Jajko na przestrzeni wieków odgrywało niezwykłą rolę w świadomości wielu ludów i właściwie każda znana kultura przypisywała mu duże znaczenie symboliczne i upatrywała w nim początków Wszechświata. Przykłady takowe znamy z mitologii egipskiej, gdzie pierwszy bóg wykluł się z jaja czy też z podań ludów syberyjskich i  indonezyjskich,  które mówią, że lądy powstały w wyniku upuszczenia jaja do praoceanu, i z niego wykluło się tam wszelkie życie (Eliade  1966,  s.  406–410,  Lurker  1994,  s.  115,  245).  Ten schemat powtarza się w pierwotnych systemach wierzeń,  a więc również u wczesnośredniowiecznych Słowian (Bołsunowski  1900, s. 105–107).  Reminiscencje  tego  spotykamy  w  obrzędowości  ludowej,  gdzie  jajko,  w którym tak łatwo dostrzegano rozwijające się życie, symbolizowało nie tylko płodność, ale i zdrowie, powodzenie, piękno, rozkwit. Miało zapewniać szczęście  i pomyślność w domu rodzinnym (Antoniewicz 1913, s. 182; Kopaliński 1990,  s. 114; Forstner 1990, s. 459; Cirlot 2000, s. 166–167), stąd też często wróżono za pomocą jajka nowonarodzonym dzieciom (Karwot 1955, s. 21–22).

Jednocześnie  jednak  narodziny  wiązano  ze  śmiercią,  toteż  jajko symbolizowało odrodzenie i śmierć jako odnowienie i reintegrację w cyklicznie odradzającym  się kosmosie  (Tomiccy  1975,  s.  138).  Być  może  właśnie  owa możliwość „powtórzenia pierwotnego aktu” czyli aktu prokreacji (Eliade 1966, s.  409)  powodowała, iż  często  skorupki  jaj i ich imitacje  darowano do  grobu dzieciom (Wawrzeniuk 2004, s. 143–154).

Wiarę  we  właściwości  oczyszczające  jajka  wykorzystywano  również  w  lecznictwie ludowym.  W  celu  uzdrowienia  chorego  toczono  po jego  ciele jajko, natomiast toczenie go po zwierzętach hodowlanych sprawić miało, iż staną się one  dorodne,  pełne i  okrągłe (Antoniewicz  1913,  s. 183;  Moszyński 1967,  s. 280). Jajko miało także znaczenie apotropaiczne, spełniało funkcje przedmiotu mediacyjnego  do  kontaktów  z zaświatami  oraz  neutralizacji  wszelkich  „złych spojrzeń” i „uroków”. Aby się przed nimi uchronić zakopywano skorupki, jajka, czy też ich gliniane lub kamienne naśladownictwa na polach, w ogrodach albo wmurowywano  je  w  ściany  domów  (Antoniewicz  1913,  s.  183).  Być  może niektóre z nich stanowiły ofiary zakładzinowe, co tylko potwierdza ich niezwykłą magiczną  moc  mogącą  zapewnić  domowi  szczęście,  dostatek  i  pomyślność (Bukowska  1958,  s.  45–49;  Hilczerówna  1950,  s.  115).  Zakopywanie  jajek  i pisanek w ziemi również wiążę się z pogańskim świętem wiosennym, kiedy to ofiarowywano je ziemi, by w ten sposób  spotęgować  jej urodzajność (Forstner 1990, s. 459).

Istotna była również rola, jaką jajko odgrywało w kulcie zmarłych; już starożytni Rzymianie dawali  je do grobu zmarłemu w naturze lub też in effige, podobne praktyki znamy również ze starożytnego Egiptu oraz Grecji (Antoniewicz 1913, s. 183). Zwyczaj wkładania jajek lub pisanek do grobów poświadczony jest w materiale  archeologicznym  z wielu wczesnośredniowiecznych cmentarzysk, przy  czym  zwykle  wkładano  je  do  grobu osobom  małoletnim,  najczęściej  w rejonie  stóp,  rzadziej obok  czaszki  (Kowieńska-Piaszkowska  1960, s. 191).

