Od wieków po wsiach i karczmach mówiono o dziwnych zjawiskach, które pojawiały się podczas długich zimowych wieczorów, kiedy to ciemność spowijała nieliczne wtedy siedliska ludzkie, rzucone gdzieś pomiędzy czarnymi ścianami lasów, na wydartej naturze przestrzeni. Również dziś przedmioty mają długie cienie. Tak jak wtedy, gdy rozedrgane światło z palenisk rozświetlało izby migotliwym blaskiem. Na podwórzach coś szuściło i stukało, szeleściło i szumiało, wiatr pędził po niebie stada… chmur, kryształki lodu ułożone w złowrogie kształty jeźdźców na upiornych koniach, przelatujących nisko na skrzydłach wichury. Czy mogli siać zniszczenie? Wielu zarzekało się, że podczas trwających w nieskończoność grudniowych nocy słyszeli i widzieli niezidentyfikowany orszak duchów, żołnierzy na widmowych koniach. Zakrwawionych, zdekapitowanych, niosących w rękach swoje obcięte głowy. To Piekielne Polowanie, Dziki Gon przemierza nieboskłon.

Przekazy o nich znane są od stuleci, pojawiają się w nawet najbardziej oddalonych od siebie zakątkach świata, przez co znacząco się pomiędzy sobą różnią. Jednak bez trudu można doszukać się w nich trzonu legendy o Przerażającej Jeździe – gromadzie duchów hulającej bezkarnie po świecie w dni mediacyjne. Przemiany historyczne, kulturowe i religijne, które dokonały się na przestrzeni wieków, musiały odcisnąć swoje piętno także na regionalnych wierzeniach i podaniach. Niestety mit o Oskorei podzielił los tysięcy innych: tam, gdzie zagnieździło się chrześcijaństwo (czyli właściwie wszędzie), wykorzeniono dawne obyczaje, a te, których nie dało się wymazać z ludzkiej pamięci, przemianowano i zaadaptowano na katolicką modłę. Martwi Jeźdźcy podczas swoich wielusetletnich podniebnych podróży zostali przemianowani i przemienieni, utożsamiono ich z piekielnymi demonami. Ta historia jest tak pogmatwana, naznaczona synkretyzmem i regionalnymi naleciałościami, że postępów w sprawie jej wyjaśnienia próżno szukać w naukowych opracowaniach z ostatnich pięćdziesięciu lat. Tylko ponowne rozłożenie problemu na czynniki pierwsze może sprawić, że choć na krok zbliżmy się do poznania jego istoty. Czy komukolwiek udało się ukuć jakąś definicję, trafnie opisującą zjawisko Dzikiej Jazdy? [Dziki Gon] to armia umarłych przelatująca nad ziemią w pewnych okresach roku, której pojawieniu się towarzyszą różne zjawiska atmosferyczne i nie tylko. To jest właściwie jedyny pewnik, przewijający się we wszystkich przekazach dotyczących tej legendy. Reszta w większości przypadków nie zgadza się ani na jotę: wygląd, płeć uczestników zastępów, imiona dowódców (Diabeł, Matka Hulda, Percht, Dame Hole, Hennequin), broń, towarzystwo zwierząt, wozów, pory pojawiania się ani zamiary wobec żywych. Dodatkową trudność stanowi zawodność ludzkich wspomnień i ich koloryzacja. Wokół tego zjawiska narosło tyle dziwnych przekonań, że trudno – odłupując je – dotrzeć do pierwotnej wersji, nieskalanej nadmiernym działaniem człowieczej wyobraźni, podsycanej wiarą wpojoną przez różnej maści przewodników duchowych, poetów, wioskowych głupków, szaleńców i bajkopisarzy. Osobno należy podkreślić niszcząca i zakłamującą rolę kościoła, który natychmiast obłożył klątwą wszystko, co było związane z tym zjawiskiem i obarczył Szatana odpowiedzialnością za jego manifestacje. Na przestrzeni wieków interpretacja chrześcijańska pokryła wszystkie pogańskie elementy. To, co było jeszcze żywe, poddało się erozji czasu, więc jak w wielu innych sprawach związanych z folklorem sprzed wieków, jesteśmy skazani na błądzenie we mgle. Badając podobne zjawiska, musimy mieć na uwadze przede wszystkim kwestię zawodności źródeł. Po pierwsze, istniały one pierwotnie jedynie w przekazach ustnych, a język osób żyjących x lat wstecz nie był tak bogaty jak obecnie. Nieporównywalna jest także świadomość zjawisk i praw rządzących światem. Po drugie, sam problem spisującego. Oczywiście zrozumienie komunikatu tylko po części zależy od nadawcy, bowiem po drodze pojawiają się niezależne od niego przeszkody, a w głowie odbiorcy – kolejne sita, przez które usłyszane słowa zostają przepuszczone, nim nastąpi faza przyswojenia i interpretacji. Szczególnie problematyczna jest właśnie interpretacja. Wszyscy z pewnością zdają sobie sprawę, jak wiele przeinaczeń mogło się utrwalić w dokonanych zapisach ze względu na wiarę i przekonania skryby. Należy również przypomnieć i podkreślić, że znakomita (cóż) większość źródeł wczesnośredniowiecznych i średniowiecznych to dzieła zakonników, księży i misjonarzy, a przecież chaos pająka jest porządkiem dla muchy. Dzieła te zaś prędko zaczynały wieść żywot w żywej mowie, a co za tym idzie, niejako żyć własnym życiem, zmieniać się, to zaś prowadziło do powtórki opisanego wyżej procesu.

