W sprawie religii, wierzeń i rozmaitości form kultu u Słowian wczesnośredniowiecznych pisano już wiele (min. M. Kowalczyk, 1968; H. Łowmiański, 1979; A. Gieysztor, 1982; S. Urbańczyk, 1991). Godnym podkreślenia jest fakt, że wierzenia słowiańskie, jako jedne z nielicznych były i są poddawane tak olbrzymiej krytyce oraz hiperniedowierzaniu ze strony badaczy (A. Brückner, 1980). Na fakt ów składają się tzw. niedostatki w materiale źródłowym (ubogość relacji kronikarskich, szczególnie z terenów ziem państwa wczesnopiastowskiego[1]), a także niezgodności w interpretacji znalezisk archeologicznych. Te ostatnie w szczególności bywają obiektem wielu przeróżnych hipotez, albo hurraoptymistycznych, albo skrajnie krytycznych. (W. Szafrański, 1979). Chociaż nastąpiła pewna dewaluacja określenia “kultowy” w odniesieniu do znalezisk o niewyjaśnionej funkcji i charakterze[2], próby odnalezienia owego złotego środka sprawiają badaczom wiele trudu, jednakże są one przecież świadectwem pragmatyzmu  nie pozbawionego pewnej dozy wyobraźni potrzebnej podczas prób rekonstrukcji świata duchowego naszych przodków. Źródła archeologiczne, choć z pozoru nieme, potrafią przekazać  sporo wiadomości na temat idei ze świata wierzeń pogańskich Słowian. Do ich odczytania potrzebny jest oczywiście pewien zestaw instrumentów badawczych, na który składa się kilka podrzędnych elementów min. etnografia, historia, językoznawstwo, lecz również botanika czy zoologia.

Próba określenia charakteru znalezisk fallusów z terenów ziem polskich i ich powiązania z tzw. kultem fallicznym jest tylko z pozoru prostym zadaniem (no dobra, to, że kobiety we wszystkich innych kulturach używały podobnych przedmiotów do wiadomych celów, które z kultem miały wspólnego…raczej mniej niż więcej nie jest żadnym dostatecznym dowodem). Z uwagi na to, iż materiał archeologiczny w tym przypadku jest nieliczny, pożądana jest niejako dobra wola odbiorcy – znaleziska archeologiczne podlegają bowiem takiej samej interpretacji, jakiej literaturoznawca poddaje wiersz, z tą różnicą, że w przypadku takiego dzieła o wiele łatwiej o kontekst. Jak do tej pory tzw. kult falliczny w odniesieniu do wierzeń słowiańskich nie był tematem zbyt wielu publikacji. Do swych prac szerzej zaakceptowali go dwaj spośród badaczy, tj. Kaźmierczyk oraz Szafrański – hipotezy Panów są całkiem intrygujące: Kaźmierczyk opisał dokładnie całe miejsce kultu we Wrocławiu, sama zaś idea założenia takowego miała na celu użyźnienie tzw. niedobrej (jałowej) ziemi (J. Kaźmierczyk, 1995, s. 18). Szafrański również opisał miejsce kultu fallicznego, wraz ze słupem fallicznym i podobnymi, nieodzownymi takiemu miejscu obiektami towarzyszącymi (W. Szafrański, 1983)[3]. W pierwszym przypadku cała teoria oparta jest niestety o serię skojarzeń (nawet tyczących się tak drobnych rzeczy, jak żywiczne wycieki (sic!) na drewnianych słupach) i brak jej konkretnych przykładów, bądź analogii. Hipoteza drugiego z badaczy z pewną nonszalancją  łączy multum faktów zaczerpniętych z różnych kultur i kontynentów (od razu na tapecie lądują Izraelici i budowane przez nich ołtarze). Niestety musimy być ostrożni w porównywaniu zdarzeń odległych od siebie nie tylko w czasie, lecz również i w przestrzeni.  (A. Posern-Zieliński, 1982, s. 189).

