Wielu z nas nie wyobraża sobie Świąt Bożego Narodzenia bez pachnącej choinki w salonie, strojnej w skrzące się ozdoby i światełka… Oczywiście bez prezentów Gwiazdki też sobie nie wyobrażamy. Ma to głębszy sens, ponieważ zgodnie z wielowiekową tradycją przyjmuje się, że Chrystus nie narodzi się bez najnowszego iPhone’a pod drzewkiem, najlepiej wziętego na kredyt zgodnie z ustaloną podczas VII Soboru nicejskiego w 787 r. doktryną: im mniej korzystne warunki uświęconej pożyczki tym nasza ofiara Panu Bogu milsza. Według niektórych podań ustnych wzięcie chwilówki ma pożyczkobiorcy zagwarantować natychmiastowe wniebowstąpienie za życia, zaś po jego śmierci uświęcająca łaska zobowiązana jest spłynąć na jego dziatki w sposób procentowy. Wróćmy jednak do kwestii świątecznej roślinki. Tak jak w przypadku większości zwyczajów związanych z tym magicznym czasem w roku: jego pochodzenia można doszukiwać się w pogańskich tradycjach. Poniżej znajdziecie krótki przewodnik na temat tego, co wiemy o genezie bożonarodzeniowego drzewka.

ZIMO, WYP…!

Na długo przed pojawieniem się chrześcijaństwa, ludy zamieszkujące półkulę północną używały zimozielonych roślin do przystrajania swoich domostw, a szczególnie wejść do nich, celem uczczenia zjawiska przesilenia zimowego. Najkrótszy dzień w roku zgodnie z obecnie przyjętym sposobem liczenia czasu wypada 21 lub 22 grudnia i nie ma się co dziwić, że od dawien dawna doba ta była w kalendarzu wyróżniana. Okres ten tradycyjnie uznawano za wyczekiwany powrót/odrodzenie się boga Słońca (żarliwych zwolenników parytetu pragnę w tym miejscu uspokoić – Słońce także bywało kobietą), który na zimę zaczynał wyglądać coś niewyraźnie, słabował, bo się pochorował – pewno czapki nie nosił – zaś gatunki wiecznie zielonej flory były niejako przypomnieniem w tym ponurym czasie, że dobry bóg-Słońce, pomimo okrutnie długich nocy i ponurej aury, zajaśnieje ponownie w pełnej krasie i nadejście lata w roku następnym, a co za tym idzie owocnych plonów, jest z grubsza niezagrożone. Podsumowując: szama będzie i może w dupę przestanie być zimno, czyli jest co świętować!

Na obszarach północnej Europy,  ludy celtyckie ozdabiały swoje druidyczne miejsca kultu gałęziami roślin zimozielonych, co zapewne miało podkreślać nieprzemijalność życia nawet w obliczu niesprzyjającego klimatu. „Wikingowie” z kolei florę, której listowie pomimo mrozów zachowywało swą zieloność, uważali za roślinność przynależną Baldurowi, bogu światła – lubianemu przez wszystkich przystojniakowi. Egipcjanie dekorowali swoje domy zielonym sitowiem na cześć boga Ra (może pamiętacie z lekcji historii w podstawówce – to ten z głową jastrzębia, czy sokoła i niedorzecznie wielkim dyskiem nad nią, symbolizującym słoneczko właśnie, bo to wgl bóstwo solarne jest jakby co). Starożytni Rzymianie zimowe przesilenie mieli w zwyczaju uświetniać radosnym świętem połączonym z ucztowaniem zwanym Saturnaliami, wydawanym na cześć Saturna, boga rolnictwa. Podobnie do Celtów, świątynie oraz domostwa w tym czasie przystrajali gałązkami wiecznie zielonych roślin takich jak wawrzyn.

W tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę przy samych obchodach Saturnaliów, które stanowiły najważniejsze święta w kalendarzu starożytnych Rzymian. To obchodzone 17 grudnia i początkowo trwające jeden dzień święto z czasem rozszerzono do siedmiodniowego cyklu grubego melanżu. Dość powiedzieć, że wszelka praca i biznesy były w Saturnalia wstrzymane (może poza branżami niezbędnymi dla podtrzymania baletów takimi jak gastronomia czy piekarnictwo). Był to czas obowiązkowej (no co jest smutasy?!) zabawy, hazardu, szalonych przebieranek, maskarad i pomieszania ustalonych norm społecznych. Niewolnicy zyskiwali tymczasowo wolność, by robić i mówić, co im się podobało. Mogli np. zamienić się rolami ze swoimi panami. Wybierano też króla całej tej swawoli zwanego Saturnalicius princeps. Miał on z mocy swego urzędu pilnować, coby impreza była sroga i nikt z poddanych nie ośmielił się zamulać. (Uwaga dla dobrych ludzi: niezawisłe sądy oraz służby także miały wolne, zatem na ulicach hulaj dusza, antyczne HWDP i śmierć konfidentom! Istne szaleństwo! Źle śpisz widzę to z Twych źrenic, kodeina zamiast protein) Znajdowali się oczywiście obywatele korzystający ze zniesienia tak moralnych, jak i prawnych ograniczeń, co musiało skutkować wzmożoną przestępczością. I choć wielu z pewnością używało sobie w te dni w sposób skrajnie pozaprzepisowy, Saturnalia były również okresem dobroci, zawieszenia sporów i obdarowywania się prezentami.  Brzmi znajomo? Niemało z tych pogańskich zwyczajów okazało się trudnych do wykorzenienia nawet po nadejściu chrześcijaństwa. W konsekwencji wiele bałwochwalczych praktyk w mniej lub bardziej zmienionej formie przylgnęło do zimowych świąt, w tym naturalnie do Świąt Bożego Narodzenia.

ALE DLACZEGO CHOINKA?

Prób dowiedzenia starożytnego rodowodu dzisiejszej choinki było wiele. Wiemy, że wiekowych cywilizacji wykorzystujących rośliny wiecznie zielone do strojenia domostw i świątyń w okresie zbliżonym do współczesnych obchodów Narodzenia Pańskiego nie brakowało, jednakże realny trop potwierdzający związek tych pradawnych zwyczajów ze współczesną tradycją ubierania choinki ogranicza się jedynie do mało konkretnego wniosku, że zielona roślinność, symbolizująca na przekór zimowej ciemnicy płodność i nowe życie, stanowiła charakterystyczny element śródzimowych celebracji.  Twórcy chrześcijańskich legend także nie próżnowali przypisując początek ustanowienia chrześcijańskiej tradycji dramatycznemu spotkaniu ok 723 r.pomiędzy misjonarzem – św. Bonifacym a grupą germańskich pogan. Jak głosi legenda Bonifacy miał w miejscowości Geismar, a konkretnie to w świętym gaju – miejscu kultu tamtejsze ludności pogańskiej – ściąć na oczach niewiernych rosnący tam święty dąb Donara (germański odpowiednik nordyckiego Thora). Niektóre wersje legendy dodają, że Bonifacy przybywszy na miejsce ocalił chłopca, który przez druidów miał być pod świętym dębem złożony w ofierze. Inne dopowiadają, że drzewo w cudowny sposób padło po zaledwie jednym uderzeniu siekiery misjonarza-mocarza. Finał całej historii miał być taki, że z drewna po powalonym dębie nasz święty wybudował na jego miejscu kaplicę. Oniemiałym ze zdziwienia poganom, którzy przekonani byli, że za podniesienie ręki na święte drzewo ich boga, Bonifacego spotka kara w postaci uderzenia pioruna (nie zapominajmy, że Donar/Thor to bóg piorunów), kapłan wskazać miał rosnącą opodal młodziutką jodełkę (niektóre wersje podają że drzewko magicznie wyrosło na poczekaniu w miejscu ściętego pogańskiego dębu) jako symbol nowego kultu. Dzikusy według  podania naturalnie miały na poczekaniu się nawrócić. Wszak przybysz pokazał, że jego bóg jest silniejszy. Za przesłanie płynące z nowego, słusznego drzewka podstawiano rozmaitą symbolikę: że trójkątne drzewko ma symbolizować Trójcę Świętą;  że reprezentuje Chrystusa, który swoim wyznawcom daje nowe życie;  w końcu że życie symbolizuje życie wieczne, tak jak wieczna jest zieleń na roślince.