Oskoreia sunie po niebie, czyli Dziki Gon w świadomości ludów Północy

Źródła skandynawskie, w szczególności pochodzące z terenów Norwegii, zawierają informacje, bezpośrednio dotyczą nocnych jeźdźców. Na tamtejszych ziemiach Dziki Gon znany jest jako Oskoreia, Przerażająca Jazda. Pod tą złowrogą nazwą kryła się formacja złożona z duchów i porwanych przez nie ludzi (inna wersja mówi, że do Gonu dołączali ci, którzy umarli, jednakże ich śmierć niekoniecznie spowodowana była pojawieniem się widmowego orszaku). Cały oddział miał zasłonięte twarze i jeździł konno (ridende julevetter). Szczególną aktywność przejawiał w okresie między Bożym Narodzeniem a Świętem Trzech Króli lub w dzień Świętej Łucji (stąd inna nazwa Dzikich Łowów: Lussiferdi). Na północy kontynentu cykl trwał od 13 grudnia do Bożego Narodzenia lub od Bożego Narodzenia do 13 stycznia. W źródłach możemy odnaleźć inne nazwy – Julereia, Trettenreia, Fossareia i Imridn – w tym słowo rei lub reid, co oznacza „jeździć”/„jeździć konno”, czasem sczepione na determinanty Jul / Jól (Boże Narodzenie) lub Imbre / Imbredagene. Terminy te oznaczają cztery dni Wielkiego Postu roku liturgicznego (ieiunia quatuor) i Fosse (imię ducha). Istnieje jeszcze jedno określenie omawianego zjawiska, Trettenreia lub Trettandreia, czyli „oddział jeźdźców trzynastego dnia (zimy)”, co również sugeruje częste jego występowanie w okolicach obchodów św. Łucji. Pan Zastępów wraz z podkomendnymi  przemierzał wówczas powietrze lub paradował nad ziemią w towarzystwie upiornych widm, zatrzymując się wraz ze swym orszakiem nad stajnią i porwawszy konie, oddawał je później pokryte potem, spienione, jakby galopowały – podobnie jak nasza zmora – długo i bez ustanku. Mówi się, że członkowie Oskoreia jeździli na wierzchowcach, które uprzednio uprowadzili gospodarzom. I ta wersja potwierdza się właściwie niezależnie od regionu.

