Od zdecydowanie zbyt wielu dni (jak na moje normy) zbliżające się lato raczy Nas całym dobrodziejstwem inwentarza, jakie może ono zapewnić, z upałami i gwałtownymi burzami na czele, więc logicznym jak na moje normy ciągiem przyczynowo-skutkowym jest napisanie o demonach związanych z latem, pogodą, upałem, słońcem. Na południu Polski PATELNIA, wszystko suche jak pieprz, teraz deszcz taki jakby…ksiądz kropidłem. Jak jest u Was? Mając na uwadze temperatury powyżej 33 stopni przez dwa tygodnie bez przerwy, na pierwszy ogień, tak, ogień to bardzo ironiczne słowo jak na te cuda natury, idzie POŁUDNICA oraz jej południowosłowiańska „odpowiedniczka”!

Słowo „samdiva” jest pochodzenia słowiańskiego i składa się z dwóch, które dla wygody i w toku ewolucji języka połączyło się w jedno. сама – със, co oznacza „czysty, prawdziwy” i дива – co oznacza „bóg, bóstwo, bogini”. Ma dosłownie znaczenie wyrażeń „samotna bogini” i „sama dziewica”. Ludzie nazywają ich także po prostu samowilami, można założyć, że jest to nazwa starsza niż samodiva, pojawia się bowiem w źródłach jako pierwsza, do dziś funkcjonuje w regionach Strandji, Pirin i Zachodnich Rodopach[1].

Wiły są ekstraordynaryjnie pięknymi, wiecznie młodymi dziewczynami o cienkim i hipnotyzującym głosie („narkotycznym”), długich włosach i smutnym spojrzeniu, które olśniewa, a nawet zabija. Ubrane są w białe szaty, obleczone jak grzechem długimi białymi sukienkami z cienkiego materiału, „to więcej niż by nagie były”, według innych przekazów w białe koszule lub sukmany przepasane zielonymi krajkami lub pasami zdobionymi „w zygzak”, który ma kolory tęczy. Gdzieniegdzie mowa jest o płaszczach czy też opończach (w języku bułgarskim słowo наметало oznacza coś takiego jak nosił Jon Snow :D) Są uzbrojone w łuki i strzały, którymi dosięgają swoje ofiary. Wiły tańczą i śpiewają wokół studni, mówi się, że jeśli zobaczysz samodivę, nigdy nie patrz jej w oczy, bo przepadniesz na wieki, albo popadniesz w obłęd i przepadniesz dopiero po uprzednich mękach. Ludzie mówili, że nie ma piękniejszego głosu i pieśni niż te śpiewane przez samowiły,  a ich taniec również nie ma sobie równych.

W niektórych regionach uważa się, że wiły są istotami niewidzialnymi i mogą je dostrzec jedynie sabotnicy[2], urodzeni w czasie Wielkanocy, urodzeni o północy w Wigilię, sieroty, a także psy o czterech oczach (z plamkami pod brwiami).

O zmierzchu panienki idą nad wody – jeziora, stawy, źródła – rozbiegają się, kąpią, piorą ubranie i rozciągają je, by wyschło w świetle księżyca, strzegąc, by ktoś ich nie ukradł – znany motyw z wierzeń i baśni, kto straci ciuchy, straci moc. Potem zbierają się na tej samej łące w najgęstszych zaroślach i tańczą boso do wtóru gęśli (skąd tam gęśle?).

Kochają muzykę, zwłaszcza melodię kavali, więc często porywają pasterzy, zmuszając ich do grania. Samowiły boją się światła słonecznego, więc szybko opuszczają zbocze i ukrywają się, gdy tylko zbliża się świt. Czasami pojawiają się jako pracujące kobiety, zwłaszcza w czasie żniw i pomagają w pracy kobietom z małymi dziećmi, niańczą niemowlęta, bawią, by matki mogły w spokoju pracować – nie było tak spoko, macierzyński to dość nowy wynalazek, ustawiało się w polu prowizoryczne kołyski i hajda.

