Nie ma lekko, Pani

Pojęcie dwuojcostwa, znane starożytnym, przechowało się tu i ówdzie w przeżytkach między zabobonnym ludem polskim. Pojmuje on łono niewiasty jako pole, przez które idą szeregi siewców, zarodzicieli. Mąż- powiadają – daje wprawdzie główne rysy dziecku, ale kochanek żony może dać oczy, nos czy uszy. Łączą nawet zapatrzenie się kobiety w odmiennym stanie z ojcostwem. O dziecku, nie mającem podobieństwa rysów ani do ojca, ani do matki, powiadają na Rusi czerwonej, że jest do g o ś c i podobne. Wedle starego zakonu miał Hebrejczyk obowiązek pojąć żonę zmarłego brata, „by wzbudzić w niej nasienie nieboszczyka”. (Prawo lewiratu). Od najdawniejszycb czasów praktykuje się u nas zwyczaj spędzania płodu. Sposoby, jakich używają włościanki nasze, podają J. Świętek Lud nadrabski, (Kraków 1893) i C. Saloni (Lud łańcucki, T. VI).

Lud nasz sprowadza poronienia „przez nieopatrzne skoki, nadmierną pracę fizyczną, przewieszanie się przez płoty, beczki, skrzynie, sąsięki” (skrzynie na zboże) itp., ze środków tych korzystają dziewczęta wiejskie (np. znad Raby).

Z wewnętrznych leków poronnych, używanych w tym celu, posługują się u nas odwarem sabiny, lub żyta, (sekale) którego, używają nie tylko ludy europejskie, ale także Persowie, Turcy w Azji i inn. Spędzaniem płodu u ciężarnych trudniły się u nas od wieków średnich baby, „czarownice” posługując sie w tym celu różnymi ziołami. J. Łukaszewicz w „Opisie powiatu krotoszyńkiego” podaje z aktów Kobylina następujące zeznanie Hanny Czelczonki, oskarżonej w r. 1616. o czary: „Zielami dawała dziewicom, psując płód, żeby dzieci nie rodziły”. Między innymi „przystojnej miłośnicy Zaleskiego, rodzącej, dałam limoizy, maruny białej, siemienia marchwianego i czerwonej róży; tem też zepsuję tiłód, komu chcę”.

Pasek w Pamiętnikach, spisanych w drugiej połowie XVII. wieku, opowiada, że żonie jego przez złość ludzką „uczyniono, aby więcej nie miała potomstwa”, podkładając w jej łóżku „kilka spróchniałych sztuk z trumny”. Umarły, części jego ciała, ubioru grobu, jako należące do ducha umarłego, szkodzącego ludziom, uchodzą od wieków u różnych ludów i ras za pożądany przedmiot do czarów. Podkładanie takich rzeczy pociągało za sobą śmierć danej osoby, Podobnych czarów używają do dziś dnia nasze kobiety (czarownice), aby spowodować poronienie.
<p>*Fragment książki „Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego”, pisownia oryginalna, to NIE SĄ literówki.;)

Potrzeba nie zna stanu

Nie tylko małżeństwa wśród ludu, ale bardziej jeszcze spośród inteligencji, używają różnych środków, aby nie mieć potomstwa, a powodują ten stan nienaturalny warunki ekonomiczne. Ze środków, używanych przeciw zapłodnieniu, wymieniam ejaculatio extra genitalia, sposób, przestrzegany już u barbrzyńców. np. u Kafrów i Maszajów, a dziś bardzo rozpowszechniony nie tylko na przestrzeni ziem Rzeczypospolitej polskiej, ale w całej Europie. Wielkiej popularności zażywa u nas, na Rusi i Węgrzech mniemanie, jakoby przez wydanie moczu usuwała się możność zapłodnienia, ma bowiem przez to odpływać nasienie. Aby nie mieć więcej dzieci, rzuca kobieta w Kieleckiem bryłkę odchodzącej po ostatnim połogu krwi na wodę bieżącą, w tem przekonaniu, że jak krew ta, zastępującą istotę ludzką, zniknie w nurtach rzeki, tak i jej płodność zaniknie. Aby kobieta ruska (w Hołowiecku p. Skolskiego) nie miała dzieci, wylewa ona kilka kropel swej menstruacji na garść przydziwa, a związawszy to starannie, nosi przez 9 nocy pod prawem ramieniem, przez 9 dni pod lewem kolanem, poczem zakopuje do ziemi, w kącie izby, i mówi trzykrotnie: „Nie zakopuję cię na rok, ale na zawsze!”. Dziewczyna w Huculszczyźnie, pragnąca „zamknąć sobie dzieci”” zapuszcza trochę krwi z pierwszej miesiączki .do pierwszego jaja młodej kokoszki i zakopuje je pod stołem, po nocach i 9 dniach wyjmuje jaje i widzi w niem robaczki zczarną główką, gdy je rzuci w ogień, nie będzie miała dzieci. Z licznych środków przeciw poczęciu wymieniają Białorusini następujący: uprać koszulę własną, podczas perjodu skrwawioną, wodę tę wylać na piec gorący w łaźni, albo do kłódki i wrzucić ją do studni, a dana kobieta nie będzie miała nigdy dzieci.