Tradycję strojenia drzewka stricte bożonarodzeniowego zapoczątkować mieli Niemcy, którzy według zapisów historycznych już w XVI w. w swych domach z okazji Świąt ozdabiali jodły w takiej czy innej formie.  W tym wypadku nie mamy już wątpliwości, że zwyczaj odnosi się do tradycji chrześcijańskiej, gdyż nawiązuje do słynnego „Rajskiego Drzewa” znanego też jako biblijne Drzewo Życia. W średniowieczu nierzadkim widokiem były wystawiane z okazji ważnych wydarzeń w kalendarzu liturgicznym tzw. misteria, czyli organizowane najczęściej na otwartym powietrzu przedstawienia dla gawiedzi o tematyce zaczerpniętej z Biblii. Jednym z najpopularniejszych widowisk tego typu było przedstawienie, które opowiadało historię stworzenia świata oraz wygnania pierwszych ludzi, czyli Adama i Ewy, z rajskiego ogrodu zwanego (tak, zgadliście) Edenem. Centralnym rekwizytem na scenie było symbolizujące raj utracony drzewko. Jako że inscenizacje miały miejsce zimą, z braku owocujących o tej porze roku drzewek, siłą rzeczy wybór rekwizytu padał na zimozielone gatunki, które dodatkowo obwieszano jabłkami i okrągłymi opłatkami w roli hostii. Nawet gdy misteria popadły w niełaskę wśród kleru i uznane zostały za pogańskie widowiska, ludność zachowała w pamięci żywe wspomnienie życiodajnego rajskiego drzewa, z którego Ewa oczywiści musiała zerwać zakazany owoc na zgubę całego rodu ludzkiego. (Nie mogłaś się powstrzymać, prawda, Ewka? No i jak tu się dziwić, że kobiety obwinia się za wszelkie zło tego świata? No sami powiedzcie?). Skutkiem tego, nawet gdy zabrakło kolorowych spektakli, ludzie w czasie święta Adama i Ewy, czyli 24 grudnia zaczęli ów symbol przemycać do swoich domów. Proceder przerodził się w zwyczaj. W Bawarii do dzisiaj można spotkać się z terminem Paradiesbaum (rajskie drzewo) jako określeniem bożonarodzeniowe drzewka.

Zwolennicy tej wersji choinkowego pochodzenia łączą ją dodatkowo z niemieckim obyczajem stawiania stożkowatych konstrukcji składających się z drewnianych półek przypominających swym kształtem piramidy (w swej formie imitujących zapewne jodłę, która z kolei kojarzona była z Drzewem Życia za sprawą ulicznych widowisk) i z tego też względu nazywanych po prostu bożonarodzeniowymi piramidami (niem. Weihnachtspyramide). Ozdabiano je świeczkami, owocami, ciastkami oraz figurkami przedstawiającymi Świętą Rodzinę. Aż do XIX w. świąteczna piramida współwystępowała w domach wraz z choinką i z czasem stawała się coraz większa, okazalsza – zyskała wymyślne rzeźbienia, a nawet wiatrak na szczycie popychany za sprawą ciepłego powietrza podgrzewanego przez świece.  Największe z tych wyszukanych struktur spotkać można dzisiaj na miejskich placach.  Zdaniem niektórych na przestrzeni lat zwyczaj stawiania drewnianych piramid zlał się z koncepcją rajskich drzewek tworząc do XVII w. prototyp znanej nam współcześnie obwieszonej ozdobami i światełkami świątecznej choinki.

