WTF?!  Jedno święto dla wszystkich

Nasi zapobiegliwi przodkowie wychodzili z założenia, że w życiu równie bywa i nigdy nie wiadomo kiedy przyda się łaska Bogów „z góry” a kiedy „z dołu”. Ustanowili więc dwa osobne święta, jedno dla Peruna i reszty dworu, drugie dla Welesa i jego  załogi. Na przełomie kwietnia i maja oddawano cześć „niebiańskim”, a na początku listopada, 3 dni po nowiu (siłą rzeczy data musiała być ruchoma, ponieważ Słowianie posługiwali się kalendarzem solarno – lunarnym), odbywały się obchody poświęcone władcom „podziemnym”. Podobnie rzecz miała się u Celtów, W badaniach nad pochodzeniem i sensem święta Samhain bardzo istotne jest, by wziąć pod uwagę ten wyraźny podział roku na Jasną i Ciemną część, które rozpoczynane odpowiednio przez dwa najważniejsze święta: majowe Bealtaine i październikowe/listopadowe Samhain. Rytuały właściwe dla obu tych świąt wskazują na ich ścisłe połączenie ze sobą i coś na zasadzie ying-yang, symbolizują dwie przeciwstawne energię, lato i zimę, światło i ciemność. To, co jest wyraźne i aktywne w jednym jest niejawne, a nieaktywne w drugim, i na odwrót. Często jest to wyrażane jako wyobrażenie, że to, co znika w naszym świecie, natychmiast staje się obecne w Innym Świecie, a nawet zasugerowało na tej podstawie, że nazwa “letnia” Samhain miała początkowo oznaczać początek innego letniego świata! Niezależnie od tego, czy jest to wiarygodne, czy nie, pewne jest, że podczas gdy Samhain rozpoczynał jeden rodzaj rocznego cyklu, a Bealtaine dawało początek drugiemu, oba mogły być interpretowane jako rodzaj “Nowego Roku”, jednak można przypuszczać, że to Samhain – “skupione” wokół ciemności jest ważniejsze od jasnego i świetlistego Beiltane.

WTF?! Czas powagi, łez i zadumy

Czas smutku, powagi i zadumy …akurat. Przypadające (umownie) 2 maja święto „jasnych” przypominało bardziej Noc Kupały niż obchody ku czci i rodowe wypominki. Z powodu frywolnego zabarwienia i rozwiązłych zabaw uczestników, było podwójcie zażarcie zwalczane przez Kościół Katolicki. Tradycja jednak była zakorzeniona bardzo mocno w ludzkiej świadomości i nawet jeśli udało się zatrzeć sens i pierwotne wierzenia, to przyzwyczajenie do kultywowania pewnych obrzędów pozostało. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu na wiejskich cmentarzach widywano tej nocy płonące na grobach ogniska.

WTF …czyli impreza dla wszystkich

W nocy z 1 na 2 listopada w domach odbywały się przyjęcia i uczty. Jasne, niby wszystko się zgadza, jedyna drobna różnica to taka, że gospodarze wcale w niej nie uczestniczą, a wszyscy zaproszeni goście na co dzień rezydują na pobliskim cmentarzu. Przygotowane dla przodków posiłki pozostawiano na noc na stołach lub w piecach, by przybywające dusze mogły się posilić przed długą drogą powrotną w zaświaty.

Ogniska płonące na grobach zwiastowały rozpoczęcie Dziadów.

Zamiast zaproszeń na Fejsbuku była Uczta Kozła, w której brali udział tylko Ci, którzy byli już jedną nogą po tamtej stronie – wiadomo, starcy i żebracy. Porządku obraz pilnował mistrz ceremonii zwany Gęślarzem, a zadaniem zgromadzonych było wywoływanie po imieniu zmarłych członków społeczności , by nocą mogli przybyć na wieczerzę do swoich dawnych domostw. Dlatego okna i drzwi do chałup musiały pozostać otwarte, by dusze bez przeszkód mogły dostać się do środka i zasiąść do stołów.

WTF?! Ciasteczka nietoperze i babeczki-trupie czachy

No nie do końca. W przekonaniu naszych
przodków kulinarne delikatesy przygotowywane z okazji najważniejszych świąt
wyglądały trochę inaczej – zgadza się natomiast to, że i przed wiekami i w
dzisiejszych czasach najważniejsza składowa uczty to alkohol*

Specjalnie na tę okazję pieczono podłużne bochenki żytniego chleba, który
pierwotnie przeznaczony był na posiłek dla wędrujących dusz. Później, jeszcze w
latach 30. Ubiegłego wieku, kiedy dawne święte dawno uległy zawłaszczeniu przez
Kościół Katolicki, strawę przynoszono pod cmentarne mury i tam rozdawano
„dziadom”  – pobożnym pielgrzymom, którzy
w zamian za posiłek czy drobny datek pieniężny, modlili się o łaskę dla
zmarłych członków rodziny obdarowującego.

WTF? Festiwal czartów, potworów i zombie

No nie do końca… w miarę umacniania się pozycji KK, obchody tego święta i związane z nimi obrzędy nabierały coraz bardziej sakralnego charakteru. Wierzono, że dusze zmarłych w wigilię 2 listopada wychodzą w procesji z cmentarza i udają się do kościoła, by wysłuchać mszy celebrowanej przez zmarłego proboszcza. Dopiero po zakończeniu nabożeństwa mogły udać się do domów krewnych i ucztować w nich do świtu.

WTF?! Świeczki w dyniach, znicze i lampiony

Już to widzę. Dynie? Nikt by sobie nie pozwolił na takie marnowanie jedzenia, po drugie, przez całe wieki na wsiach świece były raczej ekskluzywnym i niedostępnym towarem. Na ciemnych gościńcach, przy rozstajnych drogach rozpalano nocą wielkie ogniska, przy których wędrujące dusze mogły się ogrzać i odpocząć. Ogień (pełniący w tym przypadku funkcję ochronną) rozniecano także przy cmentarnych murach, w miejscach pochówku samobójców, osób zmarłych nagłą śmiercią, porońców i nieochrzczonych dzieci.

WTF?! Kwiaty i wieńce na grobach

Dawniej, na „podejrzanych” mogiłach, w których spoczywali samobójcy, przez cały rok układano symboliczny stos – każdy przechodzień miał obowiązek rzucić nań gałązkę. W wigilię Dziadów podpalano go – ogień miał zapobiegać wydostaniu się z mogiły upiora.

WTF?! Cmentarze, zamczyska i nawiedzone domy

W czasach słowiańskich wszelkie obrzędy związane z kultem zmarłych (i nie tylko) odbywały się w miejscach, którym przypisywano pewne magiczne właściwości – na wzgórzach, polanach, pod świętymi drzewami. Po ekspansji chrześcijaństwa część wierzeń i związanych z nimi zwyczajów „przeniesiono” na tereny kościelne, do kaplic i na cmentarze. Jednak zmiany w tym względzie zaszły tylko pozornie, ponieważ bardzo częstą praktyką była budowa obiektów sakralnych właśnie w miejscach „świętych” dla pogan.

Write A Comment