Co tym razem Kościół  wziął?

Kolejnym ważnym dniem jesiennego cyklu uroczystości jest wigilia dzień św. Marcina – 11 listopada, który oznacza koniec roku rolniczego w północnej Europie i nieoficjalny początek zimy. W odróżnieniu od uroczystego Dnia Zadusznego, dzień świętego Marcina (lub Martinmas) obchodzony jest w sposób przypominający Halloween, bardziej niż zadumie ludzie oddają się zabawie i biesiadowaniu. „Święty Marcin” ma szczególne znaczenie w estońskim kalendarzu ludowym, w którym dwa tygodnie później wypada jeszcze jedna podobna okazja – Dzień św. Katarzyny (Kadripäev). Wciąż popularne w wiejskiej Estonii, zwyczaje z dnia św. Katarzyny (25 listopada), choć bardziej związane z wypasem niż z hodowlą, są podobne do tych świętomarcińskich: oba święta tradycyjnie wiążą się z biesiadowaniem i rozrywką, podczas gdy dzieci w kostiumach chodzą od domu do domu śpiewając piosenki i zbierając w zamian prezenty i smakołyki. Jednak zamiast „Cukierek albo psikus!” estońskie dzieci tradycyjnie witały starszych przyśpiewką i życzyły rodzinom powodzenia w uprawach, hodowli bydła i ogólnie w gospodarstwie domowym. Jeśli dzieci nie zostaną powitane życzliwie, mieszkaniec ryzykuje, że zostanie ukarany, ale nie przy pomocy psikusów i dokuczliwych żartów, ale batem na niego staną się niewybredne piosenki; zazwyczaj jednak dzieci są wpuszczane do środka i otrzymują jabłka, orzechy, ciastka i inne smakołyki. Św. Marcin był uważany za patrona żebraków, co przyczyniło się do zachodnioeuropejskiego zwyczaju błagania o darowizny charytatywne tego dnia. Martinmas jest męskim świętem, ponieważ patronuje mu mężczyzna (i tylko oni świętują? O co chodzi?) Panowie poprzebierani w stroje podobne do tych, które są właściwe dla Yule/okresu bożonarodzeniowego i dni poświęconych germańskim boginiom Perchcie i Frau Holle (skóry zwierzęce i futra, straszne maski) i chodzili od domu do domu, śpiewając i tańcząc, a jeden wybraniec z ich grona musiał być przebrany za kobietę. Liderem grupy był mężczyzna, zwany Martinem Starszym lub Starszym Świętym.

Kolejne Halloween?

Dzień św. Marcina przypada na „stary” (kalendarz juliański) Dzień Wszystkich Świętych („Halloween”) i dlatego jest związany z obchodami celtyckiego Samhain i jest łączony z oddawaniem czci zmarłym przodkom. Zwyczaje St Martin’s Day (i St. Martin’s Eve) mogą nieoczekiwanie mieć wspólne cechy z Halloween nie tylko w Estonii: w Niemczech na przykład zwyczaje Gripschen lub Heischebrauch są kultywowane do dziś, przebrane dzieci chodzą od domu do domu i proszą o słodycze w zamian za piosenki (Martinstag). W Niemczech – podobnie jak w innych częściach Europy – ten zwyczaj był również kojarzony ze średniowiecznymi tradycjami zadusznymi. W „ramach wędrówek dusz” ludzie chodzili od drzwi do drzwi, ofiarowując modlitwy za zmarłych w zamian za pieczone specjalnie za tę okazję ciastka i potrawy.  Wydaje się, że przekształciło się to we współczesne „cukierek albo psikus” – pisałam już o tym przy okazji Samhain, ale było cechą innych świąt związanych z oddawaniem czci przodkom. Rytualne żebranie było zatem pradawnym i ważnym zwyczajem kulturowym, a idea otrzymania boskiej łaski w zamian za udzielanie gościnności ubogim i potrzebującym była kluczowym elementem religijnych obrzędów chrześcijańskich i przedchrześcijańskich epok (np. greckie święta Saturnalii i Kronii). We współczesnych Niemczech i innych krajach północnoeuropejskich dzieci biorą udział w procesjach lampionowych w wigilię świętego Marcina, a na ich czele stoi człowiek ubrany jak święty – często przedstawiany jako rzymski żołnierz z dużą peleryną siedzący na koniu. Procesje te kończą się ogniskami Świętego Marcina, podczas których ludzie jedzą tradycyjne potrawy i spożywają napoje (takie jak gluwein). Duchy zmarłych były, przed i po nadejściu chrześcijaństwa, związane z głodem ciepła i płodności naszego świata. Akt ugłaskiwania potrzebujących i głodnych można traktować z technicznego punktu widzenia jako odsuwanie tego „przyciągania” z innego świata, które mogłoby zagrozić naszym rychłym „przejściem”, by przyłączyć się do umarłych. Legenda Marcina z Tours przekazana nam przez Sulpiciusa Severusa (IV / V w.) mówi, że pierwotnie był on niderlandzkim szlachcicem służącym w rzymskiej kawalerii, który poprzez proces boskiego objawienia przechodzi z fizycznej formy wojny do duchowej, ale to tylko jedna z wielu chrześcijańskich narracji, nie byłby to pierwszy przykład, kiedy kronikarz „dodał sobie” to co mu się akurat wydało na miejscu. To pomieszanie śmierci i życia było typowe dla starożytnego pogańskiego europejskiego światopoglądu o wojnie i śmierci, czyli najważniejszych cech imiennika Martina – rzymskiego boga Marsa, który (w przeciwieństwie do greckiego odpowiednika Aresa) reprezentował bóstwo chtoniczne, a także wojnę.

