Codzienne życie pogańskich Słowian było ściśle związane z przyrodą i tymi wszystkimi  tajemniczym i niewyjaśnionymi zjawiskami, które otaczały nieznające przecież wielkiej cywilizacji wioski (dobra, przesada), a więc las, rośliny, zioła i wszystko czym bogate były puszcze, bagna i pola było nie tylko pokarmem, ale także elementami religii, katalizatorami dla zaklęć, atrybutami Bogów. Różne rośliny zaspokajały przede wszystkim codzienne, dość pragmatyczne potrzeby ludzi. W tym samym czasie przodkowie współczesnych Słowian Wschodnich byli dobrze znani z biegłości w stosowaniu leczniczych właściwości ziół, a zatem z ich zdolności wpływania na fizyczne i duchowe samopoczucie ludzi. Co więcej, według dość powszechnych idei animistycznych, wśród włościan przez setki lat pokutowało przekonanie, że drzewa zamieszkują duchy – coś na kształt pogańskich „patronów” czy też „aniołów stróżów” i od nich może zależeć przyszły los każdej jednostki. Nie mniej znane i powszechne było wierzenie w to, że dusza ludzka po śmierci przemienia się czy też wprowadza się do pnia drzewa.

Na przykład Białorusini wierzyli, że w skrzypiących drzewach dusza zmarłych marnieje, i żałosnym skrzypieniem prosi żyjących o modlitwę czy ofiarę, bo tylko tak może porozumieć się ze światem. Jest więc całkiem naturalne, że rośliny w tradycyjnych wierzeniach ludowych były nie tylko obdarzone odmiennymi – zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi – właściwościami, ale także uzyskały status symboli-znaków. Na przykład drzewa i krzewy zostały podzielone na szczęśliwe, „czyste” (dąb, lipa, brzoza, jabłko, leszczyna itp.) I nieszczęśliwe, „nieczyste” (osika, świerk, jawor itd.) We wschodniosłowiańskim rytuale weselnym oblubieniec, który przybywał, by zachęcić pannę do zaręczyn i zamążpójścia, przywiązał konie tylko do „szczęśliwych” drzew – owocowych, topoli, unikając „pechowych” drzew – osiny lub kaliny. Jeśli dąb w słowiańskich wierzeniach został jednoznacznie zinterpretowany jako drzewo najwyższego boga Peruna, oczywistym było, że uważano go za stabilne, silne i generalnie dobre dla człowieka. Klon czy jawor nie cieszył się dobrą sławą, ponoć miały „przeklinać” tego, który mieszkał w sąsiadującym z nimi domu, dlatego nie sadzono ich w obejściu, ani nie palono w piecach ich drewnem. Trudno powiedzieć skąd te cechy nadane akurat temu drzewu, ale jego liści nie podkładano nawet pod chleb (żeby nie przywarł przy pieczeniu), gdzieś wyczytałam, że niby dlatego, że przypominają kształt ludzkiej dłoni.

Słowianom Wschodnim (no a dziś już bliższym lub dalszym ich potomkom, ludzie na serio w to wierzą i jeszcze twierdzą, że im pomogło) znany był sposób leczenia, który polegał na „pełzaniu (ciągnięciu) pacjenta przez podzielony (np. rozłupany przez piorun) pień drzewa, przez gałęzie, dziuplę, przez otwór między dwoma drzewami wyrastającymi z jednego korzenia lub między wychodzącymi z ziemi korzeniami drzew. Wyjaśnienia mogą być dwa i nie do końca wiem które jest ważniejsze: czy bardzie chodzi o to „zmienianie stron” czy przekładanie przez coś, czy o lecznicze właściwości drzew. Jeśli to pierwsze, to sposób stary jak świat, praktykowany nie tylko z pniami czy dziuplami, ale w ogóle miejscami granicznymi (znów mediacja). W każdym razie choroba (lub w ogóle chory) zostawał po jednej stronie dziury, a na drugiej znalazł się już jego „uzdrowiony” bliźniak. Zauważając, że „wiara w tajemnicze cudowne i uzdrawiające właściwości roślin i drzew ma mieszaną naturę religijną i pogańską”, G. Popov ponad sto lat temu napisał: „wierzba jest święta, więc nie wolno używać jej do ogrzewania izby (pogańska pozostałość) święte są te drzewa, które wyrosły na miejscu dawnego kościoła i mogą pójść na budowę tylko nowego kościoła lub kaplicy (no niestety już skatoliczona, pomieszanie z poplątaniem)”. Czasami wycinanie starych drzew jest uważane za grzech, a ten, kto tego dokonał miał popadać w obłęd i w szale łamać sobie ręce i nogi, okaleczać się, co często kończyło się śmiercią delikwenta.