Drugim dominującym w przekazach na temat Gonu motywem jest kradzież żywności – w szczególności napitków. Oskorejczycy wślizgiwali się do domów i piwnic, zabierali jedzenie i opróżniali beczki z piwem, które następnie dla niepoznaki napełnili wodą. W zależności od prowincji możemy przeczytać o duchach, takich jak Gulao lub Jula-gjeido, albo o ludziach, którzy jeździli z Oskoreia, co musi przywodzić na myśl Friulian Benandanti i wilkołaków z Bałtów. Olaus Magnus, biskup Uppsali, pisał tak: „W Prusach, na Łotwie i Litwie mieszka wielu takich magów. W noc Bożego Narodzenia – po tym, jak zostawili swój ludzki kształt dla wilka – zbierają się w miejscu, które obrali sobie za cel, a następnie wchodzą do piwnic chłopów, by opróżnić beczki z piwem i winem [cellaria cervisarum ingrediuntur, ac illac aliquot cervisiae, aut medonis tonnas epotant], po czym duszą zwierzęta”. Jeden szczegół należy wskazać jako istotny, ponieważ ujawnia związek między tymi działaniami a osobą zmarłą. Otóż miejsce, w którym się spotykają, jest uważane za święte, a w przypadku, gdy ktoś niepowiązany z Jazdą się tam znajdzie, przepowiada mu się, że ​​umrze w tym roku [eum isto anno moriturum]. Doświadczenie od dawna wzmacnia wiarę mieszkańców tych regionów w ten przesąd. Wprawdzie tradycje nordyckie są w wielu miejscach podobne do germańskich, jednak wierzenia te różnią się od siebie w szczegółach.

Norsczycy twierdzili, że kobieta o imieniu Guro Rysserova (Gudrun Horsetail) przewodzi Oskorei. Jest to zgodne z tym, co mówi się o Perchtu w południowych Niemczech. Czasami Guro towarzyszyli Sigurd Svein, Sigurd Young, którego wszyscy znają jako Siegfrieda, bohatera Nibelungów. Poświęcono mu liczne wiersze w Eddzie i Sadze z Völsungs. Ballada opowiada o tym, jak Sigurd stał się częścią Dzikich Łowów. Zwracamy uwagę na jego znaczenie, ponieważ stanowi on łącznik między Dzikim Gonem a Dísirami, bóstwami żeńskimi podobnymi do Walkirii – nazywane niekiedy „Odin’s Dísir”, Nornami (Germanic Parcae) i fylgjur – które uważa się za duchy opiekuńcze mężczyzn. Według Ströma, Guro jest „disem, który został zdemonizowany i zdegradowany”.  Tak się składa, że ​​Dísir był obiektem kultu, w którym w czasach starożytnych składanie ofiar z żywności odgrywało dużą rolę. Punktem wspólnym jest tu początek zimy, umieszczającym te kobiety w tej samej sferze co Matronae i Dame Abundię, Satię i Percht, którym również składano ofiary o określonych porach roku. To że taki rodzaj pokrewieństwa pojawia się od północnych do południowych skrajów obszaru germańskiego i stanowi wyzwanie dla prawa ekotypów, nie może być przypadkiem. Dowodzi, że owe wierzenia sięgają antyku, czasu, gdy germańskie grupy etniczne podążyły odrębnymi drogami. I poparcie hipotezy indoeuropejskiego pochodzenia Dzikiego Gonu. Pomimo sprzecznego charakteru, źródła dostarczają informacji, na podstawie których można domniemywać czym w świadomości ludzi był Dziki Gon. Aktywność Szalonej Jazdy można przyporządkować do pory roku: zimy – czas trwania jej podniebnej podróży zależy jednak od szerokości geograficznej, z jakiej pochodzą przekazy.

Daty zimowe, podawane jako manifestacje Dzikiego Gonu, są rozłożone od dnia Świętego Marcina (11 listopada) do św. Piotra (22 lutego), ze szczególnym uwzględnieniem Adwentu i dniami dzielącymi Boże Narodzenie od święta Trzech Króli. Na przykład w Palatynacie Dziki Gon podczas Adwentu grasował na innych obszarach, by w Szwabii zamanifestować swoją obecność dokładnie w dniu św. Tomasza (21 grudnia). W Norwegii Dzikie Łowy, które nazywa się Oskoreia, kojarzone są najczęściej z nocą Santa Lucia (13 grudnia), czyli według niektórych przeliczników (to zależy, który kalendarz weźmie się pod uwagę) dwanaście nocy przed Bożym Narodzeniem. Zanim został wprowadzony kalendarz gregoriański, Dzień Świętej Łucji był uznawany za najkrótszy w roku i przyjmowano go jako początek zimy – czas upływający pod znakiem maskarad i obrzędów ku czci zmarłych.

