Podobno ciąża to nie choroba – wystarczy wejść na pierwsze lepsze „mamuśkowe” forum, żeby trafić na wpisy superwoman, które twierdzą, że poród to bułka z masłem, a kobiety są stworzone do tego, by w sposób naturalny (bez ingerencji chirurga, to się nie liczy, ponoć tak robią tylko wygodne sztunie, którym się nie chce znosić trudów i poświęcać się w imię wyższego dobra) wydawać na świat dzieci, najlepiej od razu trójkę, a następnego dnia być już na nogach od 6 rano, mieć ogarniętą chatę, ugotowany obiad, zrobiony makijaż i umówioną wizytę u fryzjera. Ale to wszystko PO… A co ZANIM ciążowy brzuch zacznie być widoczny o wiele wcześniej niż reszta kobiety? Poniżej możecie przeczytać jakie obwarowania, zakazy, nakazy, przesądy i niebezpieczeństwa czyhały na te, które dowiedziały się, że zostaną matkami.

Pomyśl przez chwilę, że żyjesz gdzieś w XVIII wieku, i czytaj…

1. Nigdy nie informuj o swoim błogosławionym stanie zbyt wcześnie – nawet mężowi możesz powiedzieć dopiero wtedy, kiedy płód się w Tobie zagnieździ na dobre, żeby potem nie wyjść na głupią albo nie daj Boże taką, która jest za słaba, żeby donosić ciążę do końca. Nie dość, że otoczenie może na to źle patrzeć (bo przecież to może oznaczać wiadomo co – to co zawsze, kiedy kobiecie coś się „nie udaje”…!). Następni w kolejności do podzielenia się radosną nowiną są rodzice i teściowie. Nikogo innego wprost informować nie powinnaś, sąsiedzi i reszta sami zobaczą w odpowiednim czasie, nie ukryjesz przecież przed światem rosnącego brzucha. Ostrożność była wskazana na każdym kroku, przedwczesna radość może przynieść „zapeszenie” i sprowokować los do spłatania przykrego figla.

2. Sprawa ma też drugie dno – wiadomo, skoro jest dziecko, musiał być i seks, a to przecież temat tabu i można o tym tylko szeptem na ucho. Zdajcie sobie sprawę ze skali paranoi, trzymano się tej „wstydliwości” do tego stopnia, że unikano  używania słowa ciąża, nawet w książkach. Sienkiewicz w „Rodzinie Połanieckich” nigdy wprost nie nazwał stanu ciężarnej Maryni, tak kręcił, motał, od tyłu, na opak, byle tylko nie wrzucić gdzieś w tekst tego bluźnierstwa.

3. Gdybyś żyła w XIX wieku i zaszła w ciążę, wyjątkowo w tym czasie miałabyś się trochę lepiej niż zwykle, nawet gdybyś była biedną chłopką o spracowanych dłoniach, którą mąż dla kurażu tłucze w niedziele po sumie, żeby ci się wątroba nie stłuszczyła (bzdura, kto wie z jakiego to filmu?). Ciężarną obowiązywały w tym odmiennym stanie liczne zakazy i nakazy, których z całą starannością musiała przestrzegać. Wynikały oczywiście z troski o jej zdrowie oraz lekki i pomyślny poród. Nie do końca był to jednak wiejski altruizm, uważano bowiem, że kobieta nosząca pod sercem dziecko z powodu swojego magicznego w pewnym sensie stanu nabiera dziwnych mocy, którymi może w zależności od intencji, a nawet bezwiednie wpływać na otoczenie.

4. Pierwsza ciąża byłaby dla Ciebie podwójnie stresująca, bo cała wieś w ten sposób by Cię egzaminowała – nadajesz się na żonę i matkę czy też nie – jesteś płodna i silna czy cherlawa i beznadziejna – wszystko to miało pokazać te dziewięć niełatwych miesięcy. Sprawdzisz się albo nie, opcji pośredniej nie było. Poronienie? Wiadomo, dopust Boży, łatka, kara i wielki wstyd przed ludźmi – serio, wyobrażacie sobie taką sytuację, że spotyka Was tego rodzaju dramat i zamiast przeżywać to w sobie przejmujecie się tym, jak teraz spojrzeć w oczy sąsiadom?

