Ludzie na wiele spraw mają takie spojrzenie, jakby według ich najlepszej przecież wiedzy, świat i cywilizacja zaczęły się sto lat temu, więc o żadnych związkach przyczynowo-skutkowych nie może być mowy. Nie dalej jak wczoraj Facebook wyświetlił mi reklamę chyba ekologicznych tamponów: firma oparła swoją kampanię na promowaniu naturalności i rozprawianiu się ze skłonnościami do uładniania, infantylizacji albo jakiegoś cenzurowania miesiączki. No bo że to przez całe wieki było jakieś tabu – nie trzeba mówić. Czy to dobrze, że panny na wspomnienie o tej „wstydliwej przypadłości” (w końcu co to za wielkie rzeczy, dzięki niej mamy tylko możliwość przedłużenia gatunku, w sumie to nie w kij pierdział) oblewały się pąsem i przepraszały, że żyją? Nie. Czy akcje niedawno odbywające się w mediach społecznościowych, które polegały na wrzucaniu zdjęć swoich zakrwawionych nóg albo majtek to coś fajnego? No nie. Albo…

Średnio, ale chyba nie takie miało być. Niby to źle, że wywleka się na światło dzienne wszystkie intymne sprawy, z drugiej strony robienie tajemnicy Poliszynela z czegoś naturalnego i oczywistego wydaje się bez sensu. Jak zwykle jednak jest jeszcze strona trzecia, a pewnie i czwarta, bo niby wszystko spoko, każdy rozumie, okres: odpowiedziała na pytanie nie tak jak on by sobie tego życzył? Ma okres, albo PMS. Jest słusznie złośliwa a on nie ma argumentu albo nie potrafi odbić piłeczki, ponieważ zabrakło mocy przerobowych? „Hehe, okres mode on”. Robi mu wyrzuty, że nie posprzątał swoich rzeczy, które po treningu zostawił na podłodze „do wyschnięcia” (zdążyły już zrobić to na wiór i zesztywnieć jak wykrochmalona pościel), a właśnie teraz odpisuje koleżance? „Okres dostałaś? Przecież dopiero miałaś, zluzuj”. No to w sumie słusznie nas wkurwia robienie z tego pałki do walenia po łbach, takiej wiecie, dyżurnej, której niby nie widać, ale każdy nosi za pazuchą i w razie W może wyciągnąć, co by się nie działo, jakoś trafi. Jasne, że wiele kobiet tak ma, że warczy, gdy zbliżają się „te dni”, bo czuje się jakby była już jedną nogą w grobie, ale adrenalinka i inne hormony nie pozwalają się położyć i spokojnie dokonać żywota, pewnie, że wyżywają się wtedy na otoczeniu. Halo, a kto tego nie robi? Znam mężczyzn, u których PMS x1000 może wywołać przegrana ich ulubionej drużyny a z życia wyłącza ich zwykłe przeziębienie.

Dobra, ale znów za bardzo popłynęłam i oddalam się od sedna. Reklama, a pod reklamą komentarze, z których większość krytykuje podejście producentów i argumentuje, że nie należy o TYM mówić, a już na pewno nie W TAKI sposób. Niby latamy w Kosmos, wiadomości w chińskiej telewizji prowadzi sztuczna inteligencja, a niektórzy zachowują się, jakby byli o krok od pochwalenia tradycji plemiennych, może pora wybudować specjalne osiedla dla krwawiących pań? Tylko wiecie, cele zamiast pokoi, żeby się hehe, nie pozabijały. Wypowiedzi użytkowniczek Facebooka było tam setki, ale żadna nie zwróciła uwagi na kulturowe przyczyny takiego stanu rzeczy. Setki, a nawet tysiące lat cyrków spowodowało wykoślawienie postrzegania spraw, które powinny być naturalne jak oddychanie, ale świecenie wszem i wobec poplamionymi majtkami raczej nie przyda nam powagi. Wystarczy spojrzeć jak było kiedyś…

No to teraz na kolana i błagaj o wybaczenie

  1. Pod żadnym pozorem nie wolno Ci wykonywać żadnych prac w domu i ogrodzie(nawet gdybyś jakimś cudem w te dni miała na to siłę i ochotę). Musisz wiedzieć, że z powodu Twoich nieczystych właściwości w tym czasie, wszystko co zrobisz i czego dotkniesz natychmiast zostanie skażone: nie możesz siać, flancować, zbierać warzyw i owoców – wiadomo, ziarna nie wzejdą, płody ziemi będą robaczywe i niezdatne do jedzenia, a korzenie drzew które miniesz zostaną zjedzone przez robaki, krety, nornice inne szkodniki albo w ogóle przestaną owocować, grządki wyjałowieją, słowem” świat oparszywieje. No niestety, panią wiosną w tym wydaniu to ty, moja Droga, nie jesteś.

Leż i nie oddychaj

  1. Rozpalanie ognia i pieczenie chleba również nie wchodzi w grę – obie te czynności uważane były za święte i szczególnie istotne, dlatego zakazane jest wszystko, co ma z tym jakikolwiek związek – przygotowywanie ciasta, formowanie bochenków, rąbanie drewna czy choćby dokładanie do pieca (nie mam tu na myśli fochów) mogło skończyć się fatalnie, ponieważ zarówno pokarm jak i płomienie, dwa filary ludzkiej egzystencji, doznałyby zniewagi z Twojej strony. Podobnie ze wszystkimi babami wielkanocnymi, mazurkami czy innymi sernikami – zakalec jak w banku (chociaż znam osoby, które do dziś wierzą, że tak jest i podobno wiele razy się o tym przekonały, ja nigdy tego nie sprawdzałam). Zakaz obejmował także kiszenie ogórków, kapusty i przygotowywanie innych przetworów – szkoda zachodu, na pewno zapleśnieją.