DEFINICJA KULTU I MAGII

Na potrzeby tej pracy najlepszym wyjaśnieniem słowa kult, jest ta zaproponowana przez T. Makiewicz (T. Makiewicz, 1987). Kult byłby to zespół pewnych wydzielonych i odrębnych jednostek wierzeniowych. Przy czym należy pamiętać, że może być to wiele czynności o odmiennym charakterze, które jednak tworzą grupę zachowań religijnych. Makiewicz w swoim artykule, wyjaśnił magię w ten sposób: “E. E. Evans-Pritchard (1981, s. 159) stwierdza, że magia jest środkiem obrony przed demonicznymi siłami, które przeciwdziałają ludzkim usiłowaniom skierowanym na osiągnięcie określonego empirycznego celu. W zasadzie podobnie określa również cele magii B. Malinowski: “Z jednej strony istnieje dobrze znany układ warunków, naturalne przyczyny wzrostu… Z drugiej natomiast istnieje dziedzina nieobliczalnych i niesprzyjających wpływów ze szczęśliwego zbiegu okoliczności. Z pierwszą grupą tych czynników mierzymy się przy pomocy nauki i pracy, z drugą za pomocą magii,…człowiek ucieka się do magii tylko wtedy, gdy szanse i okoliczności nie podlegają w pełni kontroli jego wiedzy”. W sytuacjach więc, gdy prawdopodobne jest istnienie tego rodzaju momentów, możemy przypuszczać, że stosowano działania magiczne” (T. Makiewicz, 1987, s. 245).

Tak zaś o magii pisał R. Otto: “Obok występujących na pierwszym planie w historii religii normalnych i łatwo zrozumiałych wypowiedzi i form praktyk religijnych, takich jak przebłaganie, prośba, ofiara, dziękczynienie itd., występuje szereg osobliwych rzeczy, które ściągają na siebie coraz większą uwagę i w których, jak się wydaje, można — obok samej religii — rozpoznać korzenie mistyki. Przez wielką ilość osobliwych praktyk i fikcyjnych pośrednictw człowiek religijny usiłuje zawładnąć tym, co tajemnicze, napełnić się tym, a nawet się z tym utożsamić. Te praktyki rozpadają się na dwie klasy: magiczne utożsamienia własnej jaźni z numenem przez magiczno–kultyczne czynności, przez formułki, święcenia, egzorcyzmy, konsekrację, ekskomunikę itp., a z drugiej strony szamanistyczne praktyki “posiadania”, zadomowienia się, samospełnienia się w egzaltacji i ekstazie. Punktem wyjścia wszystkich tych praktyk była po prostu magia, a zamierzeniem ich było w pierwszym rzędzie to tylko, aby cudowną moc numenu przywłaszczyć sobie dla celów naturalnych” (R. Otto, 1968, s. 66).

A więc magicznym byłby taki przedmiot, który jest fizycznym pośrednikiem pomiędzy człowiekiem, a tym, co “tajemnicze”. Służyłby on człowiekowi w osiągnięciu określonych celów zgodnych z zasadami magii. W naszych rozważaniach istotne byłoby choć chwilowe zastanowienie się, nad tym, jak wielką rolę odgrywała “magia” w codziennym życiu ludzi średniowiecza. Ówczesny człowiek bardzo dobrze zdawał sobie sprawę (we własnym przekonaniu), iż przez szereg odpowiednich czynności (zaklinania, gesty, śpiewy, formowanie materialnych przedstawień), jest w stanie opanować, czy też powstrzymać konkretne “siły” lub też nad nimi zapanować i zmusić je do pozytywnego oddziaływania na daną osobę i otoczenie. Czymże zatem byłby ów enigmatyczny kult falliczny. Zdaniem autora, posiłkującego się celnym stwierdzeniem M. Eliade’ego, iż: “Nie wielbiono drzewa, źródła, czy kamienia, lecz sacrum przejawiające się poprzez te przedmioty” (T. Makiewicz, 1987, s. 244), byłby to tylko jedynie termin wyjaśniający pewien zestaw zachowań o naturze religijnej, powodowanych rozmaitymi pobudkami, a nie oddawanie czci jakimś wyobrażeniom fallicznym.

