Temu Kupale (…) pamięć odprawia się w wieczór narodzenia Jana Chrzciciela (…) tym sposobem: z wieczora zbiera się lud prosty obojej płci, i splata sobie wieńce z ziela jadowitego albo korzenia, i przepasawszy się bylicą wznieca ogień. Gdzie indziej stawiają gałąź zieloną, i wziąwszy się za ręce obracają wokół tego ognia, śpiewając swoje pieśni (…) Potem przez ogień ten przeskakują, temu biesowi ofiarę z siebie składając[1].

Ach, Kupało, Kupało…co to się będzie działo?

Dzień Iwan Kupala (Dzień Iwanowa, Noc Kupały) uważany jest na wschodzie za wielkie święto Słowian poświęcone przesileniu letniemu i najwyższemu rozkwitowi natury, obchodzony dziś 24 czerwca (7 lipca), jednak przed nastaniem jedynej słusznej wiary data była taka 21/22 czerwca. Według N. M. Galkovskyego „w celebracji Kupały połączyły dwa elementy: pogański i chrześcijański”. Petrukhin i etnograf Strakhov gdzie tylko mogą krytykują pogląd na przedchrześcijańskie źródła święta utrzymując, że nie ma żadnych ku temu przesłanek, by wierzyć w jego istnienie w takim kształcie jaki dziś oglądamy lub jaki opisują źródła sprzed lat powiedzmy 500.

Siłą rzeczy przedchrześcijańska nazwa święta nie jest znana. Nazwa Iwan Kupała ma pochodzenie ludowo-chrześcijańskie i jest słowiańską wersją imienia Jana Chrzciciela (po grecku βαπτιστής), co oznacza mniej więcej to samo «купатель, погружатель». Wybór czasownika „wykąpać się”, aby przetłumaczyć „Chrzciciel”, był również spowodowany odpowiednimi słowiańskimi pojęciami: prasłowiańskie kppati oznaczało rytualną ablucję, oczyszczenie, które przeprowadzono w otwartych zbiornikach. W katedrze w Nowogrodzie z końca XI – początku XII wieku znajduje się napis: «На Купалиѧ», ale na co, po co i komu, to już kwestia tak różnie interpretowana, że trudno obstawać przy wersji którejkolwiek ze stron.

Bóstwo „Kupala”, wspomniane po raz pierwszy w późnej Kronice Czernigowa (XVII wiek), jest zapewne owocem nieporozumienia: kronikarz, świadomy „demonicznych gier i zabaw” organizowanych z okazji święta przypadającego na przesilenie, przyjął, że ten którego uczyniono patronem tych diabelstw musi być jakimś reliktem przeszłości, pozostałością po starej wierze, której mimo starań nadal nie udało się należycie wyplenić. Następnie to nieporozumienie zostało powtórzone przez skrybów, a potem przez pierwszych badaczy mitologii słowiańskiej, w wyniku czego pojawiło się nowe „bóstwo” w panteonie, nawet jak na nasze realia „poświadczone” wyjątkowo słabo. Nazwa zaczęła być powtarzana w rosyjskiej literaturze, Polacy też to klepnęli i voila, mamy Kupałę. Tokarev uważał, że w rzeczywistości Kupala nigdy nie była bóstwem i może występować w przedstawieniach ludowych jedynie jako folklorystyczne uosobienie święta, odzwierciedlone na przykład w piosenkach. Pogańskie obrzędy obchodzone z okazji „Nowego Księżyca” potępiono już na soborze w Trull w 692 roku, nazywając je pozostałościami pogańskimi sięgającymi czasów króla Manassesa.

U nas dzień św. Jana, tam też w nocy ognie paliły, tańcowały, śpiewały, diabłu cześć a modłę czyniąc. Tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polszcze nie chcą opuszczać niewiasty[2].