Odpowiedź zapisana w gwiazdach?

Dlaczego zatem św. Marcin wypada wtedy, kiedy wszyscy odpoczywają po zakończonych pracach, spiżarnie są na razie pełne i poza pogodą nie ma się w tej chwili czym martwić? Na niebie sezon wyznacza ekspozycja wielkiego zimowego „wojownika” (lub „myśliwego”) – konstelacji Oriona – wyobrażonego jako człowiek trzymający wysoko miecz i tarczę. Inną interpretacją może być pasterz – bydło zazwyczaj przenoszono z pastwisk do swoich zimowych stajni przed Martinmasa, a sezon wypraw wojennych dobiegał końca, bo rychło drogi i gościńce mogły pokryć się śniegiem. Pokazująca się w niebiosach konstelacja wojownika-łowcy-pastucha mogła być postrzegana jako wskaźnik, że takie działania na ziemi powinny zostać zakończone. W Niemczech istniała inna stara tradycja, polegająca na tym, że pasterze dawali rytualną wiązkę gałęzi (Martinsgerte – „Martin’s Switch”) rolnikowi w Martinmas, która była wykorzystywana w (Beltain) do wyganiania bydła na letnie pastwiska. Może to oznaczać, że pasterstwo było pracą sezonową, a w wielu miejscach dzień św. Marcina był tradycyjnym świętem pasterzy. Niezależnie od nazewnictwa i patrona, różdżki i gałązki pojawiają się w wielu europejskich zimowych tradycjach ludowych i przedstawieniach sprzed współczesności. Mówi się, że Martin był pochodzenia iliryjskiego – z „naddunajskich” prowincji późnego imperium rzymskiego. Europa Wschodnia i Germania dostarczały wielu elitarnych jednostek kawalerii rzymskiej armii, a od końca 3 wieku wojskowi z tych regionów zdominowali wyższe szczyty rzymskiej hierarchii wojskowej, nawet ochraniając cesarzy.