Ankou – słowiański przewoźnik dusz

Przy omawianiu zagadnienia Dzikiej Jazdy należy odnotować objawienie znane w Danii jako knarkevognen. Knarkevognen to wóz pełen duchów, którego skrzypienie i turkot rozchodziło się po okolicy i dochodziło z wysokości – wnioskowano więc, że nie porusza się po ziemi, ale lata. Pojawiał się najczęściej w chwili, gdy w okolicy ktoś umierał, co przywołuje słuszne skojarzenie z bretońskim Ankou. Ankou jest bohaterem wielu legend i przypowieści, opisywany jako mężczyzna lub szkielet w pelerynie dzierżący kosę, lub jako cień siedzący na wózku do zbierania trupów. Mówi się, że nosi czarną szatę z dużym kapturem, który kryje jego twarz. Niektóre wersje legendy poświadczają, że Ankou jest pierwszą osobą zmarłą w danym roku. Niezależnie od tego, jakiej denat był płci ani w jakim wieku odszedł, zawsze przedstawia się go jako dorosłego mężczyznę i oskarża o zbieranie dusz innych, zanim odejdzie w Zaświaty.

Mówi się, że był woźnicą siedzącym na koźle czarnego powozu ciągniętego przez cztery czarne konie; w towarzystwie dwóch upiornych postaci idących pieszo. Każda parafia w Bretanii ma swojego Ankou, którym jest ostatni zmarły na jej obszarze w danym roku – wersja różni się w zależności od regionu. Żaden Król Zmarłych nigdy nie piastuje swego urzędu dłużej niż dwanaście miesięcy. Czasami Ankou to śmierć we własnej osobie, tylko przybierająca coś na kształt ludzkiej powłoki. W rejonie Morbihan Ankou może zostać zauważony jako postać wchodząca do domostwa, w którym ktoś ma umrzeć. Częściej jednak pozostaje całkowicie niewidzialny, słychać tylko jego pukanie, co jest regułą w rejonie Finistere. W mitologii walijskiej Gwyn ab Nudd, król świata zmarłych przedstawiony został w bardzo podobnej roli do tej, którą w Bretanii odgrywa Ankou, to znaczy maszeruje naprzód ze swymi piekielnymi ogarami, polując na dusze umierających. Ankou i jego poddani, czyli osoby zmarłe za jego panowania, mają swoje drogi, którymi podróżują w świętych procesjach, a w dni poświęcone przodkom oczekują od żyjących wystawienia im posiłku i napitku, bo to oni wtedy rządzą Ziemią.

Wóz stanowił część Dzikich Łowów od drugiej połowy XV wieku, ale pochodzenie tego dodatku można niewątpliwie wywodzić z tradycji śmiertelnej karety, w której wiezie się ciało na cmentarz, a diabeł (co stanowi oczywiście naleciałość chrześcijańską) osadzony jest na koniu, który ją ciągnie.

Na Litwie jesienne święta (Ilges), które niemal dokładnie odpowiadają tradycji Wszystkich Świętych, trwają dziesięć dni, z czego trzy poświęcone są w całości czci zmarłych. W tym czasie duchy zostają zaproszone do opuszczenia grobów, aby się wykąpać i ucztować wśród żywych. Istnieje wiele dat przypadających w innych porach roku, kiedy miał pojawiać się Dziki Gon: Wielkanoc, Pięćdziesiątnica, Noc Walpurgii (30 kwietnia – 1 maja), Dzień św. Jana (24 czerwca), Dzień św. Piotra (29 czerwca) czy Dzień św. Bartłomieja (24 sierpnia). Niektóre z ruchów tego oddziału występują cyklicznie. Mówi się, że Dziki Gon nadciąga podczas postnych Dni Ember (pierwszy tydzień Wielkiego Postu, tydzień Pięćdziesiątnicy, trzeci tydzień września, Adwent) lub że powraca co siedem lat. Wszystkie te daty są znaczące w kalendarzu ludowym i odprawia się w tym czasie wiele ważnych rytuałów. Należy jednak zauważyć, iż Dzień św. Marcina oznacza koniec starego roku obrzędowego i początek nowego, a także symboliczny wstęp do zimy. Tak się składa, że największe natężenie magicznych działań, guseł i obrzędów ma miejsce w pobliżu dat uważanych za graniczne (początek i koniec, stare i nowe). Wtedy następowało oczyszczenie, usuwanie demonów, wyrzucenie zła, gaszenie i ponowne zapalanie ogni. Po wioskach przechadzały się zamaskowane procesje, w domach odbywało się uroczyste przyjęcie zmarłych, którzy następnie – po uczcie – zostają wyprowadzeni poza granice ludzkich siedzib, by powrócić dopiero w kolejnym roku.