Wieczorem 23 czerwca mężczyźni i kobiety zebrali się na brzegach morza i w niektórych domach specjalnie do tego celu przysposobionych, a pierworodne dziewczyny (znaczy córki) często wydawano tej nocy za mąż. Potem, po ucztowaniu, pijaństwie i szalonych tańcach, połączonych ze śpiewem i dzikimi wrzaskami (gorzej niż w dżungli), wlewali wodę morską do miedzianego naczynia z wąskim gardłem i umieszczali w nim rzeczy należące do każdego z nich – to znaczy każdego, kto chciał wziąć udział we wróżbie, a pewnie wszyscy chcieli, bo czemu nie. Gdy tylko dziewczyna otrzymała moc udzielania odpowiedzi na pytania (wiadomo, że otrzymywała ją od szatana i demonów), zgromadzeni darli się jeden przez drugiego i pytali o to, co ich interesowało, a dziewczyna wyjmowała z naczynia pozornie przypadkową rzecz, w zależności od tego co się pytającemu trafiło, było to dla niego przestroga lub dobry omen na przyszłość, czy czeka go szczęście, czy cierpienie. Następnego dnia przy wtórze bębnów i wrzasków udawali się na brzeg morza, nabierali słonej wody do naczyń i polewali nią (a może bardziej spryskiwali) swoje domy. Nocą palili ogromne ogniska i przeskakiwali przez nie (napędzani mocą czorta :D), a z płomieni i udanych galopad wróżyli co czeka ich w kolejnym roku. Miejsca w których wróżyli i uprawiali magię, ozdobione były zielonymi gałęziami i wieńcami z polnych kwiatów i ziół.

Kto chce się hajtać?

W noc Iwana Kupała kojarzono i zawierano małżeństwa: pary przeskakiwały nad ogniem trzymając się da ręce, ich głowy strojne były w wyplatane z roślin ozdoby, którymi po udanym skoku wymieniali się jak dziś obrączkami. Później szukali kwiatu paproci i kąpali się w porannej rosie…😉 Na wschodniej słowiańszczyźnie obowiązywał zakaz spożywania wiśni, jeśli dojrzały przed Kupałą, nikt nie śmiał się za nie zabierać, chociaż nigdzie nie znalazłam jakie groziły za to konsekwencje ze strony bóstwa, które nie było bóstwem. Podobnie rzecz miała się z jagodami, nie wolno było ich spożywać kobietom, które chyba stosowały się do tego ze strachu, mówiono bowiem, że od tego małe dzieci będą umierać. Jeśli to jakieś bardzo stare przekonanie (nie do sprawdzenia), to wygląda tak, jakby święto to było datą po której dary Matki Natury stają się zdatne do spożycia, coś jak termin porodu: nie wolno było jej wyrywać niczego z brzucha na siłę, a poczekać, aż sama pozwoli cieszyć się tym, czym obdarza ludzi ze swojego łona.

Bo żaden Kupała nigdy nie istniał, serio, jak to bywało w wielu przypadkach setki razy wcześniej, kronikarzowi – księdzu znów omsknęło się pióro i ze słowa, które pierwotnie było rzeczownikiem określającym rytualną ablucję, kąpiel związaną z jakimiś obchodami czy też świętami (które uskuteczniano we wszystkich chyba znanych kulturach, nie rozumiem dlaczego tutaj miało być inaczej, tym bardziej, że np. u Ugrofinów jest coś takiego świetnie poświadczone i raczej znaczenie trudno podważyć), chociaż niektórzy, np. Gieysztor, a za nim inni, uważają inaczej: lub kupalnocka świętojańska, który to termin zapisany nie tylko z pogranicza ruskiego, z Podlasia i Lubelszczyzny, ale i z sieradzkiego i kaliskiego (z odmianami) świadczyłby, podobnie jak ślad czeski kupadlo – „nić do przewiązywania podarków na sobótkę”, o szerszym niż wschodniosłowiański zasięgu nazwy Kupały. Na Rusi Kupała ma poświadczenie już z wieku XIII (jako kupalija) i XIV (jako 1iczba mnoga Kupały), potem występuje Kupała i Kupało, Iwan-Kupała (24 czerwca), oznaczające święto, a także kukłę – kupało, kupajło – używaną przy obrzędzie. Może też określać istotę mityczną, dziewczynę rozdającą kwiaty przy wróżbach sobótkowych i całe zgromadzenie uczestników uroczystości. Etymologia powszechnie przyjmowana wywodzi tę nazwę – według świadectw staroruskich i bułgarskich – z obrzędowej pierwszej w roku kąpieli w rzece (hipotetyczna postać *kopadlo) lub, co na pewno nie przekonuje, z nawiązania do św. Jana Chrzciciela i chrztu przez zanurzenie. Rozejrzenie się w szczegółach uroczystości nasuwa wątpliwości co do wyłącznie wodnego jej charakteru; raczej obrzęd ognia wysuwa się tu na plan pierwszy. Zestawiano też kupałę z indyjskim kup – „jarzyć”, „gniewać się”, oraz z ku – „ziemia” i pola „obrońca”, a więc jakby w sensie opiekuna ziemi.” Co by to nie było i jak by nie tłumaczyć, na pewno ma ścisły związek z wodą, ogniem i seksem. A skoro woda i ogień, to jasne, że chodziło o oczyszczenie, płodność, miłość, dlatego połączono pierwszą rytualną kąpiel (w niektórych regionach istniały przekonania, że nie wolno wchodzić do wody przed nastaniem tej wyjątkowej nocy, bo jak ktoś ostatnio przypomniał w komentarzu „wtedy licho chodzi po dnie”, i w ogóle wszelkie demony mają używanie, czyhając tylko na nieostrożnych i nieposłusznych, by zasilić nimi swoje szeregi) ze skokami przez płomienie. Smaczku dodaje jeszcze znana i lubiana przez czytelników zasada przeciwieństw. Na Litwie istnieje pieśń Mėnuo Saulužę vedė („Księżyc poślubił Słoneczko”), opowiadająca jak to pierwszej wiosny po stworzeniu świata, Księżyc wziął ślub ze Słońcem. Jednak wiarołomny mąż po nocy poślubnej opuścił Słońce i zdradził ją z Jutrzenką, od tamtej pory jest między nimi wielka kosa, rywalizują ze sobą każdej doby, mijając się uparcie, i będzie tak dopóki coś nie pierdyknie.