Dawno już  zaobserwowano, iż  „w mogilnikach starosłowiańskich  jaja  lub ich podobizny  kamienne  nie  należą  do  wyjątkowych  rzadkości”  (Klinger  1909,  s. 171). Wyposażając zmarłych w jajka lub w ich kamienne bądź gliniane imitacje wierzono prawdopodobnie, iż drzemiące w nich siła i magia będą strzec spokoju nieboszczyka,  a  jednocześnie  odstraszać  złe  moce,  jak  również  zapobiegać powrotowi  zmarłego  do  świata  żywych  (Kowalski  1998,  s.  174).  Niektórzy  z badaczy zwracają uwagę na rezurekcyjną symbolikę pozornie martwego, lecz zawierającego pierwiastek życia, jajka (Wierciński 1997, s. 59). Być może jajka, w które wyposażano grób, miały stanowić dar nie tylko dla zmarłego, ale również dla  boga  Welesa,  pana  świata  podziemnego,  na  co  wskazywałoby  barwienie pisanek na kolory związane z owym bóstwem chtonicznym, a mianowicie żółty bądź złoty i czerwony (Uspienski 1985, s. 115).

W  obecności  jajek  w  grobach  upatrywać  również  można  obrzędów przejścia,  a mianowicie  wiary  w  odradzające  się  życie,  zwycięstwo  życia wiecznego nad śmiercią;  wszak jajko symbolizujące  nieśmiertelność,  niesie ze sobą nadzieję na odrodzenie i zmartwychwstanie (Wrzesińscy 2000, s. 107–113; Bator 2000, s. 126–127). W folklorze słowiańskim obok wkładania pisanek do grobów  jak  i  do trumien,  praktykowano również  zwyczaj  obdarowywania  się jajkami układanymi,  wraz z  innymi potrawami,  na mogiłach  lub  zakopywania  w nich jaj w trzecim, poświęconym zmarłym, dniu Wielkanocy (Kowalski 1998, s. 174). Praktyki takie, znane niemal na całym świecie, miały miejsce w ważne dla danej społeczności dni roku (Hilczerówna 1950, s. 16).