ŚWIATŁO REFORMACJI

Według jednej z legend pierwszym, który na drzewku miał umieścić świecę, był znany nam z lekcji historii niemiecki reformator religijny Marcin Luter. Miał on sobie przed Świętami około 1530 r. wracać do domu przez las, kiedy to, urzeczony pięknem nocnego, rozgwieżdżonego nieba, postanowił owym widokiem podzielić się z rodziną. Światło świecy na choince miało zgodnie z jego skojarzeniem symbolizować  światło gwiazd na betlejemskim nieboskłonie pamiętnej noc, a w ogóle to Pan Jezus opuścił gwiazdy wysoko na niebie, by zejść do nas i zamieszać trochę na ziemskim rynku dusz – tak ponoć tłumaczył to swej dziatwie (choć pewnie ujął to w nieco innej formie :q). Nie istnieje jednak, żadne wiarygodne źródło potwierdzające dekorowanie drzewek świecami w XVI w., a najwcześniejsze tego typu zapisy pochodzą z okresu o wiek późniejszego. Niepozbawionym słuszności jest również przypuszczenie, że drzewka miast być, jak czyni się to dzisiaj, ustawione na podłodze, zwisały przyczepione do sufitu czubkiem do dołu.

KTO BYŁ PIERWSZY?

Tytułu nacji, która podarowała światu świąteczne drzewko, Niemcom nie chcą bez walki podarować Estończycy. Twierdzą oni, że u nich zimozielone drzewka świąteczną porą można było spotkać już w 1441 r. O palmę pierwszeństwa pod tym względem upomina się również Ryga, gdzie w roku 1510 sztucznym kwieciem umajony przedstawiciel wiecznie zielonego gatunku miał być w asyście uroczystej procesji przetransportowany na miejski plac, by następnie na nim spłonąć. Z kolei sporządzony przez angielskiego historyka i antykwariusza inwentarz miejski Londynu odnotowuje, że w 1444 r. „drzewo ustawione było śród bruku, pewnie przytwierdzone do gruntu, suto ostrokrzewem i bluszczem obwieszone, na świąteczną uciechę ludzi.” Francja także przedstawia dowód w postaci wydanego w Alzacji w 1561 r. rozporządzenia, na mocy którego mieszczanin nie mógł w okresie Świąt posiadać  więcej niż jednego drzewka, zaś sama roślina swą wysokością nie mogła przekraczać miary ośmiu „butów”. Przepis ów zdaje się świadczyć o na tyle dużej popularności drzewka jako świątecznej ozdoby w regionie, że jego podaż była zagrożona, czemu rozporządzenie, jako środek zaradczy, miało przeciwdziałać.  Znane są też przekazy na temat drzewek obecnych w przestrzeni publicznej w Bremie  w roku 1570 czy w roku 1597 w Bazylei. Znane są też pochodzące z pierwszej dekady XVII w. liczne przekazy na temat świątecznych drzewek trzymanych w domach, głównie w północnych Niemczech – obszarze zdominowanym przez Luteranizm, podczas gdy południowa – katolicka część kraju zdawała się preferować zwyczaj stawiania bożonarodzeniowych szopek.

 Z czasem sława protestanckich drzewek świątecznych rosła i z wolna rozeszła się na całą Europę. Do Stanów choinka trafiła po roku 1740 za sprawą morawskich osadników. Tak naprawdę dopiero w wieku XIX możemy mówić o powszechnym sukcesie drzewka jako symbolu świąt chrześcijańskiego świata.  Roślina przyjęło się także w innych częściach globu – nawet tam, gdzie wpływ chrześcijaństwa był znikomy. Spektakularnym przykładem tego może być Japonia, gdzie aż połowa gospodarstw domowych w czasie Świąt ustawia sztuczne drzewka przystrojone lampkami, origami i wiatraczkami, jednak praktycznie żadna z zamieszkujących je rodzin nie deklaruje wiary chrześcijańskiej.

