Może dożyję kiedyś takiego dnia, choć raczej się na to nie zanosi, że w ramach różnych obchodów, zamiast typa z megafonem, gości targających w upale ciężkiego jak diabli feretrona, i księdza zawodzącego do mikrofonu na czele wtórujących mu starszych wiekiem pań oraz rodzin (nie, nie mam nic przeciwko paniom ani przeciwko rodzinie, po prostu tych akurat widzę, że idą) Wikingowie z Floty Jarmeryka będą nieśli na ogorzałych ramionach swój nowy drakkar, a koledzy z grup odtwórczych ubrani odpowiednio i pod bronią, będą rzucać im pod nogi palce, ręce, głowy nawet, i wszystko co zdobyczne podczas treningów i bitew. Potem ochrzcimy łajbę miodem (czynność ta potrwa około tygodnia bez przerwy, przy okazji ochrzczą się wszyscy uczestnicy, a kto dożyje do końca, ten będzie mógł się przepłynąć z jednego krańca portu na drugi, kto zwraca ten potem sam sprząta, nie ma taryfy ulgowej). Czy to nie byłoby piękne i zacnie obchodzone święto? Tak by się spodobało, że zbiórka na nowy drakkar byłaby co pół roku, w rezultacie, nim jeszcze oczy mi się zamknął na stałe, Polska miałaby flotę morską liczniejszą niż obecnie marynarka wojenna, co nie jest jakąś wielką sztuką. Żeby jednak mogło tak się stać, musi być jakiś dobry początek: trzeba szybko i z sukcesem zakończyć zbiórkę. Kto ma zamiar wrzucić dziś 5 zł tam gdzie nie powinien, niechaj się zastanowi i wpłaci tutaj:

https://zrzutka.pl/yc4nvk

Ale naprawdę, bardzo proszę się ustawić do kolejki, nie przepychać się, bo komuś się alkohol wyleje, a marnować nie wolno, bo to GRZECH, no i tutaj nie wolno się bić. Niech dojdzie chociaż do dwóch koła bo będzie obciach, jest nas tu prawie 41 tysięcy, post zobaczy gdzieś połowa, jakby każdy dał złotówkę, to…chyba umiecie liczyć. Nadmieniam tylko, iż mam z tego całe gunwo, nikt mnie nie prosił ani nikt nie zapłacił za napisanie tego, po prostu zawsze mnie wzrusza, gdy ludziom się chce coś robić.

Dobra, ale miało być o tym, no, Bożym Ciele

Główny kompleks zwyczajów ludowych i wierzeń tego dnia przylega w czasie i jest podobny w rytuałach do Zielonych Świątek i tak zwanej Nocy Kupały: ludkowie uskuteczniają zbieranie ziół, kwiatów, gałęzi, plotą sobie wieńce i bukiety, którymi potem obwieszają swoje domy, ozdabiają okna, umieszczają nad drzwiami, żeby „jakie złe ku nam w nocy nie przyszło, Kyrie Eleison). Mai się i zieleni podwórza i ulice, a w kościołach święci roślinność i kwiaty –  konsekrowane i odpowiednio obmodlone rośliny przez cały rok były wykorzystywane do leczenia i ochrony przez klęskami żywiołowymi i czarną magią.

Po raz kolejny przy letnim święcie ujawniają się przekonania o wyjątkowej aktywności czarownic, mającej przypadać na ten dzień (ale czemu akurat na ten? Jak nie liczyć, to żadna wyjątkowa data). Na czym ten złowrogi pokaz siły miał polegać? Ano na tym co zwykle, „zabieranie” mleko od krów, psucie masła (wiadomo, że masło to największy przysmak czarownic, zaklinanie bydła, żeby chorowało albo nie cieliło się, rzucanie uroków na konie – no słowem same pro rzeczy). Święto Bożego Ciała Kościół katolicki wykorzystuje od XIII wieku na pamiątkę ustanowienia przez Jezusa Chrystusa sakramentu Eucharystii (komunia); obchodzone jest w dziewiąty czwartek po Wielkanocy. Pierwsze wzmianki o procesjach kościelnych tego dnia są znane w Polsce od 1347 r., ale stały się popularne i wszechobecne wśród katolików dopiero w  XV i XVI wieku, wcześniej jeśli się odbywały to raczej w dużych miastach, i udział brała w  nich tylko jakaś tam elyta. W wielu częściach Polski do XIX wieku święto Ciała Bożego było uważane za nie mniej ważne niż Wielkanoc. Obchody trwały przez tydzień, a masowe procesje były organizowane pierwszego dnia, a potem ostatniego, ósmego dnia, dlatego całość zwano „Oktawą Bożego Ciała”.

W tym ostatnim dniu uroczystości święcono w kościele specjalnie wykonane wieńce, które były przechowywane przez rok jako narzędzie mocą równe czarodziejskiej różdżce i magicznym dekoktom w jednym. W wigilię lub wczesny poranek świątecznego czwartku zbierano trawę i kwiaty (co oczywiście było domeną młodych, można było jakoś spożytkować ten czas), aby wyplatać małe wieńce, bukiety, girlandy, układać w kształty ścięte gałęzie brzóz, klonów, lip, akacji. Przygotowywano także wysokie pnie, które ozdabiano trochę jak marzannę czy gaik (no totemy po prostu, słupy kultowe).

