O niebezpieczeństwach w postaci rozlicznych diabłów i demonów czyhających na kobietę pisałam już  TUTAJ chociaż jest tego tyle, że mogłaby z powodzeniem powstać praca naukowa na taki temat. Nikogo w historii świata nie obowiązywało tyle zakazów i nakazów, z iloma musiała liczyć się płeć niewieścia. No, może jeszcze dzieci straszono na każdym kroku, ale przecież z wieku pacholęcego się wyrasta, a z bycia „słabszą i gorszą” teoretycznie nie…

1. Przed narodzinami – cyrk, mnóstwo zakazów i nakazów. A co potem? Najlepiej mieli zawsze ci, którzy urodzili się z resztą błony płodowej na głowie – mówiono o nich, że „przyszli na świat w czepku”, co miało gwarantować nadprzyrodzoną wręcz pomyślność i szczęście we wszystkim, czego się podejmą. Dlatego zasuszony „dowód” przechowywano pieczałowicie, najczęściej za świętym obrazem albo w innym szczególnym miejscu, pewnie miało służyć za talizman. Byli i tacy, którzy nosili czepek przy sobie przez całe życie, przekonani, że jego obecność ochroni ich od złej przygody i zapewni bogactwo oraz dobrą passę – dlatego szczególnie chętnie wyposażano się w niego przed zawarciem ważnych transakcji, sprzedażą, albo w ogóle mając perspektywę zarobku.

2. Pierwszy krzyk był wręcz warunkiem kontunuowania dopiero co rozpoczętego życia. Odbierająca poród babka robiła wszystko, by zmusić małego człowieka do złapania tego najważniejszego oddechu (kolejna analogia – hałas – życie. Jeśli dziecko przy chrzcie płacze i krzyczy, to będzie żyło; jeżeli zaś śpi albo jest potulne i ciche, to umrze. Żeby nie dopuścić do śmierci człowieka będącego w agonii, podnosi się krzyk i płacz. Tylko hałas może przebudzić świat do życia – dlatego początek wiosny liczy się od pierwszego grzmotu, a wszystkim obrzędom powitania wiosny towarzyszyć musi rytualna wrzawa. Brak przyśpiewek i pohukiwań na weselu spowodować może bezpłodność panny młodej. Górale wielu okolic witali świt w dni niektórych świąt wchodząc na wierzchołki wzgórz, gdzie zwróceni twarzami na wschód, podnosili wielką wrzawę na widok podnoszącego się brzasku.) Jeśli dziecko nie płakało, dostawało siarczystego klapsa (to chyba praktykuje się do dzisiaj), było kołysane na sicie albo toczone w drewnianej niecce (trudno sobie dziś wyobrazić przebieg tych zabiegów, ale musiały być na tyle nieprzyjemne, że wywoływały pożądany skutek).

3. Bardzo ważnym przystankiem w pierwszym dniu życiowej podróży była kąpiel. Babka wkładała dziecko do drewnianej balii z wodą – jej temperatura była bardzo istotna i wybierano do tego raczej chłodniejszą niż ciepłą, w obawie przed tym, że dziecko będzie miało zły, gwałtowny charakter, jeśli włoży się je do zbyt gorącej wody – powiedzenie o kimś, że jest w gorącej wodzie kąpany przetrwało zresztą do dziś w niezmienionym rozumieniu.

4. Podobnie jak dziś, również dawniej sporo dzieci rodziło się z żółtaczką. Żeby przywrócić dziecko do zdrowia, na dno balii kładziono złoty pierścionek lub obrączkę, która miała „wyciągnąć” chorobę, co akurat nie było żadną nowością, bo już w starożytności przypisywano temu kruszcowi właściwości terapeutyczne i życiodajne – według Pliniusza okłady ze złota leczyły wrzody i grzybicę, później stosowano je do terapii przeciwtrądowej, podawano chorym na odrę i puchlinę wodną. Nic dziwnego, że wiedza o tym przeniknęła do późniejszej medycyny ludowej.

5. Po odbytej ablucji dziecko było spowijane (przecież i dziś mówi się o czymś dopiero rozpoczętym, że jest „w powijakach”) czyli okręcane poczynając od stóp aż po głowę, szerokimi lnianymi taśmami i żegnała się nad nim znakiem krzyża. Dopiero wtedy podawała je matce do ucałowania, błogosławiła jej i maleństwu, a później, na końcu, pokazywała reszcie rodziny.