Płacz i płać

  1. Nie wolno czerpać wody – podobnie jak powyżej, z miejsca całe wiaderko do wylania, skażone, niezdatne do picia, w dodatku narażało to na kłopoty i niedogodności całą społeczność, ponieważ w studni, do której dobrała się miesiączkująca kobieta miały lęgnąć się larwy much i komarów. Jeśli nie było wyjścia i do wyboru było tylko złamanie zakazu albo śmierć z pragnienia, kobieta musiała wrzucić w toń kilka groszy w celu oczyszczenia jej i przeproszenia za to wykroczenie. Nie wiadomo jednak kto miał czuć się urażony a tym samym kto był adresatem tej przebłagalnej ofiary.

Dalej tylko gorzej

  1. Wąsaci znawcy sfery seksualnej mawiają, że dobry koń i po błocie pociągnie… Jednak dawniej stosunki seksualne podczas okresu były surowo zakazane – żadna dobra żona nie zgodzi się wtedy na współżycie w obawie, że zaszkodzi mężowi narażając jego zdrowie na szwank – może podobnie jak jedzenie czy woda mógł chłopina oparszywieć. Pokutowało przekonanie, że gdyby jakimś cudem zostało wtedy poczęte dziecko, będzie brzydkie, jego skóra przybierze wszystkie odcienie czerwieni, a gorszy od wyglądu będzie miało tylko charakter – gwałtowny, nieprzejednany, zły – stąd wzięło się powiedzenie o kimś, że jest krewki.

Absurd goni absurd

  1. Całkowity zakaz obowiązywał także w kwestii uczestnictwa we wszelkich zabawach i spędach, ze szczególnym uwzględnieniem obrzędów religijnych, ponieważ adresat obchodów ku czci mógłby poczuć się urażony. Ciekawe czy wśród pań obowiązywała wtedy taka dyscyplina, że wszystkie tego przestrzegały, czy istniała jakaś procedura, że jeden oddelegowany do tej zaszczytnej roli zaglądał włościankom pod kiecki.

Nie pobawisz się

  1. Kobieta miesiączkująca nie mogła karmić piersią swojego dziecka ani brać na ręce potomstwa innych matek, przestępować przez żywe stworzenia, bo podobno od tego przestawały rosnąć (znam ten przesąd, ale dotyczył w ogóle przechodzenia nad kimś, nie wiem co ma do tego okres). Mijając kogoś idącego kładką lub mostem miała chyba skakać do rzeki, bo przechodząc obok tej osoby mogła jej zaszkodzić w jakiś niejasny sposób. Nie mogła być druhną na weselu ani chrzestną – w tym czasie obowiązywał całkowity zakaz kumostwa. Jej stan mógł wyrządzić krzywdę zarówno noworodkowi, jak i nowożeńcom.

Wołać proboszcza!

  1. Jeszcze w XX wieku kobiecie podczas miesiączki (POD GROŹBĄ GRZECHU CIĘŻKIEGO, ogarniacie tę psychozę?) nie wolno było przystępować do komunii świętej, a nawet wchodzić do kościoła, kaplicy czy odwiedzać grobów najbliższych – nie wiem jak to mogło zaszkodzić umarłemu, no ale, zakaz jest zakaz – żyją jeszcze osoby, które mogą to potwierdzić, na ziemi rzeszowskiej, tarnowskiej, tarnobrzeskie, w ogóle na całych wschodnich rubieżach Polski stosowano się do tego jeszcze przed II wojną światową. Jeśli jakaś córa diabła złamała ten zakaz, a nie dajcie Bogowie zbeszcześciła święte miejsce swoją krwią, natychmiast wzywano księdza, aby ten fragment posadzki czy tam trawy przy grobie wyświęcił. Aczkolwiek nie jest to na pewno świeżym wymysłem, który pojawił się na tutejszych ziemiach wraz z ekspansją wiary chrześcijańskiej – po prostu kler na takie dictum ochoczo przyklasnął.

Oszczędność przede wszystkim

  1. Szkodliwe działanie przypisywano także odzieży, bieliźnie, którą kobieta nosiła w tym czasie, a nawet wodzie, w której ją później wyprała. Dlatego trzeba było uważać, żeby nie uronić jej gdzieś gdzie rosła trawa albo tym bardziej coś, co zdatne było do jedzenia. Należało wylać ją poza obejście, najlepiej ukradkiem, do rzeki lub innej bieżącej wody, aby nieczyste siły w niej zawarte szybko odpłynęły z prądem z dala od zabudowań. Jeśli ktoś nie chciał marnować nawet takiego odpadu, wlewał nieczystości do mysiej albo kreciej nory, bo wtedy nikomu nie mogła zaszkodzić a przy okazji pozbywano się niechcianych lokatorów.

Dobry sposób na podryw

  1. Istniał jeszcze jeden powód, dla którego wszystkiego, co ma związek z krwią menstruacyjną należało jak najszybciej się pozbywać – czarownice stosowały ją bowiem w wielu magicznych, zakazanych i szatańskich praktykach, szczególnie przy rzucaniu zaklęć erotycznych i miłosnych. Podobno eliksiry na jej bazie to wyjątkowo silny afrodyzjak, wzbudzający w mężczyznach wielką namiętność, dlatego panny na wydaniu próbowały niepostrzeżenie przemycić w jedzeniu czy napoju podawanemu upatrzonemu chłopakowi taki „prezent”.

Koniec końców

  1. Najlepiej na ten czas umrzyj, ale nie wcześniej niż pojawią się następne wpisy – jak będzie o antykoncepcji i modnym ostatnio temacie przerywania ciąży, będzie logiczna jazda bez trzymanki.

Write A Comment