5. Żeby nie zhańbić nazwiska, cała rodzina dbała o to, żeby ciężarnej niczego nie zabrakło – wierzono, że należy bez szemrania spełniać jej zachcianki, zaspokajać nagły apetyt i nie zwracać uwagi na dziwactwa – ogórki czy niedojrzałe owoce wcale nie były jakimś „kosmosem”, uważano, że rzeczy zwykle niejadalnych też nie należy brzemiennej odmawiać, bo skoro ma na nie ochotę, to nie mogą jej zaszkodzić – tynk, kreda, kora drzewna na śniadanie? Proszę bardzo!

6. Gdyby ktoś wpadł za niemądry pomysł sprzeciwienia się takim zachciankom, narażał na niepomyślność matkę i dziecko, które z tego powodu miało urodzić się łakome, wrzaskliwe, ciągle głodne, chciwe, z paskudnymi czerwonymi oczyma, a nawet z najstraszniejszą chorobą świata – kołtunem! Ratuj się kto może. W innej interpretacji tego przesądu kołtun miał dotknąć osobę odmawiającą, a nie noworodka.

7. W sumie te przesądy miały też swoje dobre strony, jak kraj długi i szeroki wierzono, że ciężarnym nie wolno niczego odmawiać, dawać wszystko, o co tylko poproszą, pożyczać nawet z naddatkiem, w przeciwnym razie pewne było, że na skąpca spadną wszystkie plagi, szkody i niepowodzenia, łącznie z utratą zbiorów, zapasów żywności i garderoby. Powiadano, że „jak się ciężkiej babie czegoś odmówi, myszy zniszczą cały dobytek”. To w sumie powtarza się nawet teraz, jak jakiś prostak nie ustąpi ciężarnej miejsca w autobusie, też mają zeżreć go gryzonie. Albo, co gorsza, przegryźć kabel od słuchawek albo ładowarki. Jak żyć?

8. Z pracą i wykonywaniem codziennych obowiązków bywało różnie, ponieważ były dwie szkoły: zwolennicy jednej uważali, że kobieta w odmiennym stanie powinna się oszczędzać i odpoczywać, siedzieć w fotelu albo leżeć w łóżku – to raczej w bogatych gospodarstwach i dworach szlacheckich. Na wsi było inaczej, ciężarne z konieczności musiały zajmować się obejściem i dziećmi, wyręczano je tylko w pracach wymagających największego nakładu sił – dźwiganie wiader z wodą groziło poderwaniem albo zruszeniem środków a w konsekwencji poronieniem.

9. Znany był także inny pogląd, więc nie ma co się cieszyć za wcześnie – mówiono, że im więcej ciężarna się narobi tym lżej będzie rodziła. Wyjątek stanowiły prace wymagające zginania się lub wykonywania gwałtownych ruchów, bo w ten sposób dziecko mogło „się przydusić”.

10. Nieważne, że mdliło Cię od rana a plecy pękają przy najmniejszym ruchu – masz być pogodna i śpiewać, śmiać się i ogólnie wykazywać zadowolenie bez względu na to jak wygląda aktualnie Twoje życie. W końcu nie ma co płakać, bo i tak nic się nie zmieni, a przynajmniej dziecko urodzi się miłe i serdeczne.

11. Kobiecie w ciąży nie godziło się nikogo przedrzeźniać, bo dziecko mogło się urodzić złośliwe, nerwowe i brzydkie – chyba już wiem co robiła moja matka.

12. Kobieta pijąca – urodzi pijaka, złodziejka – złodzieja, jeszcze inna – wiadomo.

https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/8311/edition/7754/content?ref=desc

1 Comment

  1. Magdalena Borowiec Reply

    Uwielbiam Twoje teksty: dobrze się czyta, można się czegoś ciekawego dowiedzieć, a i też pośmiać 🙂 zawsze z miłą chęcią będę tu zaglądać

Write A Comment