Siła wyższa Cię ukarała…

1. Dla prawych mężatek – to znaczy takich żyjących „po Bożemu” w posłuszeństwie i zgodzie z rolą i obyczajem, ciąża była błogosławieństwem, a w każdym razie jako taka powinna być przyjmowana – dlatego brzemienność nazywano stanem: poważnym, odmiennym, „takim”. Ciąża była w końcu widocznym i oczywistym znakiem, że związek kobiety i mężczyzny został skonsumowany a obowiązek małżeński spełniony, co Bóg nagrodził owocem w postaci dziecka. Mówiono wtedy, że kobieta „zaskoczyła”, „zastąpiła”, „spodziewa się” albo jest „przy nadziei”.

Nie możesz? Jesteś nikim!

2. Dziecko miało być celem i sensem życia każdej kobiety, pragnieniem każdego małżeństwa, bez względu na status majątkowy – nieważne, że dzieciaki chodziły brudne, głodne i ze śpikiem do pasa, często niedojadały i chorowały – miały być, a co dalej? „Bóg dał dzieci, niech da na dzieci”. Rzeczywistość wyglądała o wiele bardziej brutalnie (zaraz się zbiegną obrońcy i znawcy, którym babcia mówiła, że za PRL-u nic nie było, a wszystko było, dzieci się same chowały i nikt nie narzekał, a między wspominanymi czasami a XIX wiekiem nie ma właściwie różnicy). Uważano, że dzieci są bogactwem biedaków, chociaż sens tego porzekadła jest żałośnie smutny, bo do poprawy sytuacji materialnej przyczyniało się głównie to, że jak tylko podrosły na tyle, żeby móc się w miarę same sobą zająć, zatrudniano je do prac najpierw w obrębie gospodarstwa, a potem jako parobków u bogatszych chłopów albo okolicznych panów.

Panowie? Pod ochroną…

3. Jeśli kobieta była bezdzietna (nigdy nie obwiniano o to mężczyzny, a raczej nie brano pod uwagę, że w grę wchodzi „syndrom leniwych plemników),  skazywało ją to na pogardę i społeczny ostracyzm. Uważano, że to coś poniżającego, dopust boży, kara za popełnione grzechy (oczywiście grzechy kobiety, w domyśle: złe, nieobyczajne prowadzenie się, mówiono, że „na wydeptanej ścieżce nic nie wykiełkuje”, lub następstwo jakiejś wstydliwej i tajemniczej choroby lub efekt rzuconego uroku lub czaru. Wychodzi na to, że choćbyś była święta, to i tak ludzie za wszystko przypną Ci łatkę, nawet za to na co nie masz wpływu. Włościanie często dochodzili do wniosku, że skoro od takich, co nie mają dzieci odwraca się Bóg, to i ludzie powinni.

Prośby i błagania

4. Wiadomo, nikt nie chciał żyć z piętnem wyrzutka, dlatego małżeństwa, które nie mogły doczekać się potomstwa robiły wszystko (na miarę swoich możliwości), by odwrócić zły los. Było błaganie Boga i świętych, posty, wotywy i litanie, ofiary na Kościół i pielgrzymki – jednak jak można się domyślić, powodzenie tego było podobne do zabiegów antykoncepcyjnych opisanych w osobnym tekście.

Natura na ratunek

5. Uciekano się oczywiście i do różnych dziwactw, a jakże, wszak tonący chwyta się brzytwy: w użyciu były swojskie leki, np. opisana w XIX wieku przez ks. Siarkowskiego bylica. Oczywiście nie mogła być inna, a tylko taka zebrana z dziewięciu miedz (ech, znów te mediacje). Właściwości wspomagające płodność przypisywano również szczyrowi trwałemu, zwanego chyba nie bez powodu rodzińcem, płodziszem, dziecinnikiem i dziecińcem, a w odmianie samczej jako mężypłów sprawiał płodność na synów, a w samiczej, jako dziewczy płód, na dziewczęta. Nazwę płodzisamca nadano pszeńcowi łąkowemu i mikołajkowi zwanemu Bożym darem.

Ryby na każdy dzień

6. Jeśli nie możesz zajść w ciążę, do zmiany tego stanu rzeczy wystarczy połknięcie w całości i na surowo drobnej rybki, ale jeszcze skuteczniejsza jest bryłka krwi odchodzącej po porodzie pierwszy raz rodzącej zmieszana z wódką i podana niepłodnej kobiecie. (Może mi ktoś wyjaśnić o co tu chodzi? Odchodzącej tak na wieki wieków, czy chodzi tu o pierwszy okres po wydaniu dziecka na świat?)

Stara ciotka radzi…

7. Jeszcze w XX wieku kumoszki z mazowieckich wsi radziły: zajść w ciążę nie możesz, wypij kieliszek wódki z krwią z pępuszka narodzonego dziecka albo skradnij lampkę palącą się przy trumnie ze zmarłym dzieckiem i rozbij ją o płot. Nie pytajcie w czym to niby miało pomóc… Gdzieś widziałam wytłumaczenie, że dzięki temu dusza tego martwego noworodka będzie szukała sobie „nowego domu” i w ten sposób zstąpi w łono tej niemogącej się doczekać potomka. Pomieszanie z poplątaniem, niby chrześcijaństwo od tylu wieków, a wszystko prawie w niezmienionej formie z czasów pogańskich zachowane, ilość analogii bezdyskusyjna.

Cóż, źle się prowadziłaś

8. Jeśli mimo stosowania tych wszystkich zabiegów i czarów kobieta nadal nie prezentowała ciążowego brzuszka, wychodziło zwykle na to, że pewnie „za panny” pozbyła się w jakiś diabelski sposób (wiadomo, dekokty, woda z prochem i skrobanie jabłonek) swojego nienarodzonego dziecka, żeby ustrzec się hańby i niewygód życia związanego z panieńską ciążą, i teraz Bóg ją za to karze. Zresztą i teraz słychać podobne głosy o antykoncepcji i aborcji, na które wielu przedstawia poparte naukowo dowody – z niektórymi trudno się nie zgodzić, większość jednak jest ma takim samym poziomie merytorycznym jak teorie płaskoziemców.

Dobrze jest mieć w domu piec

9. Nie wiem czy wiecie, ale podobno dobrym sposobem na wyleczenie męża z impotencji i bezpłodności jest nakarmienie go szczątkami spalonego wcześniej płodu. Sproszkowany można dodać do jedzenia zamiast przyprawy albo znaleźć jeszcze bardziej kreatywny sposób. Zawsze lepsze to niż cykuta na rozbudzenie namiętności.

10. NIE PRÓBUJCIE TEGO! 😉

Write A Comment