Jednak w większości przypadków wiły były wrogo nastawione do ludzi – zanieczyszczały i zamykały źródła wody, porywały i zabijały pasterzy, niszczą ich pastwiska, porywały ładne dziewczyny i panny lub sprowadzają na nie nieszczęście, żal i zazdrość, które czynią je szybko starymi i zgorzkniałymi  (o, to, to, to). Chociaż zwykle pojawiają się w postaci kształtem przypominającą ludzką, mogą stać się zwierzętami – na przykład wilkami. Porywają, oślepiają lub zabijają tych, którzy nie przestrzegają świąt w należyty sposób.

Samowiły jeżdżą na jeleniach, używając węży zamiast batów. Jeśli myśliwy nieświadomy ubije takiego pupilka, czeka go okrutna zemsta ze strony wił, zsyłają na niego choroby, ślepotę, a w końcu śmierć. Mówiono, że gdy taki myśliwy będzie miał czelność po raz kolejny pojawić się w lesie, laski natychmiast go wyczują i zrobią z nim porządek na wieki wieków.

Najliczniejszą grupę stworzeń o mocach nadprzyrodzonych i takimż rodowodzie, stanowiły demony przyrodnicze, związane ze zjawiskami atmosferycznymi lub konkretnymi miejscami: lasami, wodami, zagajnikami. Logicznym wydaje się być, że skoro pole stanowiło ważny element i fundament egzystencji lokalnych społeczności (ludzie spędzali tam relatywnie dużo czasu, szczególnie w czasie zbiorów), więc i na miedzach, i w złotych łanach, nie brakowało strasznych i nieprzewidywalnych mieszkańców. Ich najbardziej popularnym wyobrażeniem są południce czy połednice, zwane także ciotami. Południce przedstawiano w postaciach biało odzianych niewiast, snujących się po polach, albo delikatnej błękitnoszarej mgiełki unoszącej się nisko w powietrzu i osiadającej następnie na łanach zbóż, powodującej ich łagodne, lekkie falowanie.

Także miedze dzielące pola miały stanowić ulubione miejsce ich pobytu. Na ogół były one nieprzyjaźnie nastawione do człowieka, a zwłaszcza do ludzi przebywających i pracujących w polu południową porą. Na osoby te południce sprowadzały porażenie słoneczne i omdlenia, a także bóle głowy, krzyża i mięśni. Niewielkie wiry przypominające trąbę powietrzną, unoszące w górę piasek i kurz, powstające w wyniku zmiany ciśnienia przed nadchodzącą burzą odczytywano jako niechybny znak pojawienia się południc. Przypisywano im także porywanie wieczorną porą dziewcząt, które porzucały następnie w miejscach bezludnych i głuchych ostępach leśnych. Narażone tam były na pastwę dzikich zwierząt, jak również złych duchów. Ponoć południce nosiły na plecach worki, w których umieszczały porwane przez siebie dzieci.

Włosy demonic były białe, suche niby siano, rozrzucone w nieładzie. Zbliżoną postacią demoniczną, występującą w wierzeniach białoruskich, wielkoruskich i ukraińskich, była rusałka polna, zwana rusauką. W mniemaniu Białorusinów rusałki to „…biełyje jak śnieg panienki i wielmi pięknyje”. Ich siedliskiem miały być gęstwiny zielonych konopi i zielone żyto, stąd niekiedy określane były mianem „żytnich panienek”. Jak podaje M. Fedorowski, „Rusałki ciongle w życiu żywiuć, pókki żyto pirsuje” — a kiedy złapią nieostrożnego chłopaka, który wtedy w nie wszedł, to nie puszczą go, dopóki na śmierć nie załaskoczą. Pisał Pełka: południca wywodzi się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich i — jak podaje K. Moszyński — „…w zupełnie typowej postaci i pod swą charakterystyczną nazwą znana jest niemal wszystkim Słowianom Zachodnim, tzn. Łużyczanom, Czechom, Słowakom i Polakom (tylko Kaszubi i Mazurzy nie mają o niej — jak się zdaje — żadnego pojęcia)… Południca jest demonem, o którym wierzenia mają jeden z najbardziej zajmujących zasięgów, dających się obserwować w ludowej demonologii Słowian” (KLS, s. 690— 691).