W Rosji jeszcze pod koniec XIX wieku w całym imperium widać było płonące wokół  cerkiew ogromne ogniska (oczywiście, że nie jest to pozostałość po czasach pogańskich, nigdy wcześniej nie palono obrzędowych ogni, kto to słyszał?) a w wioskach na północy kraju zapalano ognie na szczytach wzgórz i ogólnie w najwyższych miejscach w okolicy (tego już za wiele, jakie to chrześcijaństwo fajne, takie nie za nowatorskie). W Słowenii i Chorwacji Serbowie z Wojwodiny rozniecali płomienie na dziedzińcach swoich domów, uświęcali „nowy” ogień. Słowianie zachodni, Słoweńcy i Chorwaci gromadzili się przy ogromnych stosach w Poniedziałek Wielkanocny po nabożeństwie. W Słowenii ognisko to często nazywane jest vuzemnice, vuzénice (wiemy z poprzedniego wpisu, że od Vuzem). Również w tamtych rejonach chłopcy odpalali od ogniska pochodnie i szczapki, a następnie biegali z nimi od domu do domu krzycząc „Chrystus Zmartwychwstał!”. Czescy chłopi nazywali ogień wielkanocny „ogniem Judasza” lub „płomieniem Judy” (czeski Jidášův oheň, pálení Jidáše). Polacy i Kaszubi, Czesi i Słowacy, Chorwaci i Słoweńcy w przeddzień wielkanocy odbywali rytuał „narodzin” nowego ognia, na który rytualnie wymieniano stary, służący człowiekowi przez cały poprzedni rok. Nowy ogień rozniecano w kościele podczas nabożeństwa w Wielką Sobotę. Przynoszono go do domu przy pomocy świec, płonącej huby drzewnej (no ciekawe czemu palili grzyby, tak się składa, że do tych ognisk na górach też je wrzucali, razem z różnymi ciekawymi ziołami, pewnie żeby ładnie pachniało, nie ma to jak psylocybina o poranku) gałęzi poświęconych w Niedzielę Palmową; zwykli rozpalać ogień w kominku i gotować wielkanocne potrawy już „na nowym”. Wieśniacy obnosili kawałki drewna pobłogosławionego ogniem po polu i budynkach gospodarczych[1], w celu oczyszczenia ich, wypaleniu zła i chorób. W Niemczech, w pierwszy świąt jeszcze w XIX wieku, rozpalono wielkie ogniska na górach i wzgórzach (po niemiecku: Osterfeuer „Wielkanocny ogień”), układając je z drewna opałowego, darni i słomy; przymocowywali do jodły beczkę ze smołą , którą wcześniej oplatano suchymi trawami i przez całą noc tańczyli i bawili się w świetle płomieni (toż to moiściewy prawie sabat jakich czarownic!).  W wielu regionach żywy był zwyczaj maczania drewnianych strzał w smole i wystrzeliwaniu ich podpalonych w niebo, tak żeby zataczały świetlisty łuk. U Serbów podobne obrzędy były wykonywane podczas Zwiastowania. Dla zachodnich Słowian powszechną praktyką było palenie ognia podczas Wielkiego Tygodnia (od środy do soboty) wokół kościołów; koniecznie należało rozniecić go tradycyjną metodą, przez tarcie, co miało wielki wymiar symboliczny, ogień nie był z niczego zabierany ani przenoszony, tylko w całości „rodził się na nowo” z drewna i siły rąk ludzkich, można powiedzieć, że był stwarzany i w tamtej chwili dopiero zaczynał istnieć. Wrzucano weń wszystko, co było stare a czego nie godziło się w inny sposób pozbyć: drewniane krzyże, gałęzie pozostawione z Niedzieli Palmowej. Kapłani święcili ten ogień, a parafianie przenosili go do domów i rozpalali „nowy”, w uprzątniętym i przygotowanym wcześniej palenisku. Rosjanie wierzyli, że tego dnia niebo się otwiera, a podczas całego Wielkiego Tygodnia dusze zmarłych swobodnie przechodziły do ​​„wiosek sprawiedliwych”, nieustannie obracając się między żywymi, odwiedzając swoich krewnych i przyjaciół, pijąc, jedząc i ciesząc się towarzystwem i tym krótkim eldorado. Kolejny zwyczaj pogański, Samhain tylko jak już jest ciepło.

Włościanie wierzyli, że złe duchy żyją za karę w absolutnej i nieznośnej ciszy, dlatego bardzo boją się krzyku, gwizdu, warkotu, hałasu i wszystkich gwałtownych i głośnych dźwięków, dlatego na Wielkanoc strzelano z karabinów, tłuczono w drewniane belki i naczynia, grano okropną dla uszu muzykę, dzwoniono w dzwony – ludzie byli przekonani, że w ten sposób odpędzają wszystko, co mogłoby gnębić ich samych, zwierzynę i obejście w nadchodzącym okresie wegetacyjnym. W wielu miejscach w Rosji i na Ukrainie, po obiedzie, idą na cmentarz, aby „spędzać czas ze zmarłymi krewnymi”: przynoszą jajka, pasztety, pochylają się nisko nad grobami i mówią: „Chrystus zmartwychwstał!” Wielu chłopów jest przekonanych, że umarli słyszą tego dnia. Jajka są rozdrobnione na małe kawałki i rozrzucone na grobach lub całe na nich pozostawiane, żeby nieboszczyki mogły się pożywić.  W tym przekonaniu <…> można dostrzec ślady starożytnego słowiańskiego kultu umarłych: wiosną, kiedy cała natura ożywa, zgodnie z wiarą starożytnych Słowian, dusze zmarłych także ożyły i wędrowały po ziemi[2]

