Przekonania pana Zagłoby w niczym tu nie odbiegają od światopoglądu wsi polskiej minionego stulecia. Stosunki z diabłami mają więc prawosławni popi, muzułmańscy mułłowie, nie wspominając już o rabinach i cadykach. Diabeł to wymyślił heretyckie nauki, diabeł przesiaduje w innowierczych świątyniach, do niego wznoszone są tam modły, on patronuje uroczystości. Wspomnijmy jednak, iż ludowy diabeł to postać o wcale skomplikowanym charakterze. Toteż i moc diabelska nie zawsze musi mieć, przynajmniej w doczesnym świecie, zgubne i negatywne skutki. Wręcz odwrotnie: „niemiecka wiara jest najcięższa do zbawienia, ale najlepsza do życia”, „szczęśliwi Żydzi, bo im diabeł darzy”…

Niech więc nikogo nie dziwi, że przy całym przekonaniu o demonicznym i zbrodniczym (krew do macy) charakterze religii żydowskiej, przy ciągłym wypominaniu, że to Żydzi zabili Pana Jezusa, udawano się często na wsi po poradę do rabinów, a niektórzy spośród nich, jak np. cadyk berdyczowski, cieszyli się wśród katolickich chłopów wielkim, acz trwożnym poważaniem, nieporównanie bardziej niż okoliczni księża, a nawet (sic!) biskupi. Przypisywano też często kapłanom innych religii moc uzdrawiania chorych, widzenia rzeczy przyszłych itp. Gdy zaś umierał rabin, zrywać się miała ogromna burza, śród której, między hukiem grzmotów słyszeć się dawały „śmiechy piekielne i wielki płacz żydowski”. Może to te ludowe legendy nasunęły Juliuszowi Słowackiemu pomysł pamiętnych strof Księdza Marka.

…czy ty wiesz, jak rabina Trup po śmierci straszny, srogi? Jak do wschodu leży głowa? A z drabiny sterczą nogi? Czy ty wiesz, co się nazywa U chłopów noc rabinowa? Co dęby w puszczach porywa, Domy znosi jak namioty I całą noc sypie grzmoty.