Z drugiej strony, jak już wspomniano, niektóre drzewa miały niezwykle negatywne właściwości. Szczególne miejsce wśród nich zajmowały drzewa wyrwane korzeniami burzy i zinterpretowane w związku z tym jako manifestacja złych sił, które jak przecież powszechnie wiadomo władają trąbami powietrznymi i burzami (bo wiecie, to nie jest tak, że kiedyś tego nie było i dopiero 20 lat temu na powiedzmy naszych terenach pojawiły się pierwsze tornada, wbrew temu co mówi babcia to nie przyszło do nas z tej Hameryki po zmianie ustroju i w ogóle kto to kiedy słyszał, to od bezbożności się robi za karę i od tego że dezodorantów za dużo się używo, jak ludzie były wierzące to spokój był). W każdym razie takie drzewo Białorusini i Ukraińcy nazywali grashnaye, nochogae; Według przekonań zachodnio-ukraińskich w jego korzeniach znajdował się demon w postaci pięknej dziewczyny, która uwodziła mężczyzn, niestety przekaz nie tłumaczy jaki to demon ani dlaczego akurat tam mieszkał. Liczne zakazy wiążą się z jakimkolwiek fizycznym kontaktem z takim naznaczonym a więc magicznym drewnem: nie można dotykać przeskakiwać nad nim, zbierać, okorowywać ani w ogóle najlepiej nic, tylko trzymać się z daleka, nigdy nie powinny być używane w gospodarstwach domowych (na drewno opałowe) lub w budownictwie.

Podobnie drzewo zwalone w czasie nawałnicy lub nadpalone (błyskawicą): nie było używane w budownictwie i jako drewno opałowe z obawy, że „przyciąga” błyskawice, ale żeby nie było zbyt logicznie i konsekwentnie, „drzewa burzowe” były wykorzystywane w wielu przypadkach jako ochrona przed piorunami (podczas gdy na dworze demony szalały w najlepsze, gospodarz zamiast iść na pomoc płanetnikom wkładał małe szczapki do pieca i modlił się do kogo tam umiał, żeby przypieprzyło w razie czego w chałupę sąsiada, możliwie najdalszego, bo jeszcze iskra pójdzie do niego), drzewo piorunowe było od dawna znane jako niezawodny strażnik przeciw błyskawicy, ponieważ Perun nie trafia dwukrotnie w to samo miejsce, bo co się będzie powtarzał. 😉 Takie szczęśliwe i jednocześnie nieszczęśliwe drewienko miało jak widać szereg zastosowań, nawet w lecznictwie: aby zęby były mocne i nie bolały, płukano je odwarem z drzewa piorunowego. Dąb miał największe sakralne znaczenie w tradycyjnych dendrologicznych przedstawieniach Słowian – „najbardziej czczone drzewo związane z „bogiem bogów”, symbolizujące siłę i męskość; miejsce, w którym odbywają się ceremonie religijne, przedmiot i miejsce składania ofiar”[146, t. 2, s. 141].

Dąb ma wyraźną męską symbolikę w ukraińskiej tradycji: w pieśniach ludowych o miłości kojarzy się z młodym gościem, kozakiem czy jakimś innym jeszcze (widownia krzyczy: mo-lo-dec), a dziewczyną z brzozą. Dzieciom wyjaśniono w ten sposób skąd się wzięły, dziewczynkom mówiono, że zostały zabrane przez rodziców gdy siedziały na drzewie brzozowym, a chłopcom, że znaleźli go na dębie. Liczne źródła zachowały informacje o istnieniu świętych gajów dębowych wśród Słowian Wschodnich, w których były wykonywane pogańskie rytuały, odzwierciedlające przede wszystkim kult najwyższego pogańskiego boga Peruna. Zakaz wycinania świętych dębów jest powszechnie znany: wierzono, że naruszenie tej zasady może być wielkim nieszczęściem dla człowieka.

Write A Comment