Wyobrażenia fallusów znane są z Wrocławia (J. Kaźmierczyk, J. Kramarek, C. Lasota, 1979; J. Kaźmierczyk, 1995), (Ryc. 1,2,3)., Wolina (W. Filipowiak, 1993), (Ryc. 4), Łęczycy (A. Abramowicz, 1955), (Ryc. 5,6), a także z Opola (W. Hołubowicz, 1959), (Ryc. 9) i Płocka (W. Szafrański, 1983) przy czym dwa ostatnie mogą mieć wątpliwy charakter. Najbardziej znane wyobrażenie pochodzi z Łęczycy, znalezione zostało w studni z XI–XII w., a popularność uzyskało dzięki wykorzystaniu  w szeregu prac dotyczących pogańskich wierzeń[4]. Podkreślić należy, że każde z tych znalezisk traktować należy jako osobne, nie  analogiczne do siebie. Posiadają różne wymiary, kształty i wykonane są w rozmaitej manierze.  Najbardziej bogato zdobione są znaleziska z Łęczycy i Wrocławia. Pierwsze nosi na sobie wyobrażenie ludzkiej twarzy, drugie przystrojono charakterystycznym motywem. Znalezisko wolińskie pochodzi z obiektu zidentyfikowanego jako kącina. Łęczyckie fallusy łączono z kultem płodności mając na uwadze kontekst znalezienia (studnia, symbolika wody). Wrocławskie być może służyć miały jako artefakty pomocne podczas obrzędów “uświęcania złej ziemi”. Aby łatwiej zrozumieć całe zagadnienie proponuję zapoznanie się z bazą źródłową, co oczywiście całkiem nie rozwiąże problemu, bo ta jak w wielu podobnych przypadkach jest  bardzo skąpa, ale może rozjaśnić nieco mroki niezrozumienia. Znaleziska wyobrażeń fallusów można łączyć z dwoma wzmiankami z wczesnośredniowiecznych, ruskich latopisów, wspomnianych przez A. Brücknera w jego pracy “Mitologia słowiańska” (A. Brückner, 1980, s. 186–187).

Dla dobra klarowności wywodów przytoczymy fragment tekstu wraz z cytatami z kronik. “Kazania staroruskie zawierają nie tylko szczegóły mityczne, lecz i obrzędowe, a ponieważ u nas (świadkiem i książka p. Bystronia) o nich głucho, więc i o nich wspomnieć wypada. W Słowie Chrystolubca czytamy: “I czosnek bogiem czynią (złośliwa kaznodziei przesada); jeśli będzie u kogo pir (uczta), wtedy kładą go w wiadra i czasze i piją, weseląc się o bożkach swoich”. Czosnku, jak i silniej pachnących ziół, bylicy i innych, używa się przeciw urokom i czarom; i dziś na Rusi np. przy chrzcinach czosnek bywa środkiem nie izolującym (Bystroń, s. 48), lecz apotropaion i w tym znaczeniu to środek prasłowiański; nazywano go nie po prostu czosnkiem, lecz aż czesnovitok. “I jeśli u którego z nich będzie brak (wesele), czynią to z bębnami i piszczałkami, i z wielu dziwami diabelskimi, a inne od tego jeszcze gorsze jest: udziaławszy członek męski i wkładając w wiadra i w czasze piją i wyjąwszy obsysają go i oblizują, i całują; nie gorsiż od Żydów, heretyków i Bułgarów ci, co w wierze i chrzcie będąc, tak czynią?” ciekawy to szczegół kultu fallicznego dla płodności przyszłej pary. Krótko powtarza to Słowo jak pogani bałwanom służyli: “Słowianie na swaćbach, wkładając sramotę (członek) i czosnek w wiadra, piją, od nich Bułgarzy nauczywszy się pożywają zmazę wyciekłą z członków wstydliwych, twierdząc że takim pożywaniem oczyszczają się grzechy i są obrzydliwsi, i bardziej przeklęci od wszystkich poganów”. Drugą wzmiankę o fallicznym obrzędzie odnajdujemy na północy, w Skandynawii. S. Piekarczyk pisał o niej w swej pracy (S. Piekarczyk, 1963, s. 40), a zamieszczona jest ona w jednej z młodszych wersji sagi o Olafie Haraldssonie, królu norweskim. Tak pisze Piekarczyk: “Obrzęd polegać miał na tym, że phallos konia, zwany tu Volsi — słowo związane jest z *valusan i pochodnymi i w formie czasownikowej znaczy “obracać się wokół własnej osi”, stąd walec — odpowiednio przez gospodynię zakonserwowany przy pomocy cebuli (lub czosnku; użyty w tekście rzeczownik lauk, por. ros. лук, moze oznaczać obie rośliny) i przechowywany przez nią w lnianym płótnie przechodził z rąk do rąk wszystkich domowników. Każda z zebranych osób wypowiadała przy tym zwrotkę, przytoczoną przez sagamadra”. Dla naszych dalszych rozważań zacytujmy jeszcze fragment z książki S. Piekarczyka: “(…) nazwy miejscowe, w których występuje człon staf (falliczny przedmiot o charakterze kultowym — przyp. autor), z reguły określają miejsca graniczne, oddzielające własność. Sakralny charakter granic jest bardzo dobrze znany na podstawie ogólnoeuropejskich materiałów. Nie może być przeto uznane za dzieło przypadku, że taki właśnie symbol wystawiany był w Skandynawii na granicach. Umieszczenie phallicznych posągów nie mogło więc mieć na celu wyłącznie zapewnienia urodzajności pól” (S. Piekarczyk, 1963, s. 46–47).

