda dziewczyna (w wigilię św. Andrzeja i Bożego Narodzenia) lub kawaler (w Katarzyny) mieli przed sobą pojemnik z jakiś pokarmem, wówczas do izby wpuszczano odpowiednie zwierzę i w zależności od tego, po czyje jedzenie jako pierwsze sięgnie – tej osobie miało się poszczęścić w nadchodzącym roku, tzn. miała poznać babę lub chłopa, bo większego szczęścia nie można sobie przecież wymarzyć. Odliczone ziarna sypie na podłogę; w ogrodek puszczają kogut Czyją kupkę najpierwej zacznie, lub u kogo parzysta liczba pszenicy zostanie, temu wróżba szczęśliwa. Panny zawiązują gąsiorowi oczy płatkiem lub taśmą i puszczają go, by biegał po izbie, w której się znajdują. Do której najprzód gąsior swe kroki skieruje, ta najprzód pójdzie za mąż[2].
  1. Wróży się, gdy trafia się pies chciwy, a bułeczki dobre i dla większej przynęty wysmarowane tłustością, że nie opuści żadnej; wtenczas uważaj na kolej, z jaką połyka, bo taką zachowają dziewczęta w zamążpójściu. Przy gotowaniu pierożków każda z dziewcząt naznacza dla siebie jeden z pierożków, które wszystkie winny być z jednakowej ugniecione mąki, jednej wielkości i jednakowo omaszczone masłem. Następnie kładą wszystkie te pierożki na krążku na stole i wychodzą z chaty wpuściwszy do niej kota dobrze nakarmionego; czyje pierożki zje, tych los jest zapewniony, bo wyjdą w tym roku za mąż[3].
  1. W sąsiedniej chacie starzy gospodarze przyglądają się gromadce dziewcząt, które pozdejmowawszy obuwie, układają je na przemian z cielęcemi kościami i nóżkami, począwszy od kąta izby, aż ku drzwiom od sionki, wyprzedzając się nawzajem, żeby jak najpierwszą do progu dotrzeć[4]. Wykorzystana tu została magiczna zasada podobieństwa: której but pierwszy znajdzie się poza izbą, ta – analogicznie – pierwsza wyjdzie za mąż. Ta reguła stosowana była i w innych, andrzejkowych wróżbach: W misę lub naczynie jakie rzucano jęczmień, w którym i porosłe bywa ziarnko, obstąpią je, wpatrując się; która pierwsza dostrzeże kiełek, ta szczęśliwa (bo pójdzie za mąż, oczywista).

Pozwija każda swoje wstążki w pęczki i włożywszy je w nieckę włazi na komin i potrząsa niemi ku czeluściom takim ruchem niecki, jaki się robi pałając krupy; której pęczek wstążki naprzód w czeluści wleci, ta dziewczyna najpierwej pójdzie za mąż.

[1] M. Ziółkowska, Szczodry…, niestety nie zwykła dodawać właściwych przypisów

[2] DWOK, t. 11:W.  Ks.  Poznańskie, cz. 3, Wrocław–Poznań 1982, s. 148; DWOK, t. 28,s. 351; £. Goębiowski, op. cit., s. 321

[3] P. Kowalski, Gęś, Kogut; Kot; Owca/Baran, Pies, [hasła w:] Leksykon wierzeń ludowych.

Gajek, Kogut  w  wierzeniach  ludowych, Lwów 1934.

[4] Por. wróżby andrzejkowej (DWOK, t. 43, s. 28) z bożonarodzeniową (J. Pośpiech, op. cit. s. 64).

Write A Comment