Połóg też nie był łatwym czasem dla kobiety. Fakt wydania dziecka na świat wcale nie był równoznaczny z tym, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Położnica niby dochodziła do zdrowia, wciąż jednak uważana była za nieczystą, dlatego również i ten okres wiązał się z przestrzeganiem szeregu zakazów i nakazów, które miały uchronić zarówno kobietę jak i otoczenie od szeregu nieszczęść, jaki bezwiednie mogła sprowadzić. Dopiero kościelny wywód był momentem „oczyszczenia”. W biednych rodzinach wiejskich ten poporodowy odpoczynek zwykle nie trwał długo, bo obowiązki nie pozwalały na to, żeby w spokoju mogła „stanąć na nogi”. Gospodarstwo i pozostałe dzieci oraz opieka nad nowonarodzonym malcem były zwykle ważniejsze niż własna słabość. W dniach poprzedzających ten powrót do normalności, świeżo upieczoną mamę i dziecko odwiedzały kobiety (wizyty mężczyzn były zakazane), głównie mężatki, bliskie i dalekie krewne oraz sąsiadki. Były to tak zwane „nawiedziny”, zwane w Wielkopolsce „popielinami”.

Podczas takich wizyt błogosławiono mamie i dziecku, nie szczędzono rad i wskazówek dotyczących pielęgnacji i wychowania. Przynoszono także dary, głównie pożywne jedzenie, o które na wsi wcale nie było łatwo: biały chleb, kury na rosół (który uważany był za potrawę wyjątkowo wartościową, dlatego podawano ją osobom słabym i chorym, żeby mogły się wzmocnić), ser, śmietanę, jajka, kaszę, ziemniaki, a także przygotowane wcześniej domowe potrawy. To był właściwie jedyny legalny kontakt ze światem, jakiego doświadczała kobieta w tym niezwykłym okresie izolacji obrzędowej, bezwzględnie przestrzeganym przez wszystkich. Ludzie zwykle bali się urągać obyczajowi. Takie odwiedzanie niedomagającej było wyrazem życzliwości i sąsiedzkiej troski. W pierwszych sześciu tygodniach po porodzie nie wolno było kobiecie opuszczać domu, przekraczać progu, schodzić do piwnicy ani wychodzić na strych, bo te części obejścia były uważane za niebezpieczne. Jeśli już konieczne było udanie się tam, powinna idąc modlić się, żeby żadna piekielna siła nie wyrządziła krzywdy jej ani dziecku. W XIX wieku ten zakaz złagodzono, kobiety mogły poruszać się w obrębie ogrodzenia, ale tylko w towarzystwie i przed zachodem słońca. Warto nadmienić, że nie musiał to być człowiek, za kompana mógł służyć pies albo kot. Nieprzekraczalną granicę stanowiły oczywiście, jak zwykle, miejsca mediacyjne, miedze, rozstajne drogi, przełazy, progi cudzych domów. Zakazane również były wszelkie kontakty sąsiedzkie i towarzyskie, z wyłączeniem tych „babskich” wizyt. Nie wolno było również brać udziału w ceremoniach.

Po zapadnięciu zmroku do domu w którym mieszkała kobieta w połogu nie zapuszczali się nawet sąsiedzi, w obawie, że jej obecność może wywierać szkodliwy wpływ. W Beskidzie Śląskim powiadano, że do kobiety w połogu „diabeł ma przystęp”, dlatego musi być szczególnie chroniona przed czarcimi sztuczkami, więc przez całą dobę była pilnowana przez króregoś z domowników, na całą noc pozostawiano w izbie zapalone źródło światła, bo ciemność sprzyjała pojawianiu się złych duchów. O seksie w tym stanie w ogóle nie było mowy, dopiero po „wyświęceniu” przez księdza i obrzędach oczyszczających można było brać się za działania na rzecz ponownego powiększenia rodziny. Podobnie jak w przypadku ciąży i miesiączki, kobieta w połogu z powodu swojej nieczystości była wykluczona z kontaktów z wodą (studnia), jedzeniem, uprawami.

Nawet wejście do kościoła na „wywód” czyli obrzęd „przywracający” ją światu, odbywało się według szczegółowego planu. Kobieta przechodziła przez ułożone na progu zioła, chleb, miseczkę w wodą święconą, nóż, siekierę, kosę i kądziel (wszystkie te przedmioty powtarzają się w rytuałach magicznych, nóż i siekiera są „obecne” także podczas porodu i również mają chronić przed urokami) bo msza miała pozwolić jej ponownie przejść granicę normalnego stanu i powrócić na łono społeczności z tego półnadprzyrodzonego wygnania jakim była ciążą i wydanie na świat dziecka. Co ciekawe, Kościół Katolicki wcale nie sankcjonował czegoś takiego i nigdzie wprost nie było powiedziane, że kobieta po porodzie jest nieczysta albo ma zakaz uczestnictwa w ceremoniach. To był „wymóg” raczej ludu niż hierarchów, więc i ten wywód przywracający nie był żadną koniecznością z punktu widzenia KKK. Tereny wschodniej Europy nie były jednak jedynymi terenami, na których spotykano się z takimi praktykami, w wielu kulturach występowały podobne przekonania.

Rytuał rzymskokatolickiego kościoła nie polegał na niczym nadzwyczajnym, zaczynał się od błogosławieństwa położnic, chociaż zawierał w sobie elementy oczyszczające. Kobiety klęczały na schodach i słuchały mszy świętej, w rękach trzymały różańce i zapalone świece. Ksiądz odmawiał przed ołtarzem specjalne modlitwy po czym wychodził po położnice, błogosławił i kropił wodą święconą. Po ceremonii kobieta odwiedzała najbliższych sąsiadów na znak, „wszystko już z nią w porządku” i może wrócić do normalnego życia. Czasami z tej okazji urządzano uroczyste spotkania dla najbliższych.

 
 



Write A Comment