Według badań oraz informacji etnograficznych symbolikę falliczną lud przypisywał dosłownie wszystkiemu. Otóż przedmioty takie jak grzebień[5], warząchew, czy też dyszel[6] mają osobistą wymowę w danej, lokalnej społeczności, a za sprawą nawiązań do sfery intymnej człowieka stają się porte parole dokonywanych czynności codziennych, a także zabiegów o specjalnej wymowie. Problem badawczy może wystąpić wówczas, gdy konkretne przedmioty poczynają “kojarzyć” się, tj. wówczas kiedy dany badacz przypisuje danemu obiektowi cechy, nasuwające się mu na myśl. Trudniej odnieść skojarzenia wynikłe z bogatej wyobraźni, aniżeli wykorzystać analogie z etnografii, które i tak niekoniecznie muszą być kompatybilne ze zjawiskami mogącymi występować w wymarłej kulturze[7]. Teraz słów kilka na temat czosnku i cebuli, o której wspominają źródła. Aby nasze informacje były wartościowe, i konkretne sięgnijmy do jednego z najlepszych badaczy kultury oraz wierzeń ludowych, K. Moszyńskiego. “Żadna z roślin używanych przez Słowian przeciw demonom, czarom, urokom itp. nie wyjmując tak często stosowanych, jak pokrzywa, bylica lub piołun, nie może się pod względem popularności ani mierzyć ze zwykłym czosnkiem (Allium sativum L.). U wszystkich Słowian oraz u wielu innych ludów (sąsiednich i dalszych) uchodzi on za broń zupełnie bodaj wszech stronną, zabezpieczać ma bowiem nie tylko od demonów, zmór, czarownic itp. lecz również od wszelkich w ogóle czarów oraz — i to przede wszystkim — od uroków” (K. Moszyński, Warszawa, 1967, s. 330) [8]. Moszyński wspomina, że czosnek jest mniej popularny jako środek ochronny przed siłami nieczystymi u Polaków i Łużyczan, niż na Bałkanach i południowej Rusi (K. Moszyński, 1967, s. 471) [9]. Przynajmniej dopóty, dopóki baza znalezisk nie powiększy się choć o dwa, trzy kolejne artefakty. Dlatego też rogowy przedmiot z pogańskiego uroczyska w Płocku (W. Szafrański, 1983, s. 146–147) uznany przez W. Szafrańskiego za falliczne wyobrażenie wykorzystywane podczas obrzędów ofiarnych, nie może być brany pod uwagę w ciągu dalszych wywodów. Jego forma ma prawo “kojarzyć się”, niestety nie jest to przekonywujący dowód na to, że jest to bezsprzecznie symbol falliczny. Nie znaczy to, iż kwestionuję całkowicie wywody prof. Szafrańskiego, jedynie usuwam z pola moich dociekań przedmiot, którego kontekst znalezienia nie pozwala na to, aby umieścić go pośród pozostałych materialnych wyobrażeń omawianego przeze mnie tematu. Jako uzasadnienie mych słów, mógłbym podać przykład przedmiotu, który również się “kojarzy”, lecz niestety został uznany tylko za “Pflanzholz” (J. Hermann, 1973, tablica 8), (Ryc. 11). Podobne do tego znaleziska pochodzą z Wolina (W. Filipowiak, 1993, s. 29) oraz z Nowogrodu (B. Kolczin, 1971, tab. 32, rys. 2).