Wszystko, co tu znajdujemy, rządzi się swoją wewnętrzną logikę, a te mieszaniny zależności nie powstają przypadkowo. Możemy to wyraźnie zobaczyć, jeśli przyjrzymy się dokładniej dniu 22 lutego, czyli Świętu Wzniesienia Katedry Świętego Piotra, które zastąpiło starą ceremonię odprawianą ku czci zmarłych przodków, będącą wyrazem kultu zmarłych. Co więcej, widzieliśmy, że jednym z imion przywódcy Dzikich Łowów jest Goï (Westfalia). Tak się składa, że ​​Goï był piątym miesiącem zimy dla starożytnych Skandynawów, a koniec okresu chłodów następował pod koniec lutego lub na początku marca. Kiedy nowy rok obchodzono jeszcze 1 marca, Goï był naznaczony przez obrzędy mające na celu odpędzić zimę, rytuały oczyszczenia i upamiętnienia zmarłych. Odpowiadało to prawie dokładnie greckiej Antesterii, kiedy zmarłym udzielono wolnej woli i pozwolenia na inwazję na świat żywych, a także na rzymskiej Lupercalii, której celem było oczyszczenie miasta i odpędzenie demonów odpowiedzialnych za choroby, bezpłodność i złe zbiory. W Szwecji ofiarę Goï obchodzono w czasie wiosennego zrównania dnia z nocą. Nazwa westfalska przywódcy Dzikich Łowów mogłaby być przypominaniem przeszłości. To nie pierwszy raz, gdy nazwę ważnego obrzędu antropomorfizowaną (na przykład Befana jest uosobieniem Bożego Narodzenia). Czas pojawiania się Dzikiej Jazdy umiejscawia się między godziną jedenastą a północą lub między północą a 1. Przeważają godziny nocne, z silną koncentracją o północy, ale możemy też znaleźć przekazy o manifestacji Gonu w południe. Łotewskie pieśni ludowe (dainas) oferują nam nieocenione informacje w tym zakresie. Umarli udają się do innego świata z powodzeniem przez pochowanie przed południem, w godzinę, która wyznacza początek zachodu słońca i zmierzch.
„Pochowajcie mnie przed południem