W Krakowskiem palą sobótki w dniach Zielonych Świątek. Wieczorem od Ojcowa do Lanckorony, od wzgórz Chełmskich (nad Przemszą) aż poza mogiłę Wandy, cały widnokrąg goreje tysiącem ognisk na wzgórkach, jak nieprzejrzane obozowisko wśród nocy[3].

 Ale że wtedy w dobrym tonie, modnie i opłacalnie było doszukać się diabła wszędzie, tylko nie pod własnym ornatem, przy okazji opisywania letniego obrzędu związanego z przesileniem (prawdopodobnie, bo czym innym?) z czasownika zrobił rzeczownik – imię Boga, którego rzekomo czczono podczas tych nocnych plugastw i bezeceństw – Kupała od kǫpati, a nie Kupała – w prostej linii odpowiednik jakiegoś Kupidyna czy innego typka ze skrzydłami, tak jak wielu chciałoby wierzyć. Pora (próg lata, najbujniejszej roślinności, zbliżające się żniwa, ciepłe noce, gorące dni, mnogość ziół i grzybków) oraz ważna data graniczna są konkretnym i trudnym do zakwestionowania wyjaśnieniem faktu zaistnienia tego święta akurat wtedy i z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że ma korzenie pogańskie, ale jak głęboko one sięgają i jak pierwotnie celebrowali je nasi przodkowie, nie ma możliwości się dowiedzieć, a tym bardziej oddzielić tego, co wiemy na temat różnych tradycji dziś: znaczna ich część to naleciałość o wiele późniejsza, poddane wpływom chrześcijańskim, pomieszane przez ludową świadomość z miejscowym folklorem obchody święta Kupały są raczej dobrym przykładem wytworu – hybrydy, gdzie „stare” zlało się z „nowym” do tego stopnia, że granice jeśli w ogóle da się je zaznaczyć, są wyłącznie umowne.

Czy to rzeczywiście słowiańskie Walentynki?