No a co z tą wodą? Teraz tego już nie widać, ale jeszcze 20 lat temu zachrzanialiśmy po ulicach z wiadrami i atakowaliśmy zmierzających do kościoła sąsiadów… Dawniej młode kobiety karmiące dzieci myły piersi wodą święconą, aby mieć więcej mleka i chronić się przed złym okiem. „w dniu zmartwychwstania Chrystusa”, podczas zabawy młodzi ludzie byli wpychani do rzeki lub polewani wodą, wierzono przecież, że ma ona nie tylko właściwości uzdrawiające i oczyszczające, ale była też silnie związana z płodnością – Litwini np. uważali, że to łabędzie przynoszą dzieci, które uprzednio wyławiają z wody, w której sobie pływają zanim nie zostaną „przypisane” do jakiejś uroczej parki. Według M. Łomonosowa, do wody wrzucano również tych, którzy zaspali na poranne nabożeństwo, ale to raczej o wiele późniejsze wytłumaczenie. W regionie huculskim wszyscy, widząc wschodzące słońce, pobożnie zdjejmowali nakrycie głowy i odwracając twarz na wschód, skłaniali się nisko i mówili „Chwała, Boże, dla Boga; Chwała Tobie” – och, wielkie mi mecyje, modlili się do Słońca? Czcili siły natury? Oj tam, oj tam.

Na Wołyniu uważa się, że ​​słońce jest „królem nieba”, który świeci i ogrzewa w ciągu dnia, chowa się za ziemią w nocy, robi takie kółeczko i pojawia się na wschodzie rano. Na Podolu wierzą, że słońce jest odbiciem oblicza Boga i dlatego świeci tak jasno. Dawniej na Ukrainie dziewczęta modliły się do słońca. W rejonie Czerkasów (Czerkasy) panny wstawały wcześnie rano w Wielki Poniedziałek i szły do ​​ogrodu, stawały pod jabłonią skierowaną na wschód i czekały, aż wzejdzie słońce. Gdy tylko pojawiło się na niebie, rozkładały ręce jakby przed ikoną, i modliły się. Po modlitwie na drzewie, pod którym stały, zaznaczały krzyżyk na korze – gdy zakwitło, pleciono z jego gałęzi wianki, które pieczałowicie przechowywano, ponieważ służyły do wróżb miłosnych.

[1] Пасха / Агапкина Т. А. // Славянские древности: Этнолингвистический словарь : в 5 т. / под общ. ред. Н. И. Толстого; Институт славяноведения РАН. — М. : Межд. отношения, 2004. — Т. 3: К

[2] Домовой / Левкиевская Е. Е. // Славянские древности: Этнолингвистический словарь : в 5 т. / под общ. ред. Н. И. Толстого; Институт славяноведения РАН. — М. : Межд. отношения, 1999. — Т. 2: Д (Давать) — К (Крошки). — С. 120–124

Fragmenty pracy Eweliny Siemianowskiej: Wczesnośredniowieczne grzechotki i pisanki w strefie przebiegu szlaku lądowego z Rusi na Pomorze

2 komentarze

  1. Piszesz w tekście, jakby mocno dziwiły Cię te zapożyczenia, a cóż w tym dziwnego? Ludzie wierzyli w to, w co wierzyli, uczeni byli tej wiary z pokolenia na pokolenie i nagle przyszedł ktoś i powiedział im, że to nieprawda, że jest jeden Bóg i że teraz żyć będą w wierze chrześcijańskiej. Jak zmienić wiarę z dnia na dzień? Ciężka sprawa! Więc kościół postanowił zaadaptować dotychczasowe zwyczaje pogańskie na własne potrzeby, po to właśnie, żeby łatwiej ludziom było przejść na ich wiarę, żeby bardziej ich zachęcić. To całkiem logiczny zabieg. Coś tam nieco pozmieniane, a jednak w pewien sposób to samo. Też byś tak pewnie zrobiła, gdybyś bardzo kogoś chciała do siebie przekonać 😉

    • Babskie Gusła Reply

      Dziwi mnie brak świadomości wiernych, nie fakt tej adaptacji. Pewnie bym tak zrobiła, ale na szczęście nie muszę. 😉

Write A Comment