Po południu mnie nie pochowajcie Po południu Dzieci Boże
Zamknęły bramy nieba”.
W innym wariancie: „Po południu Dzieci Ducha zamknęły Bramy Duchów”. Konkretny dzień tygodnia wskazuje się rzadko, ale jeśli już, to jest to sobota. Dzień przekazuje ideę sabatu i potwierdza związek pomiędzy Dzikim Gonem a zlotami czarownic. Jeśli poszukamy mianownika wspólnego dla wszystkich tych dat, to zobaczymy, że każda z nich wskazuje najistotniejsze momenty w roku, które obejmują zmiany, cele lub początki. Krótko mówiąc, wszystkie są okresami przejściowymi. Wielkanoc na przykład stanowi klucz do całego średniowiecznego kalendarza. Jego francuska nazwa, Pâques, pochodzi od łacińskiego pascua i greckiej paskha, wywodzącej się z hebrajskiego pesah, czyli „przejścia” lub Paschy. Angielska nazwa Easter pochodzi od staroangielskiego Eostre i starogermańskiego Ostara, która była boginią świtu. Jego święta obchodzono w kwietniu, jakoównonocny rytuał wiosenny, księżycowy festiwal połączony z kilkoma sezonowymi mitami. Nawet dzisiaj oznacza przejście od śmierci zimy do narodzin życia, a celebracja chrześcijańska zintegrowała wiele pogańskich obrzędów, takich jak hałas, który miał odpędzić demony zimy. Mircea Eliade przytacza tekst z ósmego wieku, „Alamczycy próbowali wydalić zimę w lutym”, i wskazuje więcej niż jeden zwyczaj na wypędzanie śmierci. Wszystkie przejściowe momenty roku mają charakterystyczną cechę: umożliwiają komunikację między Zaświatami a światem ziemskim, czego dowodem jest inwazja nieumarłych i duchów w te szczególne święta. Możemy znaleźć słabe echo tego zwyczaju w Halloween (31 października), który odpowiada celtyckiemu Samhain (1 listopada) – istny listopadowy karnawał, noc diabła, czarów i umarłych reprezentowanych przez maski, upowszechniony przez niezliczone elementy kultury. W starożytnej Irlandii był to czas, kiedy Armia Sidhów opuściła inny świat, by wędrować po ziemi. Relacja ta jest dowodem na pokrewieństwoermańskiego Gonu z obrzędami Samhain: „W Ulstermen zorganizowano kilka uczt z okazji Samhain. Po tej urządzonej przez Fintana wszyscy szlachcice, którzy byli już dość pijani, dołączali do Dzikiego Gonu, podążając za Cuchulainem, a po przejściu tego wściekłego oddziału,  wzgórza były spłaszczone, drzewa – wykorzenione, a brody i strumienie opróżnione z wody.” Wszystkie przytaczane tu daty wiążą się z oratorskimi i wróżbiarskimi praktykami. Na Śląsku i w Austrii dwanaście dni, które upłynęły od Dnia Świętego Mikołaja do Świąt Bożego Narodzenia, zapowiadały, co wydarzy się w ciągu dwunastu miesięcy nowego roku. Podczas Candlemass służby wymieniały stanowiska i wykonywano rytuały, które zapewniały błogosławieństwo sił wyższych zapewniające ochronę domów i gospodarstw. Dodatkowo pogoda tego okresu zapowiadała aurę na cały nadchodzący rok. Przez wszystkie te dni obowiązywały zakazy dotyczące pracy, głównie rybołówstwa i łowiectwa. Istniał przesąd, by unikać zawierania wtedy małżeństwa ponieważ wiązało się to z ryzykiem wzięcia na małżonkę kobiety z innego świata.

