Słowianie tatuowali sobie kołowrót i „Polskę Walczącą”?

Czy Słowianie mieli tatuaże? (Kto zgadnie jak na to odpowiadam nieoficjalnie, jest tam przekleństwo). Wizerunek brodatego, długowłosego gościa, najlepiej postury dębu, jest medialnie mocno promowany jako przedstawiający żyjących przed wiekami pogańskich wojowników z północy i wschodu Europy (w sumie Piktów w „Królu Arturze też tak zobrazowano, z wyłączeniem może tego nacisku na klaty). Tatuaże wydają się być doskonałym dopełnieniem dla dzikiej, prymitywnej ale mającej wzbudzać pewien rodzaj pożądania całości – czy to nie przemawia do wyobraźni? Nieustraszony wojownik wychodzący do walki ubrany w pancerz z run (wszyscy wiedzą, że Słowianie też mieli runy, tylko schowali je w Watykanie i teraz nie chcą oddać, razem z planami budowy statku kosmicznego na którego pokładzie wysyłało się kertynów* na Słońce) i symboli, które mają chronić go od ciosów. No dobra, do rzeczy: dziarali się czy nie? O „wikingach” wiadomo więcej, jak zwykle. Handlowali z Arabami, a ci lubili sobie czasem coś skrobnąć, bo zaowocowało zachowaniem i przekazaniem informacji.

Arabski podróżnik, Ahmad Ibn Fadlan, uczony z Bagdadu, został wysłany przez kalifa (żeby powęszyć i może coś opchnąć) do Bułgarów, czyli wtedy do Rosji, w rejon środkowej Wołgi. Po raz pierwszy miał do czynienia z tymi dziwnymi wojownikami, podróżując po rozległych stepach, (niby) natknął się na nich podczas żeglugi rzeką. W 921 r. n.e spotkał się z ludem zwanym Rus – szwedzkimi kupcami, którzy sprowadzali niewolników do sprzedaży na lokalnych rynkach.

„Nigdy nie widziałem ciał tak doskonałych jak ich” – pisał – pytanie co to znaczyło w jego rozumieniu, sześciopak i trójkątna sylwetka? „Wysocy jak palmy, nie noszą tunik ani kaftanów. Każdy człowiek nosi płaszcz, którym przykrywa połowę swojego ciała, tak że jedno ramię jest odkryte. Niosą topory, miecze i sztylety i zawsze mają je pod ręką. Używają frankońskich mieczy z szerokimi, prążkowanymi ostrzami. Opisuje, że mężczyźni byli wytatuowani „od czubków palców po szyje”.

Wzory miały być ciemnozielone, wyglądać jak skomplikowane motywy roślinne. Jest jednak prawdopodobne, że tatuaże były ciemnoniebieskie albo sinożółte (z wierzby, na południu tak robili, nie wiem czy tam mieli wierzby), kolor pochodzący z zastosowania „popiołu drzewnego” (?) do barwienia skóry. Dalej jest o tym, że tatuaże wyglądały jak drzewa (to znaczy jak? Były rozgałęzione?), pisze też o „plecionkach” (ich „znak firmowy” to też była taka plecionka, tylko że zakończona dwiema groźnymi głowami, można kupić takie ozdoby nawet teraz) i innych lubianych na Północy ozdobach uformowanych tak, jak kobiece naszyjniki i pierścienie (mógł mieć na myśli, że np. wokół przegubów, ramion, nadgarstków). Niby wszystko cacy, tylko że Ibn Falana w innych miejscach zdarzało się już przyłapać na bajdurzeniu i wyszedł z niego mały kłamczuszek, nie można więc w 100% dawać wiary jego słowom. Z perspektywy Muzułmanina wygląd i zwyczaje pogan stawiały ich na miejscu prymitywów i dzikich bestii, na które patrzy się z połączeniem obrzydzenia, grozy i fascynacji.

Niby zaznaczył, że codziennie się myli, ale według niego wychodziło na to, jakby się tylko jeszcze bardziej brudzili, bo podobnie jak Germanie, wszyscy pluskali się w jednej „balii”, co dla niego było obrzydliwe, Mahometanie kąpali się w płynącej wodzie (czyścioszki, ciekawe). A jak było naprawdę z tymi tatuażami, to też kwestia tłumaczenia i interpretacji, słowo, którym w oryginale zostały określone wzory na ich ciałach w języku arabskim odnosi się do kształtów ozdabiających wnętrza meczetów, jakieś zawijasy, symbole. Po ludach Północy zostało (w porównaniu ze Słowianami) sporo źródeł, które mówią dużo o czasem nawet prozaicznych szczegółach z ich życia, a o tatuażach chyba nic nie ma, to trochę dziwne, jeśli były takie powszechne, jak twierdził Ibn Falan. Z drugiej strony odkrycia archeologiczne z rejonów, w których klimat sprzyja dobremu zachowaniu szczątków (czyli Syberia i super zimno) pokazują, że u Scytów tatuowano się w czasach, gdy o religii mahometańskiej jeszcze nikt nie słyszał (ten wódz, którego znaleźli, chyba z 500 roku p.n.e miał znaki na skórze, jeszcze „starsza” kobieta również miała tatuaże na przedramionach, jak wrzucicie frazę o tym w wyszukiwarkę, wyrzuci Wam zdjęcia tych szczątków).

O tym, co ze Słowianami wiemy właściwie tylko tyle, ile pokazują Nam późniejsze zwyczaje, których rodowód jest słabo albo wcale nie udokumentowany. Moszyński podaje, że trwałe zdobienia (nie zalicza do tatuażu malowania po skórze, a tylko trwałe ślady pozostawione przez cięcia lub zranienia wypełnione barwnikiem) występowały często u kobiet na terenach zamieszkałych przez Słowian Południowych (źródła z Bośni i Hercegowiny oraz byłej Jugosławii, z dalszej części tekstu wynika, że w tym momencie chodziło mu o czasy współczesne jemu, nie starożytność, dalej podaje to, co na ten temat jest u Herodota i o późniejszym okresie u Strabona). Aktu tatuażu dokonywano zwykle w nieprzypadkowym momencie wskazującym na ewidentnie pogańskie konotacje, 19 marca, czyli w wigilię przesilenia wiosennego (późniejsze św. Józefa). Zdobiono w ten sposób ciała dziewcząt w wieku 13-14 lat, a więc dojrzewających, co też wydaje się oczywiste, a obrazy zajmowały obszar od dłoni aż do łokci. Czasem ozdabiano też górną część piersi, a u mężczyzn (a przed chwilą pisał, że w sumie tylko u kobiet), zewnętrzną część ramienia. Wiadomo także, że od „bardzo dawna” tatuowali się sławońscy pasterze, którzy w naciętą lub nakłutą skórę wcierali popiół lub barwnik zrobiony z sadzy.

James E. Montgomery, Ibn Fadlan and the Rusiyyah, Journal of Arabic and Islamic Studies 3, 2000
Judith Gabriel, “Among the Norse Tribes: The Remarkable Account of Ibn Fadlan,” Saudi Aramco World, November/December 1999: 36-42
Moszyński, Kultura ludowa Słowian, Kultura duchowa, 2 i 3

Write A Comment