Severus opowiada liczne historie o tym, jak Martin niszczył święte gaje i świątynie galijskich pogan, więc narracja jego hagiografii musiała wyjaśnić to. Tours to „belgijska” część Galii, silnie naznaczona kulturowym ruchem militarno-duchowym, który wydaje się stymulować celtycką ekspansję ery „La Téne” drugiej połowy pierwszego tysiąclecia p.n.e. Oprócz rytualnego żebrania i świętowania altruizmu, istnieje jeszcze jeden stary zwyczaj związany z świętem Marcina, z udziałem ptaków. Przyczyna tego zwyczaju opiera się na hagiografii pozostawionej przez współczesnego Martina, wspomnianego już Severa, ilustrując ją opowieścią o tym, że Martin ukrył się w gęsinie, gdy tłumy w Tours chciały podniesienia go do rangi biskupa (inna wersja mówi, że schował się w komórce z gęsiami przed posłańcem, bo wcale nie chciał zostać biskupem). Gęsi zdradziły jednak jego obecność i został zmuszony do przyjęcia honoru. Niezależnie od hagiograficznych legend, w tym czasie w starożytnym kalendarzu rolniczym w Europie istniało tradycyjne rzeźnictwo gęsi i trzody chlewnej (mięso następnie było solone, aby mogło być przechowywane jako zapasy na zimę). W niemieckich regionach etniczno-językowych Schlachtfest („Festiwal uboju”) z reguły zbiegał się z Martinmas. Tradycja uboju zwierząt w tym okresie mogłaby wyjaśnić dawny zwyczaj w niektórych częściach Irlandii – przetrwał do początków XX w. – krew z ptaka rozlewano na granicach gospodarstwa (znów ta mediacja), progach i na wejściu do zagrody, aby zapewnić szczęście (lub ochronę) na nadchodzący rok. Ta tradycja uboju ptaków przekształciła się w festiwal „Święto Dziękczynienia” zapożyczony przez amerykańskich osadników, obchodzony w trzeci czwartek listopada.

A jednak poganie

Między dniem Wszystkich Świętych a Martinmasami (11 listopada) nie ma festiwali ludowych o wielkim znaczeniu, choć w dniu Świętego Huberta, 3 listopada, we Flamacji powstają specjalne małe ciasta, ozdabiane atrybutami świętego, patrona polowań, i są spożywane nie tylko przez ludzi, ale przez psy, koty i inne zwierzęta domowe.

Najbardziej oczywistą „cechą” Martinmas jest ucztowanie i biesiadowanie przy stołach zastawionych mięsiwem. Przyczyny ekonomiczne sprawiały, że w połowie listopada miał miejsce okres wielkich rzezi zwierząt hodowlanych u Germanów, ponieważ śnieg, który padał w tym czasie coraz częściej, uniemożliwiał wypasanie zwierząt, i nie było wystarczająco dużo paszy, aby utrzymać całe stado przez zimę. Tak więc był to czas ucztowania na i składania ofiar ze zwierząt, jak sugeruje stąd używana przez Anglosasów nazwa listopada – Blot-monatha, miesiąc składania ofiary. Dopiero w V wieku św. Marcin stał się wielkim świętem kościelnym ustanowionym przez papieża Marcina I.  To mógł być fortel wymyślony dla wchłonięcia i chrystianizacji noworocznych uroczystości narodów teutońskich. Cześć św. Marcina rozprzestrzeniła się szybko w kościołach północnej Europy i uważano go tam za jednego z głównych świętych. Jego dzień nie jest już świętem kościelnym o wysokiej randze, ale obchody jego imienin i związane z nimi imprezy i festiwale folklorystyczne wciąż cieszą się dużą popularnością. Tradycja uboju zachowała się w brytyjskim zwyczaju zabijania bydła w Dzień Świętego Marcina – „Martlemas beef” – oraz w niemieckim jedzeniu gęsi i świni św. Marcina. Gęś marcińska jest w Niemczech równie ważną cechą festiwalu, jak na cześć Michała z wrześniowego „feast of the angels”. Kolejnym dowodem na to, jak bardzo pogański rodowód ma to święto, jest wróżenie z kości spożytego ptactwa, dokładnie z tych znajdujących się w piersi. W Danii w Martinmas je się gęś, a na podstawie koloru jej kości przewiduje się jaka będzie zima – ślady bieli zapowiadają wielkie śniegi, brązu – siarczyste mrozy. Podobne wyobrażenia można znaleźć w Niemczech, choć nie zawsze występuje zgodność co do tego, która barwa powinna być interpretowana jako zapowiedź śnieżyc, a która zimna.