            Mniej kłopotliwie przedstawia się sprawa z idolem z Opola (W. Hołubowicz, 1959, ryc. 8/6), o ile nie jest on wyobrażeniem fallusa, to z pewnością możemy zaliczyć go do grona wyobrażeń przedstawiających domowniki, jednak o tym zagadnieniu piszę niżej. Ważnym szczegółem wymienionym przez staroruskie źródło jest fakt używania fallusów w połączeniu z czosnkiem oraz wodą. Już ciśnie się na usta stwierdzenie, że tak sporządzony wywar mógł być imitacją lub też substytutem chrześcijańskiej święconej wody, jako że zarówno ona, jak i czosnek w równym stopniu zapobiegała wszelkim zakusom demonów. Przecież do dziś zachowała się wiara w to, że czosnek dzięki swemu mocnemu zapachowi powstrzymuje wampiry przed wyssaniem z nas sił witalnych. Zwraca również uwagę fakt wykorzystania czosnku w staroskandynawskim obrzędzie, jak i staroruskich ceremoniach. Owe podobieństwa mogą mieć jednak charakter o znacznie starszej genezie, szczególnie wówczas jeśli weźmiemy pod uwagę fakt występowania wielu podobnych zwyczajów, a także zbieżnej symbolice pojawiającej się u wielu ludów indoeuropejskich. Z drugiej strony nie da się wykluczyć pewnych północnych oddziaływań na Słowian. Powszechnie znany jest fakt, że skandynawscy Waregowie przebywali na Rusi we wczesnym średniowieczu, trudniąc się handlem oraz wojennym rzemiosłem (L. Leciejewicz, 1979, s. 172–174) . Nie przekreślamy jednocześnie słowiańskich wpływów płynących przez Ruś, a także całą zachodnią Słowiańszczyznę na północ (L. Leciejewicz, 1979, s. 126, 141). Na terenie Połabia, Pomorza, Wielkopolski, Śląska występuje również wiele importów skandynawskich (J. Żak, 1967), równomiernie usytuowanych w pobliżu rzek — bardzo wygodnych szlaków komunikacyjnych — a pośród nich być może (o ile nie było to naśladownictwo), rogowy fallus z Wrocławia zdobiony skandynawskim ornamentem (K. Hucke, 1939). Co do tego motywu zdobniczego (motyw ogniwkowy, Ryc. 12), posiłkując się przypuszczeniami A. Abramowicza (A. Abramowicz, 1962, s. 89–93) możemy mniemać, że został on być może “importowany” na ziemie polskie za sprawą wikingów, aż z wyspy Man.

