Uroda i piękno to pojęcia bardzo względne i należy o tym pamiętać szczególnie gdy bada się plemienne czy regionalne zwyczaje związane z próbami wpasowania się w kanony epoki. Jako że Słowianie Południowi mieli więcej wspólnego z Turkami, prawdopodobnie u nich podpatrzono i przejęto modę na czernienie/czerwienienie owłosienia w obrębie głowy henną. W Bułgarii panny młode malowały nią paznokcie, palce i…zęby. My dziś męczymy się z ich wybielaniem, cuda wianki, żele, pasty i miliony na dentystów, a wtedy takie perełki kojarzono ze zwierzęcymi kłami i nie dodawały właścicielce atrakcyjności.

  1. Każda księżniczka chce mieć blade liczko

By skóra była blada i gładka Litwinki w głębinach lasu zbierały Polygonatum odoratum czyli kokoryczkę wonną (Moszyński pisze, że chociaż właściwości pasują, to wygląd już nie za bardzo, mogła więc to być jakaś dziwna odmiana albo zupełnie coś innego, czego już się nie dowiemy. Warto wspomnieć, że to roślina trująca, chociaż wykorzystywana w ziołolecznictwie, zawiera między innymi asparaginę, którą dawniej wykorzystywano w leczeniu kiły), nazywaną tam kupeń (ciekawe, czy to od Kupały). Trzeba było chodzić po nią na dalekie wyprawy (nie wiem tego, ale tak lepiej brzmi), zbierano korzenie na zapas i zakopywano w pobliżu miejsca zamieszkania by były świeże. Przed jakimś wielkim wyjściem, w razie potrzeby, panna ucinała kawałek, kroiła drobno i nacierała lico (wyjaśniło się, pierwowzór glamarye z airauny to znaczy mandragory).

  1. …i powalający uśmiech

Na Wielkorusi zęby barwiono jeszcze w XVII wieku i to nie był zwyczaj przyjęty gdzieś na zapadłej wsi pod Władywostokiem – damy w Moskwie z czarnymi siekaczami wcale nie były niecodziennym widokiem. W Biełoozersku ta dziwaczna moda przetrwała do połowy XIX wieku, każda szanująca się elegancka pani miała w najwyższej pogardzie dzikie i nie znające się na rzeczy Europejki, które nie miały uśmiechu jakby zamiast kawy pijały smołę prosto z kotła. Jeśli chodzi o Słowian te dwa przypadki (Wielkoruś i Bałkany) są jedynymi udokumentowanymi źródłami, które podał Moszyński. Na pozostałych terenach zdecydowanie bardziej skupiano się na wybielaniu zębów niż na ich przyciemnianiu. Caroline Arcini z National Heritage Board w Lund w Szwecji w artykule opublikowanym po raz pierwszy w American Journal of Physical Anthropology w 2005 r., omawia badania czaszek 24 mężczyzn – wikingów z terenów Szwecji i Danii. Dwudziestu czterech mężczyzn (na  557 mężczyzn i kobiet w czterech miejscach pochówku) miało poziome wyżłobienia w przednich zębach, prawdopodobnie w celach dekoracyjnych, a być może jako znak wstępu do specjalnej grupy społecznej lub handlowej. Rowki czy też nacięcia na kości były zauważalne podczas śmiechu/uśmiechu lub szczerzenia kłów 😉, dodatkowo były wypełniane barwnikami w kolorze czarnym lub czerwonym, dla uzyskania lepszego efektu.

  1. A oddech niczym górskie powietrze

Żeby nie zabijać nieświeżym oddechem żuto stopioną żywicę modrzewiową (to raczej Ural), w bliżej naszych okolicach, np. w Karpatach, podobną rolę pełniła żywica świerkowa nazywana potocznie gryźką. Bułgarskie dziewczęta robiły pastę z korzeni podróżnika: wyciskały sok, a gdy stężał, formowały z niego małe kulki, które potem pod wpływem śliny miękły i stawały się ciągliwe – tak powstały pierwsze czyszczące gumy do żucia. Białorusinki by zęby były lśniące i białe używały korzenia rośliny zwanej blokat*, która ponoć powszechnie rosła w tamtejszych ogródkach.

  1. By nie mógł zapomnieć jej zapachu…

Wołyńskie dziewczyny gdy wiedziały, że będą oddawały się czynnościom, przy których można się spocić, ale kiepsko przy tym śmierdzieć w objęciach kawalera (chodzi oczywiście o zabawy taneczne), kładły sobie jako pachnidło w gorset i pod pachy liście mięty lub wrotyczu, a więc roślin o zapachu świeżym i intensywnym.

  1. Smalec zamiast odżywki

Tłuste włosy nie są dziś uważane za coś atrakcyjnego, raczej są dowodem niechlujstwa i zaniedbania higieny osobistej. Dawniej jednak ludzie zamieszkujący na terenach „słowiańskich” z uporem maniaka wcierali sobie w głowy masło i inne tłuszcze – trudno powiedzieć, czy to miało przydać czuprynie urody czy wpłynąć na bujność fryzury. Na Białorusi kobiety zbierały liście i gałązki wierzby płaczącej (czy dlatego, że kształtem przypomina pochyloną pannę z długimi włosami?) i w ugotowanym z nich odwarze myły skalp wierząc, że dzięki temu będą mogły pochwalić się tak długimi warkoczami jak długie są witki. Na Małorusi używano odwaru ze skóry wężowej (porzuconej, nie obłupiano nieszczęśnika w tym celu), skutkiem czego loki miał wić się tak jak wije się ciało gada[1].

[1] K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, Kultura duchowa, t.2, s. 776

Write A Comment