W XIX w. wierzenia w południce czy przełudnice były bardzo powszechne wśród ludu polskiego. Z zachowanych przekazów etnograficznych odtworzyć można wiele elementów tych wierzeń. O. Kolberg wspomina, iż na Łemkowszczyźnie wierzono w miawki, „dziewice polne (niby przypołudnice) z modrymi oczyma i płowymi włosami uwieńczonymi kłosami i bławatkami (przebywają) w zbożu.” („Sanockie — Krośnieńskie”, s. 30). Na terenach Małopolski istotę tę wyobrażano sobie pod postacią wysokiej i szczególnie brzydkiej niewiasty odzianej w białe szaty i występującej w orszaku siedmiu czarnych psów. W czasie południowym demony te przebywały w zbożu i grochu, szczególnie w okresie przednówka. Małopolskie południce, wyganiały z pola znajdujących się tam ludzi, szczując ich psami. Szczególnie zaś wrogo nastawione były do dzieci. Zbliżony opis tej postaci z regionu sieradzkiego zarejestrowała I. Piątkowska: „Przypołudnica czyli oprzypołudnie jest to kobieta ubrana zwykle w bieli, z nogami porosłymi jak u pawia, która latem w samo południe wysuwa się z żyta lub pszenicy, łapie każdego, kto się tylko nawinie, siada przy nim i każe się iskać po głowie” („O ludzie w Sieradzkiem”, „Kłosy”, 1890, s. 205). Wyobrażenia tych demonów wzbogacone były lokalnie o takie szczegóły, jak blada cera, czerwone oczy czy długi czerwony język. Wierzono, iż prześladowały one ludzi, którzy w południe pracowali bądź spali w polu; zsyłały na nich bóle głowy, niemoc, a niekiedy i śmierć. Szczególnie zaś należało się wystrzegać pozostawiania w tym czasie dzieci, gdyż mogły być przez nie pożarte lub żywcem zakopane na miedzy. Powszechne też było mniemanie, iż południce na polach przebywały jedynie przez okres wegetacji zbóż (od kwitnienia do żniw) i następnie opuszczały świat schodząc pod ziemię, gdzie zapadały w długi sen. Natomiast jeżeli to były istoty diabelskie, to powracały one do swoich siedzib piekielnych. Cykliczność pojawiania się południc na polach i okresowe ich przebywanie stanowi echo dawnego słowiańskiego kultu narodzin i obumierania życia w przyrodzie. Były to więc początkowo demony opiekuńcze wegetacji zbóż. Kolejnym etapem rozwoju danych wyobrażeń demonicznych było włączenie do nich pewnych wątków wierzeń atmosferycznych, jak przypisywanie działaniu południc falowania łanów zbóż, a niekiedy też sprowadzania wirów powietrznych. Ten wątek atmosferyczny wzmocniony został poglądami, iż południce stanowią uosobienie niebezpieczeństw, jakie grozić mogą człowiekowi od palących promieni słońca podczas przebywania na polu w letnie południe. I wreszcie — przypuszczalnie pod wpływem inspiracji chrześcijańskiej — istotę południcy sprowadzono do rzędu innych złych demonów rodzaju żeńskiego, jak mamuny czy dziwożony poprzez przypisanie jej wrogiego, stosunku do dzieci. Tak więc w wyobrażeniu południc dokonało się” zespolenie kilku różnych wątków wierzeń demonicznych. Współcześnie wierzenia w demony polne uległy już zapomnieniu i tylko nieliczne ich rudymenty odnaleźć jeszcze można w kulturze ludowej niektórych regionów kraju, przy czym uzyskiwane dziś na ten temat wiadomości bardzo często mają charakter dość ogólnikowy bądź też stanowią swoiste zbitki różnych lokalnych wątków wierzeniowych.

Leonard J. Pełka POLSKA DEMONOLOGIA LUDOWA ISKRY, WARSZAWA 1987.
Виноградова Л.Н, Народная демонология и мифо-ритуальная традиция славян

[1] Иваничка Георгиева, „Българска народна митология“. 2 прераб. и доп. изд. София., 1993

[2] Sabotnik w bułgarskich wierzeniach ludowych to człowiek urodzony w sobotę. Uważa się, że mają nadprzyrodzone zdolności i mogą widzieć i rozpoznawać złe demoniczne istoty, takie jak wampiry. Mogą ścigać i niszczyć te istoty. Poza tym sabaty mogą odróżniać czarowników spośród ludzi, a także sami odgadnąć, interpretować sny.

Write A Comment