            Być może ów obyczaj weselny, który wzbudził u latopisarza, aż tyle zgorszenia był obcej, wareskiej proweniencji, choć nie da się wykluczyć jego słowiańskich korzeni. Znamiennym jest fakt, iż ów obrzęd zapożyczyli od Słowian Bułgarzy, którzy, o zgrozo, przeinaczyli go na swoją modłę, wzbudzając jeszcze więcej niesmaku u średniowiecznego kronikarza. Wykorzystanie fallusów podczas ceremonii zaślubin nie dziwi tak bardzo, jeśli dla przy-kładu podamy choćby i dzisiejsze zabawy weselne pełne “nieprzyzwoitych” zaśpiewów, a także rubasznych komentarzy, i docinków na temat pary nowożeńców. Możemy się tylko domyślać, że u podstaw takiego zachowania, leżało zapewnienie dobrobytu i płodności świeżo zawiązanemu związkowi, a fallusy symbolizowały właśnie pomyślność, i urodzajność. Kolejnym nawiązaniem do wyobrażeń fallusów, mogłyby być wyobrażenia tzw. bóstw domowych, znanych z terenów Słowiańszczyzny zachodniej i wschodniej. Ponieważ nawiązują one w swej formie (podobieństwo wymiarów i kształtów) właśnie do fallicznych wyobrażeń. W pracy B. Rybakowa pt. “Jaziczestwo drewnich Slawjan” (B. Rybakow, 1981, s. 41) napotykamy fotografię przedstawiające figurkę, wyrzezaną w drewnie (Ryc. 8), podobną do figurek z Wolina (W. Filipowiak, 1979, ryc. 5,6,7) i Gniewu (E. Choińska-Bochdan, 1988), (Ryc. 10).  Podpis pod ową ilustracją dobitnie głosi “derewjannyj fallos”. I do tych znalezisk możemy odnieść konkretne analogie z etnografii. W wierzeniach ludowych znane są rozmaite istoty żyjące pokryjomu w domostwach, a noszące tak rozmaite imiona, jak skrzaty, koboldy, krasnoludki, podziomki, ubożęta (S. Urbańczyk, 1991, s. 51–52). Przez rosyjskich badaczy określane jako domowiki (B. Kolczin, 1971, s. 43) Co ciekawe demonologia ludowa posądza niektóre z nich o noszenie czapek, a czapki posiadają właśnie wolińskie wyobrażenia. Owe nadprzyrodzone istoty (mające wiele wspólnego z oddawaniem czci zmarłym krewnym), przysparzały obejściu różnych bogactw i sprawowały nad nim opiekę. Podobne do polskich i rosyjskich znalezisko, pochodzi z Ratzeburga w Niemczech (K. Struve, 1957, s. 385), (Ryc. 7). Jest ono jednak wykonane z kamienia, a mocna stylizacja nakazywałaby pewną wstrzemięźliwość, czy aby rzeczony przedmiot z pewnością należy przypisać słowiańskiemu twórcy. Kolejną teorią, która w pewien sposób mogłaby przybliżyć wyjaśnienie funkcji fallicznych wyobrażeń, może być hipoteza o ich antydemonicznym charakterze. Wnioskować to należałoby z kilku przesłanek. Otóż w staroruskich latopisach fallusy zestawione są z czosnkiem, o którego apotropeicznych właściwościach wzmiankowaliśmy wyżej. W. Szafrański w swej pracy wspomina, iż w pewnym cysterskim klasztorze w Anglii w połowie XIII wieku zarazę bydła odpędzano przy pomocy przedmiotu wyobrażającego fallusa (W. Szafrański, 1983, s 147). Oto kolejna “poszlaka” wskazująca na antydemoniczny charakter omawianych znalezisk.

Następnie warto by było wspomnieć o rzeźbie ze wsi Garncarsko (H. Cehak-Hołubowiczowa, 1952) i o kamiennym słupie drogowym z Konina (A. Chmielowska, P. Marosik, 1989, ryc. 78, H. Cehak-Hołubowiczowa, 1952, ryc. 10). Obydwie rzeźby są bardzo do siebie podobne. Niewykluczone, że wyobrażenie z Garncarska również mogło funkcjonować w średniowieczu jako słup drogowy. Dodać należy, ze mogły powstać w którejś ze wcześniejszych epok, a w średniowieczu zostały jedynie adaptowane do konkretnych, doraźnych potrzeb. W tym przypadku chodziłoby o funkcje słupów drogowych. Dla nas ważnym argumentem, byłby ich “falliczne” przedstawienia. Niestety w dużej mierze wnioskować o tym można jedynie z faktu, iż obydwie rzeźby “kojarzą się”. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że właśnie fallusy miały chronić przed “złym” i zestawimy to ze specyficznym statusem drogi (gościńce chronione książęcymi prawami), dodajmy, że drogi i rozdroża nawiedzane były przez dusze zmarłych[10], to mamy prawo domniemywać o antydemonicznym charakterze wyobrażeń fallicznych. Nawiązaniem może być tu także wzmianka o fallicznych wyobrażeniach stawianych na granicach w Skandynawii (S. Piekarczyk, 1963, s. 46–47). Granica jako cezura pomiędzy dwoma światami (środowiskami, społecznościami) jest miejscem szczególnie narażonym. Podobnie jak i droga wymagała więc specyficznej ochrony. Z niewiadomych nam dziś przyczyn i podniet w pewnym okresie dziejów fallus przybrał charakter apotropeiczny i służył w różnych społecznościach strzegąc człowieka podczas szeregu jego poczynań. Nie dziwi więc fakt, wykorzystania fallusów w trakcie wesela. Zaślubiny jako forma zmiany stanu również są narażone na wiele niebezpieczeństw, którym w sposób nadprzyrodzony należało zapobiec (zmianą stanu jest również poród, demonologia ludowa zna złośliwe istoty czyhające na matki, noworodki, a nawet położnice (L. Pełka, 1987, s. 146–153)).  