POLACY NIE GĘSI…

W Polsce tradycja ubierania całego drzewka jest względnie młoda. Zwyczaj ten przybył do naszej stolicy na początku XIX stulecia. za sprawą pruskiego okupanta. Na wieś choinka trafić miała jeszcze później, bo dopiero w okresie międzywojnia. Tam stoczyła zwycięski bój z tradycją bez mała tysiącletnią, a więc starszą od chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Otóż na Słowiańszczyźnie rytuał obchodzenia zimą przez młodych chłopców domów, składania życzeń i zostawiania zdobnych gałązek drzew iglastych datuje się już na ok. VI-VIII w. Okazuje się więc, że słowiańskie ludy z terenów środkowej Europy także miały swoją noworoczną ozdobę w postaci wiecznie zielonych gałęzi iglaków. W Polsce gałąź taką nazywano podłaźniczką. Inne jej nazwy to: jutka, sad rajski, boże drzewko czy wiecha. Podłaźnicę wieszano u sufitu, nad drzwiami, nad oknem. Miała w domu wisieć przez cały rok.  W niektórych regionach naszego kraju, zamiast gałązki wieszano ucięte wierzchołki drzew, które jeszcze bardziej przypominały współcześnie znaną nam choinkę. Wyschniętej ozdoby nie wolno było wyrzucać. Pokruszone gałązki dodawano np. do paszy dla zwierząt albo zakopywano w polu w nadziei, że magiczna moc drzewka zapewni urodzaj. Na Wigilię przystrajano ją jabłkami, orzechami, wypiekami z ciasta i światami (kulami sklejonymi z kolorowych opłatków). Podłaźnica miała posiadać magiczną moc. Uważano, że może uchronić dom od chorób i nieszczęść. Obyczaj przynoszenia jej do domu zachował się na Podhalu do dziś.

Podłaźnica miała ponadto służyć podczas magicznych rytuałów zapewniających urodzaj. W okolicach Żywca np. znany jest zwyczaj wnoszenia gałęzi przez gazdę do ciemnej izby, w której domownicy następnie posypują ją „owieskiem”, po czym zapalają światło mające symbolizować potrzebne do wzrostu światło słoneczne. Czarodziejska moc gałązki nie bez znaczenia była również dla panien na wydaniu, gdyż mogła im zapewnić rychłe zamążpójście. Kawalerowie, którzy w wigilię Bożego Narodzenia lub Nowego Roku przychodzili do panien z powinszowaniami zwani byli podłaźnikami, zaś sam zwyczaj podłazami. Szczwani zalotnicy za sprawą podstępnych sztuczek mieli zwabiać panny pod podłaźnicę, by je tam następnie bezkarnie wycałować (kobitki,  ujawniać się!  #MeToo).

Inną świąteczną ozdobą, którą na polskiej wsi stawiano w kącie izby był diduch. Był to snop zboża ustawiany zawsze kłosem do góry w pomieszczeniu, w którym odbywała się wieczerza.  W czasach przedchrześcijańskich wyrażał on więź z duchami przodków (słowo diduch znaczył tyle co duch dziada). To właśnie w nim mogły zamieszkać opiekuńcze duchy bliskich, by ucztować wraz z rodziną. Snop pełnił rolę talizmanu chroniącego przed złymi mocami, zapewniał też dobrobyt. Stanowił ponadto wróżbę plonów przy następnych zbiorach. Z wyłuskanych z jego kłosów ziaren rozpoczynano wiosną pierwszy siew. W późniejszym okresie naznaczonym przez prymat chrześcijaństwa, przekształcającego nierzadko symbolikę wierzeń dawniejszych, diduch miał pełnić w domu rolę okrycia dla nowo narodzonego Dzieciątka, które chowając się za nim patrzyło, „czy w rodzinie panuje zgoda”. Podobnie znany obecnie chyba każdemu zwyczaj umieszczania sianka pod wigilijnym obrusem na pamiątkę miejsca, w którym miało przyjść na świat Boże Dziecię, w gruncie rzeczy wywodzi się z pradawnego pogańskiego obrzędu związanego z zagwarantowaniem w domu dostatku.

 

Write A Comment