W St Peter’s w Irlandii, zwyczaj składania ofiar ze zwierząt kultywowany był jeszcze w XIX wieku. W każdym gospodarstwie domowym zabijano zwierzę a jego krwią kropiono próg domostwa. (Identyczne postępowanie w przypadku Słowian na Bałkanach wiosną, gdy składano ofiarę z pierworodnego baranka i jego krwi używano w podobny sposób). Wygląda na to, że zwierzę było ofiarowywane św. Marcinowi, prawdopodobnie jako następcy jakiegoś lokalnego pogańskiego bożka, wierzono, że zsyłał nieszczęście na tych, którzy nie dopełnili tradycji. Nie jest wykluczone, że te obrzędy zostały przeniesione do Martinmas ze starego celtyckiego święta Samhain. W niemieckich regionach winiarskich Martinmas był dniem pierwszej degustacji nowego wina, a ucztowanie w tym dniu dało świętemu reputację obżartucha i żarłoka; stało się nawet zwyczajem mówienie o osobie, która roztrwoniła swój majątek prowadząc życie raczej rozrywkowe: Martinsmann.  W Böhmerwald uważa się, że wino zabrane w Martinmas daje siłę i piękno, a chłopcy i dziewczęta zbierają się w karczmach, by pić.

Możliwe, że pozostałością po ofierze są rozdawane w Niemczech specjalnie pieczone na tę okazję rogale w kształcie podkowy. Ogniska płoną w Martinmas w Niemczech, na brzegach Renu, między Kolonią a Coblentzem, ogromna ich liczba płonie na wałach i przy brzegu rzeki, młodzi ludzie przeskakują przez płomienie i tańczą wokół nich, a popioły są rozsypywane na polach, aby uczynić je płodnymi – bardzo chrześcijański zwyczaj. 😉 W Belgii, Holandii i na północnym zachodzie Niemiec procesje św. Marcina rozświetlają lampiony zrobione z rzepy, które niosą dzieci. W dzielnicy Eichsfeld mała rzeka Geislede świeci światłem świec umieszczonych w pływających łupinach orzechów. Nawet praktyka przeskakiwania przez ogień przetrwała w zmodyfikowanej formie, ponieważ w północnych Niemczech nierzadko zdarza się, że ludzie w dniu świętego Marcina przeskakują nad zapalonymi świecami ustawionymi na podłodze salonu. W XV w. „pożary” Martinmas były tak liczne, że festiwal otrzymał nazwę Funkentag. Zgłębiając te zwyczaje osoba, która ma jakąś wiedzę na temat wierzeń pogańskich pewnie nie oprze się wrażeniu, że obchody świętomarcińskie bardzo przypominają wszelkie działania ku czci Frau Holle i Perchty, w tradycji niemieckiej poniekąd przejmuje on jej „obowiązki” – co prawda osoba odrywająca jego rolę chodzi przebrana za biskupa, ale tak samo jak boginie sprawdza, czy dzieci były grzeczne i jeśli tak, obdarowuje je słodyczami i orzechami, a jeśli ich zachowanie pozostawiało wiele do życzenia – dostawały rózgę (identiko jak tak zwana św. Łucja u Skandynawów, na którą przemianowano dawne boginie zimy). W Ypres nie pojawia się w sposób widoczny, ale dzieci rozwieszają pończochy wypełnione sianem, a następnego ranka znajdują w nich prezenty, pozostawione przez świętego w podziękowaniu za paszę dostarczoną dla jego konia. W wielu regionach jest wyobrażany jako jeździec na białym koniu; gdy pada śnieg w Martinmas, ludzie mówią, że święty jedzie białym koniu. Część badaczy sugeruje, że św. Marcin mógł zająć miejsce Wodena. Być może nie bez znaczenia jest to, że podobnie jak on, Marcina wizualizowano jako zbrojnego jeźdźca.

 

  1. J. Dowden, “The Church Year and Kalendar” (Cambridge, 1910)
  2. C. S. Burne and G. F. Jackson, “Shropshire Folk-Lore”
  3. W. Henderson, “Folk Lore of the Northern Counties of England and the Borders” (2nd Edition, London, 1879)
  4. Clement A. Miles, Christmas In Ritual and Tradition, Christian and Pagan
  5. http://www.lavesiroos.ee/public/files/St%20Martin%5C%27s%20Day%2010th%20of%20November.pdf
  6. http://www.folklore.ee/erk/exhibits/show/mardipaev

1 Comment

  1. Magdalena Borowiec Reply

    Bardzo ciekawe. Dla mnie do niedawna to święto było w ogóle nieznane. Końcówka artykułu nasuneła mi skojarzenie z mikołajkami 😉

Write A Comment