Chociaż skądinąd samo pojęcie „nocy rabinowej” w źródłach występuje rzadko. Ad 5. Ludowa „charakterologia” obcych bazowała przede wszystkim na prostych opozycjach: głupi–mądry (sprytny), leniwy–pracowity, tchórzliwy–odważny, nieuczciwy–uczciwy, niecierpliwy (niestały)–cierpliwy (uparty), chciwy i skąpy–hojny, niesolidarny–solidarny, bezbożny–pobożny, które uzupełniane bywały elementami nie znajdującego już w praktyce przeciwwagi zestawu cech negatywnych: mściwy (zawzięty), dziki, okrutny, brudny i niechlujny, ciekawski i natrętny, lubieżnik, pijak… I tak głupotę przypisuje się Cyganom, „co to opowiadają przysłe i przesłe rzecy, a tego nie wiedzą, co w domu słoniny ni ma”, Litwinom – „naród to ciemny”, Żydom – „mądrzy jak Salomona portki”, Mazurom – których, jak mówią Podolacy, „każde małe dziecko oszuka”, szlachcie zagonowej, panom i dziedzicom – „Chcesz być panem, zostań kpem”. Każda grupa etniczna czy regionalna ma też swoich głupich – sąsiadów zza miedzy, rzeki, czy z pobliskiego miasta albo kraju. Czym więc dla Francuzów – Belgowie, dla Niemców – mieszkańcy Wysp Fryzyjskich, tym dla krakowiaka – wieśniacy z Kłaja, warszawiaka – chłopi spod Grójca lub Garwolina, Kaszuba – obywatele Sianowa koło Koszalina (Canowo, Zanow), Żydów polskich – ich rodacy z Chełma.
Szeroko prześmiewano się też z mieszkańców Czchowa, Kiernozi w woj. zamojskim i unieśmiertelnionego przez Kornela Makuszyńskiego Pacanowa w Sandomierskiem, gdzie właśnie słynne „podkuwanie kóz” symbolizować miało niski poziom umysłowy miejscowych, wytykany zresztą również i w innych porzekadłach, jak: „W głowie jak w Pacanowie”, „Uczeń akademii pacanowskiej” itd. Wykaz „mądrych” jest, jak łatwo się domyślić, znacznie krótszy. Mieści się tu zaledwie: ksiądz, rabin, oraz – o dziwo – Chińczyk („Chińczyki mają rozum, choć daleko siedzą / I bajki wiedzą”). Spośród nich, pozycja rabina jest jednak bezsprzecznie najmocniejsza. Opowiadano więc np., iż „gdy w Poznaniu panowała cholera w r. 1831, tamtejszy rabin Akiba Eger wynalazł w starej księdze, że 415 lat przedtem panowała podobna zaraza, a wtenczas zażywano jako środek ochronny codziennie rano na czczo 4 do 6 ziarek gorczycy, oraz noszono w kieszeniach wąskie, czosnkiem nacierane kawałki chleba. Poznańczycy zastosowali ten środek u siebie z dobrym skutkiem. Król Fryderyk Wilhelm miał własnoręcznym pismem podziękować rabinowi za dobrą radę”, i podsumowywano podobne relacje krótkim, a dobitnym: „Judek nie dudek”.
Jak widać cechę mądrości przypisywali chłopi nielicznym, za to atrybutem chytrości i sprytu obdarzali znacznie częściej. „Chytry jak Cygon”, jak Francuz, Niemiec, Włoch, Litwin, Mazur („Chytrzejszy Mazur niż diabeł”), Góral, Żyd, nawet „jak Poleszuk”. Sprytni mają być także Tatarzy – „Pilnuj się nawet, gdy Tatar ucieka”, oraz karczmarze, kupcy i księża, przy czym ci ostatni wykazują w ludowej opowieści tę cechę, zarówno zwodząc diabła, jak i – dużo częściej – swoich parafian. Wyrazem nieuczciwości jest w wyobrażeniach ludowych przede wszystkim złodziejstwo i oszustwo. „Jest ta gadka między wami, że każdy Moskal złodziej” – irytował się kapitan Nikitycz Ryków188 w Panu Tadeuszu. Gniew jego byłby być może mniejszy, gdyby wiedział, iż identyczne skłonności przyznaje się również Niemcom „Szwab, drab; kury kradł”,189 Poleszukom – „Ma nogę jak u poleskiego złodzieja”, Podolakom, Sandomierzanom i sitarzom. Z kolei oszustwo łączone jest z Czechami („Znać się na czeskich kamieniach” znaczy na Mazowszu tyle, co: nie dać się oszukać), Szwedami, Litwinami, młynarzami, szewcami – „najświętszy łgarze szewcy”, kupcami i dziedzicami, których fałszywość opiewa co najmniej kilkaset przypowieści i przysłów chłopskich.

Palmę pierwszeństwa dzierżą jednak w tej mierze Cyganie i Żydzi mający tak ściśle łączyć ciągoty złodziejskie – „Co Cygan to złodziej”, a „co Żyd to Cygan”, z wrodzoną kłamliwością – „Cygan, czyli oszukaniec”, „Żyd nie byłby Żydem gdyby nie oszukał”, że zostało to utrwalone nawet w potocznych zwrotach: „cyganić” (= kłamać lub wyłudzać) i „iść na żyda” (= krzywoprzysięgać lub kraść bezczelnie, na oczach wszystkich). Wiara w nieszczerość Żydów była tak głęboko zakorzeniona, że np. w Ziemi Dobrzyńskiej od Żyda mającego przysięgać wymagali wieśniacy, „aby się ubrał w śmiertelną koszulę, miał nie do pary cycele, stał na desce, na której niosą umarłego, pokrytej świńską skórą, w ręku trzymał czarną palącą się świecę i słuchał szkolnika grającego na rogu” – wszystko to, by magicznie uniemożliwić mu późniejsze złamanie słowa. Uczciwość przypisuje się natomiast Czechom – „Czech słowo trzyma”. („Polska a Czechy – lud szczerych Słowianów” – pisał Teofil Lenartowicz), Podolakom – „Serce podolskie – poczciwe serce” i Kurpiom. Ponadto: „wierny jak Tatarzyn” i na tym właściwie koniec.

