Tradycyjnie: jak oni się do tego zabierali? (Chóralna odpowiedź, która zawsze w takich chwilach mi towarzyszy, zabrzmiałaby dziś równie dwuznacznie co prawdziwe). Przekazów na ten temat zachowało się jak na ich kulturę (po której w porównaniu ze słowiańską zostało całkiem sporo śladów i źrodeł) bardzo niewiele, a to, co mogło wskazać wiele tropów, czyli skandynawskie niecenzuralne przyśpiewki zwane mannsongr (tylko wymienianych w źródłach, bez zachowania treści, ale purytanami to oni raczej nie byli), których ponoć zakazano na Islandii jeszcze zanim Kościół zaczął rosnąć w siłę, nasuwa się więc pytanie, czy to wynik gwałtownego przypływu pruderii, czy naprawdę uznano je za tak nieprzyzwoite, że obciach na dzielni, jak po 1000 lat ktoś to później znajdzie i przeczyta.

To co się zachowało, nie zawiera niestety żadnych pikantnych opisów, zero fantazji, wszystko po ciemku, nakryci skórami po czubki głów. Nie no, żartuję, ale te wzmianki, co się gdzieś uchowały, naprawdę omijają temat, wszystko raczej „na około” i aluzyjnie, nie zdradzając żadnych tajemnic alkowy (podobno to po dżentelmeńsku). To, co wiemy o keksie* w epoce Wikingów, jest zatem mocno okrojone i pozostawia sporo miejsca dla wyobraźni, co w sprawach dotyczących historii często kończy się turbosłowiaństwem i wielkolechictwem np. Z tego co się zachowało, udało się wyczytać niewiele: początek był ograniczony raczej do minimum, albo po prostu nie rozwodzono się nad szczegółami, bo każdy wiedział o co c’mon: „mąż zwracał się ku kobiecie” i „kładł rękę na jej udzie” (leggja hond), to znaczy żony udzie”. Gdy to się zaczęło, wiele eufemizmów wyjaśniało, co będzie dalej:

• „zbiorą się razem w łóżku” (hviluthrong)
• będzie „odpoczywał razem z nią” (hvila meth henni)
• będą „podróżować razem” (samfor)
• „zabawiać się”, on „pociągnie ją gwałtownie w swoją stronę” aby pocałować.

Najbardziej dosłownym określeniem dotyczącym TYCH RZECZY* było „swawolenie na jej brzuchu/skakanie po jej brzuchu”, co rodzi chyba oczywiste skojarzenia. Staronordyckie słowo „pożądanie” (munuth) pochodzi od słów „miłość” (mun) i „myśl / pamięć / umysł” (hugr), więc może naprawdę jest tak, że „wikingowie” byli takimi romantykami, a nie barbarzyńcami ciągającymi baby po wioskach za włosy. Sagi nawet w odniesieniu do „nielegalnych wizyt”, jakie mężczyźni składali po kryjomu swoim wybrankom (kiedy rodzice nie zgodzili się na ślub) używają określenia „idzie z nią porozmawiać”. Zamiast „uprawiać keks” pisano „kochankowie cieszą się sobą”. Keks* był zawsze używany w kategoriach „mężczyzny uprawiającego keks z kobietą”, z mężczyzną będącym sprawcą i kobietą będącym osobą, której zostało to zrobione. Widać to w terminach penetracji (giljarthar): „akt przenikania”.

W sagach i mitach często nie wspomina się o wiadomo jakich skłonnościach* męskim ani kobiecym, przy czym moho skłonność kobiet jest całkowicie nieobecna lub pominięta. Co wiemy o męskim homoseksualizmie? (W tym miejscu z kronikarskiego obowiązku zaznaczę, że ten tekst, gdy pojawił się na FB, musiał zostać ocenzurowany i konieczne było uskutecznianie słowotwórstwa, ponieważ internetowe dzieciątko wolności, mekka nowoczesności, dziecko Marka Zuckerberga oskarżyło mnie o dyskryminację mniejszości seksualnych, chociaż ani słowem nikogo nie obraziłam). Jedynie to, że był strasznym tabu. W szczególności bierna rola (ergi, bycie tym, kto jest penetrowany) w takim „układzie” była sprzeczna z tym, co w tamtych czasach stanowiło o wartości mężczyzny. Pojęcie ergi jest często używane jako obelga.

Tego, co oznaczone gwiazdką musicie się domyślić, wybaczcie, że napisane jak przez dzbana, ale inaczej się nie da.:
Jochens, Jenny. Women in Old Norse Society. Cornell University Press, 1998
Eric ChristiansenNorsemen in the Viking Age, np. strona 32. Zdjęcie nie może być zgodne z tematem.

Write A Comment