Zazwyczaj kobiety wyplatały nieparzystą liczbę wieńców, co miało przynosić szczęście i dodatkowo pomagać w tym, żeby uroki i złe oczy patrzyły gdzieś w stronę sąsiada, nie w naszą – 5, 7, 9. W niektórych regionach wieńce były wytwarzane ze ściśle określonego typu roślin, kwiatów też musiało być konkretnie tyle ile w danej wsi nakazywała tradycja (to głównie na dzisiejszym Pomorzu i w Polsce Wschodniej). Do dekoracji dziedzińców i ulic, a także do aranżacji zielonych ołtarzy na otwartej przestrzeni przygotowano zioła i zielone, uliścione gałęzie młodych drzewek. Słoweńcy i Chorwaci na tę okazję szykowali wysokie (do 30 m i wyższe) słupy i drzewa, które były instalowane wzdłuż drogi którą potem miała iść uroczysta procesja. Ta zaś wychodziła z kościoła we wsi, obchodziła pola, kapłan odprawiał nabożeństwo w pobliżu zbudowanych zielonych ołtarzy które zazwyczaj ustawiano na 4 najbardziej wysuniętych krańcach wsi, a w większych siołach (gdzie i ołtarzy siłą rzeczy było więcej) po 4 stronach pola (no przecie oczywiste, że na płodność, urodzaj, dobrą pogodę, nowe życie, żeby się darzyło, Panie, rosło, żeby nie było głodu na zimę, żeby żniwa były nie za gorące, ale żeby deszcz nie padał i wiatr wiał taki a nie inny, chociaż u nas to każdy byłby zły, itd.).

Mężczyźni nosili transparenty i święte figury, kobiety i dzieci – wieńce, gałęzie i bukiety z polnych roślin. W XVIII wieku istniał zwyczaj strzelania z broni podczas procesji (stąd się potem wzięła moda, która trwała jeszcze jak byliśmy dziećmi, na różne kapiszony i inne petardy hukowe, które w Boże Ciało można było odpalać prawie bezkarnie i powiedzmy że do woli, to znaczy póki starczyło amunicji i drobnych).

Za zachodzie przepisywano początki czterech Ewangelii i zakopywano kawałki papieru w czterech rogach pola. W momencie rozpoczęcia procesji kobiety z Karyntii zatrzymywały za pasami odświętnych sukien kilka łodyg zbóż, co miało uwolnić je od bólu lędźwi na cały rok (co szczególnie przydawało się podczas zapieprzania w rzeczonym polu, które mogło rozpoczynać się już w lipcu). Wszędzie (i to akurat do dzisiaj się nie zmieniło) wierni odrywali gałęzie z ołtarzy, zrywali kwiaty z girland i ozdób, podnosili i brali ze sobą pęczki ziół, którymi obsypywali procesję, i wkładali je za święty obraz w domu (jak palmę), albo wieszali u powały, co miało chronić obejście przed uderzeniem pioruna.

Zieleń bożocielesna (bożocielna, bożociałowa) miała w sumie identyczne zastosowanie jak ta ze święta, które przypadało raptem kilka dni temu. W pierwszej kolejności była używany do ochrony przed chmurami gradowymi, burzami, błyskawicami, ogniem, siłami zła; do usuwania gąsienic, robaków, gryzoni z pól i ogrodów warzywnych; do ochrony zbiorów, do leczenia chorób, miała sprawiać, że jedzenie się nie psuło, dzieci nie darły się bez powodu. Ponadto, poprzez wieniec poświęcony w dniu Bożego Ciała przelewano mleko, aby wiedźma go nie zepsuła, przeprowadzano przez jego środek pisklęta wylęgowe, żeby się dobrze chowały (znany nam już z innych rytuałów sposób uzdrawiania/odpędzania złego polegający na „przechodzeniu” przez coś, a to czego chciano się pozbyć niby zostawało po drugiej stronie), Okruszki ususzonych kwiatów z takich wieńców wsypywano do masła, i do mleka na dobry ferment itp. W Słowenii mężczyźni prześcigali się w „zdobywaniu” tych pni, z których robiono totemy, były ponoć niezastąpione jako materiał do wyrobu narzędzi.

Oprócz okresów Trójcy i Kupały, dzień Bożego Ciała uznawano za niebezpieczny, związany ze szkodliwością czarownic, które mogły „zabrać” mleko od krów, wyrządzić szkody ludziom i plonom. Aby chronić się przed złymi zaklęciami, tego dnia nie wypędzano zwierzyny na pastwiska, bydła na pastwisko, wieszano na drzwiach czosnek. Tego dnia, a w niektórych miejscach także następnego, nie pracowano poza domem (w polu, w ogrodzie warzywnym, w lesie).

Write A Comment