Niezbyt wiele, tym bardziej, jeśli zważyć, iż Czesi i Podolacy wyliczeni zastali również w litanii negatywnej. Znacznie wyżej oceniana była odwaga obcych. Tutaj „Kurp zuchwały”, „śmiały jak Cygan”, „dzielny jak Kaszub”, pełne fantazji „życie po kujawsku”; a z drugiej strony jedynie „tchórzliwy Litwin”, „dębak trzeszczy, a Żyd wrzeszczy” oraz garść opowieści o zasięgu lokalnym, dotyczących najbliższych sąsiadów lub poszczególnych grup zawodowych. Leniwi są Cyganie, górale – „wiedą górala na rolą i tuż ci go niewolą; on nogami drepce, bo mu się nie chce”, Mazurzy itd. Najczęściej jednak zarzut nieróbstwa kierowany jest przeciw szlachcie zaściankowej, „gnuśnym dziedzicom”, panom – „panowie nic nie robią” księżom, oraz wszelkim przedstawicielom profesji inteligenckich. Pracowici: Niemcy, Polacy, młynarze – „młynarz nie umęczony – rzadka rzecz”, kowale i garncarze – „kowala od kleszczów, a zduna od garnców trudno odwieść”. Hojność przypisywana jest Żydom z rzadka – „kto wozi na jarmark Żydy, ten nie zna bidy”, częściej bowiem: „gdzie są Żydzi, tam człowiek grosza nie widzi”. W innych jednak wypadkach nie ma nawet takiej różnicy zdań: „Niemiec, będziesz jadł kluski? – Ja. – A z twojej mąki? – Nein!” i jako konstatacja: „Niemiec lepszy od Żyda, bo i wody na gorąco nie da się darmo napić”.

„Kogo szlachta pokocha, tego zje” – to, gdy chodzi o chciwość, stosunkowo najłagodniejsze jeszcze przysłowie dotyczące warstw uprzywilejowanych. Bardziej typowe: „Kiedy pan bogacieje, ze sługi pot się leje”, „Pan drze chłopa jako skopa” itp. Podobne wyobrażenia o księżach: „Gdzie się księża wkręcą, to tam biedę wnęcą”. „Księże oczy, popi wóz, co zobaczy, to by wiózł” „Pięć lat u księdza – prosto na gałąź”. Księża też odgrywają w ludowej anegdocie XIX w. rolę, którą współcześni dowcipnisie zwykli na ogół powierzać Szkotom. Dla obrony oryginalności ludowego humoru należy nadmienić, iż duchowni w rolach skąpców i chciwców wzbogacali jego poetykę o cały bukiet, zatraconych przy Szkotach, pikanterii. Oto np. co śpiewać miano w jednym z klasztorów, w charakterze godzinek: Zacznijcie wargi nasze chwalić pana kasztelana, Że darował do klasztoru całego barana; Zacznijcie wargi nasze chwalić pannę kasztelankę, Że dała do klasztoru nowiutką firankę. Ciekawe: wewnątrzgrupową solidarnością odznaczać się mają, podług chłopskich wyobrażeń, ci sami, co nadmierną interesownością, a więc księża i Żydzi – „ksiądz za księdzem, Żyd za Żydem”, panowie – „co pan panu uczyni?” i szlachta – „szlachcic szlachcicowi rękawa nie urwie”; niesolidarni są natomiast rzemieślnicy – „szewc szewca i garncarz garncarza robotę gani i spotwarza”, Francuzi – „Francuz jeden drugiego opluje” i Tatarzy – „Tatar Tatara sprzeda za talara”.

Niestałość i niecierpliwość przypisywane są z kolei Mazurom, panom – choćby słynne: „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”, mającym wciąż popadać w „szewską pasję” szewcom. Cierpliwi Żydzi (w Panu Tadeuszu: „żydowska rzecz ręce założywszy czekać”); wytrwali i uparci: Litwini i Kaszubi. Z pozytywną cechą wytrwałości blisko spokrewniona jest w ludowej „charakterologii” znacznie mniej sympatyczna pamiętliwość (zawziętość), którą oznaczać się mają Ukraińcy, Niemcy, a także garncarze – „garncarz nie zapomina urazy” i powtórnie – panowie: „nie gniewaj pana, popamięta, stracisz barana”. W przeciwieństwie do pobożnych i zachowujących surowe obyczaje Żydów bezbożnością i wyuzdaniem grzeszą Francuzi („francuska choroba”), Cyganie oraz mieszkańcy, a przede wszystkim – mieszkanki miast.

 

Write A Comment