Jasne, że to mogło być święto miłości, nazwa „Słowiańskie Walentynki” wielu się podoba, bo przecież lepiej mieć coś swojego, a przynajmniej co za swoje się uważa, bliższe, tutejsze, przecież też nie wypadliśmy sroce spod ogona, byliśmy tu jeszcze za dinozaurów, tylko nikt o nas nie napisał, a to co sami napisaliśmy naszymi runami, spalił Kościół i teraz ni ma, wszyscy myślą, że w dupie byliśmy i gówno widzieliśmy, a Wikingi musieli przypłynąć i robić u nas porządek, państwo zakładać, bo samiśmy nie umieli. Wiecie, że jestem pewnie na początku listy zwolenników propagowania wszystkiego co „tutejsze”, nawet opakowania tego w razie potrzeby w papierek przystępności i atrakcyjności komercyjnej, jeśli to jest konieczne do przemycenia wartościowych treści, które w dzisiejszym świecie „sprzedają się” słabo lub wcale, ale nie możemy ulegać tego rodzaju manipulacjom historycznym tylko dlatego, że bardzo, tak bardzo bardzo byśmy chcieli (ja też!) żeby to było prawdą, żebyśmy cokolwiek mogli powiedzieć z całą pewnością. Jakby było napisane: odtąd – dotąd, kronika taka i taka, z VII kierwa wieku: Na święto Boga Kupały który zstępował wtedy do nich na ucztę, oddawali się uciechom ciała takim, że włos się na głowie jeżył, a on wraz z nimi, pili i palili przez tydzień bez przerwy, kąpali się nago (średnio dziesięciu topielców przypadało na wioskę, dlatego musieli szybko nadrabiać braki, więc szukali po lasach kwiatu paproci), palili watry, z których płomienie strzelało aż po samo niebo, czyniąc najkrótszą noc w roku czerwoną od łun i cieplejszą jeszcze niż lato, ale nie gorętszą niż miłość, co krew przez lędźwia przepuszcza i nie pozwala wtedy zasnąć. Niestety, nikt nic takiego nie napisał, żadnych zaginionych źródeł w ostatnich latach nie odnaleziono, raczej się na to nie zanosi (może gdyby poszukać w przepastnych archiwach pewnego małego a szczwanego i bogatego państwa w państwie).

Na Kupałę znany był również zwyczaj, głównie na Białorusi i Ukrainie, potępiania i wyśmiewania zachowań szkodliwych i kiepsko przez społeczność widzianych. Sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, którzy w ciągu ostatniego roku delikatnie mówiąc się nie popisali i odwalili jakąś chamówę, przyszli na imprezę na tak zwany krzywy ryj, albo zbyt zapalczywie kłócili się o miedzę, stawali się w dzień przesilenia bohaterami złośliwych i prześmiewczych przyśpiewek piętnujących to, czego dopuścili, myk był taki, że nikt nie miał prawa za to się obrażać, a przemyśleć swoje zachowanie i przejść przez „granicę lata” z czystą kartą.

Patriarcha Mikhail III był chyba średnio kontent z tego, co ludkowie wyprawiali (we wtedy już wigilię Chrzciciela), bo nakazał całkowite zaprzestanie tych obrzędów. Także w orędziu opata Pamfila dostało się mieszkańcom Pskowa, a właściwie to w ten sposób zakapował na nich władzom[4].

Jeszcze niedawno na rosyjskich wsiach w święto Iwana Kupała święcono ofiarę z pierwszych dojrzewających owoców. Odbywały się też rytuały zwane обетную кашу – młode panny zbierały się w izbie (22 czerwca) i w moździerzach ugniatały jęczmień, przy wtórze rozmów i rytualnych pieśni. Popołudniu z powstałej kaszy gotowano coś na kształt owsianki i podawano żebrakom, a wieczorem okraszano masłem i zbiorowo spożywano (to znaczy np. cała wioska)[1].  

Co mogę Wam rzec na dzisiejsze święto? Może wierszem pana Hemara:

Zorza na ciemnym niebie
W runiczny wzór się utka.
Nie przeszkadzajcie dziwom,
Bo Noc będzie króciutka.

[1] Да тебе, Купа́льночка, ўпущу,

Зелёным вином и прыйму,

Пшеничным пивом упою́,

А белым сыром накормлю

[1] Latopis hustyński (XVII w.), cyt. za: Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, wyd. Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, s. 245

[2] Marcin z Urzędowa, Herbarz polski, to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych i innych rzeczy do lekarztw należących, księgi dwoje, Kraków 1595

[3] Władysław Ludwik Anczyc, cyt. za: Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, wyd. Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, s. 244

[4] зело не престала зде ещё лесть идольская, кумирное празднование, радость и веселие сатанинское… тому (сатане) я(ко)же жертва приносится всяка скверна и беззаконие богомерзкое празднование… стучат бубны и глас сопелий и гудут струны, женам же и девам плескание (ударенье в ладоши) и плясание и главам их накивание, устам их неприязнен кличь и вопль, всескверненые песни, бесовская угодил свершахуся, и хребтом их вихляние и ногам их скакание и топтание

Write A Comment