6. Szczęśliwie zakończony poród był wspólnym sukcesem odbierającej i rodzącej – gdy kobieta była młoda i silna, a dziecko ułożone prawidłowo, znachorka nie miała zbyt wiele do zrobienia. Jednak kiedy pojawiały się komplikacje, jej wiedza była niewystarczająca do przeprowadzenia potrzebnych zabiegów, które w normalnych warunkach wymagają interwencji chirurga (np. krwotok). Kiedy akcja porodowa się przedłużała, babka kładła rodzącej na pępek liście laurowe zmieszane z tłuszczem lub alkoholem, okładała jej brzuch kobylim nawozem (absolutnie nic dziwnego, stosowanie ekskrementów na różnego rodzaju dolegliwości było normą. W przypadku łuszczenia się skóry na rękach lub nogach smarować je własnym moczem lub własnymi odchodami. „Na głuchotę najlepsza jest zajęcza uryna, którą należy wpuszczać w uszy kroplami samą lub z winem zmieszaną.” Kobiecie podejrzanej o bezpłodność okładają części rodne odchodami cielnej krowy zmieszanymi z kogucim moczem. „Rany goją się dobrze pod okładami z odchodów własnych.” Odchody ludzkie (ewentualnie krowie) przykładać należy na nagniotki i „inne martwe mięso”. Ranę po zacięciu siekierą lub wydarciu kawałka ciała leczy się „zatykając łajnem”. Okłada się nawozem organy płciowe objęte owrzodzeniem syfilitycznym. Miejsca odmrożone (tzw. „obmarłe”) obmywa się moczem, okłada płótnem zamoczonym w urynie lub kałem. Na chore oczy zaleca się „pomiot gęsi”, dzikiego ptaka drapieżnego lub bociana. Odchody świńskie pomocne są na bóle żołądkowe.

7. W skrajnych przypadkach wleczono rodzącą po podłodze, potrząsano, a nawet wieszano głową w dół i w tym czasie ugniatano brzuch. Niekiedy aby zmienić ułożenie płodu wyprowadzano rodzącą na rozstajne drogi, pod krzyż lub kapliczkę. Znów pojawia się element mediacji i magicznych właściwości wszystkiego, co jest „trochę tu, trochę tam”. Jak wynika z relacji zawartej w książce S. Dworakowskiego, zdarzało się, że gdy kobieta nie mogła urodzić, babka próbowała siłą wydobyć z jej łona płód lub zatrzymane łożysko, wkładając rękę do macicy i szarpiąc z całej siły, tak, że czasami łóżko ciągnęło się przez izbę a przeraźliwe krzyki rodzącej było słychać w całej wsi. Takie radykalne rozwiązania kończyły się zwykle śmiercią rodzącej w mękach. Mówiono wtedy, że babka „podarła jej środki”. Zwykle jednak społeczność przyjmowała takie niepowodzenia ze zrozumieniem, nie obwiniano babki, bo przecież „jak świat światem” nieszczęścia się zdarzały, a ryzyko śmierci matki i noworodka jest wpisane w poród, niezależnie czasem od tego jak fachowa jest opieka.

8. Po zakończonym porodzie i wszystkich związanych z nim obrzędach, położnica z wdzięcznością całowała ręce babki, które pomogły jej w krytycznych chwilach. Należy zaznaczyć, że babka nie pełniła wyłącznie roli akuszerki, ale też w pewnym sensie szamanki, bo to do niej należało dopełnienie wszystkich obrzędów kataraktycznych. W niektórych regionach )zwłaszcza na południowym wschodzie, położnica i „położna” obmywały sobie nawzajem ręce wodą ze słowami: „oczyszczam Twoje ręce z brudu mojego”. Niekiedy, dodatkowo, babka obsypywała młodą matkę owsem. Rytualnie zmywano także progi i ścianę w pobliżu łóżka, co nazywano „myciem muru” z poporodowej zmazy.

9. Bywało, że kiedy dziecko po urodzeniu było bardzo słabe i istniała uzasadniona obawa, że nie przeżyje i tym samym nie zostanie przyjęte do grona chrześcijan, w rolę księdza wchodziła babka i chrzciła noworodka zwykłą wodą, błogosławiąc mu znakiem krzyża.

10. W niektórych wsiach, babka kładła dziecko na chwilę pod ławą lub koło pieca, obnosiła je po wszystkich kątach, aby „pokazać” domowi, że pojawił się w nim nowy członek rodziny. Babka jako tzw. nosaczka (i nie chodziło o Grażynę z memów) uczestniczyła w ceremonii chrztu, trzymając dziecko na rękach w drodze do kościoła – dopiero tam przekazywała je matce chrzestnej.

11. Babka, jako osoba w pewnym sensie namaszczona, bo wykonywała przecież pierwsze czynności związane z obrzędami recepcyjnymi, nigdy nie domagała się zapłaty za swoją posługę ani tym bardziej nie ustalała jej formy czy wysokości. Była jednak osobą na tyle ważną i szanowaną, że mogła liczyć na potraktowanie ze wszystkimi honorami. Obowiązkiem rodziny było ugoszczenie „położnej”, wypicie z nią toastu zwanego pępkowym (zwyczaj znany w sumie do dzisiaj, pępkówką nazywa się obrzydliwą wódkę rozrobioną z imbirem albo inną pikantną przyprawą). Oprócz tego obdarowywaną ją produktami spożywczymi, pieniędzmi „Na mydło” i kawałkiem czystego płótna.

SKĄD?  S. Dworakowski, Zwyczaje rodzinne w powiecie Wysoko – Mazowieckim, Warszawa 1935

J.S. Bystroń, Słowiańskie obrzędy rodzinne. Obrzędy związane z narodzeniem dziecka, Kraków 1916

L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej

Całe bogactwo Biegelsteina: U kolebki, przed ołtarzem, nad mogiłą, Wesele, Matka i dziecko…

Write A Comment