Grzyby dla naszych przodków były czymś więcej niż tylko smacznym dodatkiem do zupy. Trudno doszukać się źródła (cóż za nowość), które podawałoby, kiedy Słowianie zaczęli wykorzystywać właściwości grzybów, albo w ogóle kiedy człowiek zorientował się, że to coś nadaje się do zastosowania jako pożywienie i nie tylko. Być może spróbował obserwując zwierzęta i idąc za ich przykładem (skoro one zjadają, spróbuję i ja), a potem to już poszło. To nie przeszkadzało, by ogólnie uważać grzyby za organizmy nieprzyjazne ludziom, dziwne, magiczne, później diabelskie (ale to już za jaśnie oświeconego panowania KK). Podobnie jak ropuchy i nietoperze, grzyby uważane były za symbol zła. Biorąc pod uwagę, że w językach starosłowiańskich występuje wyraz „gaba” (w większości regionów w bardzo podobnej formie), oznaczający właśnie „grzyb”, możemy przyjąć, że nasi przodkowie zapoznawali się z właściwościami tych leśnych dziwaków od bardzo dawna. Pierwszym pisanym dokumentem dotyczącym obszarów dzisiejszej Polski, który zaświadczał o obecności grzybów w jadłospisie jest „Pasja Świętego Wojciecha Męczennika”, powstała prawdopodobnie w 1004 roku.

„A kiedy zakończyli nieszporne oficjum, on oddalił się nieco od nich i chodząc tu i tam po leśnych polanach tyle przyniósł smacznych grzybów i ziół [że dopiero wtedy rozpoczęła się prawdziwa impreza], że wszyscy mogli cieszyć się z obfitości urozmaiconego posiłku”. Usystematyzowana wiedza na temat grzybów musiała być bardzo skromna, prawdopodobnie przekazywano ją z ust do uszu, z pokolenia na pokolenie, a być może dostęp do niej mieli tylko „wiedzący” i parający się praktykami szamańskimi? Dopiero w „Dykcynarzu roślinnym” (a więc początki 1804) pojawiają się wzmianki na temat grzybów i ich występowania, gatunków.

Grzyby właściwie na całej kuli ziemskiej, tam gdzie pogoda pozwalała im rosnąć, były użytkowane przez ludzi do celów magicznych, szamańskich, zakazanych, uważano je za katalizatory, które pozwalały „zajrzeć” do innych światów, połączyć się z duchami przodków albo wsłuchać w głos Bogów. Na Syberii muchomor jest nawet czymś więcej, bo odgrywa rolę osi świata, w Ameryce Środkowej „boskie grzyby” czyli halucynogenne cierniówki, uważane są, podobnie jak muchomory na naszym kontynencie, jednocześnie za zwierzęta mocy i za rośliny, boskich sprzymierzeńców i duchy przodków, zamieszkujące krainę po drugiej stronie (Szyjewski). Z niektórych przekazów wynika, że grzyby niejako posiadały własną osobowość, nie były łącznikiem, a po zażyciu przemawiały do szamana, ukazując mu odpowiedzi na wszelkie pytania, a zażyte w dużej dawce na zawsze zmieniały jego osobowość, czyniąc go bardziej mieszkańca świata „Tam” niż „Tu”, oddalał się od ludzi i spraw typowo ziemskich, ale dzięki temu wiedział, jak zniwelować problemy trapiące tych żyjących „nogami na ziemi”. Afrykańskim dowodem na starożytność technik szamańskich są mezolityczne petroglify z Tassili n’Adzer przedstawiajające ludzi-grzyby, dodatkowo z grzybami w rękach, oraz człowieka z głowa pszczoły w obcisłym, siatkowym stroju, z którego wyrastają grzyby. Muchomory miały wyrosną tam, gdzie splunęło bóstwo. Duchy spożytych muchomorów zasilają siłę szamana i stają się jego doradcami.

W polskich przekazach ludowych mówi się np. o czasie, kiedy Pan Bóg z Jezusem i s´w. Piotrem wędrowali po wsiach szukając gościny, ustanawiając pierwsze zasady i stwarzając byty w rodzaju grzybów, śmierci itp. „Grzyby mają w sobie pierwiastek boski i diabelski, stąd ich ambiwalencja i jednocześnie niezwykłość. Bo grzyby są niezwykłe, stworzone z chleba, stworzone z chleba i śliny kumulujących w sobie dobro i zło, jak chleb, który służy ludziom za pożywienie, tak i one przez ludzi mogą być spożywane. Jednak zawierają w sobie niebezpieczną cząstkę, szkodliwy składnik – diabelską ślinę, która może stanowić poważne zagrożenie”.

Późniejsze wierzenia na temat grzybów są właściwie mieszaniną pogańskich guseł i kościelnych przekazów. Skoro grzyby rosły w lesie, to znaczy w przestrzeni niebezpiecznej, obcej, zarezerwowanej jako siedliszcze sił nieczystych, nieznanych, demonicznych, to musiało z nimi być coś nie tak. W dodatku pojawiały się najczęściej wcześnie rano, więc można wysnuć wniosek, że rosły w nocy. A skoro w nocy, to znaczy porze nieprzyjaznej i przypisanej śmierci, złu, panowaniu czegoś niezrozumiałego. Stąd wzięła się nazwa „czarcie koło”, „wiedźmowy krąg”.

Temat w szerszym ujęciu pojawi się niebawem na blogu, podobnie jak inne, wrzucanie tekstów w całości tutaj jest stratą czasu mojego i Waszego – moja praca przepada w odmętach, Wy musicie szukać w nieskończoność tego, co Was interesuje, pytacie o rzeczy, które kiedyś już się pojawiły, ale np. w czerwcu, więc… Sami rozumiecie.

Źródła: S. i O. Kłosiewicz, Przyroda w polskiej tradycji, Warszawa 2011
Las tętniący życiem, Grzywacz
E. Nowik, Szamanizm syberyjski, Kraków 1993
M. Eliade, Inicjacja, obrzędy, stowarzyszenia tajemne, Kraków 1997
I praca doktorska jakiejś Pani, której teraz nie mogę znaleźć…

Write A Comment