Bardzo silnie zakorzenioną postacią jest również Łucja, która przemierzała kraj w okresie przesilenia zimowego, zawsze z zasłoniętą twarzą, uzbrojona w łyżkę kuchenną, którą biła ludzi w ich domach oraz w nóż do otwierania brzuchów (motyw gastrostomii, również powszechny w tradycjach dotyczących Percht). Wyłaniają się tu kolejne dwie główne stałe: libacje, uczty i inne świąteczne rytuały, które wydają się fundamentalnie związane z przedchrześcijańskim cyklem pogańskich świąt (Boże Narodzenie, Dzień Świętego Jana itd.) i maskaradami towarzyszącymi hałasowi. Święta, ofiarowanie pożywienia i maski wyjaśniają konwergencję  Dzikich Łowów, co znajduje wyraz w bajkowej uczcie w książce Adama de la Halle i w romansie Fauvela. Przejście Dzikich Łowów, które w tradycjach po średniowieczu było ściśle związane z jedzeniem i piciem, jest dla nas całkowicie logiczne, gdy zrozumiemy rolę odgrywaną przez zmarłych. Wpływali oni na płodność gleby i płodności zwierząt gospodarskich. Dlatego konieczne było przebłaganie ich, jeśli zostali uznani za neutralnych lub posiadających dobre intencje, albo odepchnięcie i zmuszenie do ucieczki, jeśli byli postrzegani jako niegodziwcy. Daty te wiążą się również z karnawałem i wyróżniają się w kalendarzu rocznym. Odpowiadały przedchrześcijańskiemu cyklowi ruchomych świąt, które zależały od faz księżyca. Co więcej, kalendarze celtyckie i germańskie najprawdopodobniej zostały podzielone na połowy odpowiadające poszczególnym częściom roku: lato, które trwa od 1 maja do 15 listopada, i zimę, od 1 listopada do 1 maja. Istotne są uwagi Philippe’a Waltera o tym, że te podziały „przetrwałyniej lub bardziej zaznaczoną chrystianizację dzięki temu, że zostały przypisane do specyfiki mnóstwa dat, często znajdujących się bardzo blisko siebie. W Skandynawii okres zimowy zawsze był okresem specjalnym, szczególnie w czasie Jol (dzisiejsze  Boże Narodzenie). Ucztowano na cześć zmarłych, przodków ale także duchów, co oznaczało składanie ofiar Elfom (alfablot), bo to one mogły ich przywołać. Ofiary składane w różnych formach miały zapewnić spokój i dobrobyt na nadchodzący rok. Co ciekawe, podczas tych wszystkich uczt stoły przygotowane były tak, by ugościć niewidzialnych przybyszów. Desir, opiekuńcze duchy człowieka, często mylone z walkiriami czy nornami, latają w grupach. Jednak ich liczba nie jest znana. W Volundarkwidzie zostały one przedstawione tak: „Dziewice lecą z południa, poprzez mroczny las. Młode, wszystkie mądre, by decydować o losach”. Ciekawym spostrzeżeniem jest to, że najróżniejsze postaci, związane z naszym losem bądź decydujące o nim, wędrowały i posiadały związek z niebem. W przeciwieństwie do łacińskich i germańskich przekazów, nie zawsze musiała to być noc. Zaskakuje brak przekazów celtyckich. O ile wiemy, starożytna Irlandia nie doświadczyła tego fenomenu, poza Armią Sidh, która ukazywała się ludziom w Samhain (św zmarłych), maszerując poprzez kraj. W skład tej armii umarłych wchodzili starożytni bogowie, wróżki i wszyscy, który odeszli z tego świata. Cechą wspólną dla większości – jeśli nie wszystkich – przekazów na temat nocnych duchów zmarłych, jest to, że pojawiały się w grupach, rzadko samotnie. Często podczas formowania się takiej hordy odprawiany był rytuał. Jednak motywem łączącym wszystkie podania jest powrót osoby zmarłej (podczas uczt bądź rytuałów czy też w święta takie jak Jol), proszącej o prawo głosu i chcącej naprawić wszelkie zło, które uczyniła za życia. Czasem jednak powracali, by zabijać, bo byli takimi podłymi skurwysynami, że nawet po śmierci było im mało. Przykładem może być historia Thorolfa, „Zabijał ludzi i było widać, że martwi podróżują wraz z nim”. W tej samej sadze jest kilka przykładów powracających i mszczących się postaci.

Tradycje ludowe przechowały to wyobrażenie gromadzenia się zmarłych i ich wspólnej podróży przez ziemię (adwent, Boże Narodzenie).

Pośród tych wszystkich mitów odnajdujemy fenomen formowania się armii zmarłych, które albo wciąż po swej śmierci toczą walkę, albo pojawiają się na niebie w przeddzień wielkich bitew lub w konkretnych okresach roku. Jest jednak jedna zasadnicza różnica pomiędzy tymi armiami a Dzikim Gonem. Widz, człowiek żyjący, nie ma z nimi kontaktu, nie zachodzi żadna interakcja, nie ma żądań czy próśb odkupienia bądź nakarmienia, ten fenomen jest całkowicie odcięty od świata żyjących, co jak wiemy, nie ma zastosowania w przypadku Dzikiego Gonu. Stanowi tylko manifestację wyobrażenia, że aktywności życiowe nie kończą się po śmierci. Średniowieczne przekazy dostarczają wielu przykładów bitew takich armii zaobserwowanych na niebie.

  1. Phantom Armies of the Night , Claude Lecouteux
  2. Cunning Folk and Familiar Spirits: Shamanistic Visionary Traditions in Early Modern British Witchcraft and Magic, Emma Wilby
  3. https://brill.com/view/title/14634
  4. Magic: history, theory, practice, Ernst Schertel

Write A Comment