Ostatnią teorią na temat fallicznych wyobrażeń byłaby hipoteza, że mogły mieć one coś wspólnego z afrodyzjakami. Otóż czosnek wspomniany przez kroniki średniowieczne jest znanym od wieków afrodyzjakiem (D. Warburton, 1996, s. 45–46). To podkreślałoby ich erotyczną wymowę podczas zaślubin (tradycyjny charakter nocy poślubnej, kiedy to małżonkowie przechodząc seksualną inicjację zmieniając stan, stają się pełnowartościowymi członkami danej społeczności, której stanowią strukturalną jednostkę). Być może problem ów wynika z tego, iż wielu badaczy stawiając przed sobą za cel kolejne próby klasyfikacji znalezisk archeologicznych, odsuwa kwestie religijno–magiczne na bok, uważając je za jałowe. Ważne jest, aby każdy z zajmujących się kwestiami duchowymi uświadomił sobie fakt, że nigdy nie będziemy w stanie odtworzyć życia duchowego w większości. Zawsze nasze dociekania będą obarczone, częstokroć poważnym marginesem błędu. Jednocześnie należy podkreślić, że bagatelizowanie problemu na dłuższą metę przyniesie wyłącznie straty i może spowodować poważne luki, i niedomówienia w zajmowaniu się przeszłością. Zatem obowiązkiem badacza jest ustawiczne przybliżanie się do prawdy. 

[1] Gall Anonim milczy o pogańskich obrzędach w swej kronice, zob. Anonim, tzw. Gall: Kronika polska, Ossolineum, 1999. O działalności Galla patrz: H. Łowmiański, 1979, min. s. 211, 310–313.

[2] “(…) przysłowiowy jest już fakt interpretowania każdego przedmiotu o nieokreślonej funkcji jako zabytku przeznaczenia kultowego”.  J. Gąssowski: Religia pogańskich Słowian…, AP, vol. 16, 1971, s. 290.

[3] Znalazła się tam również zagroda dla kur, które wedle autora służyć miały dla wróżb, czynionych przez rezydującego tam kowala (cechy magiczności kowala autor wymienia skwapliwie, jak i właściwości koni; czaszkę końską znaleziono właśnie na płockim uroczysku).

[4] Min. A. Gieysztor, Warszawa, 1982, s. 182, M. Cetwiński, M. Derwich: Herby, legendy, …, Wrocław, 1987, s. 185; lecz również A. Chmielowska, P. Marosik: Wczesnośredniowieczne budownictwo obronne…, Łódź, 1989, s. 134. 

[5] Charakter falliczny grzebienia brał się od prozaicznej czynności jaką jest czesanie włosów. W tym konkretnym przypadku chodzi o włosy łonowe. B. Uspieński: Kult św. Mikołaja na Rusi, Lublin, 1985, s. 250. Więcej o symbolice fallicznej tamże min. na stronach 220–221, 223.

[6] Informacja ustna dra Marczyka z Katedry Etnologii UW.

[7] Patrz artykuł A. Posern-Zielińskiego.

[8] O apotropeicznych właściwościach czosnku tamże na s. 320, 324, 333.

[9] O czosnku patrz też część 4 tej pracy, a o noszeniu czosnku i cebuli przeciwko złym duchom i diabłu patrz A. Brückner: Starożytna Litwa, Olsztyn, 1985, s. 138.

[10] Cytat z Kroniki Czechów Kosmasa: “Wielu jednak po lasach i polach, wśród różnych czarów i darów dla złych duchów grzebało swoich zmarłych. Inni pogańskim obyczajem stawiali namioty na rozdrożach, twierdząc, jakoby się tu zatrzymywały dusze przodków lub przyjaciół uchodzące z ciała, albo też jakoby tu bóstwa piekielne miewały swoje rozrywki”. S. Urbańczyk, 1991, s. 175.

Write A Comment