Na Ukrainie dziewczęta używają podobnego sposobu zapobiegającego zapłodnieniu: Piorąc koszulę ze znakami od miesiączki lub spółkowania, wylewają wodę do gorącego pieca, a gdy tam owe znaki się palą, daje się słyszeć płacz i krzyk dziecka w ogniu spalonego. Brzemienna w Turyngji zapuszcza w drzewo kroplę krwi {wśród pewnych formuł obrzędowych) w tern przekonaniu, że to usunie ciążę. Krew zastępują u ludów cywilizowanych przedmioty koloru czerwonego, zwłaszcza korale. Dlatego przeciw zapłodnieniu włościanie (nad Labą) zalecają „zażywanie proszku .ze ślubnego koralu z wódką”. Poczęcie u dziewcząt, a w pewnych warunkach u kobiet, jest niepożądane, dlatego od tysięcy lat posługiwano się na wszystkich stopniach kultury najróżnorodniejszymi środkami, celem sztucznego poronienia lub usunięcia noworodka. Medycyna porównawcza ludów rozróżnia środki mechaniczne, bezpośrednie, jak np. przekłucie błony lub pośrednie: podnoszenie wielkich cięż arów, skakanie itp.

W celu spędzenia płodu dziewczęta wiejskie z okolicy Krakowa, Hucułki, Niemki i in. zażywają nietoty czyli widłaku (lycopodjum); góralki w Pieninach, Rusinki, Rumunki,- Bawarki i in. zażywają sabiny (Juniperus sabina) i belladony albo odwaru ruty. Roślinę tę uważa już Piotr de Crescentis w Ks i ę g ac b o g o s p o d a r s t w i e ‚(1549), a za nim Marcin z Urzędowa w Herbarzu (Zielniku) polskim (Kraków 1595), mężczyzna, gdy jej zażyje, „traci pokolenie” czyli zdolność zapłodnienia. Potwierdza, to Szymon Syreński w swoim Z i e l n i k u (Kraków 1(13). Ruta od wieków pielęgnowana w ogródkach dziewoi polskich każdego stanu, („rutkę sieje” opiewają z czasów Zygmuntowskich), do dziś jako symbol dziewictwa używana przy weselach, służyła w starożytności (Hipokrates Dioskurides) za środek do spędzania płodu. Już Soranus z Efezu w Ginekologji swej wymieniał liście ruty między środkami, które zabijały płód w łonie. Dziewczęta wiejskie używają też odwaru wierzby, aby nie zajść w ciążę. Lud nasz z Żarek, zarówno’ jak lud czeski, ukraiński i południdniowosłowiański posługuje się w tym celu następującym sympatetycznym środkiem.

Zakazany środek w doniczce

Uraźnik (nasz storczyk) posiada korzeń rozdzielający się na pięć odnóg „podobnych do pięciu przykurczanych palców ręki ludzkiej”, Białorusinki nad Niemnem korzeń tej rośliny,zgotowany, piją w tern przekonaniu, że jeden z tych niby palców zabezpiecza kobietę na jeden rok od macierzyństwa, dwa na dwa lata. Panna młoda w Bośni i Hercegowinie, nie chcąca mieć dzieci, używa następującego środka sympatetycznego: gdy siada na konia, mającego ją odwieźć do nowego domu, wsuwa pod pas siodła dłoń, a ile palców ukryje pod pasem, tyle lat będzie niepłodną, gdyby włożyła tam obie ręce, nie porodziłaby już nigdy dziecka. Serbka z Pleternicy siadając na wóz weselny, podkłada sobie pod siedzenie tyle palców u ręki, ile lat pragnie być bezdzietną, przyczem mówi: „siadam na 3 palcach, abym tyle lat dzieci nie rodziła”, (T. DI’agicevic i Krauss, Serbischer Zauber und Brauch Kinderhalber. Am Urquell 1892 III. 161-2). Panna młoda z ludu rumuńskiego, niechcąca mieć dzieci, trzyma w zanadrzu tyle orzechów, ile lat chce być bezdzietną i po ślubie zakopuje dwa orzechy. U górali na Węgrzech, gdy młoda nie chce mieć dzieci, chucha 3 razy do kłódki, po czem zamknąwszy ją, rzuca w wodę.

Write A Comment